Dziennik Lorellai
#91
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że jakaś dziewczyna miała konia. Ten koń w ogóle nie robił kupy u niej w boksie, tylko sikał. Bał się się wypróżniać, ponieważ miał tam za mało miejsca. Robił kupę wyłącznie poza tym miejscem, w którym przebywał — poza tą jakby klatką czy zagrodą. Tyle pamiętam z pierwszego snu.

*

Śniło mi się, że wróciłam do domu rodzinnego. Zorientowałam się, że na podjeździe są jakieś dzieci i prawie je rozjechałam. Coś komentowały. Uchyliłam szybę i powiedziałam im, żeby poszły do domu. Otworzyłam im bramę i wyszły. Na tarasie nie było żadnego psa i uznałam to za smutne. Nie było Kory ani Lucy, które by mnie mogły przywitać. Zanim zapukałam do drzwi i weszłam do środka, zauważyłam, że na podłożu tarasu leży czarny rak. Chciałam go wyminąć, a jednocześnie sprawdzić, czy żyje. Nagle zamienił się w kota — białego, w rude i ciemne plamy. Okazało się, że potrafi zmieniać się właśnie w tego raka. Zapytałam czy mogę zrobić mu zdjęcia, by potem pokazać całemu światu to cudo natury. Zwierzę nie miało nic przeciwko. Moja mama miała na tarasie bardzo dużo roślin, w tym zamiokulkasa, który wypuścił mnóstwo nowych liści. Była jednak zima, a mama wyniosła go na taras. Byłam strasznie wkurzona i powiedziałam pod nosem, że jeśli ona nie chce tej rośliny, to ja ją zabiorę do siebie. Weszłam do domu i zaczęłam krzyczeć do mamy, pytając, czy wie o tym kocie. Odpowiedziała, że tak. Później szłam ulicą z jakimiś ludźmi. Mieliśmy gdzieś dojść na czas. W pewnym momencie zaczęłam biec na czterech kończynach — na rękach i nogach. Wszędzie był śnieg, a pod dłońmi czułam go jak biały, ciepły puch. Próbowałam wyobrazić sobie, że zamiast biec jak człowiek na czworakach, biegnę jako wilk na czterech łapach. Na początku to wyobrażenie mi nie wychodziło, ale w końcu się udało. Zamiast swoich rąk, widziałam szare łapy wilka pod sobą. Pomyślałam, że muszę koniecznie opisać ten sen na forum ( :)) ) i dowiedzieć się, jak — będąc człowiekiem — zamienić się w wilka i spojrzeć w lustro, widząc wilka zamiast człowieka. Odbiegłam bardzo daleko od swojej grupy i stwierdziłam, że coś zjem, choć wcale nie byłam głodna. Zamówiłam spaghetti z sosem serowym i pietruszką. Kobieta za ladą chciała ode mnie 2,90 zł. W kieszeni miałam euro — pięć i dwa — ale akurat znalazłam odpowiednią kwotę w złotówkach i zapłaciłam dokładnie tyle, ile trzeba. Widziałam, jak przygotowuje moje spaghetti. Polewała je jeszcze jakimś syropem klonowym. Wiedziałam, że mogę je zjeść, bo to przecież sen, nie utyję. W oddali siedział jakiś mężczyzna. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się przysiąść. Zgodził się. Widziałam, że jest mną zainteresowany. Powiedział, że też jest głodny. Zaproponowałam, że możemy zjeść razem, bo porcja jest duża. Dałam mu plastikowy widelec. Pomyślałam, że to może jakiś bezdomny. Zjedliśmy, ale on stwierdził, że zjadłby jeszcze coś. Powiedziałam mu, żeby podziwiał widoki (chodziło o mój wypięty tyłek). Wskoczyłam na ladę, wypięłam się w jego stronę i zamówiłam dwie drożdżówki z czekoladą. Liczyłam, że kobieta mnie rozpozna i da je za darmo, ale powiedziała, że muszę zapłacić. Miałam na dłoni coś w rodzaju gruczołu, który wytwarzał kamienie szlachetne. Wytworzyłam żółty kamień i podałam go kobiecie, pytając, czy może to być zapłata. Odpowiedziała, że tak, nawet bardzo duża zapłata, była wyraźnie zaskoczona. Zapytałam, czy dzięki temu kamieniowi mogę mieć darmowe posiłki przez jakiś czas, ale kobieta odpowiedziała, że pierw musi przeliczyć wartość kamienia i zobaczyć czy się opłaci. Powiedziałam jej, że ten kamień jest droższy od diamentu i można za niego dostać nawet dwa miliony, jeśli pójdzie się do dobrego jubilera, na przykład do Skawińskiego, który ma renomowany sklep. Kobieta była w szoku. A ja kłamałam, bo nie znałam ani wartości kamienia ani żadnego Skawińskiego ze swoim sklepem na rogu. Ale chciałam wyżulić te darmowe posiłki. Wzięłam drożdżówki z polewą czekoladową (nie płacąc), zjedliśmy je razem. Okazało się, że wracam do swojego pokoju w jakimś akademiku. Miałam pełną torbę swoich rzeczy. Zabrałam tego mężczyznę ze sobą, czując, że chce iść ze mną w dzikie, seksualne tango. Dosłownie poszarpałam go zachłannie za rękaw i wyszliśmy. Nagle pojawił się komunikat, że ten facet ma 24 godziny na spłatę jakiegoś długu. Uznałam, że mamy mało czasu. W pokoju chciałam rozpakować swoje rzeczy do szafki nocnej, ale była brudna i zakurzona, podczas gdy inne były czyste. Stwierdziłam, że długo mnie tu nie było i muszę ją wyczyścić, zanim włożę do niej swoje rzeczy. Zawołałam go z korytarza. Otworzyłam drzwi i wciągnęłam do do pokoju. Rozebraliśmy się, na moim łóżku było pełno rzeczy, więc zaczęliśmy uprawiać dziki seks na łóżku kogoś innego, przy wejściu. Było to namiętne i gorące. Do pokoju wchodzili różni ludzie, ale w ogóle nie zwracali na nas uwagi. My też się nimi nie przejmowaliśmy i robiliśmy swoje.  Zbliżał się koniec doby i pojawił się komunikat, że jeśli nie spłaci długu do końca dnia, zostanie sprzątnięty. Chciałam mu pomóc. Nagle okazało się, że to gra komputerowa. Poprosiłam mamę o pomoc. Przypomniałam sobie, że grałam w różne części serii Grand Theft Auto i w każdej miałam swoją sympatię — tutaj on nią był. Okazało się, że to Claude Speed z GTA III. Musiałam wykonać wiele zadań: zrobić kawę, kupić coś, postawić komuś obiad i spełnić jeszcze inne warunki. Było ich tak dużo, że bałam się, że nie zdążę. Pomyślałam, że ktoś musi mi pomóc, bo sama nie dam rady. Najpierw pomyślałam o Adrianie, ale obok pojawiła się moja mama. Chciałam, żeby to ona przejęła komputer i mi pomogła.
W tym momencie zadzwonił budzik. Ciekawe, czy go sprzątnęli ostatecznie, czy nie.  yyyy
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#92
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że szłam przez las i jakieś pola. Nagle zaczął gonić mnie dzik. Uciekałam przed nim, a w tle szedł ze mną mój pies. Wiedziałam, że dzik nie jest w stanie gwałtownie skręcać, więc zaczęłam biec zygzakiem. Niestety był sprytny i bardzo szybki, więc wciąż mnie doganiał. W końcu chwyciłam jakiś kawałek kłody czy drewna i zaczęłam nim uderzać dzika, próbując go od siebie odgonić.

