guidenmorg dziennik
#41
23.03.2024



-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-

Budziłem się, włączałem drzemkę, zasypiałem i tak w kółko. Pamiętam tylko ostatni sen.

Jechałem autem po ulicy i wszystkich agresywnie wyprzedzałem. Nie raz zachaczałem o czyjś samochód. Raz kiedy tak się stało zobaczyłem, że przedemną leci opona samochodu, ofiary, mojej agrasji. Za drugim razem z poszkodowanego samochodu całkowicie odleciał zderzak. Minąłem jakieś 3 samochody. Bardzo dobrze pamiętam, że jeden z nich miał duże koła i był zielony. Po tym jak ich minąłem zacząłem się bać, bo okazało się, że w tamtych samochodach siedzieli trzej "żydowscy szejkowie" (wymysł mojego snu). Zaczęli mnie gonić, a co jakiś czas widziałem wszystko z perspektywy szejka w zielonym aucie. Uciekałem spanikowany drogą otoczoną lasem. Kiedy widziałem z perspektywy kierowcy zielonego samochodu mogłem ujrzeć jak bezltośnie dewastuje innych uczestników ruchu ulicznego. Jego samochód był tak potężny, że po samochodach, z którymi się zderzał nic nie zostawało. Oprócz iskier i drobnych kawaków metalu. W końcu wyjechałem na jakieś skrzyżowanie. Wyglądało w następujący sposób: przede mną były dwie równoległe do siebie drogi, (a do mnie prostopadłe) pierwsza prowadziła w prawo (to znaczy w tą stronę jechały samochody na niej), a druga w lewo. Ja pojechałem w prawo, ale wtedy cofnęło mnie na to samo skrzyżowanie, ale teraz byłem już tym żydem. Chwilę się zastanowiłem i ja skręciłem w prawo, a drugiemu kazałem pojechać w lewo. (to znaczy podjąłem decyzję za dwa samochody). Trzeci szejk gdzieś zniknął. Znów byłem sobą, ale tym razem bez samochodu. Szedłem tą drogą prowadzącą w prawo. Nagle zobaczyłem kolejne skrzyżowanie w kształcie litery "T" z prawej strony był jakiś budynek, a na przeciwko jego stało trzech uzbrojnych żołnierzy. Na początku poczułem się bezpiecznie, bo przecież obronią mnie przed żydami. Zacząłem więc iść w ich stronę, ale potem przestraszyłem się, bo nie byłem pewien czy to przypadkiem ja nie jestem tymi szejkami. Potem jednak uzałem, że jestem sobą, ale na wszelki wypadek po prostu skręciłem w lewo.
Buddyzm i Medytacja

Uświadomienia-6
LD-1    -(PEŁNOPRAWNE)
FA-4
SNY O LD-4
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
05.04.2024



