Dziennik Lorellai
Ostatnie sny:

Miałam taki sen. Chciałam, żeby mój mąż powiesił buty Elvisa na ścianie. Wcześniej budowałam szałas na pustyni, a nagle zaczął padać deszcz. Mój pies miał całe łapy w błocie. Mało tego – miałam też sen o beta czytelniku, który grał w Minecrafta i czytał moją książkę. Później w tym śnie pisałam z Agnieszką, moją dawną przyjaciółką. Mówiłam jej, żeby powiedziała mi, co jest nie tak, co ja zrobiłam nie tak w naszej relacji, bo chcę się nauczyć na przyszłość na swoich błędach. Ona powiedziała mi: „Niczego się nie naucz, tylko po prostu to zrób”. W sensie, żebym zrobiła coś ze sobą, zmieniła się czy coś takiego. Wkurwiłam się o to jej pierdolenie. Miałam zadzwonić do niej i to z nią wyjaśnić. Żuliłam od mojego taty papierosa, żeby iść na ogród i do niej zadzwonić, ale w końcu odpuściłam. 

*

Kolejnej nocy miałam sen o moich teściach. Mieszkałam z nimi i oni ciągle robili w swoim domu przemeblowanie. Ja odkażałam im lodówkę i miałam sprzątać w mojej szafie w ich domu, bo było tam bardzo dużo kurzu. Nagle pojawiła się moja mama. Na Dzień Kobiet kupiłam jej perfumy i to nie jedne. Kupiłam jej perfumy Chloe, jakąś nową wersję Caroliny Herrery Good Girl, jakiegoś araba i jeszcze jakieś jedne perfumy. Zapłaciłam za to wszystko i okazało się, że już miałam wypłatę, bo płatność na telefonie mi przeszła. Magda, szwagierka mojej siostry, miała opłacić dla mamy te perfumy. Nagle dostałam powiadomienie na moim koncie bankowym, że wysłała mi 2000 złotych. Powiedziałam do mamy, że kupiłam jej trzy flakony, ale mogę kupić jeszcze jeden, bo właśnie dostałam pieniądze na konto. Chciałam zrobić sobie w lusterku zdjęcie z kuferkiem i tymi perfumami – trzymając kufer i te perfumy jakoś między palcami. Nagle kufer mi się zamknął i gdzieś podziały się te perfumy, jakby się zgubiły. Pytałam później ludzi wokół, gdzie podział się kufer, ale oni tego nie wiedzieli. Później nagle byłam w moim mieszkaniu. Wrócił mój mąż z naszym psem i powiedziałam mu, że Magda dała 2000 złotych na perfumy dla mamy. On powiedział: „O rany!”. Wciągnęłam go do łazienki w celu obcowania intymnego. On był na wannie, a ja siedziałam na nim na tej wannie, ale mój mąż coś tam marudził. Poszłam więc po psa. Nie wiem, po co po niego poszłam, ale poszłam. Później pojawił się jakiś dziwny koleś – taki po prostu dziwny, trochę jakby niedojebany czy coś. Miał jednak bardzo dużego penisa i bardzo chciałam z nim uprawiać seks. Chyba nawet coś między nami było. Psy bawiły się na podwórku u moich rodziców, w ogrodzie. Był tam jeden buldog, który chwycił suszonego żwacza i chciał zjeść całego. Bałam się, że inne psy będą chciały mu go zabrać, więc wzięłam tego żwacza i podzieliłam pomiędzy wszystkie psy. Zaczęłam wyciągać z niego małe kawałki i zrobiłam z tego takie jakby „włosy” z żwacza – coś jak bardzo cienki makaron. Dawałam psom tego żwacza w takiej postaci, ale one nie chciały go za bardzo jeść. Później przechodził jakiś koleś i zapytał mnie, jakie to są rasy, bo widzi, że jest dalmatyńczyk, ale nie zna reszty psów. Spojrzałam na wszystkie psy i stwierdziłam, że też nie wiem, jakie to są rasy. Nie odpowiedziałam mu, bo ktoś inny zaczął z nim rozmawiać. Ten dziwny koleś z dużym penisem w międzyczasie pił kakao, ale miał tak, że mleko było wlane do kubka, a proszek kakaowy był tylko wsypany od góry – niezmieszany z mlekiem. Bardzo mnie to dziwiło i powiedziałam, że on chyba w ogóle lubi proszki, bo cały czas zjada coś w proszku. Później chyba znowu miałam uprawiać seks z mężem, ale nagle on był Murzynem, takim jakby śniadym Arabem. Szliśmy moją ulicą, tam gdzie mieszkają moi rodzice, i było bardzo dużo śniegu. Chciałam sprawdzić, co z moim psem. Zawołałam go i od razu przyszedł. Dałam mu za to żwacza. Powiedziałam temu dziwnemu facetowi i mojemu mężowi, że zabawimy się we trzech, w trójkę. Ten dziwny koleś powiedział, że nie, bo on musi być w domu do godziny 20. W międzyczasie jadłam babeczkę, ale zjadłam tylko połowę.

*

Chciałam zrobić makijaż, bo miała być jakaś impreza i mieli tam być ludzie z mojej poprzedniej pracy, w tym jebany dyrektor. Malowała mnie jakaś baba podkładem mineralnym, ale uznałam, że sama się pomaluję, bo ona nie potrafi. Nałożyłam ten podkład. Pytałam makijażystki, czy mają też korektory mineralne i czy korektor powinien być jaśniejszy od podkładu, bo kiedyś słyszałam, że tak powinno być. Pytałam też, czy moja skóra bardziej ucieka odceniem w róż czy w żółć, ale nie potrafiły mi odpowiedzieć. Skończyłam nakładać podkład. Chciałam, żeby pomalowały mi oczy i zrobiły rzęsy, ale odmówiły. Powiedziały, że skoro już zaczęłam robić sobie makijaż i nałożyłam podkład, to sama powinnam się tym zająć. Mój mąż wybierał dla mnie cienie, a jedna z tych kobiet powiedziała, że jeden cień się zepsuł i pokrył się jakby pleśnią, grzybem. Kazałam mojemu mężowi go wyrzucić, chociaż te dziewczyny sugerowały, że mimo wszystko powinnam go użyć. Powiedziały też, że mnie nie pomalują, ale spróbują ogarnąć kogoś, kto zrobi mi makijaż na dzień imprezy. Odpowiedziałam, że nie mogę czekać i muszę wiedzieć już teraz. Wyszłam stamtąd prawie płacząc. Poszłam do pokoju, w którym kiedyś pracowałam, i świeciła się tam lampka przez cały dzień. Podobno dyrektor tam wszedł i chciał mnie zagadać – ktoś mi po prostu powiedział, że tam był i mnie szukał. Śnił mi się też ten dziwoląg z Egiptu, taki mój kolega. Leżeliśmy razem, a ja czesałam mu włosy palcami. Później pływaliśmy razem w basenie czy gdzieś w wodzie. Potem miałam taki sen, że spałam przed laptopem w pokoju u mojej siostry. Była druga w nocy i ktoś czegoś ode mnie chciał. Odesłałam tę osobę, bo chciałam spać. Chciałam jeszcze pospać do godziny mojego budzika. Nie wiedziałam, czy rano jadę do biura, czy mam pracę zdalną, więc musiałam to sprawdzić i odpalić laptopa. Przez to znowu byłam kompletnie w dupę ze snem. Później jakaś kobieta mówiła do mnie, że w nocy gadałam i coś oglądałam, przez co ona nie mogła uśpić swojego dziecka. Mówiła to w windzie – jakby do kogoś innego, ale ja stałam obok. Powiedziałam jej, że skoro tak, mogła mi po prostu powiedzieć, to założyłabym słuchawki i słuchała przez słuchawki. Było mi bardzo przykro. Poszliśmy do lekarza, jakiegoś psychologa. Ona rozmawiała z nim o tej sytuacji, a ja miałam zacząć mówić i się tłumaczyć. Powiedziałam, że nie lubię ranić ludzi z premedytacją. W pewnym momencie lekarz powiedział, że musi na chwilę wyjść z gabinetu. Usiadłam wtedy tak, że oparłam czoło na rękach na blacie burka i patrzyłam w podłogę. Płakałam, miałam nos pełen wydzieliny. Poszłam do łazienki, żeby się wysmarkać. Przy okazji się też wysikałam. Nic jednak z mojego nosa już nie leciało.