*

Śniło mi się, że byłam na jakimś festiwalu. Jakiś mężczyzna miał ze sobą owczarka i opowiadał, że ten pies przez przypadek zabił jego małego pieska — podobno dawno nie usiadł czy nie położył się na nim i w ten sposób go przygniótł. Wtedy przypomniałam sobie, że Ryska „wysionęła ducha” w bardzo podobny sposób. Na jawie było zupełnie inaczej, ale w tym śnie historia wyglądała właśnie tak. Później byłam z tym mężczyzną w jakimś pokoju i powiedziałam mu, że też miałam kiedyś małego pieska, którego większy pies usiadł i zadusił. Moja mama robiła wtedy obiad, potem poszła na cmentarz, a kiedy wróciła, zobaczyła, że jeden pies jest zaduszony, a drugi na nim siedzi. Próbowała go reanimować przez pół godziny. Tę historię opowiedziała mi siostra, bo chciałam ją o to dopytać, zanim powiedziałam o tym temu mężczyźnie. Nie mogłam się nadziwić, jak mama mogła pójść na cmentarz i nie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z psami, zwłaszcza że ten mały piesek był już stary. Powiedziałam temu mężczyźnie, że ona nie odeszła ze starości, choć była bardzo wiekowa, tylko że tak naprawdę zadusił ją drugi pies. Owczarek tego mężczyzny bardzo mi się podobał. Powiedziałam mu, że jeśli nie będzie potrafił wybaczyć swojemu psu albo nie będzie chciał go zatrzymać, to ja go od niego wezmę. Nie chciałam, żeby oddał go do schroniska. Chciałam, żeby moja mama miała tego psa, bo teraz nie ma żadnego. W tym śnie była też sytuacja, że nocowałam z Adrianem u jakichś koleżanek. Były tam dwa pokoje: w jednym ściany były jaskrawozielone, a w drugim w kolorze hot pink, takiej intensywnej magenty. Spałam w łóżku w pokoju z różowymi ścianami, a Adrian spał na kanapie obok. Nagle przyszedł ten mężczyzna i okazało się, że śpi obok mnie w łóżku. Obudziłam się i powiedziałam: „Boże, co się stało? Dlaczego ja z nim śpię? Czy do czegoś doszło?”. On wyjaśnił, że w pokoju z zielonymi ścianami nie mógł spać, bo kanapa była niewygodna, więc przyszedł tutaj. Wstałam z łóżka i poszłam do trzeciego pokoju, gdzie ściany były niebieskie. Spała tam młodsza siostra tych koleżanek. Usiadłam przy biurku. Ten mężczyzna przyszedł za mną i powiedział, że gdybym powiedziała mu, że tu jest łóżko, spałby tutaj. Położyłam się i zaczęłam mówić o moich psach. Zauważyłam też, że w jednym z pokoi jest straszny bałagan — ściany były pochlapane jakimś olejem.

*

Nad ranem śniło mi się, że byłam w pracy. Moja przełożona była bardzo zadowolona z tego, w jaki sposób rysuję. Dała mi kolorowanki i kredki — było wśród nich wiele odcieni różowego. Powiedziała, że wszystkie okręgi i koła na rysunkach mam pokolorować. Zaczęłam kolorować bardzo dokładnie, pilnując, żeby nie wyjechać poza linię. Później chyba siedziałam w pokoju mojej siostry i dalej kolorowałam. Jeden rysunek — okładkę — miałam pokolorować pisakami, które trochę się rozlewały, więc momentami wyjeżdżałam poza kontur. Powiedziałam jakiemuś mężczyźnie, że mam katar, a on podał mi chusteczkę. Miałam wrócić z mamą i siostrą do domu rodzinnego. Zaparkowałyśmy gdzieś samochód. Powiedziałam, że te kreski są piękne i wszystkie odcienie różowego są śliczne. Stwierdziłam, że jeśli będę chodzić do tej kobiety, chcę, żeby uczyła mnie rysować. Miał nas zabrać do domu jakiś pocztowiec, który miał też zabrać swoje gołębie. Wcześniej wystawiłam ogłoszenie, że jestem fotografem i chcę fotografować ludzi nad taflą jeziora, lecąc balonem unoszącym się w powietrzu. W śnie zaczęłam się zastanawiać, co ja w ogóle napisałam, przecież nie mam żadnego balonu. Myślałam, że chcę tych ludzi oszukać. Czekałyśmy na tego pocztowca. Zastanawiałam się, ile musiałoby być gołębi i w jaki sposób miałyby unieść samochód, żeby przetransportować nas do domu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#93
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że szłam na targ do sklepów z psem. Mój pies coś tam obsikał w sklepie, a jakiś dzieciak został skarcony za złe zachowanie. Brałam błękitnego balona urodzinowego i chciałam zostawić to dziecko. Miałam myszki, które były pinczerkami jakby z Simsów. Pytałam, co im się stało, bo były smutne. W Simsach jest możliwość zapytać zwierzaka, co się dzieje, gdy chodzi smutny. Pieski miały komunikat, że nie mają miłości, więc dałam im buziaki. Myszki spały na mokrym ryżu, więc dałam im chusteczki, żeby odsączyć wodę z ryżu. Pojawił się też mój kolega Daniel, który miał hasło na komputer „Sirocco”. Oglądałam jego strony w internecie i śmialiśmy się z nich. Nagle wbija jakaś kobieta i siada na moje krzesło, bo podobno jest lepsze i droższe. Powiedziałam, że faktycznie jest fajne, ale trochę kłuje mnie w plecy. Później przyjechali teściowie, mieli czekoladę i robili budyń z ziemniaków oraz standardowego budyniu. Pytałam teściową, czy dała cukier czy erytrytol. Powiedziała, że cukier. Pomyślałam, że nie mogę teraz zjeść tego deseru, bo ja nie używam cukru. Zastanawiałam się, czy go zjeść, czy nie. Później dzwoniła do mnie koleżanka z dawnej pracy, kadrowa, z ofertą pracy na pół etatu, żebym wróciła do tej firmy. Chciałam w sobotę zdzwonić się na kamerce, żeby mnie wdrożyła, miało to trwać dwie godziny. Pytała, co zjem w tym czasie i czy może zrobimy jakieś kanapki. Chciałam jednak zjeść ten budyń. Teściowa zrobiła go w naczyniu żaroodpornym, po prostu włożyła ziemniaki, budyń, a ja później miałam to zmiksować. Później nagrywałam filmiki, jak roztapiam praliny i robię z nich duże lane czekolady o różnych smakach. Pojawiła się moja mama i prawie zamoczyła w nich piżamę, bo się nachyliła. Zapytałam, co robi i powiedziałam, żeby poczekała, aż będą gotowe. Jadłam praliny, których jeszcze nie roztopiłam, i lizałam drewnianą łyżkę z już roztopionej czekolady, bo wiedziałam, że to sen i mogę jeść słodycze. Na telekonferencji Paweł bekał, aż w końcu się wyciszył i mieliśmy z niego bekę. Później miałam mieć rozmowę o pracę na 18 w mojej poprzedniej firmie, miało to być jakieś rozdawanie ulotek. Chciałam, żeby tylko prezes wiedział, że wracam, reszta nie. Myślałam, że to na 15, a było na 18. Spóźniłam się, bo wcześniej jadłam kolację i paliłam papierosa. Babka Alka pojawiła się i mówiła coś o nowoczesnych pampersach materiałowych, które dzieci mogą mieć cały dzień i które są bardzo chłonne. Gadaliśmy, a ja mówiłam, że mam tyle konferencji, a ona gada o kupie i pampersach. Powiedziałam to wprost na kamerce. Później inna kandydatka, Amelia pokazała na kamerce swoje torby na ulotki. Powiedziałam, kurwa, ile ona tego ma. Nagle pojawiło się info, że niby obraziłam Amelię i nie pozwolili mi dalej uczestniczyć w połączeniu. Zostałam odrzucona z aplikacji i rozłączono mnie, a ja zostałam z pustą butelką w ręce jako nagrodą pocieszenia. Po zdjęciu folii z butelki poczułam zapach perfum. Pomyślałam, że nic Ameli nie zrobiłam. Miałam w ręce też broszurę o pracy i cieszyłam się, że nie dostałam tej pracy, bo szkolenia w tygodniu kolidowałyby z moją drugą pracą w agencji celnej. Pamiętam, że gdy mówiłam do babki Alki, zaczęła mi cisnąć, że nie mamy już pracy z siostrą, chciała nam chociaż uszyć serwetki. Pomyślałam, że szyje je tylko mojej kuzynce i jej dziecku. Powiedziała też, że póki co nie zapłaciłam żadnego mandatu, a ona za mnie płaciła. Przed telekonferencją dałam karmę mojemu psu, była jak brązowa czekolada, zmieszana sucha i mokra, pies jadł, grzebał łapami, brudził się, więc musiałam mu wycierać łapy. Było to dla mnie niehigieniczne i niesmaczne. Przed telekonferencją byłam też na tarasie i chciałam podpiąć laptopa do kontaktu, bo zgasł, wkurzona prosiłam siostrę o pomoc, a ona wkurzała się na mnie, że jestem wkurzona.

