Ostatnie (najciekawsze) sny:
W tym śnie jakoś na początku była dziewczyna, która miała takie włochate spodnie. I ona sobie te spodnie wyczesywała grzebieniem, spodnie były czarne i te włosy były czarne. Na grzebieniu zostawało dużo włosów, ale spodnie wciąż nie były "łyse". To była jakoś sobota rano, mieliśmy z mężem iść na spacer i byliśmy tak jakby w naszym mieszkaniu, ale trochę innym. Tu gdzie sypialnia była kuchnia, była tam ciemna kanapa ze skóry z narzuconym na nią żółtym kocem, ten koc spadał (podobnie jak u moich rodziców w domu spada koc w salonie). I z tej kuchni przenieśliśmy się z lubym do salonu na narożnik rozłożony i jeszcze chcieliśmy pospać (chyba), choć ja już zrobiłam sobie kawę, bo w tym salonie przy sofie była kuchenka indukcyjna a na niej czajnik (dziwiłam się po co nam czajnik na kuchenkę, skoro mamy już czajnik elektryczny). I na całą tą płytę indukcyjną była założona taka jakby obręcz, która mogła być podniesiona tak, by zakrywała całą płytę i trzymała ciepło. I nagle do mieszkania wparowała Paulina (koleżanka) i pytała czy idziemy z nią i z psami na spacer. Ja spojrzałam na telefon i była godzina 8:30, powiedziałam, że nie idziemy bo jest jeszcze bardzo wcześnie i jesteśmy w proszku jak widać. I Paulina sobie poszła. My wstaliśmy i nagle poszliśmy sami na ten spacer, tylko nie z Kentuckym (naszym dalmatyńczykiem) a z Arisską (naszą nieżyjącą już kundelką). Chcieliśmy wziąć ją na łąkę na spacer ale baliśmy się, że przyjedzie Straż Miejska i da nam mandat za puszczanie psa luzem. Wyobrażałam sobie jak strażnik mówi: "Jak każecie psu zostać i siedzieć przy ławce to ciekawe czy będzie siedział jak Wy będziecie biegać po polanie". A ja wiedziałam, że mój pies by siedział, bo jest wychowany. I gdzieś w tle widziałam moją siostrę, która miała dziecko i trzymała je w nosidełku. Zastanawiałam się, czy jeśli "pożyczę" od siostry nosidełko i dziecko to strażnik zlituje się nade mną, widząc, że mam niemowlę. Modliłam się tylko w duchu, że jakbym nosiła to dziecko na spacery w tym nosidełku to żeby Adrian (mąż) nie zobaczył tego, żeby nie zechciał mieć swojego dziecka ze mną. XD Była bardzo ładna pogoda i chcieliśmy wziąć psa (nie wiadomo już czy to był Kentucky czy Arisska, to był taki jakby "dwa w jednym" pies) do miejsca, które już pojawiało się w moich snach, nad takie mini jeziorko, ale bardzo piękne, z czystą wodą, coś w stylu wody w skałach na wyspie Gramvousa w Grecji gdzie byłam lata temu. Więc pogoda była super, ale trochę wiało. Byłam w krótkim rękawie i Adrian też, choć niósł ze sobą dwie zimowe kurtki w ciemnych kolorach. Szliśmy sobie. I nagle weszliśmy do takiego terenu krytego, coś jakby pod wiadukt, do jakiejś zamkniętej przestrzeni z przeszklonymi drzwiami po obu stronach. Adrian wszedł tam pierwszy, ja z psem nie wiedziałam jak tam się dostać i weszłam dopiero innym wejściem. Podeszłam do Adriana i tam była też moja mama, która chciała nam wyjaśnić jeszcze jakieś kwestie remontu i malowania klatki w naszej kamienicy. I ja nagle patrzę przez te przeszklone drzwi jedne, a tu leje jak z cebra. Nagle pogoda totalnie do bani i pomyślałam sobie: "Czy naprawdę każdego dnia musi padać?", byłam zdziwiona że z takiej pięknej pogody nagle zrobiła się taka paskudna. Uznałam, że pewnie zrobiło się bardzo zimno, nawet czułam na ramionach chłód, i wzięłam od Adriana jedną kurtkę, założyłam