Dziennik snów Sennego Spacerowicza
Noc 20/21 sierpnia 2023

Miałem przerwę od zapisywania snów, jednak starałem się wykonywać ADA i TR'y. Byłem teraz na wakacjach i nie miałem przy sobie komputera lub czegokolwiek, na czym mógłbym notować. Tej nocy miałem 3 świadome sny, które odbyły się po 6h snu. 

W pierwszym LD uświadomiłem się jadąć samochodem z moim bratem. Wysiadłem z nim na przystanku autobusowym i przeszliśmy na przystanek tramwajowy. Zrobiłem serię TR'ów i starałem się być uważnym. Następnie zapytałem brata, czy mógłby podzielić się ze mną jakąś inspiracją. Przez chwilę, gdy mówił, miałem wrażenie, że to ja odpowiadam, jednak to było tylko złudzenie. Mój brat wydawał się być niezależnym bytem, który dzielił się ze mną swoją inspiracją. Niestety nie zapamiętałem o czym mówił. Po tym wszystkim sięgnąłem do swojej kieszeni i znalazłem tam mój czytnik e-booków i zacząłem czytać. Gdy siedziałem na ławce, zrobiłem się senny, więc wstałem i zacząłem skakać. Potem przebiegłem przez tory i zobaczyłem, że w moim kierunku jedzie radiowóz policyjny. W środku była pani policjantka z bujnym biustem. Wsiadłem do środka, a gość, który kierował samochodem, wysiadł.

W następnym LD uświadomiłem się w domu rodzinnym. Na ścianach było dużo zegarów i zrobiłem dziesiątki TR'ów sprawdzających - zmiana godziny na zegarku wydawała mi się wielce prawdopodobna i była niewystarczającym dowodem. Chwytałem jeszcze za nos i TR'y były pozytywne. Przechadzając się po mieszkaniu zacząłem wołać sennego przewodnika. Usłyszałem miniaturkowy głos i zobaczyłem, że mój kot się na mnie patrzy.
- Ty jesteś moim sennym przewodnikiem??
Był bardzo słodki i gdzieś mnie zaprowadził. Trafiłem na balkon, jednak niewiele pamiętam co się działo.

Miałem też jedno FA, które dosyć intensywnie przekonało mnie, że sen to rzeczywistość. Gdy wstałem z łóżka, robiłem multum TR'ów - z rękami były negatywne, z nosem na przemian pozytywne/negatywne. Zerkałem też na zegary - na ścianie było ich z trzy (gdzie w rzeczywistości jest tylko jeden). Próbowałem zapamiętać godzinę na tych zegarach i zmieniała się o kilka minut co kilka zerknięć. Pamiętam też, że w pewnym momencie wskazówki na zegarku zaczęły się cofać, a ja uznałem, że przecież tak może być. No nie byłem w stanie się przekonać, gdy w pewnym momencie powiedziałem sobie, że jest to dziwne i że to musi być sen. Ewidentnie byłem troszkę przymroczony, bo znajdowałem się w innym budynku niż spałem, ale nie przyszło mi to do głowy, by był to dostateczny dowód. Przeszedłem do kuchni i mówię do matki
- Mamo, przekonasz mnie, czy warto iść na te studia?
Odpowiedziała:
- Sukces ima się ludzi wielkich. Tacy z biegiem czasu dosięgną świetności, bo jest to im pisane. 
Chciała mi chyba przekazać, że niezależnie od decyzji, będzie ona i tak słuszna. Jednak gdy to powiedziała, uświadomiłem sobie, że nie chcę brać udziału w wyścigu szczurów. Pojawia się jednak pytanie, jak ten wyścig szczurów zdefiniować. 
Potem moja mama i siostra zaczęły się kłócić o jakąś pierdołę z przeszłości, co było ciekawym widowiskiem więc się im przyglądałem. Dalej nie pamiętam co było.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 21/22 sierpnia 2023

Dzisiejszej nocy miałem jedną z największych ilości LD. Tej nocy miałem conajmniej 5 spontanicznych uświadomień.
Obudziłem się o 6 po 4h snu, nie mogłem spać. Czułem się źle i bolały mnie nogi. Po 15 minutach wiercenia się, rozpocząłem relaksację jacobsona, która zajęła mi jakieś 30 minut. Po tym wszystkim poczułem się trochę lepiej i zasnąłem. Można powiedzieć, że zrobiłem małe WBTB. 

Jak to bywa z pamięcią snów - pamiętam liczne uświadomienia i drobne czynności, które wykonywałem, jednak nie pamiętam wszystkiego. Większość rzeczy, które pamiętam, to jedynie wrażenia i odczucia, które mi towarzyszyły. 

Pierwsze uświadomienie miało miejsce pod wielkim budynkiem z bramą garażową. Gdy brama garażowa się otworzyła, ujrzałem windę towarową, a w niej kilka osób. Opowiadały mi, że biorą udział w jakiejś misji. Wśród tych kilku osób, były dwie panie, które mnie polubiły.

Następne uświadomienie miało miejsce już na szczycie budynku - stałem na jakimś rusztowaniu i z racji tego, że jechałem z ludźmi, którzy brali udział w tajnej misji, zostałem uznany za jednego z nich i goniła mnie jakaś mafia. Stojąc na tym rusztowaniu przed sobą miałem wielką szklaną szybę, w pośpiechu chciałem przez nią przeniknąć, ale mi się nie udało, więc wziąłem zamach i ją rozbiłem - rozpadła się na drobne kawałeczki. Zeskoczyłem z 5 piętra spadając jak piórko i uciekałem, jednak nie było w tym lęku, raczej dobrze się bawiłem. Spróbowałem wejść na jakiś budynek i obserwowałem ludzi, którzy mnie gonili. Po tym wszystkim, gdy czułem się już bezpiecznie, zeskoczyłem z budynku i szedłem wzdłuż drogi. Była słoneczna pogoda, a ja zacząłem recytować na głos rzeczy, które zrobiłem. Nie pamiętam tego, co wyrecytowałem - pamiętam jedynie samą czynność - próbę uporządkowania faktów.

Następna czynność, którą wykonałem, odbyła się w opuszczonym budynku. Spotkałem tam pewną osobę i poprosiłem ją wprost, czy mogłaby mi pomóc z moim lękiem w życiu codziennym. Gdy to zrobiłem stała się ciekawa rzecz. Nagle zza ściany tego człowieka w moim kierunku zaczęły biec liczne zwierzęta - króliki, koty, psy, wilki. Przypominały trochę pluszaczki. Jeden z tych miniaturowych zwierzątek zaatakował mnie i zaczął potwornie szczekać. Wtedy przypomniałem sobie dosyć ciekawy element z mojego dzieciństwa i towarzyszyło temu fałszywe wspomnienie. W tym fałszywym wspomnieniu pies mojego sąsiada (który był potwornie agresywny i nieprzyjemny) zaatakował mnie i pogryzł. Te fałszywe wspomnienie przypomniało mi jednak inną rzecz dotyczącą właściciela tego psa.