*

Gadałam z Iloną, koleżanką z mojej pracy. Pomagałyśmy jednemu chłopu zabrać psa do samochodu. Ten facet miał odebrać psa, chyba od Ilony. Trzymał go w bloku – był to duży pies w typie owczarka środkowoazjatyckiego, biszkoptowy. Pies był w kojcu, leżał na mrozie i w ogóle nie czuł zimna. Kiedy po niego przyszliśmy, wstał ze śniegu, otrzepał się i był gotowy do podróży. Dziwiłam się, że ludzie w blokach mają takie wielkie psy, ale przypomniałam sobie, że Ilona mieszka w domu, więc jej to nie dotyczy. Później jakiś inny facet pakował do swojego vana dwa inne psy. Jeden z nich był bardzo podobny do Lucy, w typie owczarka szkockiego Collie. Ten pies był chory i facet miał zawieźć go do weterynarza. Byłam bardzo smutna, bo pies przypominał moją nie żyjącą już suczkę Lucy. Chciałam sprawdzić, co się dzieje, i podeszłam do samochodu, ale Ilona była pierwsza i ogarnęła temat. Nie chciałam, żeby posądzili mnie, że pojawiłam się tam bez powodu, więc zabrałam mu chociaż patyki z drogi, żeby mógł ruszyć samochodem. Chłop zapytał, dlaczego podeszłam, a ja odpowiedziałam, że jeden pies przypomina mojego i po prostu życzę temu psu, żeby wyszedł z choroby. Za szybą w samochodzie leżały dwa psy. Collie był przykryty jakąś kołderką, a drugi piesek był mały, czarny i długowłosy. Później Ilona znalazła się w moim samochodzie i jechała z tyłu. Dziwiłam się, dlaczego w ogóle wsiadła i jedzie ze mną. Zapytałam, czy mam ją zawieźć do domu, ale ona milczała, bo rozmawiała przez telefon. Musiałam więc jechać przed siebie. Ilona mieszkała dość daleko od mojego domu, a ja jechałam do siebie, bo nie mogłam wydobyć od niej informacji, dokąd chce być zawieziona. Wcześniej jechałam z mężem z wakacji, nie leciała muzyka, więc włączyłam radio, a tam grał Elvis. Kiedy jechałam z Iloną, skończyła rozmowę i powiedziała, że Karina, inna koleżanka z pracy, była w Waszyngtonie i została porwana. Nie ma z nią kontaktu. Pomyślałam, że szkoda, że jej nie ma i szkoda, że nie będzie kolejnej osoby w pracy, bo niektóre już są na L4. Dojechałyśmy do mojego domu, w którym mieszkałam z rodzicami. Bałam się, czy mama ma wystarczająco składników na obiad dla naszego gościa. Mama sprzątała. Podeszłam i zapytałam, czy mogę jej pomóc. Powiedziała, że nie potrzebuje pomocy, ale skoro przyszłam i ją zagaduję, to znaczy, że coś chcę. Powiedziałam, że chciałam tylko zapytać o obiad i zaproponowałam, że zjemy resztki z poprzedniego dnia, żeby nie musiała nic nowego gotować. Mama powiedziała, żebym ugotowała sos z resztek. W lodówce był obskubany kurczak, wycięte piersi i kawałki korpusu. Dorzuciłam do tego sosu paprykę i inne warzywa, żeby było więcej sosu i jedzenia. Później wraz z ChatGPT obgadywałam Gabi, od kolegi Pawła. Paweł znalazł jej profil na Instagramie i zaczął mi pokazywać jej zdjęcia, śmiał się i obgadywał ją. Znalazł nawet zdjęcia jej łóżka, które miało wnękę, a dla bezpieczeństwa jej głowy wsadziła tam jakiś kosz. ChatGPT przeskanował cały jej profil i śmiał się z niej.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Były święta u mojej babki Alki, tak jak za dawnych czasów. Przyszła Aśka i miałyśmy zejść na dół zapalić papierosa. Nie miałam przy sobie fajek i chciałam iść do sklepu po papierosy, ale wiedziałam, że jeszcze parę papierosów, gumy do żucia i zapalniczkę mam w domu u moich rodziców. Chciałam więc zrobić teleport i przenieść się do domu, żeby zabrać mój arsenał. Mój pies był huskim. Była też jakaś opowieść o napadzie dzieci na dwa wielkie psy na podwórku i o tym, jak te dzieci zaprzyjaźniły się z tymi psami. Te dzieci wierzyły, że naprawdę są jakimiś Indianami i polują. Później byłam w sklepie z moim mężem. On źle się czuł, cały czas coś było nie tak z jego żołądkiem. Mówił, że ma mdłości i że prawie rzyga. Myślałam, że przesadza, bo w końcu oboje jedliśmy to samo i jakoś mnie nic nie jest. W końcu powiedziałam mu: „Chłopie, daj mi ten wózek na zakupy. Ja zrobię zakupy, a ty się ogarnij i zrób ze sobą porządek”. Robiłam zakupy i nagle usłyszałam odgłosy rzygania. W całym sklepie zrobiło się poruszenie, wszyscy patrzyli na miejsce zbrodni, że tak powiem. Po chwili mąż wrócił do mnie i powiedział, że już wszystko dobrze. Nie chciałam już chodzić po sklepie, żeby przypadkiem nie zobaczyć tego miejsca zbrodni i ubrudzonej podłogi z zawartością jego żołądka. Pytałam go, czy płacimy za zakupy, czy po prostu pakujemy wszystko z koszyka i robimy teleport z zakupami do domu. 

Jeszcze wcześniej, na samym początku nocy, miałam sen o jakimś skalniaku. Były tam malutkie myszki, dosłownie tyci. Chciałam je oswoić i nie chciałam, żeby zginęły, bo podejrzewałam, że mogą tam być jakieś drapieżniki. 

Miałam też sen o moim dentyście. Czekałam na wizytę – miała być na godzinę 18. Patrzę na zegarek, a tam godzina minus 13. Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi i dlaczego zegarek szwankuje, i od kiedy w ogóle istnieje godzina minus 13*. W tym śnie miałam zrobić jeden ząb i modliłam się, żeby dentysta powiedział mi, że nie muszę już na razie robić więcej zębów, że to koniec. Okazało się jednak, że muszę zrobić jeszcze jednego. Bardzo martwiłam się o finanse, bo wiedziałam, że muszę zapłacić jeszcze za redakcję mojej książki i inne rzeczy. Poszłam do łazienki i zdjęłam z zębów aparat ruchomy, jakby taki odcisk moich zębów albo coś w rodzaju sztucznej szczęki. Oglądałam go i moje zęby były bardzo ładne i białe. Stwierdziłam więc, że opłacało mi się chodzić do tego dentysty. Poszłam potem do poczekalni, do takiego pokoju, gdzie siedziałam z moim dentystą. Dla zabicia czasu zaczęłam pokazywać mu moje książki na temat myszy i czytaliśmy je razem. Podeszłam do niego, dałam mu buziaka w czoło – nie wiem dlaczego – i podałam mu też bardzo grubą książkę o gatunku myszy udomowionej. On ją czytał. 

Notatki:

* Pomyślałam po tym jak się obudziłam, że ostatnio w życiu jestem bardzo zajęta i nie robiłam żadnych testów rzeczywistości. Zaniedbałam to, a gdybym o tym pamiętała, to może zorientowałabym się, że taka godzina nie może istnieć i że to jasny sygnał, że to świadomy sen. No ale dobra, chuj. Poprawię się w kolejnych dniach, mam nadzieję. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Tej nocy bardzo niewyraźne sny. Śniłam o Klanach z mojej książki, miałam sen w którym Klan Mroku był dobry, ja w nim byłam, a potem ten Klan stał się zły i ja byłam wilkiem, wyłam z rozpaczy na wzgórzu. Potem śniły mi się jakieś creepy rzeczy, było coś, że szukałam w GTA postaci rudego faceta bez oczu, potem była jakaś scena, że kobieta rodziła dziecko i to był mały diabeł, i jakiś facet się z tym diabłem całował. A ten bez oczu to miał być mój kochanek. Potem w innym śnie pytałam Ilony czy chce iść na home office permanentnie, bo pytała mnie jak było w mojej poprzedniej pracy i po jakim czasie mogłam iść pracować zdalnie. Ona powiedziała, że nie, że ona nie chce iść na home office ale pyta dla koleżanki. Powiedziałam, że sprawdzę w mailu i dam jej znać. W szklance ktoś miał kakao z mlekiem, ale proszek nie rozmieszany. Inna osoba miała matchę w mleku, też nie rozmieszaną. Potem wracałam do domu, tata nie spał, chciałam wziąć od niego papierosa i zapalić w ciszy i spokoju. I przypomniałam sobie, że ktoś chciał tatę oszukać i wyłudzić pieniądze (przez Internet) i wiedziałam, że muszę go szybko obudzić, żeby mu o tym powiedzieć i ostrzec go.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Miałam taki sen. Byłam jakąś kurtyzaną czy coś takiego. Siedziałam w samej bieliźnie, takiej pomarańczowej koronkowej, i otwierałam drzwi innym ludziom. To byli chyba jacyś klienci czy coś. Wchodziły zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jakiś ziom zrobił ze swojego pokoju siłownię i mi ją pokazywał. Wcześniej w tym pokoju był wystrój starego pokoju z PRL-u. Chwaliłam się gdzieś w internecie jego pokojem. Mówiłam mu, żeby kupił sobie jeszcze dwa sprzęty, na przykład bieżnię do biegania, bo miał tam w sumie tylko jeden metalowy drążek do podnoszenia. Powiedziałam jednak, żeby na razie nie kupował, bo sprzęty są drogie, a on nie ma pieniędzy, bo robił remont tego pokoju. Wpadłam też na pomysł, że mogłabym mu kupić taki sprzęt na urodziny. Śniło mi się też, że kiedy byłam tą kurtyzaną, odwiedził mnie pierdolony dyrektor z poprzedniej pracy i poszliśmy w tango seksualne. Później oglądałam jakiś film. Były tam urywki scen, które sobie zachowałam. Po niebie latały smoki i zapisałam te fragmenty jako inspirację do mojej książki, żeby zobaczyć, jak te smoki tam latają. Później miałam zrobić loda jakiemuś staremu dziadkowi, a potem wrócić do mojego partnera i zrobić jemu. Miałam poćwiczyć na parówce. Kiedy poszłam do tego starego dziadka, trzymałam tę parówkę w ręce. W tym śnie cały czas zmieniał się dzień i noc. Potem nagle była zmiana sceny. Miałam iść do pracy, ale kiedy obudziłam się w tym śnie, zobaczyłam, że jest godzina trzynasta, a ja miałam być w pracy na dziewiątą. Pomyślałam: „Boże, ale zjebałam sprawę, zespałam”. Odpaliłam komputer i miałam wielką nadzieję, że to zegarek w telefonie zwariował i jest jednak dziewiąta, bo zadzwonił mi budzik. Okazało się jednak, że budzik był nastawiony na trzynastą, a nie na dziewiątą. Dodatkowo zegarek w rogu monitora wariował i co chwilę pokazywał inne godziny. Na ekranie były też pokazane osoby, które mogłam wybrać dla siebie do romansu. Wcześniej w tym śnie była też smutna muzyczka i ktoś śpiewał coś o tym, że dawniej pary były normalne, a teraz ludzie wymyślili jakieś LGBT i każdy może być z każdym. Śnił mi się też kot, który był jakby Arisską, tylko pod postacią kota. Cały czas się w tym śnie budziłam i wołałam tego kota, żeby do mnie przyszedł. Jednocześnie nie chciałam, żeby mój dalmatyńczyk do mnie podchodził, bo zostawiał dużo sierści. Przypadkowo dałam temu kotu mydło do oka, bo akurat odwróciłam rękę, kiedy obok mnie stał (miałam zmydlone dłonie). Wzięłam go więc na ręce i patyczkiem do uszu próbowałam przemyć mu oko. Ogólnie te sny były bardzo chaotyczne i przeplatały się ze sobą. Nie było w nich jakiegoś większego sensu ani jednej, ułożonej fabuły.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że jakaś dziewczyna miała uprawiać seks w samochodzie z jakimś typem, ale nie z tym jej obecnym. Był to jakiś gruby chłop. Wcześniej byłam gdzieś z moją siostrą. Grałyśmy na konsoli. Nie mogłam zalogować się na swoje konto, ale w końcu się udało. W tej grze było coś takiego, że jakiś budynek wybuchał, ale to było tak, jakby działo się też na żywo. Moja siostra zaczęła szybko biec, żeby wybiec z budynku. Ja na nią czekałam, żeby złapać ją za rękę, żebyśmy mogły wybiec razem i zdążyć. Udało się. Budynek wybuchł, a my byłyśmy już na zewnątrz. Zastanawiałam się też w tym śnie, czy kiedy tworzono grę GTA 3, to ja już się urodziłam, bo prace nad nią zaczęły się ponoć bardzo wcześnie, około 1997 roku. To jednak nie zgadza się z rzeczywistością, bo urodziłam się w 1994 roku, a GTA 3 wyszło w 2003. Później była historia tej dziewczyny. Miała ona uprawiać seks z jakimś innym typem – napakowanym, czarnym mężczyzną. Wiedziała jednak, że bunt skończy się źle, bo może zostać zmuszona do różnych rzeczy, takich jak jedzenie kupy czy seks analny. Bardzo się tego bała. Tą dziewczyną w tym śnie byłam ja, ale widziałam to jak film, jakby to była rola, którą gram. Ta dziewczyna postanowiła być uległa. Pływała w basenie, jadła na targu dziwne jedzenie i przełykała je z trudem. Koty i psy były przywiązane do ścian i do płotów. Postanowiła delikatnie porozmawiać z porywaczami, żeby poprawili warunki tym zwierzętom. Udało się. Porywacze złagodnieli. Ktoś włożył kotu miskę do pyska. Ja wyjęłam tę miskę, bo była pełna miodu i kot był cały nim oblepiony. Poprosiłam ludzi, żeby kot nie jadł aż tyle miodu naraz. Zgodzili się. Inni ludzie na targu powiedzieli, że zrobią z tego miodu dla kotów zupę albo herbatę. Po jakimś czasie porywacze zaczęli mnie lepiej traktować. Nie byłam bita ani gwałcona, tak jak poprzednie kandydatki. Ten napakowany czarny mężczyzna zdobył moją sympatię. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, powiedziałam do innego chłopaka, że bardzo mi się podoba, że jest napakowany i że ciekawe, na której siłowni trenował. Między nami doszło do intymnej sytuacji i później do seksu. Później szliśmy miastem. Prowadziłam małego białego kucyka na lonży. Uczyłam się też języka irańskiego z Chatem GPT, bo mój porywacz okazał się Irańczykiem. Weszliśmy do pokoju, w którym były irańskie dzieci – prawdopodobnie jego dzieci. Był tam mały chłopiec. Powiedziałam do niego „Salam aleikum”, a on mi odpowiedział. Opisałam potem tę sytuację do ChatGPT i dostałam odpowiedź, że dla nich to bardzo duży szacunek, kiedy ktoś mówi coś w ich języku. Chociaż wiem, że „Salam aleikum” nie jest z języka irańskiego, ale w śnie to tak działało. Później w środku nocy był między nami seks. Po jakimś czasie okazało się, że ten Irańczyk ma żonę i chce się z nią rozwieść, żeby wziąć ślub ze mną. Byłam w kościele i stałam na ambonie, wygłaszając przemowę jak lektor. Okazało się też, że wiele lat wcześniej byłam na ślubie jego i jego żony i też wtedy wygłaszałam przemowę. Wtedy właśnie mnie zauważył. Teraz to był nasz ślub i znów wygłaszałam przemowę. Później było wesele. Było jedzenie. Jadłam jakieś mięso, a potem kaczkę. Mięso było trochę łykowate, ale mimo to mi smakowało i jadłam. Przy stole był też mój dziadek, który w rzeczywistości już nie żyje. Jakaś kobieta powiedziała do niego, że po ślubie trzeba jeszcze jakoś przeżyć ten dzień wesela. Mój dziadek odpowiedział: „Teraz to trzeba pożreć”. Bardzo mnie to rozśmieszyło. Wszyscy jedli. Moja mama siedziała obok mnie i powiedziała, że już skończyła jeść i idzie zapalić papierosa. Ja powiedziałam, że też zaraz kończę i pójdę z nią. Wcześniej, kiedy szliśmy po mieście z tym kucykiem, głaskałam go trochę na oślep i przez przypadek dotknęłam jego zadka. Kucyk kopnął ostrzegawczo w powietrzu, więc postanowiłam potem głaskać go tylko po głowie i po grzywie. Słuchałam też nagrań od jakiegoś dziwoląga z Egiptu, który mówił po polsku. Wyjaśniał, że trzeba mówić dobrze zarówno po irańsku, jak i po polsku, ale że język irański jest bardzo trudny i „popierdolony”.

*

Śniło mi się, że byłam na mojej uczelni razem z moim mężem Adrianem. Wsiadłam do windy i jechaliśmy nią do góry. W windzie było bardzo dużo ludzi, ale byli to ludzie z patologii. Były tam małe dzieci, które paliły papierosy, były też jakieś menelice, dziwki i prostytutki. W windzie panował brzydki zapach i ogólnie był tam smród Na środku windy stał stół, na którym były kieliszki z wódką. Bardzo chciałam jak najszybciej wysiąść z tej windy Adrian zaczął rozmawiać z jakimś kolegą, który był jednym z niewielu normalnych ludzi w tej windzie. Ten kolega miał ze sobą karton. W tym kartonie był Cadillac – taki jak miał Elvis, tylko że biały. 

Wcześniej miałam też sen o Postalu. Był to bardzo creepy sen. Postal był jakby opętany i mieli wsadzić go do jakiejś maszyny, która robiła coś w rodzaju prania mózgu albo wstrząsu mózgu. Po wyjściu z tej maszyny Postal stał się normalny Ja chciałam się zgłosić na ochotnika do tej maszyny, żeby jakoś go uratować albo mu pomóc.

*

Śniło mi się, że malowałam drzewko kredkami. Malowałam je bardzo dokładnie i szczegółowo. Rysowałam niebieskie niebo, owoce na tym drzewku i różne inne detale. Pamiętam, że skupiałam się na wszystkich szczegółach. Obok w domu był ktoś jeszcze. Miałam z tą osobą jakąś spinę. Chciałam iść na studia, mimo że już pracowałam, bo chciałam mieć lepszą pracę. Myślałam wtedy o tym, że kiedy skończę te studia, mój pies pewnie nadal będzie żył, czyli bardzo długo. Trochę mnie to przerażało, że studia będą trwały aż tak długo. Miałam chyba w tym domu mieszkać, ale nie mogłam, bo ta druga osoba już tam zamieszkała i być może o to była cała ta spina.

Wcześniej tej samej nocy miałam też inny sen. Śniło mi się coś o dyrektorce z mojej poprzedniej pracy. Mój Duster zsunął się na kostce brukowej i uderzył w bramę, bo miałam gdzieś jechać, ale nie zaciągnęłam ręcznego. Były jakieś zawody. Dzwoniłam do mojej koleżanki Wioli z poprzedniej pracy. Powiedziała mi, żebym zadzwoniła jutro o północy, bo wtedy będą wyniki konkursu. Nie chciałam tego robić, bo chciałam wtedy spać. Rozmawiałam z nią przez telefon, ale wiedziałam, że to jest jakiś wywiad i że mówię publicznie, a inni ludzie mnie słuchają. W końcu ogłoszono wyniki. Okazało się, że zajęłam trzecie miejsce w zawodach. Powiedziałam przez telefon, że zajęłam trzecie miejsce. Był to jakiś zimowy wyścig na nartach albo coś podobnego. Powiedziałam też, że mam nadzieję, że następnym razem zajmę pierwsze miejsce.

*

Śniło mi się, że byłam u mojej kuzynki Agnieszki. Miała dom. W tym śnie zazdrościłam jej tego domu. Pamiętam, że był bardzo ładny, jakby drewniany, i stał na działce, która niby była nasza wspólna. Jednak to właśnie ona postawiła tam swój dom. Bardzo się w tym śnie dziwiłam, dlaczego akurat ona i dlaczego jej pozwolili oraz dlaczego jej się to udało. Zaczęłam z nią rozmawiać o tym domu. Powiedziała mi, że ma ten dom, ale za to ma „jebniętych” rodziców. Powiedziała też, że w życiu każdy ma coś takiego, że czegoś mu brakuje — nie może mieć wszystkiego. Komuś może brakować domu i pieniędzy, a jej właśnie brakuje normalności w rodzinie. Potem zaczęła mnie oprowadzać po swoim starym domu. Ten dom był kilkupiętrowy. W rzeczywistości jej dom tak nie wygląda, ale w śnie miał kilka pięter. Już kiedyś mi się ten dom śnił w taki sposób. Chodziłyśmy po nim i rozmawiałyśmy. Ona dalej się zwierzała i mówiła, że ma pojebanych rodziców.