na siebie, była bardzo ciepła, miękka i gruba. Skapłam się, że na głowie mam też czapkę. Czapka ta była tak niewygodna i tak bardzo ściskała mi jedno ucho, że ciągle ją zdejmowałam. I nowa czapka ciągle pojawiała się na mojej głowie! Więc znowu zdejmowałam. I tak co chwila. Już miałam dosyć tych czapek. Wyszliśmy na dwór jednym z wejść i nagle byliśmy nad jeziorem. Był mega wiatr i burza a nad taflą jeziora rosły sansewierie i bardzo się kiwały od wiatru, myślałam, że się połamią. Była taka burza, że ledwie było w pewnym momencie widać te rośliny. Chcieliśmy kontynuować spacer, ale pogoda była koszmarna. Woda w jeziorze była taka szara, mętna i brudna. I nagle pojawiły się na moich plecach skrzydła i mogłam je sobie dopasować i wybrać czy chcę mieć skrzydła błoniaste czy normalne, anielskie. Wybrałam anielskie, bo uznałam, że są przyjemniejsze w dotyku i mniej creepy. Te skrzydła były tak dziwnie połączone z moimi rękami, że w locie aby lecieć to miałabym machać rękami (a nie skrzydłami na plecach). Mama mówiła, żebym teraz nigdzie nie leciała na tych skrzydłach, bo jest burza, ale ja nie posłuchałam i wzbiłam się do lotu i po prostu zaczęłam latać nad tym jeziorem, potem wróciłam i usiadłam przy barierce, tam była taka restauracja w której pracowałam, ale właśnie na taras wyszły dwie pracownice i poinformowały mnie, że zostałam zwolniona. I nagle znów szybowałam w powietrzu i śpiewałam piosenkę "ABCDEFU". I leciałam i leciałam i wylądowałam przy takiego typowego amerykańskiego pubu jak z filmów, taka przydrożna knajpka to była. Weszłam tam i facet mi powiedział, że ma właśnie jeszcze odgrzewany kawałek pizzy ale za chwilę zamykają, klienci już nic nie chcą i że to się zmarnuje. Wyjął ten kawałek z takiego pieca kamiennego. Wzięłam od niego i zaczęłam jeść. Usiadłam obok takiego innego faceta, który zaczął mnie zagadywać i wskazywać palcem na innego chłopa (który wyglądał jak wokalista The Rolling Stones) i pytać czy go znam, bo coś jest z nim nie tak, bo chodzi normalnie a udawał, że ma złamaną nogę. A ja powiedziałam, że on wcale nie udaje, bo on faktycznie miał złamaną nogę jakiś czas temu. I ten facet obok mnie zaczął mnie pytać skąd ja to wiem, i że to nieprawda, że pewnie go okłamuję. A ja mu wtedy przywaliłam w twarz z pięści, po czym wstałam i odeszłam od niego, bo już miałam dosyć jego pierdolenia. I nagle zawołała mnie siostra i mama i powiedziały, żebym się nie denerwowała i znajdziemy sobie inne, lepsze miejsce do konsumpcji. I poszłyśmy do takiej jakby wnęki, gdzie były hamburgery. Na stole leżały zrobione, gotowe hamburgery a obok na stole same bułki i inne składniki do samodzielnego zrobienia hamburgera i wstawienia do piekarnika w celu podgrzania. To była taka samoobsługa z opcją wzięcia sobie gotowego hamburgera. I na ekranie piekarnika wyświetlała się reklama z instrukcją. Było pokazane jak robić hamburgera i że jeśli w piecu ser się roztopi i wyleci poza bułkę to żeby wyjąć hamburgera i wymienić ser na nowy, nie roztopiony. Fvck logic. Wzięłam sobie jednego z gotowych hamburgerów i zaczęłam jeść, pamiętam, że był dobry, był przepyszny. Za chwilę przyszła mama z siostrą i zaczęły sobie przygrzewać w piekarniku swoje hamburgery, które już zrobiły i ja też chciałam zrobić sobie jeszcze jednego, ale bałam się, że będzie zbyt ciepły bym mogła go szybko zjeść, kiedy go wyjmę z tego piekarnika.