Jedno z uświadomień miało miejsce w galerii. Podszedłem tam do jednej z pań, jednak zanim to zrobiłem zadałem sobie pytanie czy aby na pewno nie jestem zbyt zuchwały w tym wszystkim. Zaczepiałem sporo kobiet i próbowałem z nimi rozmawiać, zauważyłem, że były wyjątkowo otwarte. W galerii widziałem też wielki ekran, na którym był wykres mojego snu z wyszczególnieniem faz snu (podobny do tych zegarkowych). Wykres próbował mi przekazać, że w prawie 90% faz rem wykazywałem świadomość. 

Pamiętam kilka momentów, w których robiłem TR'y z dłońmi. Wiele razy były negatywne - po 10 obrotach dłoni i odwróceń głowy zdarzały się momenty, kiedy moje ręce przez kilka sekund (a w zasadzie jedna z dłoni) była miniaturkowa i miała 4 palce. Ilekroć obróciłem dłoń, wrażenie znikało i miałem spowrotem 5 palców. Spróbowałem powtórzyć tę czynność, aby moje dłonie ponownie wyglądały dziwnie, by mieć pewność, że śnie. Jeden moment takiego wrażenia nie był dla mnie wystarczający, by przekonać mnie, że śnie. 

Poza tymi momentami obecności we śnie, miałem też momenty zwątpienia i obawy. Bałem się, że moja granica między marzeniami sennymi, a rzeczywistością została zatarta. Były rozkminy, w których bałem się, że się nie obudzę, że chyba tracę zmysły. 

Czy jestem zadowolony? Być może w jakimś stopniu tak, bo liczne uświadomienia wskazują na to, że robię postępy. Jestem niezadowolony jednak z rozkojarzenia i pośpiechu jaki towarzyszył mi w snach. Uważam, że momenty zatrzymania, rozejrzenia się, wzbudzenia ciekawości, porównania snu do rzeczywistości, są bardzo istotne i mogą poprawić jakość świadomych snów oraz czas ich trwania. Trochę też moja pamięć snów wymaga praktyki.

Po tej nocy naszło mnie kilka refleksji. Po pierwsze, głęboko wierzę, że utrzymanie ciągłej świadomości w snach przez drugą połowę nocy (2-3 fazy rem) może być wykonalne. Poza tym - aby jak najwięcej wyciągnąć ze świadomych snów - powinno się jednak włożyć trochę wysiłku w praktykę uważności i intensywność odbierania bodźców. Można być uważnym w trakcie snu, ale jeśli nie włożymy wysiłku w odbieranie bodźców i refleksję, będzie to przypominało spacer z głową skierowaną w dół. Możemy iść przez piękny park lub miejsce, ale będziemy widzieć jedynie drogę, po której stąpamy, a cała reszta nam uleci. 

Przyznam się szczerze jednak, że po tej nocy czuję się niewyspany. Ciekawi mnie, czy wynika to z momentów świadomości w drugiej części nocy, czy może jednak jakość mojego snu była na tyle kiepska, że umożliwiła mi uświadomienie się w fazach rem.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 23/24 sierpnia 2023

Tej nocy zapamiętałem 3 długie sny. Chciałbym zapisać jeden.

Powrót do przeszłości i efekt motyla
Śniło mi się, że przy rozwiązywaniu jakiegoś równania matematycznego całkiem przypadkowo cofnąłem się w czasie do czasów, gdy byłem dzieckiem i chodziłem do podstawówki. Siedziałem na lekcji matematyki i miałem świadomość tego, że cofnąłem się w czasie. Ciało miałem dziecka, jednak umysł był dorosły. Obok mnie siedział chłopak, który jako dorosły wdarł się w towarzystwo ludzi nieodpowiednich i zszedł na złą drogę - teraz był dzieckiem. Nawiązywałem z nim dobrą relację i byłem ciekaw jak nasza relacja wpłynie na jego przyszłość. Dodatkowo przypomniałem sobie błędy, które popełniłem i chciałem znaczną ich część naprawić. Zanim mogłem podjąć te decyzje musiało minąć jeszcze wiele lat, więc wiedziałem, że mam czas. Siedząc w tej ławce przytłaczała mnie wizja wyboru i tego jak duży wpływ możemy mieć na to w jakim kierunku potoczą się cudze istnienia. Myślałem o efekcie motyla i nowym życiu, które jest przede mną. Następnie skoncentrowałem moją uwagę na zadaniach na tablicy - były tam głównie z geometrii na poziomie gimnazjalnym. Rozwiązywałem każde z nich. W pewnym momencie, gdy podszedłem do tablicy, zobaczyłem, że nie mam spodni i byłem w samych bokserkach. Potem dodatkowo spostrzegłem, że nie mam również koszulki. Czułem się niekomfortowo. Stojąc przy tablicy pewne osoby pokazały mi filmik na swoim telefonie jak gram w siatkówkę z moją rodziną. Na tym filmiku z niewiadomych powodów podszedłem do ściany i zacząłem uderzać w nią głową. 
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 24/25 sierpnia 2023

Tej nocy miałem dwa LDki i jeden sen o LD, w którym wydaje mi się zachowałem szczątki świadomości. Poza tym pamiętam fragmenty dwóch snów nieświadomych. Obudziłem się o 6 po kilku godzinach niespokojnego snu. Miałem problemy z zaśnięciem, zrobiłem relaksację jacobsona. 

Gdy zasypiałem, nagle złapalem się na tym, że idę po chodniku i zastanawiam się nad tym, ile czasu minie zanim znajdę się we śnie. Wtedy się uświadomiłem i zrobiłem TR'a, który był pozytywny. Poruszając się wzdłuż ulicy wziąłem rozpęd i zacząłem szybować w dół jezdni. Budynki po bokach były domkami szeregowymi z ogródkiem. Po chwili szybowania, upadłem. Nie szło mi to zbyt dobrze. Następnie udałem się do budynku, który stał nieopodal i był tam fryzjer. U tego fryzjera znajdowały się dwie damskie projekcje, z którymi wdarłem się w konwersację. (Z jakiegoś powodu miewam problemy z zapamiętaniem tematyki rozmów w LD). Jedna z tych projekcji mi się spodobała. Po tym wszystkim rozbiłem szybę w salonie i wybiegłem spowrotem na jezdnię, gdzie zacząłem powtarzać w pamięci czynności, które wykonałem. LD trwało kilka minut, było stosunkowo krótkie, bo dalej nie pamiętam co się działo.