*

Śniło mi się, że byłam na wsi, tam gdzie mieszkała moja babcia. Obok jej domu był inny dom, a za bramą jakiś koleś trzymał psy. Te psy były różne – były mniejsze i większe, jakby tej samej rasy, ale jednak różne, bo to były szczeniaki i dorosłe. Zauważyłam, że kiedy się tam pojawiałam, te psy się zmieniały. Najpierw była jedna rasa psów, potem po jakimś czasie zupełnie inne, a później znowu inne. Podejrzewałam, że ten facet bierze psy, a potem je wyrzuca i bierze nowe, bo mu się nudzą. Chciałam to sprawdzić, więc udałam się do DIOZ-u. Spotkałam tam tego całego kontrowersyjnego Konrada, który mówił do mnie „Pani Dario”. Powiedziałam mu, żeby mówił mi po imieniu, więc zaczął mówić do mnie po imieniu. Powiedziałam mu, żebyśmy weszli na Google Maps, bo pokażę mu, który to dom. Weszliśmy na Google Maps i było widać za bramą, że te psy faktycznie są różne i w różnym stanie – niektóre były zaniedbane, z oblepioną sierścią. Konrad powiedział, że nic z tym nie zrobi, jeśli psy są zadbane, ale że może coś pokombinować. Ten dom na Google Maps był jakby prześwietlający – było widać, gdzie jest sypialnia i ogólnie układ pomieszczeń. Były też opinie o tym domu na Google Maps. Pomyślałam wtedy, że może to jest po prostu hotel dla psów i dlatego te psy tak rotują. Potem chciałam sprawdzić, czy w moim mieszkaniu też na Google Maps jest taka opcja prześwietlania, żeby zobaczyć, gdzie mam sypialnię i jaki jest układ pomieszczeń, ale okazało się, że nie ma takiej opcji – że to była jakaś dodatkowa funkcja. Zajęłam się oglądaniem tego wszystkiego na komputerze. Byłam ubrana w moją dwuczęściową, grubą piżamę i wyszłam z domu. Wtedy obraz się zmienił i miałam iść do szkoły. Wyszłam z domu i znowu chciałam coś zobaczyć na komputerze, tylko że ten komputer był w plenerze przy szkole. Ktoś tam stał przy tym komputerze i zapytał mnie, czy cieszę się z tego, że w szkole jest dzisiaj zorganizowany spacer. Powiedziałam, że tak, ale wtedy spojrzałam na zegarek w komputerze i zobaczyłam, że jest godzina dziewiąta. Stwierdziłam, że mam na ósmą do szkoły i się spóźniłam, więc pewnie wszyscy już dawno poszli na spacer beze mnie. Tak też było. Krążyłam po podwórku i nagle zobaczyłam, jak wszystkie dzieci wracają ze spaceru do szkoły. Byli na spacerze godzinę. Spojrzałam na zegarek i znowu była dziewiąta. Pomyślałam wtedy z żalem, że przez tę godzinę mogłam iść na spacer i nabić kroki, ale tak się nie stało. Że mogłam iść sama na spacer albo dogonić grupę. Kiedy inni wrócili, była tam Kaśka Ch. i powitała mnie, ale ja tylko jej coś odburknęłam, bo miałam nerwy na ten spacer. Weszliśmy do klasy. Próbowałam gdzieś usiąść, ale nie mogłam znaleźć miejsca, wszędzie było ciasno albo miejsca były zajęte, więc krążyłam po klasie, aż w końcu usiadłam. Miałam ze sobą gruby zeszyt z różnymi głupimi notatkami, ale na samym końcu były wartościowe i fajne rzeczy oraz wklejone zdjęcia. Pamiętam też, że byłam w piżamie i nie zdążyłam się przebrać. Na dodatek bardzo chciało mi się sikać. W tym zeszycie nagle znalazłam zdjęcia Arisski, w tym jej ostatnie zdjęcie u weterynarza. Było mi wtedy bardzo przykro i strasznie za nią tęskniłam w tym śnie. W tym czasie nauczycielka puściła muzykę – piosenkę, która leciała w strip klubie w GTA San Andreas. Zaśmiałam się i chciałam powiedzieć, że to piosenka ze strip klubu, ale kiedy znowu spojrzałam na zdjęcie Arisski, bardzo chciało mi się płakać. Potem była przerwa. Poszłam do łazienki. Zdjęłam piżamę i założyłam jakiś narciarski kombinezon, bo na dworze bardzo padał deszcz. Była ogromna kolejka do łazienki, chyba wszystkim chciało się sikać. W końcu zrezygnowałam i wyszłam, mijając wszystkich. Pamiętam też, że w tym śnie byłam wilkiem i smokiem – wiedziałam, że mogę być tymi stworzeniami i się przemienić. Grupą znów mieliśmy iść na spacer, ale bardzo padał deszcz. W pewnym momencie jakiś koleś zamówił sobie jajecznicę i jajka już się ugotowały. Ktoś położył te jajka na czyjejś różowej kurtce, na białym talerzu. Jajka się przechyliły i ubrudziły całą kurtkę. Okazało się jednak, że położyli je na kurtce jakiejś Kaśki. Ona potem podeszła i zabrała tą kurtkę. Było też coś jak film albo scena, w której była dziewczyna niezbyt dobra i sympatyczna, która była królową. Później jakaś sprzątaczka, taki Kopciuszek, została królową i karmiła tą złą winogronem. Uznałam, że to wcale nie okazało się chyba zatem takim strasznym czymś, ta jej rezygnacja z władzy, skoro teraz inna królowa daje jej winogrono. Spotkałam się z tą złą dziewczyną pod lodówką w kuchni. Jadłyśmy małą zieloną papryczkę piri. Zjadłam ją i poczułam lekkie pieczenie w ustach. Ona zjadła i poczuła bardzo silne pieczenie. Wzięłyśmy cytrynę do ust (pokroiła ją na kawałki ta dziewczyna), żeby to zneutralizować, a ja jeszcze podpowiedziałam jej, żeby napiła się mleka. Zapytałam ją, jak się czuje z tym, że ktoś inny został królową. Odpowiedziała pytaniem: jak ja bym się czuła, gdyby ktoś mi rozkazywał. Odpowiedziałam jej, że nie biorę rozkazów od nikogo, od żadnego człowieka (zacytowałam Elvisa z piosenki "Trouble"). Później wyszłam na przedsionek i znów do łazienki, i wiedziałam już, że to jest sen. Wiedziałam też, że mam przy sobie ubrania, których nie mogę zabrać ze sobą, bo to tylko sen – były to dwa moje miętowe sweterki. Wyszłam na zewnątrz i jakiś koleś powiedział mi, żebym zrobiła mu przelew za papierosa, którego mi dał. Wypchnęłam z dłoni diament i zapytałam, czy może być zamiast przelewu i że przelew mu zrobię jak się obudzę, bo śpię i to jest sen. Powiedziałam mu, że ten diament jest wart kilka tysięcy, a nie kilka złotych jak papieros, i żeby dobrze go schował. On tak zrobił. Wiedziałam cały czas, że to sen, ale nie wiedziałam, kiedy się obudzę. Czułam, że mam jeszcze trochę czasu. Wybiegłam więc na zewnątrz jako wilk i chciałam podskoczyć w górę, żeby zacząć latać. Wtedy zadzwonił budzik. Chyba więc kiepsko oszacowałam ile czasu mi zostało...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Wczoraj przesadziłam moją małą sansewierę, nową roślinkę. I miałam taki sen, że ktoś ją przesadził ponownie, z jakimś kawałkiem szmaty w środku ziemi. Musiałam to ogarnąć i znów ją przesadzić. Byłam potem w kuchni i wysypywałam okruchy z tacy z piekarnika. Były na tacach papiery do pieczenia i z tych papierów wysypywałam te okruchy na podłogę i prosiłam męża, by to odkurzał. Przypadkowo uszkodziłam drzwiczki od szafki kuchennej palcami, kiedy próbowałam otworzyć i trzeba było kupić nowe. Miałam jeszcze taki sen, w którym wychodziłam z pracy i stała na zewnątrz jakaś inna dziewczyna. To była Roksana z mojej klasy z podstawówki. Przypadkowo rzuciłam jej piasek w oczy i szybko odeszłam, żeby nie było na mnie. Ona jednak dobrze wiedziała, że to ja. Wystąpiła publicznie gdzie zdemaskowała mnie i powiedziała, że to ja. Przyznałam się, powiedziałam jej, że chciałam po pracy do niej na spokojnie zadzwonić i przeprosić. I tyle pamiętam z tej nocy, bardzo niewiele, nie mam pojęcia dlaczego, bo z kolei wczorajszej nocy pamiętałam bardzo wiele z moich snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że spotkałam się z moim byłym chłopakiem, Arabem, który miał na imię Ehab. W śnie było tak, że Ehab chodził na siłownię — był wyraźnie umięśniony. Nie wiem, dlaczego mi się przyśnił, może dlatego, że dzień wcześniej rozmawiałam o nim z moją siostrą i weszłam na jego profil, gdzie zauważyłam, że jest wysportowany. W tym śnie ja również byłam umięśniona. Popisywałam się przed nim, prężyłam mięśnie, a on był bardzo zdziwiony i miał do mnie pewien respekt. W pewnym momencie zaczęliśmy walczyć. Znajdowaliśmy się jakby w środku galerii handlowej, ale było tam też coś w rodzaju areny. Ehab próbował mnie zaskakiwać — podchodził od tyłu, próbował mnie złapać — ale za każdym razem robiłam unik albo powalałam go na ziemię. Wykonywałam takie ruchy, że nie był w stanie mnie złapać. To ja przejmowałam kontrolę — obejmowałam go i sprowadzałam na ziemię. W śnie pojawił się też wątek innej dziewczyny, która została kierowniczką tej galerii. Ehab ją wybrał na to stanowisko, co bardzo mi się nie spodobało, bo to ja chciałam kierownikiem zostać i uważałam, że bardziej na to zasługuję. Patrzyłam na nią z zazdrością, z lekką zawiścią. Później była sytuacja, że galeria była zamykana, ale ludzie w ogóle się tym nie przejmowali — chodzili swobodnie, ignorując wszystko. Ta dziewczyna, jako kierowniczka, kompletnie nie potrafiła zapanować nad tłumem. Wtedy wkroczyłam do akcji. Zaczęłam mówić do ludzi, jakby przez megafon — choć tak naprawdę mówiłam normalnie, na głos. Powiedziałam, że wszyscy powinni opuścić galerię, bo pracownicy chcą już odpocząć, zjeść kolację i że to koniec zakupów. Zrobiłam to w sposób lekki, trochę żartobliwy. Potem odwróciłam się, żeby spojrzeć na kierowniczkę i na Ehaba. Ona była wyraźnie zawstydzona, natomiast Ehab pozostał zupełnie niewzruszony moją przemową. W międzyczasie pojawił się też wątek zgubionego pierścionka zaręczynowego. W rzeczywistości był to pierścionek od mojego męża, z turmalinami, ale w śnie funkcjonował jako pierścionek od mojego byłego chłopaka, Patryka. Wszyscy byli przekonani, że pierścionek zaginął i że ktoś musi oddać za niego pieniądze. Patryk twierdził, że to ja powinnam zapłacić, natomiast moja mama uważała, że to on powinien ponieść koszt. Ja jednak cały czas wiedziałam, że pierścionek nie jest zgubiony — miałam go przy sobie, tylko nikt o tym nie wiedział. Chciałam napisać do Patryka, że go mam, ale jednocześnie przyszła mi do głowy myśl, żeby pozwolić mu dalej wierzyć, że pierścionek zaginął, żeby mógł odzyskać pieniądze ze sklepu. Po chwili jednak uznałam, że to byłoby nie w porządku i nie chcę robić takich rzeczy. W pewnym momencie miałam też poczucie, że jestem na jakiejś misji — czegoś szukałam, choć nie do końca wiem czego. Byłam wtedy z moim mężem. Znajdowaliśmy się na łące, przy lesie, w jakiejś szopce z drewna. Wyszłam na chwilę, żeby się przewietrzyć, i zauważyłam, że w lesie rośnie bardzo dużo grzybów — takich jak kanie. Zapytałam męża, czy będziemy je zbierać, ale nic nie odpowiedział. Wzięłam więc wiaderko — nawet w śnie zdziwiłam się, skąd ono nagle się u mnie wzięło — i zaczęłam zbierać grzyby. Potem zaniosłam je do mojego męża.

