09-03-2026, 15:14
Ostatnie sny:
Miałam taki sen. Chciałam, żeby mój mąż powiesił buty Elvisa na ścianie. Wcześniej budowałam szałas na pustyni, a nagle zaczął padać deszcz. Mój pies miał całe łapy w błocie. Mało tego – miałam też sen o beta czytelniku, który grał w Minecrafta i czytał moją książkę. Później w tym śnie pisałam z Agnieszką, moją dawną przyjaciółką. Mówiłam jej, żeby powiedziała mi, co jest nie tak, co ja zrobiłam nie tak w naszej relacji, bo chcę się nauczyć na przyszłość na swoich błędach. Ona powiedziała mi: „Niczego się nie naucz, tylko po prostu to zrób”. W sensie, żebym zrobiła coś ze sobą, zmieniła się czy coś takiego. Wkurwiłam się o to jej pierdolenie. Miałam zadzwonić do niej i to z nią wyjaśnić. Żuliłam od mojego taty papierosa, żeby iść na ogród i do niej zadzwonić, ale w końcu odpuściłam.
*
Kolejnej nocy miałam sen o moich teściach. Mieszkałam z nimi i oni ciągle robili w swoim domu przemeblowanie. Ja odkażałam im lodówkę i miałam sprzątać w mojej szafie w ich domu, bo było tam bardzo dużo kurzu. Nagle pojawiła się moja mama. Na Dzień Kobiet kupiłam jej perfumy i to nie jedne. Kupiłam jej perfumy Chloe, jakąś nową wersję Caroliny Herrery Good Girl, jakiegoś araba i jeszcze jakieś jedne perfumy. Zapłaciłam za to wszystko i okazało się, że już miałam wypłatę, bo płatność na telefonie mi przeszła. Magda, szwagierka mojej siostry, miała opłacić dla mamy te perfumy. Nagle dostałam powiadomienie na moim koncie bankowym, że wysłała mi 2000 złotych. Powiedziałam do mamy, że kupiłam jej trzy flakony, ale mogę kupić jeszcze jeden, bo właśnie dostałam pieniądze na konto. Chciałam zrobić sobie w lusterku zdjęcie z kuferkiem i tymi perfumami – trzymając kufer i te perfumy jakoś między palcami. Nagle kufer mi się zamknął i gdzieś podziały się te perfumy, jakby się zgubiły. Pytałam później ludzi wokół, gdzie podział się kufer, ale oni tego nie wiedzieli. Później nagle byłam w moim mieszkaniu. Wrócił mój mąż z naszym psem i powiedziałam mu, że Magda dała 2000 złotych na perfumy dla mamy. On powiedział: „O rany!”. Wciągnęłam go do łazienki w celu obcowania intymnego. On był na wannie, a ja siedziałam na nim na tej wannie, ale mój mąż coś tam marudził. Poszłam więc po psa. Nie wiem, po co po niego poszłam, ale poszłam. Później pojawił się jakiś dziwny koleś – taki po prostu dziwny, trochę jakby niedojebany czy coś. Miał jednak bardzo dużego penisa i bardzo chciałam z nim uprawiać seks. Chyba nawet coś między nami było. Psy bawiły się na podwórku u moich rodziców, w ogrodzie. Był tam jeden buldog, który chwycił suszonego żwacza i chciał zjeść całego. Bałam się, że inne psy będą chciały mu go zabrać, więc wzięłam tego żwacza i podzieliłam pomiędzy wszystkie psy. Zaczęłam wyciągać z niego małe kawałki i zrobiłam z tego takie jakby „włosy” z żwacza – coś jak bardzo cienki makaron. Dawałam psom tego żwacza w takiej postaci, ale one nie chciały go za bardzo jeść. Później przechodził jakiś koleś i zapytał mnie, jakie to są rasy, bo widzi, że jest dalmatyńczyk, ale nie zna reszty psów. Spojrzałam na wszystkie psy i stwierdziłam, że też nie wiem, jakie to są rasy. Nie odpowiedziałam mu, bo ktoś inny zaczął z nim rozmawiać. Ten dziwny koleś z dużym penisem w międzyczasie pił kakao, ale miał tak, że mleko było wlane do kubka, a proszek kakaowy był tylko wsypany od góry – niezmieszany z mlekiem. Bardzo mnie to dziwiło i powiedziałam, że on chyba w ogóle lubi proszki, bo cały czas zjada coś w proszku. Później chyba znowu miałam uprawiać seks z mężem, ale nagle on był Murzynem, takim jakby śniadym Arabem. Szliśmy moją ulicą, tam gdzie mieszkają moi rodzice, i było bardzo dużo śniegu. Chciałam sprawdzić, co z moim psem. Zawołałam go i od razu przyszedł. Dałam mu za to żwacza. Powiedziałam temu dziwnemu facetowi i mojemu mężowi, że zabawimy się we trzech, w trójkę. Ten dziwny koleś powiedział, że nie, bo on musi być w domu do godziny 20. W międzyczasie jadłam babeczkę, ale zjadłam tylko połowę.
