Dziennik Lorellai
Dzisiejszy sen:

Miałam tej nocy sen pierw o GTA San Andreas. Potem śnił mi się mój dawny przyjaciel z pracy, dyrektor. Wiedziałam, że jest w pracy (byłam jakby w mojej poprzedniej pracy, ale jednocześnie jakby w domu rodzinnym). Słyszałam, że dyrektor był w pracy, bo rozmawiał za drzwiami. Chciałam się z nim spotkać, chciałam, żeby mnie zobaczył. Planowałam z koleżanką, Pauliną, co robić i jak go skonfrontować. To miał być plan idealny. Poszłam do łazienki i zobaczyłam w lusterku, że mam twarz całą w białym pudrze. Musiałam ogarnąć sobie jakiś sexy makijaż. Przetarłam twarz dłonią i nagle miałam zajebisty makijaż i rozświetlacz na policzkach. Byłam gotowa na podbój. Niestety nagle dostałam turbo biegunki i musiałam iść do łazienki. Na sedesie dosłownie z dupala był wodospad (nie, nie posrałam się do łóżka jak coś XDDD). Kiedy już było po wszystkim, nagle w rękach trzymałam moje buty militarne. Niestety, były całe obesrane i musiałam je umyć w umywalce. Kiedy je myłam, usłyszałam dyrektora, który był niedaleko. Widziałam go przez okno łazienkowe, szedł do budynku. Odwróciłam się i spostrzegłam, że stanął w drzwiach, ale kiedy nasze spojrzenia się spotkały to on się odwrócił i odszedł, bez słowa ani przywitania. Kończyłam pracę w tej firmie i miałam Paulinie oddać segregatory, które pożyczyłam. Są różowe, w moim kolorze. Muszę odpiąć swoje papiery i oddać segregatory. Nagle stoję na zewnątrz i stoją ze mną magazynierzy, byli koledzy z pracy, z którymi, jak się wydawało, miałam dobre relacje. Mówią o tym, że kamera monitoringu nagrała mnie jak wynosiłam (kradłam) z magazynu plastikowe beczki ze śledziami. Mówiłam, że wcale nic nie kradłam. I że chcę zobaczyć to wideo z monitoringu. Oni milczeli, więc ja uznałam, że pewnie to podpucha i nie ma żadnego wideo. Idę po chwili, chcę wejść do gabinetu dyrektora i zagadać go, skonfrontować. Okazuje się, że pod drzwiami jest całkiem sporo osób, a przed wejściem trzeba zapukać. W jego gabinecie jakieś zebranie. Myślę sobie, ale kanał. Nie chciałam mieć świadków. Poprosiłam Paulinę, żeby nagrywała z okna całą akcję, kiedy tam wejdę. Wtem wszyscy wychodzą, niczym uczniowie z klasy. To moja szansa. Wbijam tam, pukając, ale od razu wchodząc. Mówię mu "cześć" i kiedy słyszę jego odpowiedź, mówię, że "w końcu doczekałam się kulturalnego powitania". Obok niego jednak siedzi jakaś kobieta i mój dawny kolega, Pająk. Speszyłam się, ale mówię: "Dzień dobry". Dyrektor przedstawił mnie do kobiety. Miałam przeprosić za to, że nie zapukałam z oczekiwaniem na odpowiedź. Myślałam, że dyrektor siedzi tam sam. Widzę, że Paulina stoi przy oknie z telefonem i nagrywa. My rozmawiamy. Mówię mu, że sporo się tutaj zmieniło. Że nawet budynki na zewnątrz są inne (miasto przypomina Kraków), że jest ładna architektura. Dyrektor siedział na miejscu prezesa, zapytałam więc, gdzie obecnie siedzi prezes, na co dyrektor odpowiedział, że nie pojawia się w firmie. W duchu sobie pomyślałam: "co za szczęście dla pracowników". Opowiedziałam mu też o tym jak magazyn próbuje wrobić mnie w kradzież, której nie było i że czekam aż pokażą mi wideo z rzekomej kradzieży. Zapytałam też o to gdzie obecnie siedzi Kaśka, która zajmowała się opakowaniami. Chciałam mu pokazać tymi pytaniami, że wszystko wiem i że dzięki Paulinie jestem na bieżąco w plotkach dotyczących firmy. Nagle dyrektor zaczyna dawać mi buziaki w policzki, a ja czuję, że zmiękłam i on już mnie ma. Byłam zła na siebie, że mu uległam. Wtem nagle wstałam z krzesła, biorę dyrektora za fraki i trzymam go tak, że kiedy puściłabym, runąłby na ziemię. Mówię mu, że nie życzę sobie takiego zachowania. I pytam dosadnie, czy rozumie. Specjalnie mówię głośno, by inni wiedzieli, że zawsze byłam z nim na "Ty" a nie na "Pan", że coś nas łączyło. Po tym wychodzę na zewnątrz, gdzie znajduje się stół na korytarzu a na nim kinderki i inne cukierki. Grzebię tam, jakbym czegoś szukała. Spostrzegam, że nie mam telefonu. Został na stole w gabinecie dyrektora. Wracam tam, mówię, że nie zabrałam telefonu, po czym ponownie wychodzę i teatralnie trzaskam drzwiami.

(styl znów zmieniony, bo dzisiaj nie nagrywałam na dyktafon tylko grzecznie przepisałam ręcznie ten sen. :D)

Notatki (bo to ciekawy i obfity w symbole sen):