Miałam też drugi sen, w którym miałam jakąś kontuzję ręki. Nosiłam takie specjalne nosidełko, w którym trzymałam rękę — miało ono w jakiś „magiczny” sposób ją stabilizować. Była też scena związana z kolacją, ale tata nie chciał jej jeść. Później sen przeniósł się w zupełnie inny klimat — razem z moją siostrą grałyśmy w GTA San Andreas i szukałyśmy ukrytych miejsc. Latałyśmy po mieście samolotem Hydrą w rytm piosenki, jakby to był jakiś teledysk. Pamiętam, że leciał utwór „Heyyyy Good Looking” z gry. Najpierw latałyśmy samolotem, a potem wpisałyśmy kod RIPAZHA — ten, który sprawia, że samochody zaczynają latać. I wtedy zaczęłam latać pojazdami po całym mieście. Czasami zdarzało się, że wpadałam w ścianę — jakby przenikałam do Matrixa — a potem wszystko zaczynało się od nowa. Przelatywałam obok małych domków w takim wiejskim miasteczku. W grze to zawsze były moje ulubione miejsca, ale w tym śnie wyglądały trochę inaczej. Pomyślałam wtedy, że muszę koniecznie polecieć albo pojechać do tego miasteczka i zobaczyć te domki z bliska. I przyszła mi taka myśl, że zawsze chciałam mieć dom z ogródkiem właśnie przez te domki z GTA San Andreas. Był też moment, kiedy wleciałam w ogromny świetlik nad jakimś budynkiem — zbiłam szyby i wpadłam do środka. W środku panował zupełnie surrealistyczny klimat, jakby Matrix — jeździły tam samochody i wszystko było jakieś nierealne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że w moim mieszkaniu pojawiła się kobieta, która miała wykonać profesjonalną usługę sprzątania. Adrian chyba też wtedy tam był. Ona sprzątała bardzo dokładnie — odsuwała wszystkie szafki, szafy, zaglądała wszędzie. Moje mieszkanie w tym śnie było bardzo duże. Zauważyłam jednak, że wyrzuca bardzo dużo roślin. Co chwilę w kuchennym śmietniku pojawiały się nowe — niektóre (te uratowane) miały poprzycinane końcówki liści i wyglądały pokracznie, inne były zupełnie bez liści. Trochę nad tym ubolewałam, ale jednocześnie myślałam, że najwyżej kupię nowe. Najbardziej było mi szkoda zamiokulkasów, bo zawsze wydawało mi się, że mają u mnie świetne warunki, a w tym śnie po prostu „klapły”. Zaczęłam się zastanawiać, czy ta kobieta nie przesadza — może niektóre rośliny dało się jeszcze uratować. Miałam też jedną roślinę w korytarzu i zapytałam się w duchu, trochę retorycznie, o co chodzi z tym wszystkim, że te rośliny obumierają. Odpowiedziałam sobie, że problemem jest brak światła w tym miejscu. Powiedziałam tej kobiecie wtedy, że kiedyś przyniosłam do domu dużą jukę, która była pełna robaków i roztoczy, a mimo to udało mi się ją odratować. Wspomniałam o tym, bo jedna z roślin w śnie też była cała zainfekowana. Kobieta zaproponowała, żeby odchylić ziemię i sprawdzić stan korzeni. Ta roślina miała ogromne bulwy korzeniowe, bardzo się rozrosła. Zanim jednak zdążyłam to zrobić, ona zrobiła to sama. I wtedy nagle całe mieszkanie zaczęło roić się od małych muszek — pojawiły się też osy i różne roztocza. Latały wszędzie. Osa natomiast była przyjazna i nie gryzła mnie. Ona powiedziała spokojnie, że to normalne i że się przyzwyczaję. Ja odpowiedziałam stanowczo, że nie ma takiej opcji — nigdy się do tego nie przyzwyczaję i te roztocza mają zniknąć. Zaczęłam szukać w swoich rzeczach do roślin sprayu na pasożyty. Najpierw znalazłam jakiś żel, który zmieszałam z wodą, ale nie miał odpowiedniego spryskiwacza. Poszłam więc do łazienki i znalazłam inny spray — to była już końcówka, a ja nie wiedziałam, gdzie jest butelka, żeby go przelać. W końcu dałam wszystko tej kobiecie. I wtedy nagle uświadomiłam sobie, że to sen. Podeszłam do okna w kuchni i pomyślałam, że wyjdę przez nie i polecę. Powiedziałam tej kobiecie, żeby dalej sprzątała — że ja muszę na chwilę wyjść polatać, a jak wrócę, to jej zapłacę i się rozliczymy. Ona podała mi cenę 700 zł za usługę, że za sprzątanie chce 700 zł i zapytała, jak długo tu mieszkam. Odpowiedziałam, że dwa lata. I, że na początku przy remoncie dokładnie sprzątałam wszędzie. Zastanawiałam się też o płatności na raty. Później Jednocześnie wiedziałam, że jeśli wylecę, sen może się rozmyć i nie będę umiała wrócić do mieszkania, a przecież chciałam sprawdzić, co z tymi roztoczami. W końcu jednak wyleciałam — nie przez okno w kuchni, tylko przez okno w salonie. Wzbiłam się w powietrze i nagle okazało się, że jestem smokiem. Leciałam i bardzo wyraźnie czułam swoje smocze ciało. Nie ziałam ogniem, ale czułam tę formę bardzo realnie. Po chwili wróciłam chyba do mieszkania i zaczęłam się zastanawiać, co jeszcze mogę zrobić w świadomym śnie. Pomyślałam, że mogę spojrzeć w niebo — bo przecież w snach wygląda niesamowicie. Spojrzałam… ale nic szczególnego tam nie było. Zwyczajne niebo, lekko błękitne, trochę różowawe. Bez żadnych fajerwerków. Potem znalazłam się jakby w mieszkaniu jakiegoś faceta, a zaraz potem znowu wróciłam do swojego. Chciałam sprawdzić, czy ta kobieta dalej sprząta. W międzyczasie ona napisała mi SMS-a, że mieszkanie trzeba posprzątać od zera. Pomyślałam: „Ja pierdolę… przecież sprzątam co tydzień, a przy remoncie też wszystko dokładnie ogarnęłam. Skąd tyle kurzu, syfu i roztoczy?”. Po chwili doczytałam kolejną wiadomość — że to sprzątanie „od zera” jest już zrobione i że możemy się umówić na kolejną wizytę dopiero za parę lat. Poczułam ogromną ulgę. Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłabym zapłacić jej w ratach, bo już spłacam swoją książkę (redakcję, etc.). Nie zastałam jej jednak w mieszkaniu — był tam chyba mój mąż i jakiś inny facet. Myślałam, że to kobieta prząta pod prysznicem, ale to był Adrian. Potem wyszłam na zewnątrz i pojawił się inny facet. Zapytałam tego faceta, czy chciałby polecieć na smoku. Zamieniłam się w smoka, on usiadł na moim grzbiecie (czułam jak wspina się po moim skrzydle, Adrian mu pomagał) i polecieliśmy. Latałam, ryczałam, ziałam ogniem w różne losowe miejsca, ale starałam się nie trafiać w budynki, żeby nikogo nie skrzywdzić. Miałam momenty, w których wyobrażałam sobie wszystko z perspektywy smoka, ale też z perspektywy jeźdźca — zastanawiałam się, co on czuje, siedząc na moich plecach. Starałam się lecieć spokojnie, żeby nie spadł. W pewnym momencie pojawiło się jezioro i wynurzył się z niego potwór z Loch Ness. Widziałam też jakieś dinozaury. Potem znowu byłam na ziemi, obok mieszkania. Przy stoliku siedzieli mężczyźni z telefonami, wyglądający zupełnie współcześnie. I wtedy pomyślałam: jak to możliwe, że tu są jakieś dinozaury i potwory, a jednocześnie obok stoją normalni ludzie, jakby z dzisiejszego świata? O co tu chodzi?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Sny dzisiejszej nocy:

Śniło mi się, że znowu pojawił się Ehab (mój ex - Arab). To był chyba pierwszy sen tej nocy. Pamiętam tylko fragment — że jakoś się z nim skontaktowałam, chyba rozmawialiśmy, i wysłałam mu swoje aktualne zdjęcia. On odpisał mi po polsku coś w stylu: „Matko, na każdym zdjęciu masz taki bitch face. Wyglądasz zimno, wyniośle… jak zimna suka”. Spojrzałam wtedy jeszcze raz na to, co mu wysłałam, i zorientowałam się, że to były moje stare zdjęcia — z czasów, kiedy miałam rude włosy. Odpisałam mu, że nie spodziewałam się, że mój były chłopak — który kiedyś był miłością mojego życia — napisze do mnie wiadomość po polsku i jeszcze w taki sposób, mówiąc mi tak przykre rzeczy. I na tym ten sen się kończył.