Następne uświadomienie miało miejsce w sklepie spożywczym. Stojąc w dziale słodyczy zacząłem szukać jakiejś przekąski. Zajrzałem do lodówki, bo szukałem kinderowych mlecznych kanapek i znalazłem jedną, jednak gdy wziąłem ją do ręki, jej etykieta się zmieniła. Uznałem, że chcę oryginalną, jednak już jej nie znalazłem. Pamiętam też, że próbowałem znaleźć jakiś "eliksir", który zapewniłby mi lepszą świadomość. Zamiast eliksiru znalazłem notes. Uznałem, że spróbuję coś w nim napisać, w ręce miałem długopis. Gdy siadałem, by coś w nim napisać spostrzegłem po chwili, że piszę po powietrzu, a notes gdzieś mi upadł. Było to zabawne. Potem podniosłem notes i spróbowałem po raz kolejny. Wrażenie pisania było ciekawe, bo niepokrywało się w 100% z moimi ruchami dłonią, było niewyraźne i koślawe. Następnie spostrzegłem, że w tym notesie są jakieś bardzo niewyraźne zapiski i zacząłem je czytać na głos. Dołączyły do mnie jakieś senne postacie i czytały ze mną. Doczytałem tam kilka "faktów" na swój temat i zacząłem płakać (reakcja była chyba troszkę przesadna), jednak w wyniku intensywnych emocji sen zaczął się spłycać, a ja obudziłem się płacząc.

W tym śnie o LD stałem na jakiejś hali z kilkoma postaciami z bajki Avatar Legenda Aanga. Uczyliśmy się władać żywiołami, a ja posiadałem umiejętność kontrolowania wszystkich. Poprosiłem senną postać, by nauczyła mnie w jaki sposób mogę stworzyć błyskawicę. Wykonała okrężny ruch prawą dłonią, kierując ją wzdłuż przeciwstawnej ręki, następnie idąć przez brzuch pod sercem i wypuszczając przez prawy bark i prostując rękę. Wypuściła zieloną błyskawicę. Gdy to robiła widziałem jak wokół jej palców zbierają się iskierki i małe wyładowania elektryczne o zielonym kolorze. Następnie zademonstrowała mi ruch, którym wytworzyła pierścień ognia i popchnęła go przed siebie. Sam próbowałem to powtórzyć, lecz nagle ujrzałem, że w moim kierunku pędzi pociąg. Próbowałem go zatrzymać mocami żywiołów, jednak nie byłem w stanie nic zrobić. Zrobiłem unik, po czym uznałem, że moje moce są bezużyteczne w momentach presji z zewnątrz. Miałem też wrażenie, że w wyniku intensywnych emocji, moja świadomość nieco wzrosła.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 28/29 sierpnia 2023

Położyłem się o 2, próbowałem zasnąć dosyć długo. Gdy spojrzałem na zegarek to była godzina 5:50. Nie mogłem zasnąć - spróbowałem zrobić relaksację jacobsona, ale relaks nie przychodził. Po całej sesji zrelaksował mnie jednak fakt, że ją wykonałem i być może czułem delikatną różnicę. Zasnąłem koło 7. 
Generalnie dzisiejszej nocy w snach miałem przeświadczenie, że jestem świadomy, mimo tego, że nie byłem w pełni obecnym. Przeżywałem marzenia senne na wpół uważnie, przez co wartość tych snów dla mnie wzrosła. W trakcie rozgrywania się samej fabuły sumarycznie uświadomiłem się może z 3 razy, jednak momenty pełnej uważności trwały jedynie kilka minut. Całkiem interesująca była końcówka jednego snu -

Siedziałem w domu rodzinnym na fotelu i miałem wrażenie, jakby senna rzeczywistość pochłaniała mnie coraz bardziej. Pokój był dosyć długi i ciemny, kontrastował z kolorami fioletu, jakby lampek led, które świeciły się kolorowo na jednej ze ścian. Otóz miałem wrażenie, że samo utrzymanie świadomości wydaje mi się przychodzić łatwo. Ciężko mi powiedzieć, ale wydaje mi się, że przed tą sytuacją byłem uważny już kilka minut. Zacząłem się obawiać, że się nie wybudzę więc zacząłem się wybudzać. Miałem wrażenie, że gdy to robię to przechodzę przez jakieś warstwy snu, które pękają. Po tym wszystkim miałem FA, jednak nie byłem w stanie udowodnić samemu sobie, że śnię. W pewnym momencie uznałem, że miejsce, w którym jestem, musi być senną rzeczywistością i zacząłem krzyczeć, że dalej śnię. 

Generalnie tej nocy miałem kilka FA przeplatanych świadomością. Moja pamięć snu trochę uleciała, ale miałem wrażenie, jakbym błądził w labiryncie fałszywych przebudzeń i świadomych snów, a sama idea finalnego wybudzenia wydawała się być dosyć odległa.
Poza tym wszystkim zapamiętałem też 2 pełne sny (które miały bardzo fajną jakość i duży ładunek emocjonalny). Obudziłem się o 10.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 29/30 sierpnia 2023

Wczoraj zrobiłem sobie świadomy spacer, który trwał jakieś 30 minut. Już ostatnie 10 minut czułem, że mój umysł zaczyna błądzić coraz bardziej i ciężko mi utrzymać koncentrację na świecie zewnętrznym. 
Zasnąłem koło godziny 2, obudziłem się o 7 i przystąpiłem do relaksacji jacobsona, która zajęła mi 25 minut. 
Zapamiętałem krótki fragment jednego snu. Dobrze, że sobie go przypomniałem (w trakcie relaksacji), bo miałem wątpliwości czy spałem.
Ostatnio dosyć często spontanicznie budzę się w okolicach 6-7 rano. 
Po relaksacji i gdy zasypiałem w pewnym momencie spostrzegłem, że moje ciało wpadło w paraliż. 

Piszczało mi w uszach, słyszałem różne dźwięki i czułem dotyk na ciele. Wstrzymywałem się od pobudki (motywowanej strachem), gdyż uznałem, że to głupota. Kilka razy jednak gubiłem stan relaksacji i głębszy paraliż ustępował, by potem ponownie wrócić. Dokuczała mi natrętną myśl, przez którą w przeszłości często miewałem bezsenność i która zbijała paraliż. 