Ten sen nie jest o nim — on jest o mnie i o moim procesie zamykania tej historii.
Postać „dyrektora” reprezentuje dla mnie osobę, która kiedyś miała nade mną wpływ emocjonalny. Kogoś, przed kim chciałam się pokazać, coś udowodnić, kogo obecność mnie poruszała. To symbol władzy, jaką kiedyś miał w moim świecie.
Na początku snu planuję konfrontację — to odzwierciedlenie tego, co zrobiłam w rzeczywistości. Przygotowuję się, chcę mieć kontrolę, chcę to zrobić „dobrze”. Motyw lustra i makijażu pokazuje, że zbieram się w sobie, ogarniam emocje i jestem gotowa stanąć naprzeciwko tej sytuacji.
Motyw biegunki jest bardzo dosłowny — to oczyszczanie. Pozbywam się z siebie czegoś toksycznego, co długo we mnie siedziało. To gwałtowny, ale potrzebny proces wyrzucania emocji.
Brudne buty symbolizują moją drogę — coś, co zostało zabrudzone tą relacją. Myjąc je, oczyszczam swoją ścieżkę. To znak, że wracam do siebie i porządkuję swoją przestrzeń.
Moment, w którym on mnie ignoruje, pokazuje pewien wewnętrzny lęk — „co jeśli to on ma kontrolę?”. To tylko test mojej psychiki, nie rzeczywistość.
Motyw fałszywego oskarżenia o kradzież odzwierciedla poczucie niesprawiedliwości. To echo emocji związanych z tą relacją — że coś było nie tak, że zostałam z czymś, co nie było moje.
Kulminacją jest konfrontacja. Wchodzę, mówię, działam. Na chwilę pojawia się moment słabości — kiedy on próbuje wejść w moją przestrzeń i czuję, że mogę ulec. To pokazuje mój lęk, że mogłabym znów stracić kontrolę.
Ale najważniejsze jest to, co dzieje się potem — odzyskuję siebie. Stawiam granicę. Mówię jasno, że nie życzę sobie takiego zachowania. To moment mojej siły i pełnego przejęcia kontroli.
Wyjście i trzask drzwiami symbolizuje definitywne zamknięcie tej historii. To koniec.
Telefon, który zostawiam i po który wracam, symbolizuje kontakt. Odbieram ostatni element, który mnie z nim łączył — i wychodzę.
Ten sen pokazuje, że mój proces się domyka. Moja psychika przetwarza ostatnie emocje i sprawdza, czy naprawdę odzyskałam kontrolę.
Odpowiedź jest jasna: tak, mam ją.
To nie jest sen o powrocie.
To jest sen o mojej sile i ostatecznym zamknięciu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że spotkałam premiera Donald Tusk w lesie. Chciałam z nim porozmawiać o polityce, ale on mnie zignorował – wyglądało, jakby zbierał grzyby albo był czymś zajęty i nie miał ochoty na rozmowę. W tym samym śnie mój mąż dał naszemu psu pluszową zabawkę na ogród, żeby nie czuł się samotny. Padał deszcz, ale mimo tego pies bawił się i wyglądał na zadowolonego. Później opowiadałam koleżance z poprzedniej pracy o tym spotkaniu z Tuskiem w lesie Nagle znalazłam się w rozmowie z ciotką Alką. W pewnym momencie do pokoju wszedł mój tata i poczułam niepokój – bałam się, że będzie zły, że z nią rozmawiam, bo w rzeczywistości oni nie utrzymują kontaktu.
Potem siedziałam przy stole, a moja siostra opowiadała coś o jakimś adoratorze. Zapytała mnie, czy jej mąż o tym wie. Inni zaczęli to odbierać jako zdradę, ale wyjaśniłam temu chłopakowi, że chodzi tylko o kolegę – chyba Kamila ze szkoły, a nie żadnego kochanka. Później pojawiła się bardziej intymna scena – byłam z tym chłopakiem w łóżku. Po pościeli chodziły rybiki cukrowe, które wygoniłam do łazienki. Chciałam , żeby zadowolił mnie oralnie, ale on się wycofał, twierdząc, że coś jest nie tak i że moje miejsce intymne śmierdzi. Pomyślałam, że to niemożliwe, bo dbam o higienę. W śnie pojawił się też motyw choroby – moja siostra i jakiś chłopak byli chorzy, a ja bałam się, że się zarażę. Poszłam więc wziąć ciepłą kąpiel, ale woda okazała się zimna. Wcześniej byłam w wannie i w łazience z kuzynką Agnieszką. Czochrałam bobra. Siedziałyśmy razem, rozmawiałyśmy. Ona mówiła coś o tym, że nie lubi czochrania bobra i wspomniała o dzieciach – że ma dwoje, a powinna mieć troje. Zapytałam ją dlaczego, a ona odpowiedziała, że przecież powiedziała, że nie powinna. Poczułam lekkie zagubienie, jakbyśmy się mijały w rozmowie. Później znalazłam się nagle w Nowym Jorku. Miałam robić zakupy – pamiętam, że chciałam kupić coś za pięć dolarów, chyba książkę lub opowieść o psie. W międzyczasie pojawił się motyw jakiegoś filmu lub historii o mężczyźnie, który otruł psy – matkę i szczeniaki. Kiedy później zapukał do drzwi, zaatakowałam go i w emocjach powiedziałam, że odebrał im życie. Była też scena związana z gotowaniem i rozmową o serialu – mówiłam komuś, że jego styl się zmienił i porównywałyśmy go do tego, jak wyglądał kiedyś. Na końcu snu w tym sklepie w Nowym Jorku była mała dziewczynka. Pomyślałam, że chciałabym ją przygarnąć, ale wiedziałam, że nie zna polskiego i musiałabym porozumiewać się z nią po angielsku.

*

Śniło mi się, że miałam szpiegować jakiegoś mężczyznę. Wchodził do szkolnej szafki – takiej metalowej, jak w amerykańskich filmach – i tam się przebierał, żeby zmienić wygląd i robić jakieś przekręty. Udawał, że idzie na basen, ale wiedziałam, że to przykrywka. Mówiłam innym ludziom, żeby spojrzeli na monitoring i zobaczyli, gdzie on jest. Wcześniej miałam na ogrodzie dużą wolierę dla zwierząt i dzikich myszy. Sama też chowałam się w takich szafkach, ale musiałam z nich wychodzić, zanim on je zajmował, bo byłam na tajnej misji. W pewnym momencie schowałam się pod pościelą na łóżku. Ta pościel dziwnie się poruszała – opadała powoli, jakby żyła – i bałam się, że on mnie zauważy. Nagle podszedł, podniósł łóżko, bo pod nim był jakiś schowek, i mnie zobaczył. Zaczęłam udawać, że dopiero się obudziłam i że po prostu chciałam się tam przespać. On jednak położył się obok mnie i nagle między nami zrobiło się blisko – przytulaliśmy się, jakbyśmy mieli romans. W pewnym momencie pojawił się dziwny motyw, jakby coś sztucznego w mojej ręce, i miałam wrażenie, że to już bardziej scena jak z filmu niż rzeczywistość. Później poszłam z siostrą i koleżanką do sklepu z tatuażami i kolczykami. W rozmowie z tym mężczyzną zaczęłam go okłamywać – powiedziałam mu, że jestem Arabką i że u mnie w domu to matka zajmowała się zakupami i codziennymi sprawami. On się zdziwił i stwierdził, że przecież w arabskich rodzinach to ojciec powinien wszystko ogarniać. Poszedł nawet zapytać swojej matki, a ona powiedziała mu, że sama robi zakupy, jakby chciała mu coś udowodnić. Chciałam pokazać, że znam język i kulturę arabską, choć to nie była prawda. Kiedy miał już odejść, powiedział, że mnie znajdzie i będziemy razem. Pobiegłam za nim i powiedziałam mu po arabsku, że go kocham. Był zaskoczony. Dodałam wtedy, że jestem pół Arabką, pół Polką – co też było nieprawdą.
Na początku snu grałam w coś w rodzaju gry. Miałam dostać działkę pod budowę domu i rysowałam ołówkiem plan architektoniczny. Robiłam to tak intensywnie, że ołówek mi się złamał. W pewnym momencie plan zamienił się w prawdziwy dom – jakby gra przeszła w rzeczywistość, coś na zasadzie „trybu życia”, jak w Simsach. Na końcu rozmawiałam z rodzicami o kredycie na dom. Sugerowałam, że mogłabym wziąć kredyt u nich jako formę oszczędzania i potem im oddawać. Po chwili jednak doszłam do wniosku, że równie dobrze mogę po prostu odkładać pieniądze sama.

