05-08-2010, 20:49
hmm, ja generalnie kocham adrenalinę, więc moje życie obfituje w zdarzenia mogące wydobyć ją choć troszkę
Więc mam za sobą jazdę na rowerze z prędkością 80 km/h, skoki do wody z 9-10 metrów, skoki na rowerze, downhille i inne, byle niebezpieczne zdarzenia. Ale najbardziej chyba w życiu poczułem adrenalinę dwa razy:
Pierwszy raz jak......uciekłem przed strażą miejską (do policji i innych organów ścigania - sprawa się przedawniła, a poza tym to wszytko nie prawda
). To było niewinne przekroczenie przepisów - przejechałem na rowerze za młodu (parę lat temu) na czerwonym świetle i pech chciał, że jechał strażak na skuterze. Zatrzymał mnie i był do mnie baaaardzo chamski (np. on do mnie: "Imię!", no to ja na spokojnie "proszę nie krzyczeć, moje imię?" a on jeszcze bardziej wkurzony "nie, moje! " hehe) no więc po podaniu przeze mnie fałszywych danych, on zaczął je sprawdzać w bazie. I gdy zaczął sprawdza ja ruszyłem
gonił mnie chyba tym skuterkiem z dobre 20 minut, ale mu uciekłem, okrążając budynek do o koła a pajac skręcił w bok
No ale adrenalinka była 
Druga sytuacja (do organów ścigania - najpierw mi udowodnijcie proszę, że złamałem prawo, nagranie czy coś innego
) - ścigałem się z facetem samochodem (wygrałem!
) z tym, że było to po mieście. No i ja jechałem przodem, bo tak jak mówiłem, jechałem szybciej. On jechał bardzo blisko na moim zderzaku, prędkość była około 180 km/h (przypominam - miasto). W pewnym momencie zbliżałem się do trzech samochodów jadących w kolumnie (dwupasmowa droga) gdy ten środkowy dał lewy migacz i delikatnie zbliżył się do mojego pasa (wciąż miałem wspominaną prędkość - on, może 70 km/h). Zatrąbiłem, a on wrócił na swój pas (wrócił to za dużo powiedziane, bo nie znajdował się jeszcze na moim pasie, ale miał taki zamiar). No i wtedy poczułem chyba największą adrenalinę w życiu - ja 180 km/h, faceta za mną podobną prędkością, blisko mnie, droga dwupasmowa i dobra nawierzchnia, ale po bokach barierki, z tym, że gdyby przeciął tą lewą, no to bym się znalazł na trasie do czołowego zderzenia. No ale wszystko się dobrze skończyło. Może i głupie i nieodpowiedzialne jest takie ściganie, ale ja to lubię.
Więc mam za sobą jazdę na rowerze z prędkością 80 km/h, skoki do wody z 9-10 metrów, skoki na rowerze, downhille i inne, byle niebezpieczne zdarzenia. Ale najbardziej chyba w życiu poczułem adrenalinę dwa razy:Pierwszy raz jak......uciekłem przed strażą miejską (do policji i innych organów ścigania - sprawa się przedawniła, a poza tym to wszytko nie prawda
). To było niewinne przekroczenie przepisów - przejechałem na rowerze za młodu (parę lat temu) na czerwonym świetle i pech chciał, że jechał strażak na skuterze. Zatrzymał mnie i był do mnie baaaardzo chamski (np. on do mnie: "Imię!", no to ja na spokojnie "proszę nie krzyczeć, moje imię?" a on jeszcze bardziej wkurzony "nie, moje! " hehe) no więc po podaniu przeze mnie fałszywych danych, on zaczął je sprawdzać w bazie. I gdy zaczął sprawdza ja ruszyłem
gonił mnie chyba tym skuterkiem z dobre 20 minut, ale mu uciekłem, okrążając budynek do o koła a pajac skręcił w bok
No ale adrenalinka była 
Druga sytuacja (do organów ścigania - najpierw mi udowodnijcie proszę, że złamałem prawo, nagranie czy coś innego
) - ścigałem się z facetem samochodem (wygrałem!
) z tym, że było to po mieście. No i ja jechałem przodem, bo tak jak mówiłem, jechałem szybciej. On jechał bardzo blisko na moim zderzaku, prędkość była około 180 km/h (przypominam - miasto). W pewnym momencie zbliżałem się do trzech samochodów jadących w kolumnie (dwupasmowa droga) gdy ten środkowy dał lewy migacz i delikatnie zbliżył się do mojego pasa (wciąż miałem wspominaną prędkość - on, może 70 km/h). Zatrąbiłem, a on wrócił na swój pas (wrócił to za dużo powiedziane, bo nie znajdował się jeszcze na moim pasie, ale miał taki zamiar). No i wtedy poczułem chyba największą adrenalinę w życiu - ja 180 km/h, faceta za mną podobną prędkością, blisko mnie, droga dwupasmowa i dobra nawierzchnia, ale po bokach barierki, z tym, że gdyby przeciął tą lewą, no to bym się znalazł na trasie do czołowego zderzenia. No ale wszystko się dobrze skończyło. Może i głupie i nieodpowiedzialne jest takie ściganie, ale ja to lubię.