-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-


Byłem w lesie, w miejscu w którym się wychowywałem. Z siostrą, jej chłopakiem, braćmi i młodszą siostrą szliśmy przez gęsto porośnięty sosnami las. Sosny były stare, ale niskie. Miały kolor pomarańczowy. Ściółka też była intensywnie pomarańczowa. Po chwili zobaczyliśmy łąkę. Była bardzo długa. Prowadziła do ścieżki z której da się pójść do mojego domu. Miała kształt prostokąta, a my staliśmy na jej krótszym boku. Z dwóch stron była otoczona lasem takim samym z jakiego na nią przyszliśmy. Zaczęliśmy iść przed siebie, w stronę ścieżki. Trawa była wysoka i w większości sucha. Było całkiem ciemno, a wszędzie wokół panował klimat błogości i nostalgii. Nagle z uroku wyrwał mnie krzyk siostry. "Waż! To żmija zygzakowata!". Faktycznie kilka metrów od niej, a z 5 ode mnie był wąż. Pomyślałem, że trzeba go przestraszyć. Podbiegłem więc pewnie w jego stronę, a moja siostra pobiegła w bok do lasu. Żmija zamiast się przestraszyć tak się na mnie wkurzyła, że prawie zawału dostałem. Siostra krzyczała: "skręć w lewo! Skręć do lasu!". Skręcając w lewo byłem również w stanie dotrzeć do domu. Pomyślałem jednak, że jestem mądrzejszy. Zacząłem biec bardzo szybko przed siebie. Waż gonił mnie zaciekle, co chwila próbując mnie ukąsić. Gonił mnie w taki sposób, że skakał w moim kierunku. Siostra dalej zalecała mi skręcenie w las. Po pewnym czasie zorientowałem się, że chyba moja metoda nie działa więc skręciłem. Byłem znów z pomarańczowym lesie jednak teraz blisko ogrodzenia mojego domu. Waż zniknął. Znalazłem pod nogami grzyba. Była to jakaś niejadalna odmiana amanity (w sensie Muchomora). Bardzo się z niego ucieszyłem tak czy siak. Włożyłem go do kieszeni i przechodząc przez płot znalazłem się na podwórku. (Wczoraj cały dzień szukałem jakiegokolwiek grzyba by spróbować go rozmnożyć). Wszedłem do domu, do kuchni. Usiadłem przy lodówce i zacząłem rozmawiać z siostrą, która siedziała przy stole.
Buddyzm i Medytacja

Uświadomienia-6
LD-1    -(PEŁNOPRAWNE)
FA-4
SNY O LD-4
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
24.05.2024