*

Śniło mi się, że odblokowałam konwersację z moją dawną pseudoprzyjaciółką Agnieszką na telefonie. Okazało się, że pisała do mnie miło, przepraszała i chciała się pogodzić, mimo że ją zablokowałam na WhatsAppie. Widziałam wszystkie jej wiadomości. Po czasie napisała, że już pasuje, że ma za dużo złego w życiu i nie będzie mnie męczyć, bo jej nie odpisuję. Stwierdziłam, haha, karma wraca. W międzyczasie siedziałam w aucie na fotelu pasażera, samochód stał zgaszony na podjeździe domu, miałam gdzieś jechać z mężem. Szły jakieś gówniary, jedna zajrzała do auta, chyba chciała coś ukraść. Wychylając się, zapytałam, w czym mogę pomóc. Dziewczyna w zielonym ubraniu powiedziała, że słucha muzyki przez słuchawki i odeszła. Wiedziałam w głowie, że pewnie chciała okraść samochód, a teraz dla zmyły gada o muzyce. Później byłam pod sklepem, leżał mój plecak i sok pomarańczowy. Menele chcieli mi zabrać plecak i sok, złapałam plecak w ostatniej chwili, ale straciłam sok, zabrali go. Stwierdziłam, że trudno, kupię nowy. Adrian powiedział, że dziewczyna w zielonych ubraniach leży nieprzytomna na ulicy i jest w ciąży, potrącił ją samochód. Ludzie byli w szoku. Jechaliśmy po chwili dalej, a ta sama dziewczyna rzuciła się nam pod koła, ale nie potrąciliśmy jej, uciekła. Myślałam, że to psychiczna baba, pewnie specjalnie rzuca się pod samochody, żeby wyłudzić odszkodowanie. W międzyczasie cały czas widziałam, jak Agnieszka pisze, nie chciałam tego widzieć, nie dało się jej zablokować. W końcu pomyślałam, że zadzwonię i zapytam, o co chodzi, może się pogodzimy. Obudziłam się u powiedziałam sobie w myślach - uważaj, to był tylko sen, ona wcale nie jest Ci przychylna.

Później byłam u siebie w domu, w domu szwagra (męża siostry), który był bardzo duży, jak dom jego mamy. Była głęboka piwnica i dużo schodów prowadzących w dół. Ktoś odwiedził dom, dzwonił dzwonkiem a ja wyglądałam przez okno by sprawdzić kto to. Następnie tata coś tłumaczył, że dom trzeba dobrze urządzić, ja zapytałam, czy źle urządziłam mieszkanie, czy uważa, że nie dam sobie rady z domem, on powiedział, że nie i o co mi chodzi. Ja zapytałam jego o co jemu chodzi, bo mnie o nic. Wydrukowały mi się zdjęcia z radaru samochodu, chciałam je pokazać chłopakowi, ale poszedł spać, był smutny, chciałam go przytulić i pocieszyć. Później stałam z mamą na dworze i paliłam papierosa. Wcześniej, gdy menele mi zabrały rzeczy, jadąc autem a mężem czułam smak papierosa w ustach, jakbym paliła przed, i czekałam, aż wyjdę z samochodu, żeby wypluć ślinę. W tym śnie z mamą paliłam papierosa na dworze, ale nagle okazało się, że jesteśmy w sypialni, otworzyłam okno na oścież, żeby mieszkanie nie przesiąknęło dymem. Widziałam na monitoringu, że córka szwagra (brata mojego męża) coś odpierdala w samochodzie. Poszłam sprawdzić, okazało się, że dzieci miały w aucie imprezę. Córka jego wzięła Kinder Niespodziankę Adriana spod deski rozdzielczej. Poszłam pouczyć dzieci, okazało się, że to była bezbarwna pomadka porzucona na chodniku. Powiedziałam, żeby nie brały rzeczy innych bez pytania i odkładały je na miejsce, a nie porzucały. Inne dziecko pytało, w co córka szwagra lubi się bawić, bo trudno się z nią dogadać. Odpowiedziałam, że lubi tylko gonić i bawić się w chowanego. Ona płakała, a ja dyskutowałam z chłopakiem o jej psychice, że wymaga innego podejścia. On miał ale na wszystko, w końcu powiedziałam coś zabawnego, rozśmieszyłam go i zaprzyjaźniliśmy się. Dojechaliśmy nad jezioro, gadaliśmy i było bardzo zabawnie.

*

Śniło mi się, że jakiś dzieciak był w moim domu rodzinnym i przy bramie znalazł taki niby kamień, taki tęczowy i ładny był ten kamień. Bardzo ładny. I później się okazało, że to moja mama mu dała ten kamień. Chciałam, żeby ten dzieciak pokazał mi, gdzie ten kamień znalazł. Pokazał mi, gdzie go znalazł. Znalazł go na podjeździe mojego domu, ale ja nie znalazłam swojego kamienia takiego samego. W tym śnie wyły straże i okazało się, że ktoś wiózł narkotyki i go eskortowali gdzieś całym takim konwojem policyjnym. I później jakaś laska mi gada, że mam nie być zazdrosna, że ten chłopak dostał ten kamień, a ja nie. Wzięłam ją za ramiona i potrząsnęłam agresywnie i powiedziałam jej: „Słuchaj, jakby całe życie ktoś miał lepiej od ciebie, to też byś była zazdrosna. To naturalne.” Później coś tam moja mama krzyczała na mnie, bo jej powiedziałam, że daje siostrze cały czas coś fajniejszego, a mnie nie. I że ja zawsze jej i tacie daję po równo, a jak nie dam tacie, a dam jej, to ona mnie za to gnoni. Czyli ja tak jakby jestem sprawiedliwa wobec moich rodziców, ale moja mama nie jest sprawiedliwa wobec mnie i mojej siostry. Tata przyszedł do mnie na górę do pokoju i coś tam mi się pytał, czy mam jakieś perfumy dla niego zamówione, bo miałam zamówić mu chyba jakieś odlewki perfum. Mama z dołu coś krzyczała. Miałam jechać też na kilka dni do pracy do Stanów Zjednoczonych, ale uznałam, że nie opłaca się tylko na kilka dni lecieć aż za ocean. I mieliśmy jechać z moim mężem do Niemiec, ale nie znałam języka niemieckiego i zastanawiałam się, jakie jest prawdopodobieństwo, że w sklepach dogadam się po angielsku i czy nie będzie siara, że nie znam niemieckiego. Adrian coś tam gadał o jakimś dziecku, że rodzice mojego zaprosili i coś tam. Mówię, że „No bardzo pupilek z tego dziecka”, a on, że wcale nie i coś tam jeszcze powiedział. Szykowałam jedzenie nagle na imprezę przed wyjazdem i zastanawiałam się, czy nie wyjechać na stałe, skoro tutaj nikt mnie nie chce i wszyscy wolą jakiegoś dzieciaka. 

No i jeszcze miałam wcześniej jeden sen o imprezie w mojej poprzedniej pracy. Chodziłam na obcasach, to była taka wielka sala balowa, wszystko było ze złota. Zastanawiałam się, czy jestem na pewno tam mile widziana, bo przecież w końcu zostałam wyrzucona z tej pracy. I chciałam, żeby mnie moi wrogowie widzieli, czyli mój przełożony i dyrektor, żeby widzieli, jak ja błyszczę, jak chodzę na tych obcasach, jaka piękna jestem i w ogóle.