*

Śniło mi się dzisiaj, że miałam iść spać, bo rano mieliśmy chyba jechać do babci na obiad – to były chyba jakieś święta. Bałam się jednak, że nie będę mogła zasnąć, bo będę cały czas chodzić do łazienki. Adrian krzątał się po domu, miał iść z psem na spacer, a w pewnym momencie włączył telewizor, kiedy ja próbowałam spać. Powiedziałam do niego, żeby go wyłączył, bo chcę spać, ale on tylko się śmiał, podobnie jak moja mama. Byliśmy w domu rodzinnym. Pomyślałam wtedy, że Adrianowi łatwo mówić, bo on potrafi wypić przed snem całą butelkę wody i przespać noc bez budzenia się, a ja nawet nic nie piję i czasami wstaję po kilka razy w nocy do łazienki. Chciałam, żeby to zrozumieli. W końcu wstałam – była chyba północ – i nagle znalazłam się w ogrodzie razem z siostrą. Spojrzałyśmy przez płot i zobaczyłyśmy, że na działce obok, tam gdzie kiedyś był komis, ktoś buduje sobie domek letniskowy. Uznałyśmy, że to pewnie nowi sąsiedzi, choć miałyśmy przeczucie, że mogą być niemili. Byli tam z małymi dziećmi, co jeszcze bardziej mnie zniechęciło. Postanowiłam jednak podejść i ich zagadać, żeby sprawdzić, jacy są naprawdę. Weszłam na nasz taras i zaczęłam ich obserwować – coś kopali, układali drewno, jakby przygotowywali się do zamieszkania. Zagadnęłam ich, pytając, czy będą naszymi sąsiadami. Powiedziałam też, że odkąd pamiętam, nikt tam nie mieszkał, więc fajnie, że w końcu ktoś się pojawił. W środku jednak poczułam ukłucie zazdrości – mieli mieć własny dom i podwórko. Chciałam zejść na dół i zobaczyć ten dom z bliska. W pewnym momencie wokół naszych nóg zaczęły biegać małe, karłowate myszki. Moja mama powiedziała, że przecież kazała je powyłapywać, bo to szkodniki roznoszące choroby. Ja chciałam jej wytłumaczyć, że to nie są żadne szkodniki. Wzięłam jedną na rękę, zrobiłam jej zdjęcie i sprawdziłam w internecie – okazało się, że to jakaś bardzo rzadka mysz, coś w rodzaju „myszki pawiej”, choć nie znalazłam o niej żadnych informacji. Zeszłam na dół i weszłam do tego domu. Był zrobiony z bali i bardzo mi się spodobał. Pomyślałam, że taki mały dom zupełnie by mi wystarczył i chciałam powiedzieć to tacie, żeby zobaczyć, co o tym sądzi. Zapytałam go też, czy to dom całoroczny, ale powiedział, że nie – że to model „dom 2026”. Przechodząc do innego pokoju, zauważyłam, że ci ludzie hodują myszy – były w różnych klatkach, nawet z małymi oseskami. Jeden z nich wypadł z klatki, więc włożyłam go z powrotem. Zauważyłam też, że myszy uciekają przez pręty. Chciałam wysłać tym ludziom zdjęcie i pokazać, że ja też kiedyś miałam wiele myszy i mam doświadczenie. Wcześniej, stojąc jeszcze na tarasie, powiedziałam im też, że na ich działce jest znak drogowy, który kiedyś znalazłam i wsadziłam między pustaki – to było moje miejsce do zabawy. Zapytałam ich, czy kupili całą działkę, czy tylko część. Dziewczyna zaczęła odpowiadać w sposób niejasny – coś o tym, że może nie całą, ale że mogą się po niej poruszać. Nagle zauważyłam, że pojawił się płot dzielący działkę na pół. Przypomniałam sobie też, jak kiedyś bawiłam się tam kombinerkami, udając, że to jakiś ptak. Pod koniec snu byłam jeszcze przez chwilę w ich samochodzie. Wcześniej, kiedy nie mogłam spać i co chwilę chodziłam do łazienki, mama cały czas ze mną rozmawiała. Miała na sobie foliowe, różowe cienie do powiek. Zapytałam ją, co to za cienie, a ona mi odpowiedziała. Pomyślałam wtedy, że muszę sobie takie kupić.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że na początku miałam małą, oswojoną myszkę, która siedziała w transporterze. W pewnym momencie przytrzasnęła sobie ogonek i zrobił się trochę krótszy. Posmarowałam jej rankę jakimś płynem odkażającym, żeby jej pomóc. Później byłam u babci od strony mamy, w jej mieszkaniu. Oprócz niej były tam też inne osoby. Próbowałam założyć koszulkę, ale cały czas miałam ją na lewą stronę i w efekcie chodziłam praktycznie nago, nie mogąc jej poprawnie założyć. Było tam chyba moja mama i siostra. W pewnym momencie otworzyły się kolejne drzwi i wyszła z nich jakaś para – nie wiem, czy to byli kuzyni. Poczułam wstyd i bardzo chciałam w końcu się ubrać. W końcu jakoś mi się to udało. Powiedziałam tej dziewczynie, że wiedziałam, że jest tam jeszcze jeden pokój – sypialnia. Ona zaproponowała, że zrobi obiad. Zapytałam ją, czy je mięso, bo wyglądała jak ktoś, kto może być na diecie roślinnej. Odpowiedziała, że nie je mięsa. Powiedziałam, że ja mogę spokojnie zjeść coś wegetariańskiego albo wegańskiego, ale moi rodzice – szczególnie tata – uważają, że bez mięsa nie da się najeść. Ona wtedy stwierdziła, że w takim razie ugotujemy łazanki, co było kompletnie nielogiczne, bo przecież to danie zazwyczaj zawiera mięso. Uznała też, że trzeba wyjść na miasto, żeby kupić składniki. Wyszłyśmy, ale kiedy wróciła, okazało się, że nie znalazła nic konkretnego i kupiła tylko jakieś rolki sushi zawinięte w algi. W środku było trochę maków, dużo ryżu i coś jeszcze. Byłam głodna, bo zjadłam tylko małe śniadanie, a była dopiero siódma rano, więc do obiadu było daleko. Chciałam połączyć te dwie rolki w jedną większą, żeby się najeść, ale wszystko zaczęło się rozpadać i zrobił się bałagan. Powiedziałam, że sama pójdę na miasto, bo widziałam wcześniej dużo budek z jedzeniem. Rodzice chcieli zjeść dewolaje, więc postanowiłam ich poszukać. Kupiłam jakieś jedzenie na wynos i wracałam. Jechałyśmy windą, ale nagle winda zatrzymała się w powietrzu, jakby nad jakąś łąką, i musiałyśmy z niej wyskoczyć. Bałam się, bo miałam lekki lęk wysokości, ale nagle uświadomiłam sobie, że to sen, więc nic mi się nie stanie. Wyskoczyłam – może nie opadłam całkiem lekko, ale faktycznie nic mnie nie bolało Później miałam przy sobie karteczkę dla taty. Pisałam na niej informacje o rasie psa bernardyn, bo chciał sobie takiego psa kupić albo adoptować. Chciałam mu przekazać najważniejsze rzeczy. Dałam mu tę kartkę, ale on zaczął się ze mnie śmiać, co było dla mnie dziwne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kolejne sny:

Śniło mi się, że byłam w mieszkaniu mojej babci, które znajduje się gdzieś na piątym piętrze. Ma tam balkon, którego bałam się jako dziecko – miałam lęk wysokości i wydawało mi się, że może się zawalić. W tym śnie był też jakiś chłopak, który dużo pił. Miałam go trochę „naprostować”, pomóc mu się ogarnąć. Moja mama zwracała mu uwagę, pytała, dlaczego tyle pije, a ja też próbowałam mu tłumaczyć, że to do niczego dobrego nie prowadzi – że można stracić kontrolę, że „urywa się film”, i że to po prostu nie jest dobre. Miałam wrażenie, że to w sumie spoko chłopak i szkoda, żeby się tak niszczył. Wyszłam z nim na balkon. Padał deszcz, więc wystawiłam twarz, żeby poczuć krople na skórze. Po chwili deszcz ustał. Nagle powiedziałam mu, że pokażę mu swoje skrzydła. Stanęłam na krawędzi balkonu i przygotowałam się do skoku. Jak zawsze w takich snach, pojawiło się zawahanie – mimo że wiedziałam, że to sen, poczułam lęk wysokości i przez chwilę się wahałam. W końcu skoczyłam. Zaczęłam lecieć. Unosiłam się w powietrzu, swobodnie, bez bólu czy strachu. W oddali widziałam smoka, a ja sama miałam poczucie, że też jestem jakimś smokiem. Nie czułam jednak skrzydeł – bardziej poruszałam się w powietrzu jak Spider-Man, płynnie, lekko, jakby to było całkowicie naturalne. Latałam tak przez jakiś czas, czując wolność. To są najważniejsze fragmenty, które pamiętam. Nie zapisałam tego snu od razu po przebudzeniu i przypomniał mi się dopiero w ciągu dnia, więc część szczegółów już uciekła.