-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-


Byłem z rodziną w w górach. Nie mogłem ich znaleźć więc wszedłem do jakiegoś ciemnego, drewnianego hotelu. W środku było bardzo ciemno. Wiedziałem że w którymś z tych Pokoi są moi bracia z siostrą. Od razu po wejściu skręciłem w prawą stronę, szedłem do przodu i zobaczyłem jak z pokoju po prawej stronie, oddalonego ode mnie o jakieś 50 metrów wychodzi chłopak którego ciemna sylwetka przypomina mojego brata. Pobiegł on na koniec korytarza i skręcił w lewo. Miną mnie ktoś pomyślałem, że to personel. Poszedłem za "moim bratem" gdy byłem blisko drzwi jego pokoju zobaczyłem obok siebie ławkę na której siedział mały chłopiec i grał na telefonie. Dotarłem do miejsca gdzie rzekomy brat skręcił w lewo. Spojrzałem w tamtą stronę i zacząłem na niego patrzeć, wciąż szedł przed siebie. Zorientowałem się, że z tyłu pada na mnie srebrne światło (jakby z księżyca) więc jeśli to mój brat to zaraz mnie zobaczy. Nie mogłem go rozpoznać więc pomyślałem o tym żeby zapalić światło. Kiedy zacząłem szukać włącznika zobaczyłem stół przy którym było coraz więcej ludzi. Miną mnie nagle ktoś w masce (takiej jak mają annonymus). Wtedy pomyślałem, że ta ciemność jest celowa. Bo odbywa się tu jakieś przyjęcie. Wróciłem się do wyjścia po drodze bardzo uważając na to by nie zderzyć się z personelem. Udało mi się wydostać. Okazało się, że hotel stał na pięknym wzniesieniu. Było ono wyścielone zieloną trawą i różnymi kwiatami. Zacząłem zbiegać w dół rozkoszując się widokami. Zobaczyłem pod nogami piękne fioletowe wrzosy. Ominąłem je bo spieszyłem się do rodziny. Jednak wróciłem. Wpatrywałem się w nie i zobaczyłem, że jeden (UWAGA! Konfabulacja senna) ma kolor przeklętego malucha (samochodu). Był mocno błękitny, ale tak wyjątkowo, był koloru czystej psychocybiny. Historia przeklętego malucha (wtedy była dla mnie oczywista i zdawało mi się, że jest powszechnie znana jak ta o Jasiu i Małgosi) leciała jakoś tak: pewnej kobiecie zepsół się maluch wyrzuciła go do lasu, bo wydawało jej się, że poradzi sobie bez niego, jednak nie umiała żyć bez samochodu, a na nowy nie miała pieniędzy więc po niego wróciła. Z tym samochodem działy się dziwne rzeczy, ale nie wiemy jakie (potem napiszę dlaczego) wyrzuciła go więc z powrotem do lasu jednak wygoda posiadania samochodu zwyciężyła. Coś takiego powtarzało się nieustanie aż do pewnego dnia. Było ciemno, szalał wiatr, a wokół panowała straszna burza. Kobieta jechała przez gęsty las, który w tych okolicznościach wyglądał przerażająco. Jej maluch się zepusł. Spanikowała, nie wiedziała co zrobić, a wtedy zadzwonił do niej telefon. Nie znamy przebiegu rozmowy, ani czy wydarzyło się to na prawdę ale po tym incydencie znaleziono jej męża martwego w swoim domu i podejrzewamy, że przez telefon dowiedziała się o jego śmierci. Tylko tyle udało się ustalić detektywom. Kobieta postradała zmysły. Znaleziona została następnego dnia w środku malucha i nie było z nią żadnego kontaktu. Wpadała w szał i panikę gdy tylko ktoś wspomniał o czymkolwiek co miało związek z tym incydentem dla tego nie dało się ustalić szczegółów. Zaczałem odgarniać trawę sprzed obiektu bijącego pięknym kolorem by zrobić mu zdjęcie i wtedy zobaczyłem, że obiektem tym jest grzyb, a nie wrzosy. Byłem zachwycony, grzyb ten miał długą, cienką, białą nóżkę, miał stożkowy, lekko pofałdowany kapelusz o pięknym psychodelicznym kolorze. Pomyślałem, że może to być jakiś psychocybinowy grzyb więc chciałem zrobić mu zdjęcia i wyszukać w internecie, ale wtedy obok mnie pojawił się duży kamień obok którego stała jakaś kobieta, a na nim siedziała kolejna. Okazało się, że blisko tego miejsca znajduje się szpital psychiatryczny do którego trafiła obłąkana kobieta z historii wcześniej i teraz poszła sobie z opiekunką na spacer. Jej opiekunka spojrzała na mnie i przkazała mi myśl żebym schował telefon, bo tamta kobieta dostanie ataku jak go zobaczy. Zrobiłem tak jak chciała, ale byłem zły bo bardzo zależało mi na tych zdjęciach. Na dodatek zobaczyłem, że na całej łące jest więcej tych grzybów. Kobieta nie kontaktowała, ale w pewnym momencie zobaczyła grzyba i zrozumiała czym jest grzyb. Fakt, że odebrała jakąkolwiek informację z prawdziwego świata wstrząsnęła nià i zaczęła lekko panikować.
-czy to grzyb!
Po tych słowach spróbowała zniszczyć go nogą, ale do niego nie dosięgnęła. Bardzo się zdenerwowałem, wstałem i krzyknąłem 
-tak! A wiesz co to jest!
wyjmując telefon z kieszeni i podnosząc go do góry
Opiekunka zbladła
-To jest Telefon!
Sekunda ciszy
Opiekunka zaczęła przeraźliwie krzyczeć
Poczółem uderzenie adrenaliny i kortyzolu
Nagle obłąkana kobieta zrozomiała czym jest telefon i z czym jest związany. Zaczęła się wydzierać tak bardzo przeraźliwie, że zostałem sparaliżowany i mimowolnie też zacząłem krzyczeć. obudziłem się cały spocony i przerażony. To było tak realne, że włączyłem telefon by przejrzeć zdjęcia grzybów
Buddyzm i Medytacja

Uświadomienia-6
LD-1    -(PEŁNOPRAWNE)
FA-4
SNY O LD-4
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1