*

No więc tak, dzisiaj w nocy miałam taki na początku sen o jakimś grubym Arabie. On pracował gdzieś na kuchni, a ja ciągle w kanciapie się przebierałam. Miałam taki biały top, taki stanik jakby top, w który ledwo mieściły się moje wielkie cycki. Cały czas przeglądałam się w lusterku, jak ten top na mnie leży, ale on bardzo mi te cycki w ogóle uciskał i spłaszczał. Coś chciałam od tego Araba, nie wiem, chyba zamówić jakieś jedzenie czy coś takiego. I ja mu się w tym śnie podobałam i dziwiłam się, bo uważałam się za taką średnio ładną. Pamiętam w tym śnie, że nie miałam makijażu ani nic. W ogóle wyglądałam, jakbym dopiero wstała i wyszła po prostu z domu. On cały czas też powtarzał, że jest brzydki, że on się nikomu nie podoba. Ja mu powiedziałam, że prawdziwe piękno jest w środku człowieka, a nie na zewnątrz. Jeżeli tylko człowiek nie rani innych ludzi, no to po prostu jest piękny. Zapytałam się go też, skąd wziął się w ogóle tutaj w Polsce i czy to z powodu rodziców, że po prostu jego mama była Polką i poznała Araba, czy być może w jakiś inny sposób. Nie pamiętam nawet, czy mi coś na to odpowiedział. Pożegnałam go i powiedziałam, że może się kiedyś jeszcze spotkamy, chociaż wiedziałam, że nie spotkamy się, bo jest to sen. 

Później miałam kolejny sen, że jakaś babka była w ogniu, to znaczy to była jakaś kobieta. Ona była w ogniu, był jakiś pożar i naddychała się jakichś oparów, przez co miała fazę i tak jakby wydawało jej się, że jest na plaży, że słońce ją ogrzewa i pławiła się w tym cieple, w tym ogniu, który był po prostu coraz bliżej niej i prawie już ją palił. Szybko żeśmy ją stamtąd zabrali i przemywaliśmy jej ciało ściereczką nawilżoną wodą, żeby nawodnić jej ciało i schłodzić. No i ona się ocknęła w końcu. Później widziałam jakąś bajkę, o tym, że ktoś chciał jeść kupę z podłogi. Były takie jakieś tam dzieci, one podnosiły kupę z podłogi i chciały ją jeść. Nagle ta kupa zamieniła się w chipsy, ktoś wszedł do pokoju, te dzieci się speszyły. W ogóle takie dziwne coś. Później w tej bajce ktoś jadł czekoladkę Merci, bo jakaś inna osoba mu tą czekoladkę dała. I powiedział to dziecko, które jadło tę czekoladkę, że bardzo dobra jest ta czekoladka, z prawdziwej czekolady, a ta druga osoba powiedziała, że to wcale nie czekoladka, tylko kupa. I nagle na cały głos było słychać takie „ble”, tak jakby obrzydzenie tego dziecka. Ono wypluło tę czekoladkę. Później jechałam z rodzicami gdzieś samochodem i padał deszcz. Deszcz kapał mi na twarz i bardzo mnie to irytowało, bo rodzice mieli uchylone szyby. Ja siedziałam z mapą w ręku i robiłam trasę przez Kraków nad Morze z zahaczeniem o Ukrainę. Na tej Ukrainie były Prusy. W ogóle to jest bez sensu, no ale dobra, sny rządzą się swoimi prawami, więc na Ukrainie były Prusy, Ukraina leżała tam, gdzie były Niemcy, a Kraków był tam, gdzie był Szczecin. Trasa mi wyszła dwie godziny na Google Maps, zdziwiłam się, że taka krótka, bo musimy przecież przejechać przez całą Polskę. Mówiłam mamie, żeby sprawdziła pogodę. Chciałam iść z nią na spacer z nią i z siostrą, ale ona nie chciała iść, bo bolały ją nogi. Pomyślałam więc, że wysadzimy mamę na plażę, żeby się poszła opalać i pójdziemy z siostrą na spacer i wrócimy później, wieczorem. Chciałam wziąć ze sobą grubsze ubrania na przebranie w razie, gdyby się ochłodziło. Podjechaliśmy pod Ukrainę, pod te ukraińskie Prusy i coś mi się przypomniało, że byłam tam już przecież na wycieczce szkolnej i musimy jechać do innego miejsca. Ktoś zajumał te czekoladki, ukradł je i nie zapłacił. I mówili w radiu, że gdyby takie coś zdarzyło się na Ukrainie, a nie w Polsce, to oni by ścigali tą osobę przez trzy kraje i coś tam. Wyobrażałam sobie, jak uciekają i złodzieja wiozą na tylnych siedzeniach, tak jakby schowanego przed policją. Przyciemnione szyby i tak dalej, a ten złodziej leży na siedzeniach, nie dając się poznać. Usiadłam na murku, bo to był taki jakby murek zamkowy z kratami w oknach i zza krat podziwiałam bardzo ładne miasto Ukrainy. Były tam takie bardzo ładne zamki, budynki, wyglądało to trochę jak Moskwa, z tymi ich takimi specyficznymi w specyficznej architekturze prawosławnymi kościołami. Mój piesek taki był z nami. Nagle wyjechał karawan z bramy, tak jakby z tej granicy i leciała jakaś taka creepy muzyczka. Bałam się zejść z tego murku, bo było po prostu tam wysoko, a chciałam jeszcze zrobić zdjęcie tych budynków. Wyjęłam więc mój telefon i ledwo byłam w stanie zrobić przez kraty faktycznie zdjęcia tych miast i tych ładnych budynków. Za mną stały dwie kobiety turystki, oczekując na swoją kolej, żeby usiąść na murku. Później mój mąż mnie złapał i zdjął z tego murku i w duchu mu dziękowałam, bo bałam się zejść sama. Później szliśmy ulicami, trzymaliśmy na smyczach konie i psa dalmatyńczyka. Znowu jedzie karawan i mama zatyka uszy, bo nie znosi tej muzyczki, jest ona bardzo creepy. Ja biorę jednego konia, który stanął dęba, bo wystraszył się, a ja pociągnęłam go na tej smyczy, na tym sznurku i ten koń po prostu usiadł na ziemi niczym pies. No i jedzie ten karawan. W środku żołnierze tacy jak ci w Londynie, z takimi zdobionymi mundurami i mieli przyczepkę. Na tej przyczepce były takie czarne metalowe urny z prochami. Uznałam, że jest to mega creepy, ale szliśmy dalej. No i Adrian powiedział, żeby się nie bać tej melodii, bo to Polak ją stworzył.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#94
Dzisiejszy sen:

Z powodu tego, że tak jakby dokańczam teraz moją książkę, zanim ją wydam, i czytam ją sobie już po raz któryś, śniła mi się postać z tej mojej książki. Śnił mi się Connor i śniły mi się łóżkowe szaleństwa z nim. W tym śnie pamiętam, że miał bardzo umięśnione ciało, wyglądał ogólnie bardzo dobrze, bardzo ładnie. Byłam u niego gdzieś w jego kamienicy. On całował mnie po szyi i powiedziałam, żeby przestał, bo zaraz będziemy nago. Ale on nie przestawał, a mnie coraz bardziej się to podobało. W końcu rzuciłam się z nim na jego rozkopane łóżko i poszliśmy w tango. Nagle pojawiła się jakaś niby moja córka i zaczęła się na mnie o coś wydzierać. Rzuciła koszulkę za drzwi na korytarz i wyszła. Ja musiałam niestety przerwać łóżkowe ekscesy, wstałam z łóżka i poszłam za nią. Wypchnęłam ją za drzwi, bo wciąż stała w progu i coś krzyczała, i zamknęłam drzwi na klucz. Wróciłam do kochanka. W tym śnie wiedziałam, że ten Connor tak jakby był poprzednim partnerem Pauliny z mojej poprzedniej pracy. Było też coś takiego, że mój przełożony z tej pracy miał mi się oświadczyć, a ja powiedziałam sobie: „Oho, będzie o czym plotkować później i jeszcze bardziej zszargam mu opinię. Ciekawe, co inni powiedzą na to, że przełożony oświadczył się swojemu podwładnemu”. Ktoś mówił w międzyczasie, że pojechał ten mój dawny przełożony do sklepu niby po pierścionek zaręczynowy. Jakaś inna dziewczyna była z takim kolesiem długowłosym, ubranym w chabrowe dresy. Ogólnie miał na sobie cały taki dwuczęściowy, chabrowy dres. Ta dziewczyna miała swój nowy związek z nim i się chwaliła. Ja się bardzo dziwiłam, bo widziałam ich parę dni temu razem i kompletnie nie wyglądali jak para, więc to musiało wydarzyć się w ciągu ostatnich dni. Byłam dość mocno zdziwiona. Powiedziałam, że zabiorę też swojego partnera, czyli tego Connora, i zrobimy taką imprezę. Nagle byłam u mojej mamy w domu, w łazience na górze, i paliłyśmy papierosy, wydychając dym przez okno dachowe. Później poszłam na dół i miałam dla Postala, czyli innej postaci (z gry komputerowej), zrobić opaskę na głowę z papieru, która miała imitować jakiś bandaż czy coś takiego i miała chronić jego głowę. Mama nie zapisała sobie wymiarów jego głowy i kazała mi do niego dzwonić. Wzięłam jej telefon, wybrałam kontakt z jego zdjęciem profilowym i dzwoniłam, ale nie odbierał. Powiedziałam mamie, że nie odbiera, ale jak tu przyjdzie, to przymierzy, a jeśli opaska nie będzie pasować, to po prostu utnę pasek, zaklejając ją tak, żeby była cieńsza. Robiłam tę opaskę z papieru i zaklejałam ją taśmą, żeby była bardziej trwała. Wcześniej było widać, jak na zewnątrz kamienicy koparka robiła remont i wywalała na trawę obok jakieś części, a później brała je z powrotem i jakby lepiła z nich tę kamienicę. Kiedy poszłam wtedy do Connora, do tej kamienicy, chodziłam po całym jego mieszkaniu i wszystko oglądałam. On podszedł do mnie i zaczął dawać mi buziaki w szyję. Najpierw znaleźliśmy się na łóżku i stosunek był w pozycji misjonarskiej, a później byliśmy pod prysznicem i stosunek miał miejsce od tyłu. Wszystko było bardzo dobrze czuć i bardzo mi się to podobało. W międzyczasie była też taka scena, że jakiś lekarz, jakiś medyk, tłumaczył, jak wygląda operacja mózgu. Było to pokazane w formie animacji: rozwala się komuś jakby podniebienie i przez nie wpycha się do mózgu taką gąbkę, a później się ją wypycha z powrotem. Było to dla mnie niezwykle creepy. Pamiętam też, że w tym śnie trochę żałowałam, że ten Connor miał kamienicę, a nie swój prywatny dom, bo wolałabym, żeby mój potencjalny partner miał dom. Pomyślałam wtedy o sobie, że ale ze mnie materialistka w tym śnie. Był też taki motyw, że kiedy robiłam opaskę dla Postala, miałam opowiedzieć mojej mamie, co wydarzyło się w łóżku. Nie chciałam tego mówić, ale pamiętam, że w łóżku było bardzo dużo białej, krótkiej sierści, jakby mojego dalmatyńczyka. Zaczęłam wtedy śpiewać fragment „Titanica” po polsku. Dźwięk był bardzo ładny i melodyjny, w tym śnie śpiewałam naprawdę pięknie. Stwierdziłam, że jak Postal tu przyjdzie, to muszę mu to koniecznie zaśpiewać, żeby go uwieść. Na samym początku nocy miałam jeszcze jakiś sen o kobiecie, która zakochała się w jakimś Arabie, po czym odjechała na skuterze, machając mu. I ten chłopak to chyba był w ogóle w kolejnym śnie właśnie ten długowłosy facet w chabrowym wdzianku.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#95
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że znalazłam zapomniane kubki, które kupiłam dawno temu i schowałam je w szafce z talerzami obiadowymi. Dziwiłam się, że są takie ładne i że zapomniałam o nich. Jeden był w żółte słoneczniki, drugi różowy, w białe myszki. Zrobiłam herbatę w jednym (różowym), ale wypiła ją nasza dawna sąsiadka Jadzia, bo zamieszkała ze mną i musiałam wymienić lodówkę na większą i zmieścić tam jej jedzenie, które chowała w swojej, małej lodówce. Było tam kilka rodzajów boczku i mówię jej, że musimy kupić do lodówki tacę na mięsa, żeby boczki były w jednym miejscu. Ona przytaknęła. Następnie miałam lamborghini i miałam zabrać Jadzię na wycieczkę po autostradzie, miałyśmy ostro zapierdalać. I zapierdalałyśmy po ulicy Szkolnej w moim mieście, stał jakiś ziomal na trawie i machał, tańczył. Obok w domu jacyś ludzie mieli dalmatyńczyka na podwórku. Spojrzałam na ziomka a potem na psa. Jadzia zapytała mnie kto tam stał na trawie, powiedziałam, że nie widziałam dobrze. Jechałam zbyt szybko i nie przyjrzałam się. Potem w domu rodziców znowu była córka szwagra, jak w jednym z poprzednich snów i ja czytałam książkę i zaznaczałam w niej flamastrem fioletowym. Przyszedł szwagier z żoną i wymieniliśmy spojrzenia. Potem ich córka wpieprzała jakieś słodycze i cały czas przy tym mówiła, plując na mnie kawałkami jedzenia. Opierdoliłam ją, wycierając się, choć obawiałam się, że jej rodzice zaraz opierdolą mnie, że tak się zwracam do ich dziecka. Poszłam do łazienki, przejrzałam się w lusterku i zobaczyłam, że na twarzy dalej mam kawałki słodyczy. Wytarłam je z siebie. Siostra przyszła, okazało się, że zdała jakiś doktorat i urwała na polu z tej okazji różę dla mnie i dla siebie jakieś paprotki. Prosi mamę żeby jej zwiesiła na szafie w pokoju. Ja u siebie chciałam zawiesić sama. Próbowałam okleić łodygę taśmą klejącą, ale nie chciała złapać i nie byłam w stanie przykleić róży. Potem czuję się bardzo szczęśliwa, bo wiem, że niebawem wydam swoją książkę. Jadę samochodem, mam dostać się na szkolenie, ale zawracając pod urzędem miasta zahaczam o krawężnik. Zastanawiam się czy ktoś to widział i czy dostanę mandat. Jadę jednak dalej i w końcu jestem na sali wykładowej gdzie analizujemy fragmenty różnych książek oraz filmików. Wiem, że kubek różowy i inne naczynia są nieumyte w domu w kuchni, zaczynam myśleć o tym dlaczego nikt ich nie umył, przez co nie skupiam uwagi na wyświetlanym filmiku. Proszę wykładowcę o puszczenie filmiku na nowo, bym dokładnie zobaczyła o czym jest, przed analizą, ale babka opierdala mnie, że nie skupiam się i że każdy zna treść filmiku poza mną, bo jestem w tyle. Zrobiło mi się przykro i pomyślałam o tym jak łatwo ktoś może zrujnować mój szczęśliwy dzień. W końcu kobieta lituje się i puszcza go ponownie. Jest to filmik o psie porzuconym na wsi, któremu obcy ludzie dają słomę i karmę i w końcu go zabierają ze sobą. Potem jestem na jakimś koncercie, występuje Chylińska w ciasnym, jednoczęściowym, czerwonym stroju kąpielowym, który uwypukla jej srom. Potem tańczy na scenie (i poza sceną) Britney Spears z jakimiś innymi gwiazdami, ma na sobie ładną, welurową, butelkowozieloną sukienkę. Wyobrażam sobie jak tańczę razem z nimi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#96
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że miałam w domu trzy psy. Był Kentucky, potem jakiś szczeniak a teraz musiałam znów odchować szczeniaka, ale w domu rodzinnym. Dla szczeniaka każdy był za bardzo łagodny, a on ciągle sikał w domu. Nasikał znów na podłogę i ostro go za to skarciłam. Przez to Adrian wstawił się za szczeniakiem i pokłóciłam się z nim. Powiedziałam mu, że ma oddać szczeniaka do hodowli i wnieść o zwrot kosztów za psa. Miałam niezłego focha. Uciekłam z domu. Znalazłam się w innym domu, takim Vintage i bogato zdobionym. W przedpokoju był jakiś karton - prezent dla psa od mojej mamy. Bałam się go ruszyć, by znów nie dostać opierdolu. Agnieszka P. była ze mną i pytała mnie co to jest. Zanim odpowiedziałam to ona już świrowała coś przy przesyłce i otwierała ją. Okazało się, że to jakiś różowy samochodzić z kartonu. Złożyliśmy ją i odstawili na bok. No i potem chodziłam po tym ładnym, Vintage domu i wspominałam jak rodzice wkurwili się o kiedyś maskotkę z napisem "dla starych" (nie miało to miejsca na jawie, to było fałszywe wspomnienie we śnie). Zjebali mnie o to, że położyłam gdzieś w mieszkaniu maskotkę w kształcie ziemniaka z napisem "dla starych" i oni poczuli się, jakby byli starzy. A mnie chodziło o "starzy" jako rodzice. To i tak obraźliwe określenie, ale dla moich rodziców w tym śnie bardziej obraźliwe było uznanie ich za starych w sensie ich wieku. XD Poszłam do garderoby w tym domu i usiadłam na desce klozetowej, która tam się znajdowała, aby ? i nagle dosiadł się obok na krześle jakiś ziomek. Zaczął mnie o coś wypytywać a ja czułam zażenowanie, że on siedzi obok a ja walę kloca do sedesu. Pokazywał mi zdjęcia z mojego ślubu cywilnego, gdzie miałam dopasowaną, beżową sukienkę z cekinami i nienaganny makijaż. Podobno jakiś facet zobaczył w necie te fotki i chciał się ze mną umówić, bo mu się podobałam a on wmawiał sobie, że to nie mój ślub a ja nie jestem Panną Młodą tylko czyjąś świadkową na jego ślubie. 