*
Sen o Fabianie. Ja miałam na imię Tea, tak naprawdę to Lorellai, ale tam mówili na mnie Tea. Była taka restauracja-bar o nazwie Fvcking Food i druga, taki bar, o nazwie Fvcking Drink. Jadłam hamburgera z Fvcking Food (piętrowa restauracja z tarasem) i nagle spostrzegłam, że ludziom siedzącym na dole ludzie siedzący na tarasie rzucają puszki z napojami i oblewają ich nimi. Postanowiłam zrobić porządek jako smoczyca. Stałam się smokiem i wzbiłam się do lotu, zionęłam ogniem po tarasie i zabrałam z piętra tych ludzi, którzy nie dokazywali i sprowadziłam ich na dół, zrobiłam to w taki sposób, że stałam na dole, położyłam ogon na tarasie i zrobiłam z siebie schody, ludzie schodzili po mnie ogonem, przez tułów i skrzydła i łapy aż na sam dół. Potem już jako człowiek szłam i szukałam mężczyzny odpowiedniego do uciech cielesnych, miało to dziać się w lesie na jakiejś górce, ale był to jakiś starszy dziadek, więc uciekłam. Wcześniej w telefonie miałam zdjęcia męża, ale wyszedł na nich jak dziadek. Siedzieliśmy w mieszkaniu naszym w kuchni i chciałam na tym telefonie pokazać ludziom z restauracji fotki, żeby udowodnić, że to nie ja rzucałam w ludzi jajkami. Bo krzywe lusterko było i uchwyciło figurkę jakąś (to byłam ja?) jako klepsydrę kleksa z jajka(?) ale to nie było jajko, tylko jakaś imitacja. Chciałam mieć koniecznie te uciechy wiadomego rodzaju i szukałam faceta o imieniu Fabian (w sumie to młodego chłopaka), który pracował w tej restauracji na zmianę z pewną babką. Ona tam pracowała na pierwszą zmianę i on ją przyszedł zastąpić. Szukałam, dzwoniłam do Fvcking Food, odebrał ktoś, ale był to kobiecy głos (głos mojej koleżanki Kasi). Udałam się do restauracji i Fabian siedział przy komputerze przy biurku i nabijał zamówienia. Pytał, czy wzięłam laptopa, a ja, że nie ale mogę po niego skoczyć. Obmyślałam w głowie plan teleportacji do domu i teleportacji z powrotem do restauracji z laptopem. I zapytałam: "A co, będziemy się uczyć?" I przytulałam go, miziałam (był bez koszulki) i próbowałam uwodzić. On nagle jednak wstał i oznajmił, że czeka nas robota. I mieliśmy przycinać takie plastikowe półki na książki i on przyciął a ja mówię że zrobię po mojemu i przypalałam je palcami (moc ognia) tak równo i ładnie. Tylko jak brałam w ręce te odłamki to parzyły mnie a nie powinny bo w końcu przecież byłam w tym śnie Alfą Ognia, odporną na poparzenia i ogień (motyw ze świata mojej książki fantasy, którą napisałam). Wcześniej Fabian przy kompie miał połączenie wideo na telefonie z kimś i jakiś problem był, chodziło chyba o te półki. Ja w tle machałam do kamerki i mówiłam że pomogę bo "jestem Alfą Mroku…. Yyyy Ognia!" On jednak mnie miał w dupie i ignorował. Poszedł se potem ode mnie od tych półek a ja zostałam z tą laską, z którą on pracował. Mówiłam jej że on jest wyjątkowy bo nie mam zwyczaju zapamiętywać imion ani miejsc pracy moich sympatii że snów a jego zapamiętałam i przywołałam na nowo we śnie. I nie było go a ja z tą laską krążyłam po okolicy. Były takie dni świstaka bo robiłyśmy to samo cały czas, tzn. chodziłyśmy do sklepu (cukiernia) jeść pączki z kremem i salami (WTF). Były dobre