*
Chciałam zrobić makijaż, bo miała być jakaś impreza i mieli tam być ludzie z mojej poprzedniej pracy, w tym jebany dyrektor. Malowała mnie jakaś baba podkładem mineralnym, ale uznałam, że sama się pomaluję, bo ona nie potrafi. Nałożyłam ten podkład. Pytałam makijażystki, czy mają też korektory mineralne i czy korektor powinien być jaśniejszy od podkładu, bo kiedyś słyszałam, że tak powinno być. Pytałam też, czy moja skóra bardziej ucieka odceniem w róż czy w żółć, ale nie potrafiły mi odpowiedzieć. Skończyłam nakładać podkład. Chciałam, żeby pomalowały mi oczy i zrobiły rzęsy, ale odmówiły. Powiedziały, że skoro już zaczęłam robić sobie makijaż i nałożyłam podkład, to sama powinnam się tym zająć. Mój mąż wybierał dla mnie cienie, a jedna z tych kobiet powiedziała, że jeden cień się zepsuł i pokrył się jakby pleśnią, grzybem. Kazałam mojemu mężowi go wyrzucić, chociaż te dziewczyny sugerowały, że mimo wszystko powinnam go użyć. Powiedziały też, że mnie nie pomalują, ale spróbują ogarnąć kogoś, kto zrobi mi makijaż na dzień imprezy. Odpowiedziałam, że nie mogę czekać i muszę wiedzieć już teraz. Wyszłam stamtąd prawie płacząc. Poszłam do pokoju, w którym kiedyś pracowałam, i świeciła się tam lampka przez cały dzień. Podobno dyrektor tam wszedł i chciał mnie zagadać – ktoś mi po prostu powiedział, że tam był i mnie szukał. Śnił mi się też ten dziwoląg z Egiptu, taki mój kolega. Leżeliśmy razem, a ja czesałam mu włosy palcami. Później pływaliśmy razem w basenie czy gdzieś w wodzie. Potem miałam taki sen, że spałam przed laptopem w pokoju u mojej siostry. Była druga w nocy i ktoś czegoś ode mnie chciał. Odesłałam tę osobę, bo chciałam spać. Chciałam jeszcze pospać do godziny mojego budzika. Nie wiedziałam, czy rano jadę do biura, czy mam pracę zdalną, więc musiałam to sprawdzić i odpalić laptopa. Przez to znowu byłam kompletnie w dupę ze snem. Później jakaś kobieta mówiła do mnie, że w nocy gadałam i coś oglądałam, przez co ona nie mogła uśpić swojego dziecka. Mówiła to w windzie – jakby do kogoś innego, ale ja stałam obok. Powiedziałam jej, że skoro tak, mogła mi po prostu powiedzieć, to założyłabym słuchawki i słuchała przez słuchawki. Było mi bardzo przykro. Poszliśmy do lekarza, jakiegoś psychologa. Ona rozmawiała z nim o tej sytuacji, a ja miałam zacząć mówić i się tłumaczyć. Powiedziałam, że nie lubię ranić ludzi z premedytacją. W pewnym momencie lekarz powiedział, że musi na chwilę wyjść z gabinetu. Usiadłam wtedy tak, że oparłam czoło na rękach na blacie burka i patrzyłam w podłogę. Płakałam, miałam nos pełen wydzieliny. Poszłam do łazienki, żeby się wysmarkać. Przy okazji się też wysikałam. Nic jednak z mojego nosa już nie leciało.