*

Śniło mi się, że byłam w jakimś wesołym miasteczku połączonym z aquaparkiem i stokiem narciarskim – wszystko było tam jakby „trzy w jednym”. Było strasznie dużo ludzi, co bardzo mnie denerwowało. W pewnym momencie uruchomiłam karuzelę i zaczęłam na niej jeździć. Nagle ktoś z obsługi zaczął krzyczeć, żeby osoby na karuzeli zeszły. Poszłam do tej osoby i przyznałam się, że to ja ją włączyłam, pytając przy okazji, dlaczego nie można z niej korzystać. Okazało się, że to były dwie kobiety, ale właściwie nie odpowiedziały na moje pytanie – unikały rozmowy i po prostu odeszły. Chciałam wrócić na karuzelę, ale cały czas ktoś na niej był. W dodatku wokół ludzie jeździli na nartach, wszystko było chaotyczne. Pomyślałam, że wrócę tu kiedy indziej – może w tygodniu, kiedy będzie mniej ludzi. Nagle zorientowałam się, że jest po 15:00, a ja na 15:00 miałam być w pracy i włączyć komputer. Zadzwoniła do mnie Ilona z pracy – nie odebrałam, ale domyśliłam się, że chodzi o to, że się spóźniłam. Spanikowałam. Byłam w stroju kąpielowym i próbowałam szybko wydostać się z tego miejsca, żeby wrócić do domu i odpalić komputer. Na zewnątrz zaczęła się ogromna ulewa. Moje ubrania wisiały na wieszakach i całkowicie przemokły. Uznałam, że nie ma sensu ich brać. Postanowiłam jakimś sposobem „teleportować się”, złapać laptopa i wrócić na miejsce. Udało mi się uruchomić komputer. Miałam mnóstwo maili, wiedziałam też, że to majówka, więc pomyślałam, że może dziś praca polega głównie na odpisywaniu. Na początku nie zauważyłam nowych przesyłek w systemie, ale po chwili jednak je znalazłam. W pewnym momencie pojawił się Paweł – chłopak, którego raczej nie lubimy. Zaczął mnie łaskotać. Powiedziałam mu, że odkrył mój czuły punkt, a on odpowiedział, żebym teraz ja odkryła jego. Było to dla mnie dziwne i niezręczne. Spróbowałam go połaskotać po żebrach i faktycznie zareagował. Powiedział wtedy coś absurdalnego – że jego czuły punkt ma kolor ściany. Spojrzałam na ścianę, była jasnofioletowa. Cała sytuacja była dziwna i niezręczna. Chciałam później powiedzieć Ilonie i innym w pracy, że jego zachowanie było nie w porządku, ale nie zdążyłam. Pojawiła się przełożona, która coś robiła przy jedzeniu – coś jej upadło. Złapałam jedzenie, ale sztućce spadły na ziemię i poprosiła mnie, żebym je umyła. Potem zauważyłam, że w pliku Excel, w którym pracuję, ktoś wpisał w tabelce wulgarne słowo. Pomyślałam, że to może być skierowane do mnie. Zgłosiłam to przełożonej, ale ona tylko powiedziała, żebym to usunęła. Pomyślałam wtedy, że niezbyt przejmuje się takimi sytuacjami.

*

Śniło mi się, że byłam w galerii handlowej z moim mężem. W pewnym momencie nagle pojawił się mój tata i wszyscy znaleźliśmy się jakby w naszym hotelu, gdzie było dużo roślin. Pomagałam tacie – układałam do jego auta, do bagażnika, ubrania i różne rzeczy, które wcześniej zostały wyrzucone przez innych ludzi. Miałam poczucie, że wszystko ogarnęłam, ale mój tata mnie za to zbeształ. Pytał, czy spakowałam też listy i inne ważne rzeczy. Odpowiedziałam, że tak, ale w środku nie byłam tego do końca pewna i poczułam niepokój oraz brak docenienia. Później spotkałam się w mieście z Dodą. Okazało się, że jesteśmy jakimiś przyjaciółkami i swobodnie spędzamy czas razem. Nagle znalazłyśmy się na ulicy, gdzie stała ciężarówka. W pewnym momencie jedna ciężarówka stała na światłach, a z naprzeciwka czołowo na nią nadjechała druga – wyglądała jak „duch”, cała zabrudzona kurzem, jakby nie z tego świata. Nie widziałam kierowcy. Doszło do czołowego zderzenia. Doda niespodziewanie stanęła między tymi pojazdami – została „zmiażdżona”, ale przeżyła. Podeszła do mnie i wtedy odkryłyśmy, że w tej „widmowej” ciężarówce jednak był człowiek. Zaczęłyśmy prowadzić coś w rodzaju wspólnego dochodzenia, żeby ustalić, kim on jest i co się wydarzyło. Powiedziałam jej, że w dzieciństwie byłam jej fanką, miałam plakaty w pokoju i nigdy nie spodziewałam się, że kiedyś ją spotkam i zostaniemy w pewnym sensie przyjaciółkami. W śnie pojawił się też fragment, w którym byłam na masażu stóp u Hindusa. Okazało się, że ma on fetysz stóp – zaczął całować moje stopy, brać do ust palce i lizać te stopy moje w sposób bardzo intymny, co było dla mnie dziwne...