i słodkie i nie było czuć tego salami, tylko taki dobry krem śmietankowy. Dwa razy byłyśmy u baby w sklepie. Drugi raz kazała mi płacić a ja ręka do kieszeni i czuję że nie mam kasy, tylko jakieś drobniaki. Więc mówię że jej dam coś lepszego i z takich specjalnych gruczołów na dłoni wytworzyłam diament różowy taki, wyskoczył mi z wnętrza dłoni i rósł. Dałam jej i mówię że to diament i dzięki niemu będzie bogata. Nagle ten diament coraz większy aż stał się dużym na około 10 cm. I ona nie wiedziała co to, więc powtórzyłam jej, że to diament i żeby udała się do banku i wymieniła go na hajs i stanie się bogata. Płakała ze wzruszenia i szczęścia i chciała wytrzeć oczy a miała w kącikach ropę z oczu i wepchnęła ją sobie głębiej do oka, bo wkładała do oczu paluchy, ja patrzyłam i chciałam aż jej to wyjąć z tych oczu. Ale odrzuciłam ten pomysł, bo niby jak to miałam zrobić, i wyszłam ze sklepu. Wyszłyśmy więc razem z tą laską i poszłyśmy do zejścia podziemnego tak jakby na peron. Tam jacyś Arabowie i Hindusi pracowali przy komputerach. W końcu zostawiłam tam tą dziewczynę i powiedziałam, że muszę iść i odnaleźć Fabiana, bo zwariuję. Poszłam pod restaurację, drzwi miał uchylone i siedział tam. Zawahałam się. Myślałam co mu powiem jak tam wejdę - że odchodzę bo widzę że on mnie nie chce? To miało być pożegnanie i próba sprawdzenia, czy mu zależy, chciałam Fabiana odnaleźć i iść do niego żeby go skonfrontować dlaczego mnie ignoruje i nie chce bo wiedziałam że to sen i że się w końcu obudzę i się nie dowiem. Bałam się też wejść, bo sądziłam, że może się przebiera i go zawstydzę. Potem miałam wejść i kiedy byłam zdecydowana to zamknęły się drzwi i Fabian poszedł spać, bo było już późno. Zegar był na zewnątrz nad tymi drzwiami i chciałam przyspieszyć czas do rana i zaczęłam kręcić wskazówkami za pomocą woli, licząc na to że już wyspany otworzy drzwi ale nie otworzył. A w końcu zegarek zatrzymał się na godzinie 4 rano. I poczułam jak się budzę. I zdążyłam tylko wejść szybko do pokoju i powiedzieć, że idę i znikam skoro on mnie nie chce ale on siedział bez słowa i nie reagował bo sen zdążył już się rozmyć.
Zasnęłam ponownie i potoczyła się dalsza część tego snu! Ale sen był mniej wyraźny. Weszłam do systemu jako Lorellai a nie Monika (konto koleżanki z pracy) jak poprzednio i ten Fabian był już bardziej chętny. Był zjarany ziołem i w końcu przeszedł do konkretów. Był dziki i nieokiełzany. A może to były tylko moje myśli? Byłam tam też jako wilk ale akurat wtedy miałam postać człowieka. Wzięłam z półki miskę dla psa z porcelany w kształcie cycków w różowym bikini, taka biała holograficzna mieniąca się na róż i niebieski. Myłam ją w zlewie przy tym biurku Fabiana i wzięłam sobie jeszcze do niej kubek taki w orientalny wzór też holograficzny (taki sam, to był komplet do miski). I ta laska ze sklepu, o imieniu chyba Ivy zrugała mnie, że nie mogę być psem i pić z psiej miski, bo to uwłaczające. A ja jej mówiłam, że każdy ma teraz psa. Ona na to, że nie mogę jeść z podłogi ani pić. A ja jej na to: "To jak mam jeść jako wilk? Ze stołu?" Było to dla mnie nie do pomyślenia. I nagle zadzwonił budzik...