Za pierwszym razem pojawiłem się we śnie po prostu po próbie poruszenia ciałem i wizualizowania sobie, że przykładam ręce do ściany i jej dotykam. Gdy pojawił się obraz próbowałem jeszcze przez następne kilka minut ustabilizować sen. Chyba z 3 razy wracałem do ciała. 
Dostrzegłem, że w każdym moim LD przy pojawieniu się we śnie za pomocą spontanicznego WILD'a zmysł dotyku jako pierwszy pojawia się we śnie i jako ostatni również z niego znika. Dlatego warto o tym pamiętać - bodziec dotyku jako pierwszy zaprowadzi nas do snu i może nas w nim utrzymać. 
W odniesieniu do bodźcu dotyku - w jednej z prób powrotu do snu zwizualizowałem sobie, że siedzę w kącie pokoju oparty plecami o ściane i odepchnąłem się rękami wstając. Był to dosyć specyficzny bodziec dotykowy i prosty do wykonania oraz wygenerowania snu. Dla przykładu - zjazd na zjeżdżalni lub huśtanie na huśtawce też jest dosyć intensywny i specyficzny, ale wydaje mi się, wygenerowanie scenerii może być już bardziej problematyczne.

Po serii powrotów do ciała i stabilizacji snu dręczyła mnie dalej ta natrętna myśl, która mnie wybudzała. Ponieważ uznałem, że sen jest bardzo podatny na autosugestię to powiedziałem sobie, że ten bodziec po prostu nie będzie mi przeszkadzał. Po tym stwierdzeniu sen przestał się spłycać. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było poszukanie losowej kartki. Byłem ciekaw co będzie na niej napisane. Uznałem, że najlepszym sposobem na znalezienie kartki będzie spontaniczne macanie szafki od tyłu - szukałem tam kartki z wiarą, że się tam pojawi. Znalazłem różową karteczkę z niewyraźnym napisem:
- Piłka nożna to stara k**wa.
Raczej to nie był przypadek - nie przepadam za piłką nożną, a sen rozgrywał się w dzielnicy, która jest stolica kibolów. Gdy przeczytałem te kartkę zacząłem się potwornie śmiać. Do tego stopnia, że sen zaczął się spłycać. Czułem nawet jak mój rzeczywisty brzuch się rusza wraz ze śmiechem. Po prostu nie mogłem przestać się śmiać. Opanowałem się jednak. Następnie szperałem po mieszkaniu.

W dalszej kolejności szedłem wzdłuż ulicy na osiedlu. Generalnie pogoda była sprzyjająca, chyba zbierało się na burze. Uważnie spoglądałem na okoliczne bloki, samochody i ludzi. Starałem się robić to tak, jak robiłem to w uważnych spacerach. Nic nie przykuło mojej uwagi poza małym żółtym rowerem, który miałem w dzieciństwie i który został mi skradziony. 

Następny fragment, który pamiętam odbywał się w jakiejś fabryce. Wydaje mi się, że dotarłem tam po spacerze na osiedlu. Spotkałem tam 4-5 kobiety, które były pracownicami, oprowadziły mnie po fabryce. W tej fabryce było dużo róznych ciekawych rzeczy - dużo świątecznych ozdób, choinki, kartony, zabawki. Sama fabryka przypominała magazyn, a ja znajdowałem się tylko na zapleczu i tam rozmawiałem z tymi dziewczynami o tym, że to sen i odpytywałem je o wrażenia. Następnie zabrały mnie w jakieś miejsce, które było za kilkoma parami drzwi wahadłowych. 

W dalszej kolejności pamiętam, że znalazłem się u babci w mieszkaniu. Była tam ubikacja, która przypomniała mi wtedy dosyć ciekawy plan, który chciałem wykonać - otóż chciałem dokonać teleportacji. Hehe, nie takiej jak w Harrym Potterze (że wchodzę do kibla i spuszczam wodę tylko trochę innej). Stojąc przed ubikacją i realizując swój plan, zapaliłem światło i wszedłem do pomieszczenia. Zrobiłem tak: 
Zacząłem sobie przypominać wrażenie, które towarzyszyło mi w momencie pobytu w hotelu nad morzem w rzeczywistości. (We śnie chciałem udać się nad polskie wybrzeże) Byłem tam w ubikacji i uznałem, że to skojarzenie, może łatwo mnie przeteleportować do jakiegoś miejsca we śnie. Dlaczego? Bo jest to pomieszczenie zamknięte, a ubikacji jest wiele w róznych miejscach na świecie i na codzień z nich korzystamy. 
Stojąc w ubikacji schyliłem glowę. Powiedziałem na głos:
- Tato, czy mógłbyś mi podać ręcznik? Taaatoo. Powiedz mi jeszcze, czy będziemy mieli dzisiaj słoneczną pogodę?
Finalnie dostałem ręcznik i odpowiedź, jednak teleportacja się nie udała. Wydaje mi się, że to dlatego, bo miałem otwarte oczy. Ubikacja wyglądała w taki sam sposób, a ja wyszedłem z niej i obejrzałem się dookoła. Dom babci jak stał tak stał. Ale spróbowałem ponownie!
Tym razem wszedłem do ubikacji, jednak zanim przystąpiłem do teleportacji, obejrzałem się w lustrze. Miałem długie włosy, byłem młodszy i miałem czerwoną twarz jak burak. Zacząłem myśleć o tym, czym jest derealizacja i senna rzeczywistość. Jakoś tak mnie to zafascynowało. Dotknąłem wtedy lustra i pomyślałem o tym, że lustro często jest łącznikiem między różnymi światami i że prowadzi do równoległych rzeczywistości. Potem zasłoniłem oczy, zacząłem się kręcić szybko dookoła, jak najszybciej mogłem. Starałem się nie zamykać oczu, bo w przeszłości w moich LD, gdy kręciłem się dookoła i zamykałem oczy, to się wybudzałem. 
Teleportacja się udała!! Z tym, że gdy się obróciłem od sedesu (który wyglądał inaczej - był teraz nowiutki i ładny) i spojrzałem na łazienkę to stwierdziłem, że jestem w mieszkaniu mojego starszego brata. Wybiegłem z niej wielce zafascynowany :P. Mieszkanie wyglądało troszkę inaczej niż w rzeczywistości. Na środku salonu stało zwykłe łóżko, w kącie był stół. Dostrzegłem brata i jego dziewczynę - wcinali pizze. Była też tam jeszcze jedna dziewczyna, ale uznałem, że nie mogę marnować snu na stosunki seksualne z kobietami. Mówię do brata
- Jak się czujesz z tym, że to wszystko to sen?
Potem jego dziewczyna poprosiła mnie, bym zamówił pizzę. 
- Zamów trzy dowolne pizze giganty - 50cm. 
Ja więc tak stoję i zastanawiam się jak to zrobić  :D Z automatu sięgnąłem po telefon i zacząłem się zastanawiać czy zamawianie jej ma sens, czy nie stracę wątku snu i zacząłem się zastanawiać nad sprytniejszym sposobem na znalezienie pizzy. No i tak trzymam ten telefon, już wykręcam jakiś losowy numer i nagle mówię:
- Przecież to jest sen! A ja mogę na prawdę dużo!
Wstałem więc z łóżka na którym stałem i spoglądam pod swoje nogi pod łóżko. A tam 3 wielkie pizze  :D Dziewczyna brata otwiera kartony i sprawdza jakie to są: Jedna była z serem, szynką i serem feta, w połowie zjedzona, następna była z dużą ilości wodorostów, sałatą i rukolą (Miała tylko ciasto i mnóstwo roślin, wyglądała niesmacznie), a trzeciej nie pamiętam. Nie wyglądały smacznie i mnie nie zachęciły. Gdy opuszczałem mieszkanie brata  to drzwi wejściowe zaczęły przypominać drzwi garażowe, które się następnie otworzyły. Przy wyjściu tych drzwi garażowych siedziały rodziny z kocami, a to co było za bramą garażową mocno mnie zaskoczyło. Był to górzysty krajobraz - wielkie połacie terenu na które spoglądałem były pokryte milionami kamieni - dosłownie jak wielka kamienna plaża. Po środku tego wszystkiego gdzieniegdzie przepływały duże strumienie górskiej wody. Wszędzie bawiły się dzieci i dorośli, a ja w pewnym momencie wskoczyłem do wody i byłem ciekawy czy będzie zimna. Nie była, w sensie czułem, że moja skóra jest zimna, ale miałem wrażenie, że nie wzbudza to we mnie chłodu. Potem zacząłem się bawić magią wody i szło mi na prawdę super. Robiłem bicze wodne, które wymierzałem w bawiące się dzieciaki, próbowałem też wznieść ogromne fale, ale to mi się nie udawało. Gdy stałem na środku tej kamiennej plaży, widzę, że stoi obok mnie jakaś kobieta. Patrzę przed siebie i dostrzegłem ogromny zaśnieżony wulkan, widok był niesamowity. Tak na prawdę w trakcie całego snu czułem się fajnie, jednak teraz patrzę na ten wulkan i mówię, że to niesamowite. Wulkan zasłaniał 1/3 horyzontu. Spojrzałem wtedy na tę kobietę i mówię, że szkoda, że istnienie wydaje się być czasem tylko sprytną iluzją w taki sposób zakorzeniony w naszych umysłach, abyśmy tylko głęboko w nią wierzyli. Wtedy doświadczyłem FA.
Pojawiłem się w domu rodzinnym. Zacząłem się zastanawiać nad tym, która jest godzina i kiedy się obudzę. Podchodząc do okna zacząłęm krzyczeć uradowany:
- Miałem dzisiaj eldee, miałem dzisiaj eldee.
Potem się obudziłem.