*

Śniło mi się, że byłam w domu mojej babci od strony mamy i gotowałam coś razem z kuzynką Aśką. Rozmawiałyśmy i w pewnym momencie przytuliłam ją, mówiąc, że szkoda, że w rzeczywistości (na jawie) nie potrafimy się dogadać i mamy między sobą konflikty. W śnie miałam świadomość, że to sen i że na jawie nasze relacje są napięte, ale tutaj jesteśmy pogodzone. Zaczęłam zadawać jej pytania – nie pamiętam dokładnie jakie, ale miałam poczucie, że tak naprawdę pytam nie ją, tylko swoją podświadomość. Byłam zadowolona z odpowiedzi, które otrzymywałam. Później pojawił się wątek innej kobiety, która miała dzieci z pewnym mężczyzną. Pytałam ją, dlaczego zdecydowała się na dzieci, skoro wcześniej twierdziła, że ich nie chciała. Podziwiałam jej siłę, że mimo to je wychowała. Ona nie odpowiadała wprost, ale sama zaczęłam dochodzić do wniosku, że mogła chcieć zatrzymać przy sobie bardzo atrakcyjnego partnera, mimo że nie był wobec niej lojalny (pisał gdzieś w mediach społecznościowych, że zanim wróci do domu to odwiedza dom kochanki). W śnie pojawiła się też sytuacja z pracy – zostawiłam bałagan w szafkach i zostałam za to skrytykowana przez współpracowników, w tym koleżankę ze studiów. Uznałam, że na bank mnie lada chwila wyrzucą z tej pracy. Później ona poprosiła mnie o lek na mdłości. W odpowiedzi zwróciłam jej uwagę, że wcześniej mnie krytykowała, a teraz sama czegoś ode mnie chce. Mimo to obiecała mi w zamian za pomoc powiedzieć, kto mnie „wydał” przełożonym. Następnie byłam w szpitalu na pobraniu krwi i przez to opuściłam pracę. Bałam się, że ktoś się zorientuje, ale ostatecznie nikt nic nie zauważył. Dzwonił mi telefon, widziałam, że mam jakieś połączenie nieodebrane na Teamsach, myślałam, że to moja przełożona dzwoni zapytać gdzie ja jestem i dlaczego nie w pracy. Ale jak odpaliłam komputer to jednak nie było żadnych połączeń nieodebranych. Pojawiła się też myśl, żeby wrócić do poprzedniej pracy w Katowicach i zapytać o wakat, nawet za najniższą krajową, bo obecna praca w śnie mnie męczyła. W kolejnej scenie byłam w białej, ślubnej sukni. Wystąpił konflikt z mężczyzną, który wcześniej mnie zawstydził lub uraził, to był ten hot facet koleżanki. Miał mnie przeprosić, ale nie chciał. Ostatecznie doszło między nami do pocałunku – on całował mnie po twarzy i ustach, co zmieniło napięcie między nami. Później grałam w coś w rodzaju Simsów, układałam książki na półkach i wykonywałam różne zadania. Ktoś dał mi tablet i kazał puścić śmieszne wideo dla innych. Chciałam być zabawna, ale kiedy moja mama weszła i powiedziała, że jest za głośno, musiałam to wyłączyć. Wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać, w tym ten mężczyzna (przez to, że posłuchałam się rodzicielki). Poczucie upokorzenia sprawiło, że schowałam się w pokoju, udając psa, żeby nikt mnie nie znalazł. Znalazła mnie tylko kobieta, nie on, co mnie rozczarowało - uznałam, że mu na mnie nie zależy. Później była scena rozdania dyplomów za wyniki. Wiedziałam, że nie dostanę swojego, ale zostałam wywołana na scenę przez postać psa – jamnika, który zachęcał mnie, żebym tam poszła. Mówiłam, że to tylko kompromitacja i że nie ma dla mnie nagrody. Ostatecznie faktycznie poszłam tam, za namową, ale nie dostałam dyplomu i poczułam ogromne upokorzenie. Wróciłam zapłakana i wściekła, trzymając tego jamnika za kark, ale miałam wrażenie, że inni byli przeciwko mnie i wyśmiewali mnie celowo. Na końcu chciałam zgłosić całą sytuację policji. Policjant był Hindusem i musiałam mówić po angielsku, martwiąc się, czy dobrze się wyrażam i czy wszystko zostanie właściwie zrozumiane.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że pojechałam na kolorowe jeziorka, miałam zastać tam piękną lagunę i błękitną wodę, ale był deszcz i woda przybrała odcień ciemnozielony. Byłam z mamą i siostrą i miałyśmy iść na skałki, gdzie była czysta i przejrzysta woda (miejsce z innego, dawnego snu). Okazało się, że tam woda też zrobiła się cała brudna i były wręcz ścieki. Próbowałam oczyścić tą wodę za pomocą swojej woli i myśli. Potem całowałam się z jakąś kobietą. Miałam twarz całą brudną od białej pomadki i niebieskiej farby. Nasz wspólny partner oznajmił gdzieś w sieci, że właśnie idzie na podryw i na dziki seks. Byłam bardzo poirytowana, bo ta druga kobieta wiedziała o tym i wyraziła zgodę - byłam zła, że ustalają takie szczegóły beze mnie. Jak już było po ptokach to jadłam jakiegoś kotleta, jednocześnie siedząc na sedesie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatni sen:

Śniła mi się Arisska. Nie była już zdrowa ani młoda jak w wielu moich wcześniejszych snach. Była chora, słaba, stara. Trzymałam ją na rękach, a ona dosłownie „przelewała się” przez moje dłonie. Sikała na mnie, bo nie trzymała moczu. Była całkowicie bezbronna. Wracałam z nią z ogrodu. Szła bardzo powoli, była sparaliżowana i ledwo się poruszała. Ja płakałam nad nią i błagałam ją, żebym mogła usłyszeć od niej, że pójdzie prosto do nieba, że nie trafi nigdzie indziej — tylko tam, gdzie nie będzie już cierpienia. Byłam bardzo roztrzęsiona i płakałam w tym śnie. Pojawiały się też bardzo trudne, wręcz obrzydliwe obrazy związane z jej chorobą — Arisska miała problemy z trzymaniem potrzeb fizjologicznych, a w śnie pojawiały się sytuacje związane z jej ciałem i degradacją, które były dla mnie bardzo trudne do zniesienia.

Po przebudzeniu i ponownym zaśnięciu śniły mi się moje myszy. Wszystkie były chore i bardzo słabe. Jedna po drugiej umierały w klatce. Przewracały się na bok, miały paraliże i ciężko oddychały. Byłam w ogromnym pośpiechu i panice. Chciałam je ratować i gdzieś je zawieźć — próbowałam zabrać je pociągiem, żeby dotrzeć do weterynarza. Biegłam, przeskakiwałam przez różne przeszkody, byle szybciej dotrzeć na miejsce. Czułam ogromny chaos i presję czasu. W jednym momencie jedna z myszy umierała, a ja położyłam ją na plecach i zaczęłam ją łaskotać, nie wiedząc właściwie co robię, jakby w desperacji próbując ją jeszcze jakoś „utrzymać przy życiu”. W innym fragmencie jedna mysz była szczególnie słaba. Leżała w klatce i ciężko oddychała. Zastanawiałam się, czy zabrać ją do weterynarza, czy próbować sama skrócić jej cierpienie. Byłam w ogromnym napięciu i poczuciu bezradności.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kolejne sny:

Śniło mi się, że jakiś chłopak wykorzystał mnie seksualnie i poszłam do garażu mojego ojca, gdzie on przebywał razem z innymi osobami. Czekałam tam na jego przeprosiny. Miałam wrażenie, że jeśli mnie przeprosi, to udam zaskoczenie i aż upuszczę przedmiot z ręki ze zdziwienia. W międzyczasie poszłam umyć ręce, ale dziwnie zmoczyłam rękaw skarpetki zamiast rękawa bluzki. Wyciskałam potem z tej skarpetki wodę i wypływało jej bardzo dużo, jakby nie miała końca. Woda lała się ciurkiem. Ilona z mojej pracy napisała mi SMS, pytając co to za dziwne dźwięki. Zażartowałam, że „sikam”, nie wiedząc wtedy, że ona jest tuż za ścianą. Później próbowałam jej wytłumaczyć, że tak naprawdę wyciskałam wodę ze skarpetki. Idąc dalej, spotkałam fryzjerkę, która proponowała mi strzyżenie. Zgodziłam się, ale czułam niepokój, bo pamiętałam, że nie powinnam ścinać włosów, choć nie wiedziałam dlaczego. Dopiero na fotelu fryzjerskim przypomniałam sobie, że moja fryzjerka kazała mi zapuścić włosy i dopiero później miała je obciąć w większej zmianie. W tym samym śnie byłam też w domku letniskowym, gdzie uczyłam pomeraniana tropienia. Rozkładałam karmę w różnych miejscach, żeby pies jej szukał. Ktoś inny jednak dał mu jedzenie wprost i pies nie chciał go szukać, a ta osoba stwierdziła, że nie jest głodny, więc nie będzie zmotywowany. Chciałam nawet przygarnąć tego pomeraniana, ale rozważałam oddanie mojego dalmatyńczyka. Ostatecznie uznałam, że mój pies zostaje ze mną, bo jest grzeczny. Moja mama wypuściła go z kennela, który stał pod schodami. Pies od razu zaczął się ekscytować, ale najpierw kazałam mu usiąść, zanim otworzyłam drzwi na ogród. Gdy tylko wyszedł, zaczął biegać i zjadać rozsypaną karmę, która miała być dla pomeraniana. Rzucałam mu też resztę smaczków, żeby wszystko zjadł. Potem nagle było dużo psów w kennelach, którymi miałam się zajmować – wypuszczać je i karmić. Było to bardzo dużo pracy i chaosu. W kolejnej scenie spotkałam się z Donaldem Tuskiem. Pytał mnie o poglądy polityczne i o Adriana. Odpowiedziałam, że jestem bezpartyjna, ale moje poglądy są gdzieś pomiędzy lewicą a konfederacją. W głowie planowałam nawet założenie podsłuchu, żeby sprawdzić jego słowa i później ujawnić je światu. W tym samym czasie mój tata miał kupować mi i Adrianowi nowe samochody i pytał, jakie kolory chcemy. Ja wybrałam różowy, Adrian chyba fioletowy. Zastanawiałam się wtedy, dlaczego tata kupuje nam samochody, a nie po prostu dom, skoro jest taki hojny. Na końcu kroiłam ogórki do sałatki, a później grałam w Simsy. Okazało się, że domki letniskowe z psami w moim śnie były właśnie częścią gry.