*
Sen świadomy-nieświadomy. Nieświadomy, ale ze świadomością, że mogę wszystko. Whatever. Na samym początku snu był Artur z RDR2, który coś paplał na temat Mary. Że ona by chciała z nim być, ale on nie chce, bo nic już do niej nie czuje i ona robiła go w bambuko. Szłam z nim schodami, był taki męski, napakowany i handsome, że miałam ochotę rzucić się na niego w wiadomym celu. Byliśmy u mojej babki w mieszkaniu i oglądaliśmy foty z jakiegoś campingu, tam były takie mini domki letniskowe nad jeziorem, wybieraliśmy się na urlop. Wszyscy chcieli, by dziadek jechał sam (w tym śnie żył), a ja nie chciałam by jechał sam i uznałam, że pojedziemy na dwa samochody, ja z Arturem (który przybrał postać mojego męża) i dziadkiem a reszta drugim autem. Weszłam do kuchni, gdzie Aśka (kuzynka) coś gotowała, nie byłam pewna jak zareaguje na mnie, była w piżamie (na jawie nie mamy kontaktu). Ale odwróciła się i jakby nigdy nic dałyśmy sobie buziaki w policzki. Pytałam też nie jeden raz taty czy nie będzie najlepiej wynająć mini busa, żeby każdy się zmieścił, ale on kręcił nosem na ten pomysł i jakieś tam swoje argumenty podawał przeciwko. Pytałam czy to bardzo daleko, mówili, że tak. Patrzyłam na zdjęcia jakie ktoś zrobił na fb tego campingu, chyba stałam na balkonie u babki. Nagle już byliśmy na tych wakacjach i okazało się, że jesteśmy na molo z GTA SA, byłam tam z siostrą i mężem i powiedziałam do ludzi na molo: "Witojcie", a następnie zaśmiałam się z tego i skomentowałam, że przecież tak mówią górale w my jesteśmy nad morzem. Miałam luźnego, rozwalonego warkocza i czarne wsuwki w nim, a chciałam się kąpać. Siostra już wskoczyła do wody i pływała. Ja zaczęłam wysuwać te wsuwki z włosów i kłaść je na kupkę na moim czerwonym szlafroku. Wskoczyłam do wody, dałam nura, to była taka popisówa przed jakimś kolesiem, wypłynęłam i wpadłam na pomysł, że aby trochę podszkolić się w świadomym śnieniu to będę przywoływać przedmioty. Nagle na tym molo był domek, miałam chodzić do niego, skręcać na prawo do salonu gdzie była półka z książkami. I wizualizowałam sobie, że jak wejdę do domku to na półce będzie książka taka i taka. I faktycznie one się pojawiały. Przywołałam też kamasutry (podobne do tych które mam w domu) i wtem wpadłam na jeszcze lepszy pomysł - przywoływanie moich partnerów z Dvaross (z mojej książki fantasy) i uciechy cielesne z nimi. Był nawet plan przywołania samego głównego bohatera! Przywołałam jednego z nich - Milesa, ale był brzydki i pulchny i nie chciałam z nim niczego intymnego. Wołałam go, wizualizowałam sobie jak wychodzi zza rogu. Przyjechał na motorze, zaparkował pod wejściem, przyszedł do mnie. Było tych partnerów ogólnie kilku, albo to był ten sam cały czas..? Z każdym było wiadomo-co na kanapie, nie będę wnikać w szczegóły. XD W innym pokoju przy biurku notowała coś jakaś laska, wołała mnie do siebie kiedy ja akurat znów miałam dosiąść Milesa na kanapie. Powiedziałam, że nie podejdę, bo jestem zajęta, ale ona męczyła aż w końcu do niej poszłam. Miała