Gdy robiłem relaksację jacobsona była 7 rano, gdy się obudziłem była 8:30.
Fajny sen. Przyznam szczerze, że wierzę, że można było z niego wyciągnąć znacznie więcej. 
Gdy zasnąłem ponownie, miałem jeszcze dwa sny nieświadome. 
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 04/05 września 2023
Ostatnio w moich snach o jednej tematyce (wojnie nuklearnej) doszło do pewnej ewolucji. Otóż bardzo często w tych snach obserwuję wybuch atomowy, słyszę falę uderzeniową i doświadczam tego, jaki rozpierdziel ona robi. Przeżywam moment uderzenia fali w mój schron i kontynuuję fabułę senną. Jest to kontent inny od tego, czego doświadczałem do tej pory. Dotychczas nigdy nie obserwowałem detonacji i nie dożywałem do momentu post apo.

W pierwszym śnie pojawił się mój znak senny. Jechałem z moim ojcem samochodem po wiejskich drogach i nagle niebo zrobiło się czarne. W chmurach zaczął formować się lej i dostrzegłem trąbe powietrzną, która zaczęła niszczyć wszystko dookoła.
- OJBIEC PATRZ! TRĄBA POWIETRZNA! NIEMOŻLIWE, W KOŃCU JĄ WIDZĘ.
Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka i gdy sięgałem po telefon walczyłem z ekscytacja. Chciałem zrobić TR, ale powtarzałem sobie,
- Jeszcze moment, jeszcze moment. Najpierw nagram żywioł! Muszę zrobić jakieś zdjęcia.
Finalnie ekscytacja wygrała i nie zrobiłem TR'a. Za bardzo wierzyłem w to, że w końcu mi się poszczęściło. 

Drugi sen był troszkę nieprzyjemny. Siedziałem w ciasnej sali z trzema jakimiś starszymi osobami. Mieliśmy jakiś nudny wykład. Czułem się wtedy dziwnie i źle. Nagle wykładowca mówi:
- Waszym zadaniem w ramach nagrody za niewyjściowe miny będzie dowiedzenie Twierdzenia numer 1 dotyczącego Szeregu Fouriera. Jest to kontent, który znowu wyszedł z mojej podświadomości. Nie myślałem o tym miesiącami, natomiast skrawkami pamięci pamiętam, że gdzieś się zderzyłem z "Szeregiem Fouriera". We śnie żywiłem przekonanie, że jest to jeden z problemów milenijnych i prawdopodobnie nikomu nie uda się tego udowodnić (z naszej grupy), a wykładowca chciał jedynie nas sprawdzić. Wyszedłem zdenerwowany z sali i na korytarzu zadzwoniłem do dziekana wydziału, by przekazać mu, że rezygnuję ze studiów uczelni. Miałem dosyć nauki ze starymi leśnymi dziadkami opłacanymi z funduszy państwa.

W następnym śnie stałem na wyspie. Wszędzie były jesienne liście i łyse drzewa. Zostałem otoczony przez jakichś ludzi, a następnie zanim zaczęliśmy się bić, dostrzegłem skunksy. Zaczęły smrodzić i uratowały mnie z opresji. Potem stałem na molo ze swoimi ziomkami. Naszym zadaniem było dopłynięcie na drugi brzeg oddalony o jakieś 200 metrów. Znajomi mowią do mnie
- No dawaj stary, dopłyniesz. Masz tu koło.
Dostałem koło ratunkowe o średnicy 3 metrów? Uznałem, że na niewiele mi się zda, bo jest za duże. Oni popłynęli na drugi brzeg, a mnie zostawili. Popaprańce.