*

Śniło mi się, że grałam w nową część gry Postal, która wyglądała jak zupełnie nowa część o zbieraniu płyt. Cała akcja rozgrywała się w budynku, jakby był to zamknięty, wielopoziomowy świat gry. Miałam przy sobie płyn do prania i zastanawiałam się, co z nim zrobić, bo czułam, że może mi się jeszcze przydać, kiedy zacznie się chaos. Spotkałam Postala. Robił z innymi jakieś kulki z mąki i daktyli do jedzenia i chciał, żebym spróbowała, ale odmówiłam. Przywitałam się z nim bardzo nieśmiało, tylko krótkim „hej”. Od razu czułam napięcie i niepokój, jakby coś miało się zaraz wydarzyć. Zastanawiałam się, gdzie schować płyn do prania, żeby go nie stracić — ktoś poradził mi, żebym ukryła go za firanką, ale uznałam, że to zły pomysł, bo i tak ktoś mógłby go znaleźć albo przewrócić. Wkrótce okazało się, że Postal został pobity i miał guza na głowie. Poczułam potrzebę działania. Poszłam do magazynu po broń — jakby to była część gry, w której mogłam się uzbroić. Wzięłam apteczki, granaty, pistolety i karabin M4. Wróciłam i odnalazłam mężczyznę, który go skrzywdził. Wycelowałam w niego karabin. Broń początkowo się zacięła, ale po chwili oddała serię strzałów. Mężczyzna został trafiony i zginął. W tamtej chwili doszłam do końca, było wyjście z budynku i miałam poczucie, że „przeszłam grę”, jakby wszystko zostało zakończone. Mogłam wyjść z budynku i zakończyć rozgrywkę, ale zrobiłam zapis gry, żeby móc wrócić później. Nie chciałam wychodzić, bo czułam, że w tym świecie są jeszcze ludzie i sprawy, które nie są domknięte. Chciałam tam jeszcze zostać, wrócić do nich, zobaczyć ich, może im pomóc albo po prostu być jeszcze chwilę w tym miejscu. Pamiętam też, że wcześniej przytulałam Postala, który miał guza na głowie. Wszystkie płyty, które mieliśmy zbierać, okazały się kompletne. Na końcu pojawiła się dziewczyna zabitego mężczyzny — siedziała na brązowej, bordowej sofie. Nie płakała, była raczej zła albo obojętna. Powiedziała tylko, że „nie chciała tego”, jakby nie chciała, żeby on skrzywdził Postala.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Miałam sen o moim ex, Patryku. Pracowaliśmy razem i słyszałam jak rozmawia przez telefon z klientami - rozmawiał z nimi w bardzo poważnym tonie, choć prywatnie był typem jajcarza i śmieszka. Bardzo mnie to zaskoczyło i nawet mi zaimponowało. Powiedziałam mu o tym, że to sexy. Następnie miałam świnki morskie, jedna była beżowa a druga biała. Świnki te reagowały na wołanie i przybiegały do mnie, dziwiło mnie jak oswojone są. Zauważyłam, że nie mają wody i uznałam, że przybiegają pewnie po to, by poinformować, że chcą pić. Wzięłam jedną do samli wypełnionej wodą, ale zamiast dać jej się napić to wcisnęłam świnkę pod wodę, i zaraz ją z niej wyjełam. Wytarłam ją ręcznikiem papierowym. Mama chciała im dać konserwowego ogórka. Zabroniłam i mówiłam że tylko świeże warzywa mogą jeść. Chciałam marchewkę dać jednej śwince, ale nie chciała jej jeść. Potem spotkałam się z moją babcią Alą, która szła chyba do nas w odwiedziny. Chciałam z nią porozmawiać, ale wiedziałam, że nie mogę się z nią spoufalać ani cieszyć na jej widok dopóki nie oczyścimy atmosfery w rodzinie. Potem byłam w jakiejś szkole i wyszłam a Patryk stał na zewnątrz. Gapił się na mnie, więc przybrałam sexy pozę i szłam pewnym krokiem obok niego. Okazało się że zapomniałam telefonu z plecaka. Włamałam się do szkoły do klasy po niego i znalazłam jeszcze 100 zł w kieszonce bocznej plecaka. Ktoś tam był, jak się okazało, i też chciał poszukać czegoś w plecaku, bo liczył, że i jemu kapnie trochę hajsu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że byłam przy jakichś mostach. Były stare, mokre i pełne kałuż, jakby od dawna nasiąkały wodą. W niektórych miejscach wyglądały tak, jakby zaczęły rdzewieć albo się rozpadać. Ktoś poprosił nas, żebyśmy zdrapali te zardzewiałe fragmenty i uklepali wszystko tak, żeby nie było szczelin i stojącej wody. Pomyślałam wtedy zirytowana: „Dlaczego ja mam to robić? Przecież to należy do miasta”. Mimo tego odpowiedziałam, że mogę się zorientować w temacie. Rozmawiałam z Adrianem i zapytałam go, skąd pochodzi. Powiedział, że z Częstochowy. Stwierdziłam wtedy, że może warto byłoby uderzyć do jakiegoś radnego albo kogoś z miasta i zapytać o ten most. Później szłam z Kentucky na spacer. Kentucky cały czas delikatnie popychał mnie tylnymi łapami w nogi od tyłu. Chwytałam go za te łapy i próbowałam go uspokoić. Wcześniej miałam też sen, że szłam do pracy i zastanawiałam się, kiedy w końcu odpocznę. Nagle dotarło do mnie, że od następnego dnia zaczyna się jakieś święto i będziemy mieć wolne. Bardzo się ucieszyłam. Obudziłam się we śnie rano około 7:35 i byłam przekonana, że zaspałam do pracy. Okazało się jednak, że mam na ósmą, a nie na siódmą. Byłam wtedy w domu rodzinnym u moich rodziców, ale stwierdziłam, że wolę pracować z własnego mieszkania, bo tam mam komputer blisko kuchni i mogę łatwo zrobić sobie kawę. U rodziców trzeba było schodzić na dół. Poszłam później do jakiegoś pokoju, ale nie był to już dom rodzinny, tylko jakieś inne miejsce. Okazało się, że odbywa się tam spotkanie biznesowe. Byłam ubrana w brzydki granatowy polar i czułam ogromny wstyd przed tymi ludźmi. Moją szefową była jakaś kobieta, która poprosiła mnie, żebym zrobiła kawę dla gości i przyniosła ciastka oraz ciasto. Po chwili stwierdziła, że jest tego za dużo i że pomoże mi to wszystko zanieść. Na recepcji siedziała jakaś Agnieszka, ale podobno była beznadziejna w swojej pracy i często brała L4, dlatego szefowa poprosiła właśnie mnie o pomoc. Przygotowywałyśmy razem kawę i jedzenie, a ja cały czas zerkałam na zegarek i stresowałam się, że zaraz zacznie się praca. W końcu odpaliłam komputer już po ósmej. Zauważyłam jednak, że wielu ludzi nie ma. Pomyślałam wtedy, że może jednak mieliśmy wolne. Potem zobaczyłam, że część osób jednak pracuje, ale ktoś pisał w grafiku, że kolejny dzień będzie dniem wolnym. Bardzo się ucieszyłam, że w końcu odpocznę. Później pojawił się mały słonik. Był chory i wyglądał bardzo źle. Wszedł do kurnika, a Adrian powiedział mi, że poszedł tam wymiotować. Ja odpowiedziałam tylko, żeby zabrał psa, żeby nie narobił bałaganu, bo zaraz mają przyjść goście. Spojrzałam wtedy na swoje dłonie i zauważyłam, że mam sześć palców. Po chwili siedem. Potem jeszcze więcej. Od razu zrozumiałam: „Oho… to jest sen”. Chciałam szybko wyjść na dwór i zobaczyć niebo, ale wtedy znowu spojrzałam na chorego słonika. Zrobiło mi się go bardzo szkoda. Pomyślałam, że musi czuć się dziwny, chory i inny od wszystkich. Postanowiłam wtedy przemienić się w smoka i pokazać mu swoją smoczą formę, żeby nie czuł się samotny jako odmieniec.