Wcześniej w innym śnie byłam w jakichś creepy miejscach, jakby w ciemnych zaułkach leśnych. Pamiętałam, że kiedy przychodziłam tam wcześniej to nie bałam się, a tym razem wszystko było mega creepy. Bardzo się bałam i chciałam uciekać. Chyba pojawił się wtedy Postal, który kazał mi uciekać. No i potem była walka z jakims potężnym kolesiem. Moja siostra z nim walczyła, a ja chciałam zaskoczyć go od tyłu i wbić mu nóż w plecy. Stałam z małym scyzorykiem, ale nie mogłam się na to zdobyć, bo zastanawiałam się, czy taki mały nożyk będę w stanie wbić mu tak mocno i głęboko, by go zabić. Nakrył mnie i wtedy wyjaśniłam mu, że chciałam mu wbić ten nóż, ale nie jestem w stanie, bo jestem w nim zakochana. Po tym, nie czekając na jego reakcję, po prostu uciekłam.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#97
Kolejne sny:

W tym śnie byłam chora, przeziębiona czy coś podobnego. Mój tata stał na jakiejś drabinie pod oknem dachowym nad schodami, w środku domu. Chcieliśmy pomóc mu zejść i wołałam mojego męża, żeby podstawił mu drabinę. Udało się – tata zszedł bezpiecznie. Później goliłam maszynką włosy mojemu mężowi. Chciałam zrobić mu jakąś nową fryzurę. Wspominałam, jak poznałam Piotrka z Olsztyna i że on miał zakola. Następnie moja mama miała psa łaciatego, takiego malutkiego, w typie Jack Russell Terriera, ale on zachowywał się i wyglądał jak Arissa. Wzięłam go na ręce, przytulałam i dziwiłam się, że naprawdę zachowuje się jak Arissa. Adrian był w salonie i chyba rozmawiał z Kingą z Krakowa. Mówił, że mama ma brzydkiego psa, a mama miała dwa psy – tego łaciatego i takiego siwego, w typie sznaucera. Zapytałam mojego męża, o którym psie mówił, a on odpowiedział, że o tym łaciatym. Powiedziałam mu, że ten pies jest cudowny, wygląda jak Arissa i jak on może tak mówić. Później byliśmy gdzieś w plenerze, w aucie. Mieliśmy odjeżdżać, a sprzątaczka z mojej poprzedniej pracy przynosiła nam do samochodu jakieś rzeczy – marchewki z ogródka, świeżo wykopane, i inne produkty. Zabieraliśmy to wszystko. Odjechaliśmy i machaliśmy jej na pożegnanie, ale jechaliśmy powoli i ona nas dogoniła. Głupio mi było, że się nie pożegnałam. Uchyliłam szybę i powiedziałam, że już odjeżdżamy, ale kiedyś się umówimy i musimy spotkać się na spokojnie, żeby wieczorem posiedzieć przy grillu. Nagle pojawiło się jakieś dziecko, jakaś dziewczyna, i pluła mi w twarz. Wkurzyłam się i zapytałam, czy ja też mam na nią napluć i po co w ogóle to robi. Usiadłam na siedzeniu i zamknęłam szybę, żeby nie mogła już na mnie pluć. Jechaliśmy dalej. Nagle byliśmy w górach, na jakimś biwaku, ale jednocześnie byłam w pracy. Pracowałam zdalnie – miałam odpalić komputer i opiekować przesyłki. Nie chciałam tam być, bo byli tam praktycznie sami obcy ludzie. Chodziłam po domu i zauważyłam, że ma fajny układ ten dom. To był dom trochę w stylu PRL i trochę się brzydziłam tam być, bo wydawał mi się brudny i niehigieniczny. Były schody na górę i na dół, wąskie, i zastanawiałam się, dokąd mogą prowadzić. Chciałam kogoś o to zapytać, ale było poruszenie, bo większość osób szła na narty i mieliśmy zostać w domku tylko w kilka osób. Był tam Damian z KSM i mówił, że trzeba zapłacić 80 zł za nocleg i pościel. Stwierdziłam, że super – nie dość, że przyjechałam tutaj z przymusu do jakiegoś domku z PRL-u, to jeszcze mam za to płacić. Jakaś dziewczyna chciała, żebym pozwoliła jej psu mnie obwąchać. Zabrała mnie do pokoju, gdzie chodził mały, biały piesek w typie jamnika. Kucnęłam przy nim, pozwoliłam mu się obwąchać i głaskałam go. Okazało się, że on mieszkał chyba w szafce. Później ta dziewczyna mnie wołała – miałam w innym pokoju odpalić komputer i robić swoją pracę, ale najpierw był obiad. W tym śnie wspominałam też Arisskę i moje dawne życie. W tych wspomnieniach szłam z Adrianem do McDonalda po moją ulubioną sałatkę, ale jej nie było. Wróciłam właśnie z Ameryki. Nie było już tej sałatki, a jakaś kobieta powiedziała do mnie, że ślęczę nad ladą jak powalona. Odpyskowałam jej, że wcale nie ślęczę, i po prostu odeszłam. Nie chciałam już kupować tej sałatki ani niczego innego. W tych wspomnieniach szliśmy chodnikiem, a przed nami szedł dalmatyńczyk. Wspominałam rok 2015 – że miałam Arisskę, miałam mój stary nos i usta, byłam brzydka, ale jakoś byłam szczęśliwsza. Żałowałam, że nie urodziłam się z normalnym nosem, żeby od razu być w pełni szczęśliwa. Później jadłam obiad z jakimś grubasem obok. Była jakaś drama, że jem obiad bez śmietany i że to oznacza coś złego. Szybko chwyciłam kubeczek śmietany i nalałam ją do swojego talerza. Grubasowi też dolałam śmietany i jedliśmy dalej. Ale obiad już mi nie smakował – to były kawałki pomidorów w sosie pomidorowym. Przyszła Sylwka z mojej pracy na jakąś kontrolę i dała nam różne czekolady. Powiedziałam jej, że jem obiad ze śmietaną, ale w głównym naczyniu jej nie ma – to było naczynie żaroodporne – bo dopiero po nałożeniu na talerz dodaję śmietanę. Grubas zapytał mnie, czy może wypić resztkę zupy z talerza bez łyżki. Odpowiedziałam, że może robić, co chce, mnie to nie brzydzi ani nic. W tych wspomnieniach w śnie myślałam też o tym, jaka byłam dawniej szczupła – że mogłam więcej jeść, miałam płaski brzuch i było widać kości biodrowe.

