11.01.2024
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
Byłem w moim starym domu
(wyprowadziłem się z niego 9 lat temu) była tam ze mną sistra i jej chłopak. Poszedłem do lasu na spacer. Zobaczyłem bardzo dużą gąsienicę, która w pokrętny sposób przypominała mi nosorożca. W pewnym momencie ta gąsienica jakoś dziwnie stanęła na tylnich nóżkach i wydała z siebie śmieszny dźwięk. Byłem bardzo ciekawy co to za gatunek więc chciałem zrobić jej zdjęci obiektywem google. Zanim to zrobiłem jej nazwa gatunkowa jakoś sama się wyszukała i w tej nazwie było słowo "giganteus"
(czy coś) pomyślałem wtedy, że zbędne by było robienie jej zdjęć bo skoro jest ogromna to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "giganteus gąsienica" i poszukać. Po tym nie wiem dokładnie co zrobiłem, ale jakoś ją zdenerwowałem
(chyba rzuciłem w nią kamieniem) i zacząłem przed nią uciekać. Uciekając dalej o niej czytałem, tylko teraz zamiast o gąsienicy czytałem o nosorożcu i w tym konkretnym momencie czytałem coś w stylu: "jeżeli go zdenerwujesz zaczyna biec w twoim kierunku żeby przeszyć cię swoim ogromnym rogiem". Bardzo się przeraziłem i nie wiem jak, ale udało mi się przed nim uciec. W drodze powrotnej zobaczyłem bardzo dużego orangutana
(taka rudą małpę) w tym momencie przypominałem sobie pewne prawdziwe makabryczne wydarzenia,
które w skrócie polegały na tym, że szympans ze wściekłością rzucił się na kobietę, zadając jej niewyobrażalne obrażenia (obskórował jej twarz i ucią ręce pazurami). Właścicielka tego szympansa pobiegła w panice po nóż kuchenny i dźgnęła go kilkukrotnie w plecy. Ten nic sobie z tego nie zrobił i po spojrzeniu właścicielce w oczy dalej kontynuował makabryczny czyn. Ta wezwała policję i dopiero po tym jak funkcjonariusze postrzelili go trzykrotnie, wstał, poszedł na łóżko i tam umarł. (To już sen) w tym momencie miałem w głowie tylko to jak bardzo silne są małpy i jak przerażające mogą być gdy wpadną w furię, ale jednak pod wpływem impulsu
(XD) rzuciłem w nią kamieniem i w ogromnej panice zacząłem biec do domu. (Przechodzą mnie teraz dreszcze jak o tym piszę) zacząłem zamykać drzwi wejściowe z myślą o tym, że mam jeszcze dwa wejścia do zamknięcia. W trakcie zamykania krzyknąłem do wszystkich (nagle zrobiło się w domu dużo ludzi, wszyscy byli młodymi sprawnymi mężczyznami) żeby chwycili za broń bo do domu idzie ogromna wściekła małpa, a małpy potrafią być przeraźliwie silne. Chciałem im opowiedzieć tą prawdziwą sprawę z szympansem, ale uznałem, że nie ma na to czasu. Kiedy odwróciłem się by pójść do pokoju zobaczyłem centralnie przed sobą ogromną
(ok 2,5m), owłosioną, rudą małpę która z przerażającym spokojem patrzyła się na mnie. Zanim mnie zaatakowała inni odgonili ją nożami. Pobiegłem po broń, wziąłem jakiś długi srebrny nóż, który bardziej przypominał mały miecz. Uslyszałem krzyki. Podbiegłem do przedsionka z którego one pochodziły i zobaczyłem zakrwawioną, posiniaczoną małpę, której wciaż zadawano ciosy. Ta małpa miała wciąż tą przerażającą spokojną minę. Jeden z nich krzyczał, ciesząc się, że zaraz tą małpę zabije, ale wtedy orangutan po prostu przyciągną do siebie jego kompana i niedokońca wiem jak, ale go zabił (chyba go podeptał). Małpa chyba zorientowała się, że jest bardzo poraniona i zaczęła się wracać, ale nagle zawróciła się i zabiła drugiego chłopaka. Zobaczyłem wtedy, że mój miecz zaczął się dziwnie wyginać więc pobiegłem go wymienić. Wcześniej bronie leżały na łóżku, teraz to łóżko było przykryte kurtkami. Pomyślałem, że to mądre bo orangutan nie weźmie sobie żadnego noża jak go nie zobaczy, ale kiedy odkryłem kurtki zobaczyłem, że nic pod nimi nie ma. Usłyszał krzyki, wybiegłem na dwór i zobaczyłem jak małpa zabija jakiegoś chłopaka, trzymając przy tym moją małą siostrę
(chyba 9 lat ona ma) podbiegłem do niego
(chociaż bardzo, ale to bardzo się go bałem) i próbowałem zadawać mu jakieś rany. On wciąż z tą samą przerażającą, spokojną miną ciągną,
(nic sobie ze mnie nie robiąc) moją siostrę do lasu. Nie mogłem wbić w niego noża bo jakoś dziwnie się wyginał, ale wciąż był ostry po bokach więc zacząłem przecinać mu szyję. Było to bardzo trudne. W końcu zaczęła lać się z niej krew, ale on nie przejął się tym i dalej szedł z moją siostrą w stronę lasu. Byłem ogromnie przytłoczony potęgą tego orangutana.