Stałem przy oknie i obserwowałem księżyc. Generalnie niebo miało przyjemny kolor, a sam sen był dosyć nastrojowy. Księżyc zaczął się kręcić i przybliżać w dosyć płynnych i oscylacyjnych ruchach. Coś było nie tak. Nagle atmosfera zmieniła kolor z błękitu na fiolet i potem na czerń, jednak wciąż był dzień. Wnioskowałem to po świecącym słońcu. Księżyc zniknął. Miałem przeczucie, że zbliża się apokalipsa. Nagle spostrzegłem ogromny błysk, który zamienił niebo w żółty kolor, na twarzy poczułem ciepło. Natychmiast się zebrałem w oczekiwaniu na falę uderzeniową, bo miałem przeczucie, że doszło do eksplozji jądrowej. Zbiegając do schronu poczułem ogromne BAM i usłyszałem potężny huk. Budynek, w którym stałem zaczął się trząść jak domek z kart i powoli wszystko runęło w dół. Miałem dużo szczęścia - nic mnie nie przygniotło. Wyszedłem na zewnątrz myśląc o zapasach wody pitnej. Na pewnym wzniesieniu, z którego widziałem wielkie miasto, widziałem sylwetkę dwóch ludzi. Przyglądali się na to co się dzieje, powiedzieli mi, że zaraz nastąpi wybuch. BOOM,
Spostrzegłem wielki błys i poczułem ciepło na twarzy i ciele. Bałem się, że oślepnę. W odległości metra ode mnie stał pomnik, za którym się schowałem. Chciałem uniknąć bezpośredniego promieniowania, jednak byłem strasznie ciekawski. Pomimo tego, że czułem jak moje oczy bolą od blasku, a temperatura skóry rośnie, to obserwowałem wybuch jednym okiem i połową ciała. Potem zacząłem biec do piwnicy, myślałem do której ściany przylec. Tej od strony wybuchu, a może następnej? Zatkać uszy, lub nie? Zdecydowałem się zatkać uszy, doświadczyłem kolejnego potężnego wybuchu, przeżyłem, ale budynek, w którym przebywałem zaczął przypominać domek z kart.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 18/19 września 2023

Życiowe przewodnictwo
W pierwszym śnie szedłem przez małe miasto, nie pamiętam w jakim zmierzałem kierunku. Pamiętam natomiast, że wcześniej jechałem kilka razy tramwajem po swoim osiedlu. Padał śnieg, a gdy znalazłem się w centrum, stanąłem na tarasie nieznanego mi budynku i moja siotra powiedziała:
- A teraz niech wszyscy skierują uszy w stronę tarasu, bo będzie przemawiał Dream Walker!
Zacząłem do nich mówić:
- Jedno z pewnością mamy ze sobą wspólnego - każdy z nas był kiedyś głupi. Ale każdy, kto jest inteligentny również był głupi.
Usłyszałem oklaski i ludziom chyba spodobała się moja przemowa.
Gdy rano wstałem i zacząłem się nad tym zastanawiać ujrzałem w tym sporo sensu. Aby najpierw być w czymś dobrym, trzeba być w tym kiepskim. Aby stać się szczęśliwym, trzeba mieć powód do zmiany (czyli cierpieć). Najprościej rzecz ujmując - życiowe przeszkody i nieszczęścia nie są naszymi przeszkodami, tylko katalizatorami do zmiany, które spychają nas na ścieżkę pełniejszego życia. Ostatecznie będą częścią naszej podrózy przez życie. Aby posiąść wiedzę, najpierw trzeba tej wiedzy nie posiadać...

Pajęcza pułapka
Była noc, a ja znajdowałem się w parku ze starymi znajomymi z gimnazjum. Idąc przez ten park w pewnym momencie zdecydowałem o oddzieleniu się od grupy. Szedłem przez wąski chodnik z kostki brukowej, trawa była bardzo zadbana i nisko skoszona, niczym zielony dywan. W oddali świeciły białe lampy i rzucały światło na trawę. Dotarłem do jakiegoś wielkiego kamienia, za którym droga z kostki brukowej się zawijała i kończyła. Następnie udałem się do ruin, które dostrzegłem w oddali. Ruiny miały wielką dziurę w ścianie, przez którą przeszedłem, jednak było to jedyne wyjście, poza jednym dodatkowym - kilka metrów dalej było okno z wybitą dziurą w ścianie. Stałem w tych ruinach, które były delikatnie oświetlone pomarańczowym światłem. Gdy chciałem wyjść, ujrzałem, że na dziurze, przez którą dostałem się do środka, jest ogromna pajęczyna o średnicy ~2m. Na jednym z kątów pajęczynowego dzieła siedział pająk, ogromny, wielkości połowy mojej dłoni. Nie było opcji, aby przejść. Pod pajęczyną były małe dziury, w których być może bym się zmieścił, ale bałem się, że zahaczę i zniszczę pajęczą sieć, oraz, że zostanę zaatakowany przez pająka. Chciałem zobaczyć, czy istnieje wyjście z drugiej strony, jednak na oknie z dziurą w ścianie było to samo - wielka pajęcza sieć. Pająk, który tam siedział, był podobnej wielkości, jednak miał żółto-czarne paski na odwłoku i przypominał pszczołę z długimi odnóżami. Wyglądał potwornie. Szukałem jakiegoś wyjścia z tego budynku, ale byłem uwięziony i miałem wrażenie, że robi się coraz ciaśniej. Niemal wpadłem w panikę. Obserwowałem pająka przez którego sieć chciałem się wydostać, a ten zaczął się ruszać, jak gdyby czytał mi w myślach. Wiercił się wiercił, ja coraz bardziej się denerwowałem i nagle - pająk skoczył w moim kierunku, a ja się obudziłem wystraszony.
 