jakieś ciasto i kawę na biurku. Okazało się, że chciała jakąś pierdołę, więc odeszłam od niej i poszłam zabawiać się dalej z moim lubym. Ale wtem nagle okazało się, że uciechy cielesne miałam mieć z moim dalmatyńczykiem! Dla mnie było to zupełnie, najzwyczajniej normalne w tym śnie. Pytałam czy mu się podoba, ale kręcił głową, że nie, więc w końcu odpuściłam, uznałam, że walę to i od tej pory uciechy cielesne tylko z Nihilem! (inna postać z mojej książki) Wyrzuciłam za drzwi dalmatyńczyka i zawołałam jednego ze smoków (mniejszych jak Saphira z Eragona, choć z początku myślałam nad większym w stylu Drogona, ale uznałam, że nie zmieściłby się w szczelinę, w której schował się dalmat), jednak smok nie zjawił się aby zabić psa. Potem się okazało że ta laska (to widziałam jak na filmie) wzięła motor Milesa ukradła i chciała odjechać ale ja miałam w rękach dwa jabłka, jedno rzuciłam jej pod koła i ona poślizgnęła się i spadła z motoru. Miała być dla niej kara, znów był ze mną Arthur i staliśmy potem pod jakimś budynkiem i mieliśmy karabinami rozstrzelać tą babe za występek, ale nagle ona zza pleców też wyjęła swój karabin i zaczęła strzelać. Chowali się ludzie za murkami, by ich strzały nie dosięgały, ja spojrzałam na murek i też planowałam się za nim schować, ale zanim zdążyłam to ta typiara zamieniła się w mysz i zaczęła spieprzać przez jakiś pomost gdzie pociągi jeździły. Komentowała w myślach, że jej teraz nie złapią, bo ona ucieka i jest malutką myszką.
Notatki:
W ostatnim śnie mamy motyw specyficznej moralności we śnie.
Dlaczego sny bywają straszne, szokujące lub obrzydliwe? Bo sny działają w trybie „bez hamulców”, mózg w snach nie przestrzega społecznych norm ani etyki – wszystkie emocje i scenariusze są generowane w trybie eksperymentalnym. To dlatego w snach mogą pojawić się sytuacje, które na jawie byłyby nieakceptowalne lub absurdalne (jak obcowanie ze zwierzęciem w moim przypadku).
To, że sen wywołuje w nas wyrzuty sumienia czy wstręt, to mózg pokazujący emocjonalną reakcję na sytuacje, które w realnym świecie byłyby niemożliwe lub tabu.
Istnieje też kwestia braku kontroli nad ciałem i reakcjami. We śnie ciało reaguje na poziomie sensorycznym, ale świadomość i moralność nie mają pełnej kontroli, to dlatego odczucia cielesne mogą być intensywne i wywoływać poczucie dyskomfortu nawet po przebudzeniu.
Jak sobie radzić z takimi snami:
• Nie obwiniać siebie – to sen, moralność w realnym świecie nie była łamana.
• Obserwować emocje – próbować w myślach oddzielić „świat snu” od rzeczywistości.
• Zapisywać sny – opisanie ich pomaga odciążyć psychikę i przetworzyć szokujące treści.
•
Świadome śnienie – kiedy mamy lucidity, możemy zmieniać nieprzyjemne scenariusze, np. odwracać sytuację w bezpieczny lub neutralny sposób. Tu w ostatnim śnie gdzieś tej świadomości zabrakło.
⸻
Takie sny to po prostu „eksperymenty emocjonalne” mózgu. Nie oznaczają pragnień ani złych intencji – często pokazują, że mózg próbuje przetworzyć trudne lub skomplikowane emocje.