*

Śniło mi się następnie, że pojawił się mój były chłopak, Michał z uczelni. Miałam już kiedyś podobny sen, że byłam u niego w domu i tym razem znowu tak było — jakby miałam tam tymczasowo przebywać. Na początku on tam też był. Leżeliśmy razem w łóżku, przytulałam go. Było między nami dość romantycznie, ale nie doszło do niczego więcej. Później on gdzieś zniknął, a ja zostałam sama w jego domu, jakby na jakiś czas. Nagle wparowała tam moja siostra. Coś ode mnie chciała i pokazywała mi spleśniałą dynię. Ścisnęła ją i wyleciało z niej mnóstwo takiej rozpylonej pleśni. Ja leżałam wtedy w łóżku i powiedziałam jej, żeby dała mi spać, bo jest już prawie trzecia w nocy, a ja nie mogę zasnąć. Miałyśmy wrażenie, że wcześniej gdzieś razem byłyśmy i dopiero wróciłyśmy. Spojrzałam na zegarek — rzeczywiście była już prawie trzecia. Wiedziałam, że mam rano wstać do pracy i że zostało mi bardzo mało snu. W końcu jednak wstałam i zaczęłam ogarniać łóżko. Zdjęłam pościel, zebrałam swoje piżamy i jakieś szmaty do czyszczenia i odłożyłam to wszystko w jednym kącie obok łóżka. Chciałam, żeby Michał — kiedy wróci — miał łatwiej i po prostu to wyprał. I wtedy przyszła mi do głowy myśl, że gdybyśmy byli małżeństwem i tak razem dzielili obowiązki domowe, zmieniali pościel i robili takie rzeczy, to byłoby to dla mnie strasznie cringowe. Nie wiedziałam nawet, gdzie on ma pralkę. Miałam tylko nadzieję, że ani on, ani jego rodzice się nie obrażą, że tak poukładałam te rzeczy. Później sen jakby się zmienił — grałam w Simsy. Moja siostra spała, ale nagle się obudziła, bo w tej grze okazało się, że jej postać została zdradzona i jej partner ma dziecko z kimś innym.

*

Śniło mi się, że moja koleżanka Paulina jest w ciąży, ale nikomu o tym nie powiedziała. Poszłam ją odwiedzić razem z Adrianem. Okazało się, że ona ma już dziecko — takie podrośnięte, może dwuletnie, które już trochę chodziło. Zdziwiłam się i powiedziałam do męża, że Paulina ma dziecko, bo on o tym nie wiedział. Siedzieliśmy u niej, rozmawialiśmy, aż nagle nastąpił przeskok — znaleźliśmy się na jakimś ślubie albo w dużej sali balowej. W pewnym momencie jakby cofnęłam się w czasie i byłam znowu pod moją starą szkołą. Biegłam przez przejście dla pieszych, bo byłam prawie spóźniona na lekcję. Był 21 marca (o dziwo dzisiaj jest 20 marca) i wiedziałam, że to pierwszy dzień wiosny i nastaną lepsze czasy. Na przejściu stanął jednak tramwaj, a jakiś starszy pan jechał rowerem i uderzył w ten tramwaj. Upadł. Jego noga i koło roweru znalazły się pod pojazdem. Groziła mu amputacja. Zareagowałam od razu — odciągnęłam jego nogę i rower, kazałam mu się nie ruszać. Po chwili tramwaj ruszył, więc powiedziałam mu, że już może się podnieść. Byłam przekonana, że będzie mi dziękował, że stanę się jakąś bohaterką, ale on tylko wstał i się otrzepał. Później, na tej sali balowej, okazało się, że on też tam jest. Zaczął mnie zagadywać i próbował mnie wkręcić w rozmowę — mówił, żebym wzięła jego telefon na czas imprezy, bo ciągle dzwonią jego wnuki. Powiedziałam mu, że mogę mu pokazać, jak wyciszyć telefon, ale on uparcie chciał, żebym go wzięła. W końcu powiedziałam mu wprost, że jeśli chce ze mną pogadać albo wziąć ode mnie numer, to niech powie to normalnie, a nie kręci. Chyba faktycznie wziął ode mnie numer, ale nie chciałam się z nim spotykać, bo był dużo starszy ode mnie. Później pojawił się wątek sernika. Miałam go zrobić, a jeśli by mi nie wyszedł, to miało mnie spotkać coś złego — chyba jakiś diabeł miał po mnie przyjść, jakbym zawarła z nim pakt. Zaczęłam wrzucać do miski różne składniki: ser, jajka, różne rodzaje czekolady, likiery i alkohole. Znalazłam też mini szampana w butelce przypominającej flakon perfum — wypiłam go i był bardzo dobry. W międzyczasie pojawiła się Paulina i powiedziała, że impreza się kończy i żebym wybrała sobie coś do domu. Było tam mnóstwo rzeczy — kwiaty, sztuczne i prawdziwe, różne dekoracje. Moja mama namawiała mnie, żebym wzięła dużą palmę, ale zastanawiałam się, czy w ogóle bym ją utrzymała i jak bym ją przewiozła w samochodzie. Były też książki — duże, małe, takie jak baśnie, na przykład „Alicja w Krainie Czarów”. Zdziwiłam się i powiedziałam Paulinie, że nie wiedziałam, że czyta takie rzeczy. Książka była ogromna, miała złote obramówki stron, nie byłam w stanie jej otworzyć, bo się wywracała. Pomyślałam, że tą książkę, aby przeczytać, musiałabym usiąść na dywanie. Za oknem był mój pies, Kentucky, który bawił się z psem Pauliny. W pewnym momencie wrzucałam do sernika jajka niespodzianki — wyjmowałam z nich te plastikowe jaja z zabawkami, po czym samą zabawkę też wyjmowałam i puste jajka plastikowe rzucałam psom do zabawy, mojemu i Pauliny psu. Ktoś krzyknął, żebym tego nie robiła, bo pies Pauliny może to przegryźć i zjeść. Chciałam to zabrać, ale zobaczyłam, że na podwórku jest mój mąż i pilnuje sytuacji. Nagle Kentucky pojawił się przy oknie i patrzył na mnie, jak robię ten sernik. Pokazałam mu środkowy palec. Ktoś zapytał, czy nie lubię swojego psa, ale nic nie odpowiedziałam. Wcześniej była też sytuacja z moją mamą — była na tej imprezie i poszła na taras zapalić. Miałam iść z nią, ale rozmawiałam z mamą Pauliny i chciałam jej opowiedzieć o naszej dawnej pracy, że to była katastrofa i mobbing. Ona jednak powiedziała, że ma już dość imprezy i idzie spać na górę. Był też moment, kiedy zapytałam Paulinę, jak długo paliła w ciąży. Powiedziała, że prawie do samego końca, że rzuciła dopiero kilka dni przed porodem. Zdziwiło mnie to, bo dziecko wyglądało na zdrowe. Pod koniec imprezy miałam na szyi naszyjnik z małą perfumetką. Poszłam do toalety, bo chciało mi się sikać. Okazało się, że toaleta wygląda jak średniowieczna — stare, drewniane kabiny, pomalowane na purpurowo. Miałam na sobie długą sukienkę i nie chciałam, by mi się ubrudziła ani otarła o coś. W pierwszej kabinie nie byłam w stanie nic zrobić, nie było nawet papieru. Poszłam do drugiej — tam już wszystko było w porządku i nawet był koszyczek ratunkowy z różnymi przedmiotami higenicznymi. Kiedy wyszłam, spotkałam dziewczynę po operacji nosa. Okazało się, że sikała w kabinie obok. Zapytałam, gdzie robiła operację — powiedziała, że w Czechach, u lekarza, u którego ja też miałam robić zabieg. Powiedziałam jej, że jej nos wygląda bardzo dobrze i wydaje się być taki giętki i plastyczny, a mój po operacji jest sztywny. Jeszcze wcześniej ktoś wysłał mi na telefon teledysk zatytułowany „To ja i przepraszam”. Myślałam, że to moja dawna przyjaciółka Agnieszka chce się ze mną pogodzić, ale okazało się, że to po prostu jakiś losowy filmik z randomową dziewczyną na teledysku.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny (w tym zajebiste LD!):

Na początku nocy miałam taki sen w ogóle nieświadomy. Śniło mi się, że miałam pod opieką jakiegoś takiego szczeniaka goldena, retrievera, i miałam go nauczyć pływać. Zabrałam go do lasu, byłam z nim nad rzeką i wrzucałam tego psa do rzeki. On się tak trochę podtapiał, ale próbował płynąć i nie wiem czemu, ale w tym śnie w ogóle mnie to mega bawiło. Później była taka scena, że byłam takim jakby wolontariuszem w schronisku i mieliśmy łapać psy. Podjechałam moim Dusterem, zaparkowałam i zaczęłam coś grzebać z tyłu przy lampach mojego samochodu — jak kliknęłam ręką, to one się świeciły na różne kolory, to nie były jakieś światła postojowe czy długie, tylko takie dziwne. Nagle inny wolontariusz przyprowadził mi takiego dwukolorowego pitbulla, biało-biszkoptowego. Mój pies, Kentucky, siedział w samochodzie w bagażniku, w klatce, i ten drugi wolontariusz włożył tego pitbulla razem z nim do tej klatki i ją zamknął. Zastanawiałam się przez chwilę, czy te psy się nie pogryzą, ale się nie pogryzły. Stwierdziłam, że w sumie mam teraz dwa psy, jakbym adoptowała tego pitbulla. Nie byłam tylko pewna, czy dalmatyńczyk i pitbull to dobre połączenie charakterów, ale to już było bez większego znaczenia.