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 19/20 października 2023

Miałem bardzo niezwykłe sny. Zasnąłem koło 1:30 w nocy. Noc poprzednią spałem 5h. Jest 2:50.
Cholera, właśnie się obudziłem i tutaj nie chodzi o treść snu, chociaż ona też była niezwykła. Chodzi o to, co ten sen mi pokazał. To jest niesamowite, jak moje receptory serotoniny zaczęły teraz iskrzeć, ja nie wiem co napisać, żeby to wyrazić. Obudziłem się ze snu i wszystko zaczęło mnie fascynować, w delikatnym tego słowa znaczeniu. Widzę świat, jakby podzielony był na dwie warstwy, i widziałem te dwie warstwy już od zawsze, tylko teraz zaczęły mieć dla mnie sens. Jedna warstwa to rzeczywistość nie-emocjonalna i racjonalna, pozbawiona uczuć, a druga to warstwa mocno emocjonalna, niezwykła, tajemnicza, niczym przygoda. Wstałem po tym śnie i przeszedłem się po pokoju i miałem takie WOW. Spojrzałem przez okno i widzę, barwy nocy i odczucia, które prawie nigdy mi nie towarzyszą. Dosłownie poczułem się, jakby ktoś włączył mi trzecie oko. Czym byłoby życie, gdybym mógł iść tak przez nie obserwując wszystkie te doświadczenia w taki sposób? Czy inni doświadczają tego na codzień i żyją w takich pięknych barwach, a ja jestem ich pozbawiony? Czym to jest? 
Generalnie to zasnąłem z mokrymi włosami. Obudziłem się przy otwartym oknie, w uchu mi piszczy. Miałem wrażenie, że zawsze mi piszczało, tylko, że wcześniej tego nie słyszałem. Ale ile ja bym dał, aby tak żyć na codzień z tym vibem przygody, który czułem po obudzeniu. 
W śnie numer jeden byłem w obcym mi i starym mieszkaniu, który miał bardzo charakterystyczny zapach. Była głęboka noc. Pamiętam zapach siarki i brudnej gąbki. Mieszkanie było przytulne, stare, brzydkie, miało vibe starej kamienicy i mieściło się na parterze mojej szkoły podstawowej, a drzwi wejściowe do niego to były drzwi wejściowe jednej z sal w tamtejszej szkole. Drzwi były stare, drewniane i opleczone gumowym materiałem. Pamiętam, że szedłem przez przedpokój i się zlękłem, bo drzwi były otwarte i lekko uchylone. Poszedłem do kuchni zobaczyć czy ktoś mi nie ukradł laptopa pracowniczego. Nie mogłem go znaleźć, ujrzałem natomiast czajnik na palniku z ogniem. Zamknąłem drzwi. Coś było w tym mieszkaniu co mi się nie podobało, ten zapach był okropny. Roztrwaniałem jego wady i bałem się, że będę musiał w nim spędzić resztę życia. Mój laptop stał na ladzie w przedpokoju, ktoś zaczął łupać w drzwi, zorientowałem się, że drzwi nie były zamknięte na zamek. Zamek był bardzo stary i musiałem go dwa razy przekręcić, aby zamknął drzwi. Potem ujrzałem przez wizjer moją siostrę. Rozmawiała przez telefon.

W dalszej części snu jechałem moim samochodem po znanym mi osiedlu. Było tak zielono i kolorowo. Jezdnia była taka długa. Jadąc, z lewej strony był zakręt, baaardzo stromy pod górę. Widziałem jak mocniejsze samochody wjeżdżają do góry, a pozostałe składały się jak zapałki. Góra była ogromna, zawróciłem, bo nie było szans, żebym podjechał tam pod górę. 
Cholera, ja kojarzę ten widok. Mam wrażenie, że obrazy z tego snu, ten wjazd pod górę, który swoją drogą prowadził w stronę mostu, już mi się kiedyś śnił. Pamiętam, że ten sen zrobił na mnie równie duże wrażenie. Mam wrażenie, że pewne doświadczenia zostały zapętlone. Sama lokalizacja nie istnieje w rzeczywistości.
Objechałem te górę i patrząc na nią zastanawiałem się ile mam do pokonania metrów w pionie i jak się to rozłoży na łagodniejszym wzniesieniu. Potem pojawiłem się w autobusie, patrzę przez okno, jadę przez opisany wcześniej most, mocno zakręcony. Most był dziurawy i uszkodzony, z lewej i prawej strony było ogromne jezioro, w oddali widziałem klif na jeziorze, na którym były zielone drzewa. Nagle BAM. Kierowca wjechał w barierkę, ja szybko wyskoczyłem z samochodu i tylko widzę, jak autobus i kierowca spadają do wody. Kierowca walczył o utrzymanie równowagi, ale nie dał rady. Strasznie się boję, rozglądam się, widzę hindusa rozmawiającego przez telefon i mówię do niego:
- PLS PLS COULD YOU CALL THE POLICE??? THERE IS A DRIVER! THERE WAS A DRIVER IN THIS BUS.
Bardzo ciężko mi się było wysłowić, on jedynie machnął ręką i parsknął coś swoim językiem. Ja patrzę na ten most, na jego środku była wielka dziura i obok przewrócony autobus obok wielkiej kałuży. Bałem się, że wpadnę do tej dziury i wyląduję w wodzie. Patrzę do wody, a tam jedzie autobus w tej wodzie!! Dosłownie płynie przez jezioro, nie wiem czy on był tak stworzony, by płynął przez to jezioro, czy to był wypadek autobusiarza?? Schodzę z mostu i stoję na schodach, które były obok tego mostu, schody prowadziły w głąb podziemi, dziwnych podziemi. Stałem z jakąś grupką ludzi, była to grupka studentów, próbowałem się wpasować. Podchodzę do ludzi i widzę w nich ludzi, których spotkałem w życiu i którzy miło mi się kojarzyli. Podchodzę do nich i mówię im miłe słowa. Stoimy i jest przyjemnie, ale patrzę w podziemia i tam widzę, że się ktoś zesrał. Strasznie śmierdzi. Nagle z podziemi wychodzą jacyś dziwni ludzie, policjanci, mieli kajdanki i gwizdki i pałki do bicia i łapią ludzi. Ja uciekam, ale nie wiem gdzie pójść, więc wbiegam do podziemi. Zostaję złapany w kajdanki, uciekam obok gówna leżącego, ale nie daję rady. Łapie mnie jakiś dziwny gość. Przepraszam go i proszę po angielsku, by mnie puścił. Mówię mu, że to nie jego wina, żeby opowiedział mi o swoim cierpieniu. On wbija we mnie jakieś sztylety, wykręca mnie i uderza głową we mnie i krzyczy:
- Nie wiesz czym jest cierpienie, nie wiesz czym jest cierpienie. Nie widzisz mojego cierpienia, zobacz jak boli.
Lub coś w ten desen. Ja chyba czułem jego ból. Obudziłem się.
Wstałem, i tak jak we wstępie napisałem, zacząłem się zachwycać. Zachwyt do życia towarzyszył mi jeszcze przez chwilę. Te widoki w tym śnie, kolory, plot twisty, to wszystko. Czemu nie czuję się tak zawsze? W takim duchu przygody?
Zamknąłem oczy i słyszę helikopter, chyba był to hipnagog, ale prawie doznałem paraliżu sennego. Obudziłem się, zdecydowałem się opisać ten sen.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Noc 12/13 listopada 2023