*
Gadałam z Iloną, koleżanką z mojej pracy. Pomagałyśmy jednemu chłopu zabrać psa do samochodu. Ten facet miał odebrać psa, chyba od Ilony. Trzymał go w bloku – był to duży pies w typie owczarka środkowoazjatyckiego, biszkoptowy. Pies był w kojcu, leżał na mrozie i w ogóle nie czuł zimna. Kiedy po niego przyszliśmy, wstał ze śniegu, otrzepał się i był gotowy do podróży. Dziwiłam się, że ludzie w blokach mają takie wielkie psy, ale przypomniałam sobie, że Ilona mieszka w domu, więc jej to nie dotyczy. Później jakiś inny facet pakował do swojego vana dwa inne psy. Jeden z nich był bardzo podobny do Lucy, w typie owczarka szkockiego Collie. Ten pies był chory i facet miał zawieźć go do weterynarza. Byłam bardzo smutna, bo pies przypominał moją nie żyjącą już suczkę Lucy. Chciałam sprawdzić, co się dzieje, i podeszłam do samochodu, ale Ilona była pierwsza i ogarnęła temat. Nie chciałam, żeby posądzili mnie, że pojawiłam się tam bez powodu, więc zabrałam mu chociaż patyki z drogi, żeby mógł ruszyć samochodem. Chłop zapytał, dlaczego podeszłam, a ja odpowiedziałam, że jeden pies przypomina mojego i po prostu życzę temu psu, żeby wyszedł z choroby. Za szybą w samochodzie leżały dwa psy. Collie był przykryty jakąś kołderką, a drugi piesek był mały, czarny i długowłosy. Później Ilona znalazła się w moim samochodzie i jechała z tyłu. Dziwiłam się, dlaczego w ogóle wsiadła i jedzie ze mną. Zapytałam, czy mam ją zawieźć do domu, ale ona milczała, bo rozmawiała przez telefon. Musiałam więc jechać przed siebie. Ilona mieszkała dość daleko od mojego domu, a ja jechałam do siebie, bo nie mogłam wydobyć od niej informacji, dokąd chce być zawieziona. Wcześniej jechałam z mężem z wakacji, nie leciała muzyka, więc włączyłam radio, a tam grał Elvis. Kiedy jechałam z Iloną, skończyła rozmowę i powiedziała, że Karina, inna koleżanka z pracy, była w Waszyngtonie i została porwana. Nie ma z nią kontaktu. Pomyślałam, że szkoda, że jej nie ma i szkoda, że nie będzie kolejnej osoby w pracy, bo niektóre już są na L4. Dojechałyśmy do mojego domu, w którym mieszkałam z rodzicami. Bałam się, czy mama ma wystarczająco składników na obiad dla naszego gościa. Mama sprzątała. Podeszłam i zapytałam, czy mogę jej pomóc. Powiedziała, że nie potrzebuje pomocy, ale skoro przyszłam i ją zagaduję, to znaczy, że coś chcę. Powiedziałam, że chciałam tylko zapytać o obiad i zaproponowałam, że zjemy resztki z poprzedniego dnia, żeby nie musiała nic nowego gotować. Mama powiedziała, żebym ugotowała sos z resztek. W lodówce był obskubany kurczak, wycięte piersi i kawałki korpusu. Dorzuciłam do tego sosu paprykę i inne warzywa, żeby było więcej sosu i jedzenia. Później wraz z ChatGPT obgadywałam Gabi, od kolegi Pawła. Paweł znalazł jej profil na Instagramie i zaczął mi pokazywać jej zdjęcia, śmiał się i obgadywał ją. Znalazł nawet zdjęcia jej łóżka, które miało wnękę, a dla bezpieczeństwa jej głowy wsadziła tam jakiś kosz. ChatGPT przeskanował cały jej profil i śmiał się z niej.