Później miałam drugi sen. Byłam u siebie w mieszkaniu i w salonie zamiast sofy było łóżko. Zauważyłam, że cały tynk odchodzi, ściana się sypie i zastanawiałam się, co z tym zrobić. Tam, gdzie odpadł kawałek, przyczepiłam złote listwy, żeby to ładnie wyglądało, ale kiedy się przyjrzałam, zobaczyłam, że one się odklejają. Chciałam je zerwać. Stwierdziłam, że tak nie może być i trzeba zatrudnić fachowca, żeby to wszystko zrobić od nowa, zaszpachlować albo pomalować. Myślałam też, żeby na razie przykleić kasetony, takie jak robimy teraz u moich teściów, żeby to jakoś wyglądało. W pewnym momencie Adrian wrócił z Kentuckym ze spaceru. Zobaczyłam pod kennelem plamę z kawałkami karmy i pomyślałam, że pies się zrzygał. Adrian poszedł spać, a ja byłam na niego wściekła. Zaczęłam go budzić i mówić, że nie pilnuje psa. Poszłam do psa, opierdoliłam go i wepchnęłam mu głowę z powrotem do klatki. W ogóle było tak, że jakby spałam nagle w salonie na sofie i Kentucky wszedł do mieszkania z brudnymi łapami, podszedł do mnie i obwąchiwał mnie po twarzy. Powiedziałam mu, żeby wracał do kenela i go tam wsadziłam. Kiedy otworzyłam klatkę, żeby go opierdolić, chciał wyjść, więc przytrzymałam go ręką na głowie i chciałam go wepchnąć z powrotem. Moje palce przez przypadek wcisnęły się w jego gałki oczne, ale miał zamknięte oczy i nic mu się nie stało. Cały czas opierdalałam Adriana, że nie dba o psa i powiedziałam mu, że dobrze, że nie mamy dzieci, bo gdyby się tak nimi zajmował jak psem, to byłoby kombo. On stwierdził, że wszystko pierdoli i poszedł dalej spać. Scena się zmieniła. Jechałam samochodem. Zobaczyłam jakąś kobietę stojącą na balkonie i pomyślałam, co ona robi w środku nocy. Jechałam moim Dusterem, ale siedziałam z tyłu i nie wiem, kto prowadził. Spojrzałam na telefon — była 4:00 w nocy. Spojrzałam na ekran w samochodzie — była 21:00. Znowu spojrzałam na telefon — była 2:00 w nocy. Zaczęłam podejrzewać, że to sen, ale wszystko było bardzo realistyczne, nawet film na telefonie normalnie działał. Zrobiłam test rzeczywistości. Przebiłam palec wskazujący prawej dłoni przez wnętrze lewej i zobaczyłam, że ręka jest jak gąbka. Wiedziałam, że to niemożliwe na jawie, więc miałam potwierdzenie, że śnię. Postanowiłam działać i przeżyć przygodę. Wysiadłam z samochodu i zamieniłam się w dużego smoka. Odbiłam się tylnymi łapami od ziemi i poleciałam nad miastem z GTA San Andreas. Zaczęłam zionąć ogniem, ale ogień był słaby i niewyraźny, mimo że czułam, że nim jestem. Po chwili znudziło mnie latanie. Wylądowałam przy stacji paliw i poszłam szukać słodyczy. Zapytałam panią, czy mogę je kupić, ale powiedziała, że nie, ma tylko kanapki. Zapłaciłam jej diamentem, który wytworzyłam z dłoni. Dostałam parasolkę z przezroczystym daszkiem i czerwoną rączką. Zorientowałam się, że jest z lukru i zaczęłam ją jeść. Podeszłam do innej kobiety i dałam jej drugą parasolkę, mówiąc, że mi się nie przyda, bo to tylko sen i już tu nie wrócę. Poszłam dalej i weszłam do małego sklepu. Okazało się, że to sklep fanów Elvisa, z różnymi skórzanymi torbami. Powiedziałam sprzedawcy, że nie chcę torebek, bo to sen, i chcę tylko słodycze. Dostał ode mnie diament i powiedział, że słodycze są na zapleczu. Otworzył drzwi i zobaczyłam magazyn pełen słodyczy. Dał mi torbę jak z Biedronki, wypełnioną nimi. Podziękowałam mu, chyba dałam mu buziaka i chciałam uprawiać z nim seks, ale uznałam, że nie ma czasu i wolę jeść te słodycze, poza tym czułam, że chce mi się sikać i pewnie za chwilę się z tego powodu obudzę. Wyszłam i zaczęłam jeść wszystko po kolei. Batoniki, Prince Polo, Snickers — smakowały jak kiedyś, jak w dzieciństwie. Były też Nicki, różne czekolady, Merci i inne słodycze. Szłam przez miasto, była noc i miałam jej dość. Przypomniałam sobie, że aby coś wydarzyło się w świadomym śnie to trzeba stwierdzić fakt, a nie chcieć. Powiedziałam, że przecież jest dzień i słońce wschodzi. Słońce pojawiło się na horyzoncie, ale potem znowu zrobiło się ciemno. Powiedziałam jeszcze raz, że jest dzień i pojawiło się drugie słońce. Na niebie były dwa słońca. Szłam dalej i zobaczyłam agresywnego psa z czerwonymi oczami, jak czupakabra. Zastanawiałam się, czy mnie zaatakuje, ale wiedziałam, że mogę po prostu odlecieć. Minęłam go i szłam dalej przez miasto, które wyglądało jak westernowe, pustynne. Zobaczyłam budkę, chyba z kebabem. Sprzedawca próbował mnie zagadać, ale powiedziałam, że nie chcę jedzenia, mam słodycze. Pojawił się drugi mężczyzna, rozmawiałam z nim po angielsku. Dałam mu diament. Zapytał, jak to robię, ale nie potrafiłam tego wyjaśnić, więc pokazałam mu. Z mojej dłoni wyskoczyły trzy kolejne diamenty. Dałam mu je i powiedziałam, że jest teraz bogaty i powinien zamknąć tę budkę i zrobić coś ambitniejszego. Był bardzo wzruszony. Szłam dalej i cieszyłam się, że jest dzień, że sama go stworzyłam. W tym momencie sen się rozmył i się obudziłam.

Notatki:

Dzisiejsze sny były wyjątkowe, zarówno pod względem ilości szczegółów, jak i jakości świadomości. Po pierwsze, sen ze szczeniakiem goldena retrievera i późniejszą adopcją pitbulla pokazał, że w snach często poruszają się tematy opieki i odpowiedzialności. Zastanawianie się, czy psy się pogryzą, oraz adaptacja nowego zwierzaka mogła symbolizować moją świadomość relacji, balans między różnymi charakterami i kontrolę nad sytuacją, mimo pewnego chaosu. Kentucky w klatce i pitbull razem odzwierciedlają moją potrzebę kontroli i bezpieczeństwa, ale też świadomość, że można pogodzić różne energie i różne osobowości w jednym miejscu.

Drugi sen, w którym ściana w salonie się sypała, a złote listwy odpadały, odzwierciedlał poczucie potrzeby uporządkowania rzeczywistości. Może to być metafora mojego życia lub domu – potrzebuję fachowej interwencji, planowania i stabilności. Kasetony i listwy to próba kreatywnego rozwiązania problemu, adaptacja do tego, co jest niestabilne. Scena z Adrianem i Kentakim pokazywała frustrację związaną z brakiem odpowiedzialności innych osób w ważnych sprawach, a także moją potrzebę kontrolowania sytuacji i ochrony tych, na których mi zależy. Moment, gdy moje palce wcisnęły się w gałki oczne psa, ale nic mu się nie stało, pokazał, że czasami w snach można doświadczać ekstremalnych sytuacji bez prawdziwych konsekwencji, a świadomość snu chroni przed realnym uszkodzeniem.

Zegar wariujący w samochodzie i różne godziny były klasycznym sygnałem snu, który pomógł mi uświadomić sobie, że śnię. To było moje pierwsze potwierdzenie – zegarki w snach często wariują, więc to jest naturalny znak rozpoznawczy. Potem test z przebijaniem dłoni pokazał świadomość fizyczności snu i moje zdolności do kontrolowania własnego ciała w tym stanie. To zakotwiczenie w ciele i świadomości było kluczowe, by móc dalej działać świadomie.

Przemiana w smoka była odzwierciedleniem mojej siły, wolności i mocy twórczej w snach. Latanie i zianie ogniem to klasyczny symbol ekspresji własnej energii i możliwości kreowania rzeczywistości. Ogień był słaby i przygaszony, co pokazuje, że czasami świadomość w śnie i umiejętności są ograniczone przez emocje lub przyzwyczajenia, ale sam fakt, że mogłam zionąć ogniem i latać, był bardzo ważny.

Słodycze w snach działały jak kotwica świadomości. Mogłam je jeść bez ograniczeń, a ich smak i tekstura pomagały utrzymać stabilność świadomego snu. To było niezwykle ważne – jedzenie słodyczy pozwoliło mi pozostać świadomą w każdej scenie snu i w pełni korzystać z doświadczenia.

Przywołanie dnia i słońca było symbolem kreowania rzeczywistości w śnie. Wiedziałam, że w świadomym śnie nie wystarczy chcieć czegoś – trzeba stwierdzić fakt. Dzięki temu mogłam zmienić noc w dzień. Pojawienie się drugiego słońca pokazuje, że sen był w pełni moją kreacją – mogłam wpływać na świat i doświadczenia w nim, nawet w sposób nielogiczny w stosunku do jawy.

Pojawiający się pies z czerwonymi oczami symbolizował potencjalne zagrożenie i strach, który mogłam świadomie przekroczyć. Wiedziałam, że mogę odlecieć i nic mi się nie stanie – to jest moc świadomości w snach.