*

Śniło mi się, że jakaś starsza kobieta próbowała doprowadzić do likwidacji schronisk w Polsce. Twierdziła, że schroniska są złem i że powinny zniknąć. Byłam wściekła i zapytałam ją, co w takim razie stanie się z bezdomnymi psami i kotami. Moja mama, która również jej nie znosiła, powiedziała, że chyba chodzi o to, żeby po prostu usypiać bezdomne zwierzęta, skoro nie miałyby już trafiać do schronisk. Poczułam wtedy ogromny gniew i obrzydzenie wobec tej kobiety. Na początku snu była jeszcze jakaś internetowa akcja, podczas której można było zalogować się na forum, odpalić kamerkę i rozmawiać z innymi ludźmi. Rozmawiałam tam z jakimś kolegą z forum. Leżałam wtedy na brzuchu w krótkiej spódniczce albo sukience i nie zauważyłam, że kamerka jest włączona. Ubranie podwinęło mi się tak, że było widać mi pupę. Chłopak powiedział mi coś o mojej białej, koronkowej sukience i dopiero wtedy zorientowałam się, co się stało. Poczułam ogromny wstyd i szybko poprawiłam ubranie. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i miałam wrażenie, że on chciał się ze mną umówić. Później postanowiłam nagrać film, na którym konfrontuję się z tą starszą kobietą od schronisk. W śnie dosłownie się z nią biłam — kopałam ją, szarpałam, a ona oddawała mi pięściami. W pewnym momencie splunęła mi prosto w twarz. Chwilę później nagle stała się kurczakiem. Sama nie wiem dlaczego, ale wtedy pomyślałam, że chyba przesadziłam z agresją i zaczęłam ją lizać po twarzy. Kiedy później oglądałam nagranie i przypomniałam sobie, że ona chciała likwidacji schronisk i usypiania zwierząt, uznałam jednak, że moja reakcja wcale nie była przesadzona. Wycięłam tylko fragment, na którym ją liżę, i zaczęłam pokazywać ludziom resztę filmu. Potem byłam w jakimś pomieszczeniu razem z mamą, siostrą i jeszcze kilkoma osobami. Byłam głodna. Karmiliśmy dzikie koty. Mama dawała im nuggetsy, a ja przygotowywałam dla nich jedzenie. Na początku wydawało mi się, że moczę rybę w jajku, ale później okazało się, że to był chleb. Koty rzucały się na jedzenie bardzo łapczywie. Mama powiedziała mi, że powinnam ten chleb jeszcze upiec, ale odpowiedziałam, że przecież widać, jak bardzo kotom smakuje i że nie ma sensu tego zmieniać. Później pojawiła się scena z wierzbą. Jakiś mężczyzna miał ją przyciąć dopiero jesienią, ale wyglądało to tak, jakby już teraz rozwieszał jej gałęzie w środku budynku. Wyglądało to trochę jak porozwieszane koce. Powiedziałam wtedy, że zaraz zrobi się ciemno, ale ktoś odpowiedział mi:
„Zamknij się”. Wiedziałam, że to był jakiś cytat albo mem z filmu, i wszyscy podłapali. Na końcu ktoś miał mi pomóc zmienić koło w samochodzie i pamiętam, że czekałam na tę osobę.


*

Śniło mi się, że siedziałam już w samolocie i miałam zaraz startować. Czułam, że lecę bardzo daleko — później okazało się, że do Ameryki. Leciała ze mną jakaś koleżanka. Rozmawiałyśmy o podróży i powiedziałam jej, że ja już wcześniej byłam w Ameryce i spędziłam tam kiedyś około pół roku. Moja koleżanka chciała zabrać ze sobą swojego dużego psa na pokład samolotu. Powiedziałam jej wtedy, że z tego, co wiem, większe psy muszą lecieć w luku bagażowym. Postanowiłam upewnić się co do tego i zapytałam kobietę, która była pilotem. Potwierdziła, że tak właśnie jest. Zapytałam ją jeszcze, czy to prawda, że na pokładzie z pasażerami mogą być tylko małe zwierzęta, takie jak koty albo małe pieski. Odpowiedziała, że tak. Dodałam wtedy, że przecież wyjątkiem są chyba psy asystujące i inne zwierzęta asystujące. Kobieta jednak powiedziała, że weszła jakaś nowa ustawa i teraz nawet zwierzęta asystujące muszą lecieć w luku bagażowym. Pamiętam, że ten fragment snu wywołał we mnie niepokój i smutek, szczególnie na myśl o psach oddzielonych od swoich opiekunów podczas lotu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się dzisiaj, że z moim kolegą z pracy, Sławkiem, spać miałam w sypialni moich rodziców w ich domu. Mieliśmy tylko spać, ale ja liczyłam na coś więcej ponad to. Wiedziałam, że Sławek jest gejem, ale liczyłam, że zmieni orientację ze względu na moje zaloty (chyba się przeliczyłam, bo do niczego nie doszło). Dziwiłam się, że leżymy obok siebie a on mnie nawet nie pocałował. Moja mama nosiła nam kolację do łóżka.