*

Byłam u kogoś w domu. Na strychu ta osoba miała ocieplenie budynku – styropian, pelet i jeszcze coś jako termoizolację. Grałam w Simsy i tworzyłam w grze konia mustanga. Grałam Ryanem i mój Ryan z Simsów uprawiał seks z innym moim Simsem o imieniu Killan. Wcześniej, jako kobieta, ja również uprawiałam seks z kimś w tym śnie. Członek był długo twardy i jako Ryan nie mogłam się ruszyć. W międzyczasie byłam w pracy i miałam robić przesyłki. Miałam bardzo dużo roboty, a nagle zorientowałam się, że przeznaczyłam cały dzień na granie w Simsy i byłam w dupie z pracą. Była już godzina 14, a ja nie miałam zrobionej pracy, więc zaczęłam intensywnie nadrabiać zaległości. Później z mamą oglądałam film „Avatar” i uznałam, że muszę dostać się do tego świata w swoich snach. Ten świat był piękny – magiczny, pełen lasów. Powiedziałam mamie, że niektórzy ludzie po obejrzeniu „Avatara” mieli depresję. Mama odpowiedziała, że się nie dziwi. Następnie miałam dziewczynę – to była moja dziewczyna. Biegłam po schodach w metrze i jadłam owsiankę, bo zalałam płatki owsiane samą ciepłą wodą. Zapytałam ją, czy chce trochę, ale nie chciała. Uznałam, że taka owsianka z wodą nie będzie dobra, więc z lodówki wzięłam owsiankę z poprzednich dni, którą miałam w słoiku – była z masłem kokosowym, mlekiem kokosowym i malinami. Otworzyłam ją, powąchałam i zobaczyłam, że jeszcze się nie zepsuła. Dodałam trochę tej starej owsianki do nowej i wymieszałam, żeby poprawić smak. Jednak kiedy zaczęłam jeść, okazało się, że danie w ogóle nie ma smaku i mi nie smakuje. Później byłam w jakimś pokoju w akademiku i miałam już wychodzić. Zostawiłam tej dziewczynie kiełbasę ze wsi – położyłam ją na łóżku i wyszłam. Wychodząc, zorientowałam się, że przez przypadek zabrałam jej sukienkę. Wróciłam do pokoju, a ona siedziała przy komputerze. Miała na sobie żółtą, długą sukienkę. Przytuliłyśmy się na pożegnanie. Zapytałam ją, czy znalazła kiełbasę w pokoju, a ona powiedziała, że tak. Wtedy wyszłam.

*

W kolejnym śnie najpierw uprawiałam seks z jakimś mężczyzną gdzieś na tyłach miasta. Było to coś w rodzaju motywu, który już kiedyś mi się śnił – że miałam pokój, a w szafie w moim pokoju znajdowało się tajemne przejście do ukrytego miejsca w mieście. Do miejsca, do którego nikt inny nie miał dostępu i można było się tam dostać tylko przez tę szafę. To było miejsce jakby za kratami, odgrodzone, niedostępne dla innych. Tam właśnie odbył się seks.
Czułam jak członek staje się duży, bardzo duży, że wypełnia mnie po brzegi i to oznaczało tylko jedno... nagle facet oznajmił, że właśnie doszedł i koniec seksualnej przygody. Później miałam spermę i nasienie tego mężczyzny na rękach i na całym ciele.

 Chciałam to z siebie strzepać, zmyć, jakoś się oczyścić, bo po prostu było tego za dużo i dosłownie byłam cała umorusana. Wcześniej, w tym tajemnym miejscu, malowałam kontenery morskie i usuwałam z nich reklamy za pomocą czegoś w rodzaju pałeczki – dotykałam nią kontenerów, a one stawały się czyste i pozbawione reklam. Ten mężczyzna był Arabem. Tej samej nocy śniło mi się też, że matka Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki, zostawiła w skrzynce na listy w moim domu rodzinnym zaproszenie na urodziny dziecka Kaśki. Wkurzyłam się, bo uznałam, że nie mam z tymi ludźmi nic wspólnego, nie mamy kontaktu, a nagle dostałam takie zaproszenie. Później jechałam z moją siostrą na spacer i pytałam ją, czy chce jechać pod liceum, czy pod schronisko. Wybrała liceum. Następnie byłam z mamą nad rzeką. Rzeka była zamarznięta. Jadłyśmy ryby, a ja wyciągałam z nich bardzo dużo ości. Moje ręce były całe tłuste od ryby. Pod lodem płynęła wielka flądra. Pokazałam ją mamie palcem, ale dla niej nie było to nic dziwnego, że taka ogromna flądra płynie pod lodem. Miałam też wcześniej sen, że pracowałam w biurze i był tam mój dawny przyjaciel, dyrektor. Siedział ze mną w pokoju. Czekałam cały piątek, aż przyjdzie, żeby mnie zobaczył, bo byłam ładnie ubrana, w najlepsze rzeczy, i chciałam, żeby mnie zobaczył. Przyszedł, usiadł przy biurku, ubrany w brązowy żakiet. Zaniosłam mu jakieś papiery i spojrzałam mu w oczy, trochę agresywnie. Nagle wyparował z pokoju i przeniósł się do biurka w sąsiednim pomieszczeniu. Zapytałam go, dlaczego i czy nie chce ze mną siedzieć, a on odpowiedział, że nie chce. Miałam też jechać z ludźmi z pracy do galerii handlowej. To byli moi znajomi. Miałam kupić jednej dziewczynie chrupki orzechowe, ale zapomniałam. Nie była zła – powiedziałam, że kupię jej następnym razem. Była jeszcze scena na basenie. Wskakiwałam do dużego basenu na główkę, jakby na ręce, nurkowałam, płynęłam pod wodą, wynurzałam się, kąpałam się i skakałam z bardzo wysokiej kładki. Bałam się skakać, bo mam lęk wysokości, ale podświadomie wiedziałam, że to sen i nic mi nie grozi. Chyba odbywały się tam jakieś zawody. Później podpalałam włosy mężczyźnie w basenie siłą woli, ale nie chciały się palić, prawdopodobnie dlatego, że były mokre. On powiedział, że zgłoszenie do straży pożarnej dotyczące pożaru na jego głowie zostało wysłane 10 godzin wcześniej przez formularz, a nie telefonicznie, więc ogień zdążył zgasnąć. Kiedy wyszłam z basenu, podpaliłam wnętrze drewnianego domu i tam ogień już lepiej się rozprzestrzeniał. Na końcu pojawił się na ulicy wielki smok, którego sama przywołałam. Nikt początkowo się nie zorientował, bo pojawił się bardzo cicho, ale kiedy mruknął, wszyscy się odwrócili i go zobaczyli.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#98
Dzisiejszy sen:

Całą noc śniło mi się, że byłam w ciąży i że urodziłam dziecko. W rzeczywistości nie jestem w ciąży, nie byłam i nie chcę (i nie mogę nawet) mieć dzieci, więc taki sen był dla mnie niemal jak trauma. 

Najpierw śniło mi się, że dowiedziałam się, że jestem w ciąży, mając jeszcze w miarę płaski brzuch. Zrobiłam test ciążowy i okazało się, że wynik jest pozytywny. Mój brzuch cały czas się powiększał, powiększał, aż w końcu był bardzo duży. Pomyślałam, że trudno, muszę się jakoś nastawić na tę ciążę, skoro już jest, i będę musiała czekać na poród. Zastanawiałam się, jak to będzie wyglądało. 