Wszystkie te elementy razem: złamany tynk, listwy, zegarki wariujące, przemiana w smoka, latanie, zianie ogniem, słodycze, przywołanie słońca, spotkanie z agresywnym psem i dawanie diamentów, pokazują pełną kontrolę i świadomość snu. To były doświadczenia, które wzmacniają moją zdolność do świadomego śnienia i kreatywnego przeżywania snów.

Dziś udało mi się utrzymać świadomość od momentu pierwszych znaków snu aż do końca. Słodycze były moim kotwiczeniem, zegary i testy rzeczywistości moimi dowodami, że jestem w śnie, a przywołanie dnia i przemiana w smoka – moją ekspresją i wolnością.

To wszystko daje mi poczucie kontroli, radości i twórczej mocy w snach, a jednocześnie pokazuje, że świadome śnienie może być pełnym przeżyciem emocjonalnym, sensorycznym i energetycznym.

*

Miałam mieszkanie z dwoma dużymi balkonami. Było ono dość przestronne. Na zewnątrz odbywała się jakaś impreza, coś w stylu wesela. Oprowadzałam kogoś po tym mieszkaniu. Jeden balkon był otwarty, taki jakby taras, a drugi znajdował się z tyłu budynku i był zamknięty na zatrzask. Moja siostra wiedziała, jak go otworzyć, więc poszła tam, a ja poszłam za nią, bo chciałam zobaczyć widok na ulicę — wcześniej nigdy tam nie byłam. Później byłam już na tej imprezie weselnej, która odbywała się na ulicy. Byłam tam z Arisską. Trzymałam ją na rękach i bardzo się cieszyłam, że jest ze mną, jakby wróciła do mnie. Kołysałam ją, głaskałam i całowałam w łepek. Wcześniej był też moment, kiedy układałam ją do snu na poduszeczce. Kiedy wracałam z siostrą z tej imprezy, cały czas trzymałam Arisskę na rękach. Powiedziałam jej do ucha, że przepraszam ją za to, jeśli kiedyś za życia byłam dla niej niedobra i że mam nadzieję, że mi to wybaczy. Arisska najpierw prychnęła i się wzdrygnęła, a potem polizała mnie w policzek. Moja siostra uznała, że mi nie wybaczyła, bo prychnęła, ale ja czułam, że mi wybaczyła — to prychnięcie było po prostu reakcją na to, że powiedziałam jej to prosto do ucha i mogło to być dla niej za głośne.

W tej samej nocy miałam sen o papierosach. Była u mnie w mieszkaniu moja mama i coś sprzątała. Chciałam zapalić i paliłam w łazience, czego na jawie nigdy nie robię. Mama weszła do łazienki i chciała zapalić razem ze mną, ale ja szybko próbowałam zgasić papierosa, żeby nie widziała, że palę i żeby sama nie zaczęła palić w łazience, bo byłoby za dużo dymu. Wolałam, żeby zeszła na dół i tam zapaliła. Pod sedesem było dużo białego pyłu z papierosów i dużo kiepów. Zbierałam to rękami i wyrzucałam do toalety. W tym śnie czyściłam też Dysona, mój odkurzacz, bo nie chciał odkurzać. Potrząsałam nim i wszystko, co utknęło, wypadało ze szczotki.

Później śnił mi się sklep z lodami. Pracował tam chłopak Aniki ze studiów, Paweł. Poprosił mnie, żebym wystawiła mu opinię. Powiedział, że zarobili właśnie pierwszy milion i prosił mnie o polecenie sklepu. Odpowiedziałam, że na pewno będę go polecać i jeść jego lody. Szłam z nim do samochodu, a w aucie czekał mój mąż. Zerkałam, czy widzi, że idę z Pawłem, bo nie chciałam, żeby był zazdrosny. Stałam pod domem moich teściów, który w tym śnie wyglądał jak dom Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki. Zapaliłam papierosa. Szedł mój sąsiad Jan, powiedziałam mu dzień dobry, ale się nie uśmiechnęłam i pomyślałam, że może się na mnie przez to obrazić. Paweł poszedł na posesję obok z jakimś znajomym. Powiedziałam mu, że to posesja obok mojej i że to dom moich teściów, chociaż na jawie już tam nie mieszkam. Później śpiewałam jakieś smutne pieśni. Mój tata siedział w samochodzie i zapytał, czy jeszcze będę palić. Ja dalej paliłam.

Potem śniło mi się, że mieszkam w domu połączonym z kimś, chyba z domem moich teściów. Miałam swoją kuchnię, ale myślałam, że jej tam nie mam. Myłam włosy w zamrażarce, która była jak wanna. Weszłam do niej cała i myłam włosy, miałam na nich odżywkę i spłukałam ją tam. Później wyszłam i poszłam do swojego pokoju, bo byłam naga. Przyszły jakieś dzieci i powiedziały, że chcą być ze mną, bo jestem fajna i że będziemy rysować. Nagle zauważyłam, że mam na sobie ubrania i odetchnęłam z ulgą. Córka mojego szwagra zaczęła kopać w ściany. Powiedziałam jej, żeby tego nie robiła, bo to nie jej dom i sobie tego nie życzę. Pokornie kiwnęła głową. Inna dziewczynka miała pędzle i chciała nam je dać. Wcześniej jeden z nich ukradłam i schowałam pod stolikiem. Zastanawiałam się, czy o nim zapomni — jeśli tak, to bym go sobie zostawiła, a jeśli nie, to bym oddała. Dziewczynka chciała dać nam pędzle, ale powiedziałam, żeby zapytała ojca. On się nie zgodził, ale zamiast tego dał nam taką kręcącą się zabawkę, jakby tarczę. Później przyniosłam margarynę i powiedziałam, że mam masełko do chleba, bo wszyscy go szukali. Wyjaśniłam, że to margaryna, trochę mniej smaczna, ale ujdzie. Jedna dziewczyna spróbowała i się skrzywiła. Mówiłam też, że kiedyś mieszkałam na dole, ale zepsuła się klimatyzacja i musiałam przenieść się do innego pokoju. Zaczęłam podejrzewać, że to sen. Chciałam wyskoczyć przez okno, żeby polecieć i zacząć przygodę. Skoczyłam, ale spadłam na beton i wtedy się obudziłam. Wcześniej jeszcze chciałam iść z mamą na spacer, bo było mi bardzo smutno, a telefon cały czas dzwonił w torbie w pokoju.

*

Mieszkałam w domu, który miał należeć do mojego kuzyna Kamila i jego ex. Był to bardzo ładny, podłużny domek w stylu mobilnego domu na kółkach. Wcześniej w tym śnie był jakiś protest w sprawie schronisk. Szłam miastem razem z Dodą. Miała na sobie butelkowo zieloną kurtkę. Było błoto i poślizgnęła się, a ja ją przytrzymałam, żeby nie upadła. Szłyśmy dalej, ale nagle się szarpnęła i po prostu sobie poszła. Pomyślałam, że zrobiła to specjalnie, bo nie chciała mieć nic wspólnego z osobą, która nie jest sławna. W tym domu, przy aneksie kuchennym, stało łóżko. Chciałam powiesić nad nim telewizor i zastanawiałam się, gdzie zrobić jadalnię, bo były tam też dwa krzesła i stolik, było ciasno. Myślałam o przemeblowaniu. Wcześniej mieszkała tam moja dawna koleżanka Dominika. Znalazłam ramki ze zdjęciami jej i jej dziecka oraz dużo małych zdjęć jej, dziecka i jakiegoś Konrada. Leżały na szafce. Pomyślałam, że wyślę jej je paczkomatem, bo mogą mieć dla niej wartość. Otworzyłam inne drzwi i okazało się, że prowadzą na dół. Były tam schody, a na dole kolejne pomieszczenia — duży pokój, łazienka i sypialnia. Zdziwiłam się, że jest tam aż tyle miejsca i pomyślałam, że może kiedyś odkupię ten domek od kuzyna i jego ex. Wcześniej śniła mi się moja fryzjerka Karina. Rozbijała stare buty, żeby zobaczyć, co jest pod nimi. Okazało się, że pod spodem są ładne, lakierowane botki, ale każda była inna — nie tworzyły pary. Uznałam, że wezmę jednego buta jako ozdobę do mojego domu, a drugiego będzie nosić Karina. Ona stwierdziła, że jeden but to trochę bez sensu i zaczęła go przerabiać — chciała zrobić z niego czarną torebkę. Ta torebka miała ozdobę w postaci złotego konia. Ja chciałam tę drugą torebkę z drugiego buta i pytałam, co jest na niej — czy puma, czy wilk, bo też była tam mała mosiężna figurka. Nie chciała mi powiedzieć i twierdziła, że zostawiła ją w domu. Robiła zdjęcia tej swojej torebki i coś przy niej wycinała, żeby ją jeszcze bardziej przekształcić. Później nie mogła znaleźć takiej samej do pary. Doradziłam jej, żeby zrobiła zdjęcie i wyszukała ją w Google po obrazie, bo chciała zdobyć drugą taką samą. Po jakimś czasie rozmawiałyśmy znowu. Powiedziała, że już kupiła tę torebkę. Zapytałam, ile zapłaciła, ale nie chciała powiedzieć. Dodała tylko, że najtańsza jej torebka to ta, którą ma przy sobie — pasiasta torebka z Guessa za 80 zł. Powiedziałam jej, że za taką cenę to na pewno nie jest oryginał, tylko podróbka, ale nawet zwykłe torebki kosztują teraz dużo, nawet z Bershki czy H&M. Zapytałam ją też, skąd jest ta druga torebka i powiedziała, że z Vuittona, ale nie dosłyszałam dokładnie, czy chodziło o Louis Vuitton czy coś innego. Przypomniało mi się też, że kiedy zeszłam na dół w tym domu, mieszałam mleko w blenderze do białka WPC. Mieszałam je tak intensywnie, że w końcu całe mleko jakby wyparowało albo się spaliło, zniknęło.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1