Od pewnego czasu zdarzają się u mnie dosyć ciekawe momenty. Najwięcej takich momentów pamiętam głównie w okolicach faz snu między wybudzeniami i nad ranem. Jest to dosyć subtelne uczucie. Łapię się na tym, że dosyć subtelnie myślę o jakiejś idei lub koncepcji i spostrzegam, że mój umysł mocno się "rozluźnia". W takim momencie koncepcja dalej jest motywem przewodnim moich myśli, ale mam jakby wrażenie, że spoglądam na nią z mniej sztywnej ramy swojego umysłu. Tak jakby poprzednie opinie, doświadczenia miały mniejsze znaczenie i próbuję wtedy sięgnąć w innym kierunku niż dotychczas. Jest to przyjemne wrażenie, rozbudza w mojej głowie ciepło i kojarzy mi się z przestrzenią. Coś jakby ktoś powiedział mi: "słuchaj, świecisz w to miejsce wąskim światłem - spróbuj poszerzyć strumień światła". Dzisiaj w trakcie takiego epizodu zacząłem się zastanawiać, czy stosując "gorsze" wzorce w jakimś rozwiązaniu problemu, niech przykładem będzie pisanie kodu źródłowego aplikacji, czy zawsze moje rozwiązanie będzie faktycznie "gorsze". W większości przypadków ono  będzie gorszej jakości, ale w tym wyplutym zbiorze rozwiązań (skłądającym się na finalny efekt), będą pojedyncze elementy, które są lepsze, a nie ma ich w lepszym rozwiązaniu. Zacząłem się zastanawiać, czy może istnieć jakiś sposób połączenia gorszego wzorca z lepszym, tak, by dołożyć te "dobre" cegiełki z gorszego do lepszego rozwiązania. Doszedłem do wniosku, że na całość z reguły patrzymy przez pryzmat sumy jego części, a nie elementów z których się składa... Co ciekawe, ten wywód myślowy wydawał mi się całkiem uniwersalny, tak jakby nie miał podłoża w konkretnym przykładzie tylko raczej operował na sumie doświadczeń, a barwy nabrał jedynie w momencie przytoczenia przykładu.

Tej nocy miałem też jeden z mniej przyjemnych epizodów, bo nad ranem jakieś 20-30 minut się wierciłem i myślałem o drzewach binarnych (związane z projektem, który robię na studia). Miałem wrażenie, że nie rozwiązałem jakiegoś problemu i kiedy spostrzegłem, że się męczę to się wybudziłem. Zrozumiałem, że myśli o tym drzewie binarnym kojarzą mi się z zadaniem programistycznym, które robię w pracy (a jest zupełnie inne od drzew binarnych). Przypomniałem sobie, że wszystko to co chciałem zrobić na studia dzień wcześniej to zrobiłem i nie ma powodu, żebym dalej o tym myślał. Spostrzegając to, że tak jakby te dwa tematy wzajemnie na siebie wpływały (projekt na studia i praca), myśl odpuściła i poszedłem w spanko.


W pierwszym śnie przejeżdżałem z ojcem i siostrą przez granicę polsko-rosyjską. Trwała wojna, na ulicach jeździły ogromne czołgi "IS", bałem się, że rozpoznają naszą polską tablicę rejestracyjną i będziemy w niebezpieczeństwe. Jezdnie były w okropnym stanie, była zima i padał śnieg. Dotarłem na wielki plac, stali na nim żołnierze z karabinami i puchatymi czapkami. Nie zawracali sobie mną głowy. Pobiegłem kawałek wzdłuż kwadratowych filarów na placu, biegłem i biegłem. Dotarłem do okrągłego bloku, wysokiego na trzy piętra, był on mocno oszklony i miał dużo okien. Było z niego widać mnóśtwo czołgów w okolicy. Nie podobało mi się to, bo nie mieliśmy w ogóle prywatności i czołgi mogły nas obserwować. W tym bloku spotkałem swoich znajomych i zbieraliśmy zapasy na wojnę. Zbiegłem do piwnicy, ponieważ zacząłem się martwić, że nie mam wody pitnej i w tej piwnicy się dowiedziałem, że przechowywane są tam radioaktywne stopy. Spostrzegłem w ścianie kran i chciałem się z niego napić, ale tego nie zrobiłem, bo obawiałem się, że woda z niego może nie być zdatna do picia.

Sen numer dwaa.
Otóz stałem w jakimś lesie, wydaje mi się, że uciekłem z jakiejś korporacji z pracy. Ogólnie to była noc, a las wyglądał jak następuje:
Po środku ciągnęłą się wąska dróżka, długa na 200 metrów, na której końcu było widać jezdnię samochodową. Z lewej strony były wielkie skały i ściany wspinaczkowe, obok tych skał rosły palmy z kokosami, a na prawo było więcej palm i pojedyncze drzewa lisciaste. Gdzienigdzie były małe wysepki z piaskiem. Wspiąłem się na jedną ze ścian po stromej wysepce i zacząłem zdejmować ze ściany skały. Robiąc to przypadkowo spostrzegłem bardzo ciekawą rzecz. Znalazłem jaskinię, ale nie byle jaką. Miałem bardzo intensywne wrażenie, że ta jaskinia prowadzi do jakiegoś innego wymiaru, pełnego niebezpieczeństw, ale na końcu tej jaskini znajdowała się korona z zielonymi klejnotami (nie widziałem tej korony, ale miałem takie wrażenie, że tak jest). Wejście do tej jaskini było wyjątkowe, patrzyłem na nie z odleglośći pół metra. Wejście te miało jakieś półtorej metra szerokości i metr wysokośći, było poprzedzielane bardzo ostrymi stożkami, które były porozmieszczane na dole i u góry w taki sposób, by pozostawiły miejsce dla osoby chcącej wejść do jaskini, jednak miałem wrażenie, że nie można było się nie skaleczyć. 
Patrzyłem w głąb tej jaskini, widziałem półki skalne i przepaście na kilka metrów. Iść na przód można było jedynie po tych właśnie półkach skalnych, a dotknięcie wszystkiego co było pod nimi równało się ze śmiercią. Nie miałem latarki w ręce, ale strumień światła świecił właśnie w tamtym kierunku. Ktoś mnie dotknął w ramie. Był to czarnoskóry mężczyzna. Zapytał się mnie, czy to dobry pomysł, aby tam wszedł. Odradziłem mu tego.
Następnie pamiętam, że zamieniłem się w spidermana i zacząłem lewitować. Leciałem nad miastem i nagle rozpoczął się pościg za mną. Zostałem złapany i gdy policjanci mnie trzymali i chcieli mi zapiąć kajdanki zacząłem się zastanawiać, czy nie próbować ucieczki wystrzelając pajęczyny z ręki. Dotarło do mnie, że to zły pomysł, gdyż mogą być ofiary i w trakcie pościgu lepiej nie stawiać oporu. 
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kys - Dziennik snów Kys 56 22,202 04-09-2026, 21:13
Ostatni post: Kys
  dziennik snów doysoyk Doysoyk 35 7,339 20-01-2026, 21:30
Ostatni post: Doysoyk
  Dziennik snów Kilera Jestem Kiler 476 103,010 27-07-2025, 21:33
Ostatni post: Jestem Kiler
  Dziennik snów Zupyztrupa Zupaztrupa 16 2,569 14-08-2024, 10:03
Ostatni post: Zupaztrupa
  Dziennik Snów Neo Neo 2 779 13-07-2024, 21:05
Ostatni post: Neo

Skocz do:

UA-88656808-1