*

Śniło mi się, że byłam w świecie przypominającym Minecrafta. Budowałam tam jakiś basen, w którym mieliśmy później pływać. Wszystko wyglądało trochę nierealnie i klockowo, ale jednocześnie wydawało się całkiem normalne. Później miałam jechać z moją siostrą i jej koleżanką Agnieszką w odwiedziny do mojego byłego chłopaka, Mariusza. Miał żonę, wiedziałam o tym, ale mimo wszystko gdzieś w środku liczyłam na to, że może znowu się we mnie zakocha albo przypomni sobie o dawnych uczuciach. Byłam wtedy na dole w salonie u moich rodziców. Stałam i przyglądałam się komodzie wiszącej pod telewizorem. Była bardzo ładna, w eleganckim stylu, ale zauważyłam, że drewno zaczyna się niszczyć. Powiedziałam tacie, że coś jest z nią nie tak — że nadal wygląda ładnie, ale już wyraźnie się psuje. Tata czekał, aż się przygotuję do wyjazdu. Poszłam więc na górę i powiedziałam mu, że potrzebuję tylko pół godziny, żeby się ubrać i zrobić makijaż. Miałam na sobie welurową tunikę i szukałam do niej spodni. Nie mogłam znaleźć moich czarnych legginsów. W końcu wyciągnęłam je z szafy, a razem z nimi znalazłam czerwone legginsy. Pomyślałam wtedy, że może właśnie w tych czerwonych będę wyglądać lepiej. Nagle moja tunika zmieniła kolor na zielony i uznałam, że z czerwonymi legginsami będzie to do siebie idealnie pasować. Byłam podekscytowana przygotowaniami i chciałam wyglądać naprawdę dobrze. Wydawało mi się, że to był Sylwester i miałyśmy jechać świętować. Nagle jednak spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam, że moja siostra razem z Agnieszką już przyszły. Wtedy okazało się, że nigdzie jednak nie jedziemy. Poczułam ogromne rozczarowanie, bo tak bardzo chciałam się wyszykować, wyjść i przeżyć ten wieczór.

*

Śniło mi się, że znajdowałam się w czymś przypominającym obóz koncentracyjny albo ogromne więzienie. Wszystko było ponure, zamknięte i pełne krat. Na początku byłam tam razem z Adrianem, ale później w jakiś dziwny sposób zamienił się on w szmatkę albo ręcznik. Przewiesiłam go przez kraty jednej z cel.
Na początku biegałam po czymś w rodzaju labiryntu znajdującego się wewnątrz budynku. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem ani jak się tam znalazłam. W pewnym momencie zauważyłam więźniów i strażników chodzących po korytarzach. W niektórych miejscach labirynt był odgrodzony kratami, jakby ktoś bardzo chciał uniemożliwić mi wydostanie się dalej. Chwytałam jednak te kraty rękami i rozginałam je siłą, przeciskając się na drugą stronę. Biegałam od pomieszczenia do pomieszczenia, próbując znaleźć drogę ucieczki. W jednym pokoju wszędzie płonął ogień. W innym były porozstawiane kolce. W końcu trafiłam do trzeciego pomieszczenia, gdzie stał jakiś mężczyzna. Było tam okno z szybą, ale oczywiście również z kratami. Pomyślałam wtedy, że najskuteczniejszym sposobem więzienia byłby mały pokój z drzwiami i jedynie niewielkim okienkiem z kratami — choć nawet wtedy pewnie próbowałabym się przez nie przecisnąć i rozgiąć pręty. Zapytałam tego mężczyznę, czy mogę uciec. Powiedziałam mu, że nie wiem, jak się tu znalazłam i że nie mam pojęcia, czy w ogóle powinnam tu być. On zapytał mnie, przez którą granicę dostałam się do tego kraju. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem i że nawet nie wiem, w jakim kraju się znajduję. Wtedy powiedział mi, że jesteśmy w Turcji. Byłam kompletnie zdezorientowana i powtarzałam, że naprawdę nie pamiętam, jak się tam dostałam. Później jeden ze strażników postanowił mi pomóc. Zaprowadził mnie jednak do jednej z cel i powiedział, że dla bezpieczeństwa musi zawiesić mnie na haku i udawać, że bije mnie batem, żeby inni strażnicy nie zaczęli podejrzewać, że próbuje mi pomóc. Zawiesił mnie więc na haku i zaczął lekko uderzać po nogach i udach, bardziej dla pozoru niż naprawdę. Po chwili pozwolił mi odejść. Wróciłam chyba do pomieszczenia z oknem i kratami. Wybiłam szybę, rozchyliłam kraty własnymi rękami i zaczęłam uciekać.
Następnie, mimo wybicia okna i rozchylenia krat wcale nie udało mi się naprawdę uciec. Za oknem nadal znajdowała się część tego więzienia albo obozu — tylko na zewnątrz, pod gołym niebem. Wszystko wyglądało nadal jak ogromny kompleks pełen strażników, murów i ludzi próbujących przetrwać.
W pewnym momencie coś się zmieniło. Miałam tam kilku przyjaciół, którzy starali się mi pomagać. Pamiętali o mnie i próbowali znaleźć sposób, żebym mogła się wydostać. Nawet mi się przedstawiali, ale nie pamiętam już ich imion. Nagle poczułam, że moje oczy robią się czerwone. Zaczęłam podchodzić do różnych ludzi i prosić ich o pomoc. Kiedy ktoś odmawiał, potrafiłam podnieść temperaturę jego ciała do takiego stopnia, że ludzie zaczynali się mnie bać albo tracili przytomność. Mówiłam im, że jestem wcielonym diabłem i że jeśli mi nie pomogą, spalę ich wszystkich i zniszczę cały obóz. Niektórzy pomagali mi ze strachu, inni nadal odmawiali.
W końcu znalazłam jakieś wyjście z tego miejsca. Zaczęłam uciekać ulicami i zauważyłam, że razem ze mną uciekają też inni więźniowie. Pamiętam jednak, że zanim uciekłam na dobre, otworzyłam bramę dla innych i wróciłam jeszcze na chwilę do środka. Chciałam powiedzieć strażnikom, że ich wszystkich zniszczę. Powiedziałam też ludziom, że tylne drzwi są otwarte i żeby uciekali. Ludzie zaczęli biec, a ja razem z nimi. Wybiegliśmy za bramę, ale nagle zobaczyłam, że strażnicy ruszyli za nami na motorach albo wojskowych quadach i zaczęli strzelać. Ludzie biegnący obok mnie padali martwi, trafieni kulami. Ja również dostałam dwa razy w plecy, ale zupełnie nic sobie z tego nie robiłam. Biegłam dalej, jakby kule nie mogły mnie zabić. W pewnym momencie odwróciłam się do strażników i pokazałam im środkowe palce. Wiedziałam, że muszą uważać mnie za potwora albo jakieś monstrum, bo po postrzeleniu powinnam już dawno nie żyć. Wtedy poczułam, że chyba zaczynam rozumieć, że to jest sen i że zaraz mogę się obudzić. Nagle wpadłam na pomysł, żeby przemienić się w smoka. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Stałam się ogromnym smokiem. Jeszcze stojąc na ziemi, odwróciłam się w stronę strażników i zaczęłam na nich ryczeć. Byli tak przerażeni, że padali na ziemię. Miałam wrażenie, że niektórzy dostawali zawału ze strachu. Potem wzbiłam się w powietrze. Latałam nad całym obozem, krążąc wokół niego i ziejąc ogniem. Paliłam wszystko, niszczyłam mury i likwidowałam całe to miejsce. Najdziwniejsze było jednak to, że ten sen wcale nie był koszmarem. Nic z tego mnie nie przerażało. Wręcz przeciwnie — przez cały czas czułam ogromną siłę. Miałam wrażenie, że wiem, iż to tylko sen i że jestem silniejsza od całego zła, które tam istniało.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1