Noc 25/26 czerwca 2016r.
Znajdowałem się w jakiejś galerii handlowej. Była tam szklana winda, która do czegoś służyła. Wiem, że dwa razy na niej byłem, raz z kolegami, którzy strasznie skakali i winda ledwo nas uniosła. Powtarzałem im, że jeśli chcą wylądować wyżej, to muszą się ogarnąć, bo winda nas nie utrzyma. Gdy wyszedłem ze sklepu, znalazłem się przed szkołą. Spojrzałem na kolegę i zrozumiałem, że śnię. Sen był bardzo płytki, tarłem ręce o siebie, próbując wyczuć cokolwiek zmysłem dotyku. Później, gdy obraz zniknął, zacząłem wyobrażać sobie, że obracam się wokół własnej osi (mój sen był na skraju myśli, wyczuwałem granicę). Gdy obraz zniknął, rzuciłem się na ziemię i przytulałem do podłogi mówiąc "wyczuję Ciebie, śnie". Udało mi się przedłużyć sen i wskoczyłem do szkoły. Robiłem parę ciekawych rzeczy, pod koniec ujrzałem za szklaną tablicą swoje zdjęcie z 1 klasy na zielonej szkole, w tle byli inni znajomi. Wyciągnąłem je i chciałem spróbować cofnąć się w czasie (przez głowę przekładała mi się myśl, fajnie by było jakbym się cofnął i nie mógł wrócić, jak w filmach). Jeśli ktoś oglądał Efekt Motyla, bądź Life is Strange, to wie o co chodzi (z samym kontekstem przenoszenia się w czasie). Niestety, zdążyłem jedynie przyjrzeć się zdjęciu (istnieje takie zdjęcie w rzeczywistości, jednak nie było to jedno zdjęcie, tylko dwa na siebie nałożone), następnie się wybudziłem.
Byłem przed pewnym budynkiem, okazało się później, że była to moja nowa szkoła. Obok stał mój kolega, który obrał sobie na cel inną szkołę. Wszedł ze mną, ujrzałem całą salę pełną, około 30 uczniów. Na szczęście, przednia ławka była wolna z dwoma miejscami. Pomyślałem sobie, że perfekcyjnie, bo mam wadę wzroku. Usiadłem i zobaczyłem, że mój kolega wybiega z klasy, powiedziałem "niee" (zachrypniętym głosem) i wybiegłem za nim. Porozmawiałem z nim i powiedziałem "CZEKAJ, PRZECIEŻ NIEDAWNO ZACZĘŁY SIĘ WAKACJE"...
Dosięgło mnie ciekawe FA, wiedziałem, że to co było przed chwilą było snem, wiedziałem, że mam całe wakacje przed sobą, ale przeniosłem się do tej szkoły, aby przekazać nowinę koledze. Później zrozumiałem, że śnię i przez chwilę próbowałem coś zrobić (Myślałem sobie, że jedno LD mi wystarczy) i sen przerodził się w sen o LD. Następnie znalazłem się na drodze obok pewnej ulicy przed starą szkołą, słyszałem, jak jakiś obcokrajowiec przeprowadza wywiad z dwoma dziewczynami, wiązałem buta i mimo, że byli oddaleni o 200 metrów, słyszałem ich rozmowę. Gdy skończyli, zapytałem o dziewczynę w okularach, jednak to nie była ta, której szukałem.
Sen ma miejsce w Elblągu (nie wiem czemu akurat tam, ale turysta mi powiedział, że to Elbląg). W każdym razie (czy tam się znajduje ten port) był tam. Chodzi tutaj o próby nuklearne. Ludzie byli tam uzbrojeni w granaty atomowe (wiem, jakie konsekwencje niesie za sobą promieniowanie, ale to sen), oraz paczki. Pamiętam 3 kalibry: zwykły, mały granat, następny wielkości piłki, w butli, a ostatni w nieco większej postaci, również w butli. Kolega rzucił jeden granat, aby pokazać jego moc, wybuchł ciekawie, pozostawił po sobie chmurę. Idąc dalej portem, ujrzeliśmy ludzi, którzy wyrzucali granaty do WODY. Powiedziałem im, że to co robią jest złe, a oni pokazali mi moc kolejnego kalibru. Czerwona butla odleciała do góry, zacząłem uciekać ze znajomymi, szukaliśmy wgłębienia w ziemi, schroniliśmy się i nastąpił wybuch. Nic wielkiego, nawet drzewa nie spłonęły, ale było groźnie. Zapytałem o moc, odpowiedział 300 kT (to niemożliwe), dostałem kartkę z czerwonym napisem 300 kT. Później zaczęły się konsekwencje prób. Zewsząd leciały helikoptry, zacząłem uciekać i skakać jak konik polny, z dala ujrzałem, jak ładunki, które były w wodzie zaczęły wybuchać. Usłyszałem syrenę alarmową, masa ludzi uciekała.
Gdy byłem dalej, przeszedłem przez most na drugą stronę brzegu. Powiedziałem tacie, żebyśmy uciekali, a zjemy po drodze xD (mieliśmy coś zjeść w knajpie). W wodzie pod mostem ujrzałem koleżankę, wskoczyłem do niej do wody i chciałem pomóc wyjść, ale ona zamieniła się w KAMIENNY SŁUP, który wpadł do wody (było to bardzo dziwne). Nagle ujrzałem jakby chmurę atomową za budynkami oraz usłyszałem huk. Ludzie krzyczeli "NIE CHOWAJCIE SIĘ, GDY UJRZYCIE CO SIĘ DZIEJE, TO ZDĄŻYCIE ZAREAGOWAĆ". Ja wskoczyłem do wody i nie wiedziałem, czy to coś da, ale tam siedziałem. Minęło sporo czasu i nagle BUM, CIEMNOŚĆ WSZĘDZIE. Ocknąłem się po pewnym czasie i ledwo wyszedłem z wody. Wszyscy ludzie byli brudni, w spleśniałe kolory (myślałem sobie, ja wyglądam gorzej, choroba popromienna?). Było to coś nieprzyjemnego. Nie mogłem otworzyć lewego oka, ust (nie mówiąc o mówieniu), oddychałem ciężko, miałem "zalepioną" głowę. Patrzyłem jedynie na innych ludzi i myślałem "przynajmniej żyję". Nagle ujrzałem dwóch nauczycieli ze szkoły, panią od fizyki i pana od chemii. Poczułem w pewnym momencie jak z prawej skroni ucieka ze mnie krew.. Pani od fizyki mówiła "o jak fajnie, że Tymek odchodzi" (Nie było to mówione w chamski sposób, miałem wrażenie, że chce mnie pocieszyć). Złapał mnie ktoś za rękę i pomógł się położyć, ten ostatni raz. Coraz gorzej słyszałem te same słowa, będzie dobrze. Powoli zrobiło mi się ciemno przed oczami, zdążyłem jedynie poczuć, jak się kładę. Słowa ucichły, była jedynie ciemność. Nagle poczułem coś co ciężko opisać xd, po prostu "ból ciała fizycznego z fabuły snu" zniknał, a ja poczułem lekki spokój. Było cicho, ciemno i całkiem przyjemnie. Mówiłem sobie w głowie słowa wierzącego, pilnując swojej świadomości. Kiedy tak leżałem, nagle obudził mnie puls lewej skroni xdd. Pomyślałem wtedy tylko "Aha", no i wstałem. Pewnie gdybym chciał, to wróciłbym do snu jakąś fiksacją oczu.