Później śniło mi się, że mam już ogromny brzuch i jestem z mamą w szpitalu. Czekałam, aż przyjmą mnie na oddział. Bardzo się bałam – jak wyglądają skurcze, co się dzieje podczas porodu, czy zrobią mi cesarkę. Urodziłam dziecko – dziewczynkę. Była bardzo ładna, miała dłuższe włoski. Dałam jej na imię Gabriela. Miałam się zastanowić, czy chcę ją zatrzymać, czy oddać do adopcji. W czasie ciąży wydawało mi się, że nie będę jej chciała, ale kiedy ją urodziłam, poczułam przywiązanie. Była słodka, zdrowa i dziewczynka – tak jak kiedyś chciałam. Myślałam o wysłaniu zdjęcia Dominice – najpierw z brzuchem, a potem z córką. Pomyślałam też, że w końcu będę równa z innymi matkami, że może będę traktowana lepiej, że będę miała jakieś przywileje. Jednocześnie zastanawiałam się, jak utrzymam to dziecko – za co kupię ubrania, jak opłacę jej przyszłość. Oceniałam, na ile ciężko będzie mi z tym żyć. 

Obudziłam się, ale kiedy ponownie zasnęłam, sen trwał dalej. Dziecko miało już kilka dni. Mieszkałam z rodzicami. To wszystko było jak z Simsów – dziecko leżało w małym łóżeczku jak w grze. Na dole pojawiła się Arisska. Wzięłam ją na ręce, ułożyłam jak dziecko i powiedziałam mamie, że mój jedyny dzidziuś w życiu to była Arisska. Wiedziałam, że moje dziecko śpi na górze. Mama miała zamiokulkasa, którego obeszły robaki. Chciałam zrobić zdjęcie i zapytać ChatGPT, czym zrobić oprysk. Zrzuciłam część robaków i zrobiłam im zdjęcie z bliska. Poszłam na górę – dziecko płakało, było głodne, miało pełnego pampersa. Wyjęłam je bardzo nieumiejętnie, jak szmacianą kukiełkę, i pomyślałam, że jestem okropną matką. Podrzuciłam je pod sufit jak w Simsach przy zmianie pieluchy, ale nic się nie stało. Pomyślałam, że będzie mnie brzydzić zmienianie brudnego pampersa. Najpierw je nakarmiłam piersią. Potem chodziłam z nim po domu, weszłam do łazienki, klepałam po plecach, żeby mu się ulało – ulało mu się do zlewu. Umyłam mu twarz. Nie miałam przewijaka. Mama weszła do łazienki. Powiedziałam jej, że dobrze, że mam taki sen, bo to znak, że nie powinnam mieć dzieci – nie mam warunków, pieniędzy, nie byłabym dobrą matką. Mama powiedziała, że ona też nie miała wiele, kiedy mnie urodziła. Odpowiedziałam, że jeśli jej to pasowało, to w porządku, ale mnie nie pasuje i jeśli miałabym mieć dzieci, chciałabym mieć dla nich bardzo dobre warunki. Mama powiedziała, że moje dziecko bardzo lubi Michała. Odpowiedziałam, że jak ma go lubić, skoro ma dopiero kilka dni i nikogo nie zna poza domem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#99
Dzisiejsze sny:

Dzisiejszej nocy miałam kilka snów, ale bardzo niewiele z nich pamiętam. Wiem, że było ich kilka, ale zostały mi tylko fragmenty. Na samym początku śniło mi się, że grałam w GTA i w Postala z moją siostrą, ale nie pamiętam dokładnie, co tam się działo. 

Później miałam sen, że byłam w domu w Simsach, ale ja byłam jakby tym Simsem. To był dom mojej siostry – ona go sobie stworzyła i budowała. W tym śnie meblowałyśmy jej dom. Przesuwałyśmy biurka, szafy, szafki. Był tam też taki stół jak do gry DJ-a. Rozmawiałam z Sylwią, moją koleżanką z podstawówki. Miała pomalowane usta na czerwono, palce też na czerwono i paznokcie z brzydko odpryskującym lakierem. W tle była moja mama. Bałam się, żeby mnie nie zbeształa za to, że rozmawiam z Sylwią, bo pamiętałam, że w podstawówce mama nie była zadowolona, kiedy się z nią zadawałam. 

Potem śniło mi się, że jadłam orzechy włoskie. Rosły na dużym drzewie jak u mojej babci na wsi. W misce miałam orzechy włoskie ze sklepu – były bardziej chrupkie i bardziej gorzkie w smaku. Te z drzewa były świeże, łagodniejsze, bardziej kremowe. Wchodziłam na drzewo po te orzechy. Rosły jak kwiatki – rozkładały się brązowe płatki jakby kwiatu, a w środku była połówka orzecha włoskiego bez skórki. Później byłam na jakiejś wizycie. Ktoś powiedział do męża Magdy, mojej kuzynki, żeby zostawił ją i dał jej znaleźć sobie kogoś innego. Uznałam to za bardzo nietaktowny i chamski tekst. 

Miałam też sen, że chciałam myć głowę tonerem. Miałam taki mieszany blond jak dawniej i szukałam w sklepie odpowiedniego tonera albo odżywki farbującej na platynowy odcień. Mój mąż był ze mną w sklepie, który wyglądał jak podziemny składzik. Nagle wszedł aptekarz ubrany w biały frak i zapytał mojego męża, czy lekarz, u którego był przed chwilą, często przepisuje leki psychotropowe i ciężkie leki. Mój mąż odpowiedział, że tak.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny: 

Dziś w nocy miałam kilka snów, ale rano zostałam obudzona, bo mój pies nagle rzygał, więc nie zapisałam ich od razu i większość rozmyła mi się w pamięci. Pamiętam jednak fragmenty:

Jechałam samochodem po mieście z moim mężem. Zrobiliśmy postój i na tym postoju był jakiś Arab, który próbował ze mną w kontekście seksualnym. Chyba całował mnie po szyi. Później pojawiła się jakaś Azjatka, która chciała, żebym ją dotykała w sposób seksualny. Miała taki wytrysk, który wyglądał jak siki, i zabrudziła mi całą rękę. Musiałam iść do łazienki, żeby umyć rękę. To coś śmierdziało i było nieprzyjemnie żółte. Okazało się, że jestem w jakimś miejscu pracy i chciałam iść do kuchni coś zjeść, ale była tam taka brudna przestrzeń, że nie mogłam nic zjeść. Była nawet karteczka z napisem, żeby sprzątać po sobie, ale dalej był syf.

Śniło mi się też, że pracowałam w mojej poprzedniej pracy – zostałam tam zatrudniona na nowo. Za wszelką cenę starałam się uniknąć spotkania z dyrektorką, choć miałam moment, kiedy chciałam do niej podejść, przełamać strach i zapytać, czy coś wydrukować na dużej drukarce. Pomyślałam wtedy, że wszystkie te sceny z moich snów o ponownym zatrudnieniu spełniły się, bo faktycznie zostałam tu zatrudniona, tylko że to był sen.
Śniło mi się też, że byłam w górach, chyba na bazarze z pamiątkami. Chciałam kupić coś dla mamy, ale nie było nic w jej guście. Pamiętałam, że zawsze przywożę jej mnóstwo pamiątek z wakacji, a tym razem mogę przywieźć maksymalnie jedną rzecz, bo nie było nic fajnego do kupienia.

Był też sen o białych ręcznikach w torbie w moim mieszkaniu, które jeszcze nie były rozpakowane. Mój tata je dla nas kupił. Mama przyszła w odwiedziny i rozpakowała je, wkładając do kosza. Byłam wściekła i powiedziałam jej, że nie powinna ruszać moich rzeczy osobistych. Ona zaczęła mówić, że przecież jej wolno, a ja krzyczałam, że to moje mieszkanie i ona jako gość nie powinna ruszać moich rzeczy. Wyszyłam wkurzona do łazienki, a kiedy wróciłam, zauważyłam, że mama wkłada ręczniki z powrotem do torby. Powiedziałam jej wcześniej, że nie chcę tych ręczników używać teraz, tylko dopiero, gdy moje kolorowe ręczniki się zużyją. Później mama kroiła dla mnie mięso do obiadu. Podgotowała je najpierw, a potem odcinała tłuste skrawki, ale robiła to niedokładnie i zostawały na mięsie. Mnie to trochę brzydziło i pomyślałam w myślach, że teraz będę jeść tak, jak moja mama przygotowała, mimo że zawsze staram się odkrawać wszystko idealnie, żeby nie przeszkadzało mi podczas jedzenia. Na Jawie mama też gotowała w ten sposób, a ja później podczas jedzenia musiałam to nadziewać.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1