17-11-2014, 11:19
Dzisiejszej nocy miałem kilka snów lecz opiszę jeden wyjątkowy najlepiej zapamiętany przed samym wybudzeniem . Nie jest to LD lecz sen inny niż normalny z tego względu że w miarę kontroluje przebieg wydarzeń lecz nie jest to nawet sen o Ld gdyż dziwne sytuacje nie wzbudzają moich podejrzeń. Ok Do rzeczy
1 Dalekie loty (Zwykły nieświadomy sen z możliwością kontrolowania przebiegu pewnych wydarzeń)
Stałem sobie z kolegami na brzegu jakiegoś zbiornika wodnego. Nagle zauważyłem że do wody wjeżdżają dwa samochody. Okazało się że to był pościg policyjny a uciekinier postanowił wjechać do wody. Obserwowaliśmy całe to zdarzenie, do akcji wkroczył jakiś cywil , który chciał pomóc ująć zbiega. W tle było słychać wszędzie syreny policyjne , wiedziałem już że w mieście są jakieś ataki terrorystyczne czy coś. Wszędzie było pełno policji. Zauważyłem że w oddali jakiś złodziej skradzionym tramwajem uciekał i wpadł w poślizg na torach i driftem jechał bokiem po szynach wjeżdżając w inny tramwaj lecz chyba nikomu nic się nie stało. Widziałem jak policjanci wyciągają kierowce tira i kują go w kajdanki. Został zatrzymany za utrudnianie pościgu policyjnego. Jeden z kolegów powiedział że złapali tylu przestępców że nie mieszczą się w suce ( dużym radiowozie z paką jak Bus ) i że drzwi od paki musieli linkami dociągać bo nie mieszczą się tam i wszyscy i strasznie na drzwi napierają. Opowiadałem jednemu z towarzyszy jak wyglądała akcja zatrzymania Kierowcy Tira a dokładnie z białego mana , uczestnicząc sam w tej akcji. Tym razem w roli policjanta , który miał przebić koła w ciągniku aby zatrzymać Ciężarówkę. tak też zrobiłem lecz ten wjechał na sąsiedni pas wjeżdżając w cysternę z gazem , ta wywróciła się na bok zapaliła i wybuchła. Mówię do towarzysza ,, zostaliśmy odcięci przez wybuch od miasta , musielibyśmy przelecieć nad tą strefą '' Kolega na to że nie damy rade bo mamy tylko auto , odpowiedziałem mu ,, dalibyśmy radę tylko musimy wierzyć w to że się uda'' . Nie wiadomo skąd z auta zrobił się samolot
gdy już miałem możliwość lotu nie wracałem do miasta lecz udałem się w podróż w nieznane. Już sam bez kolegi sen płynnie przeszedł do innego snu a może do innego scenariuszu jak kto woli . Leciałem nad jakimiś miastami , wewnętrzny głos podpowiedział mi że jestem nad miastami polski , lecz te miasta były od siebie w bardzo małych odległościach. Wleciałem do Krakowa , gdyby głos wewnętrzny nie podpowiedział że to Kraków nie widziałem tam nic charakterystycznego, następnie od razu za granicą miasta znalazłem się w Częstochowie , Głos podpowiada mi że ten obiekt to Jasna Góra lecz też nie przypominało wyglądem Jasnej Góry bardziej jakiś obelisk wysoki koloru grafitowego. Topografia tego terenu przypominała bardziej teren jakiejś gry. Postanowiłem że jak wszystko jest tak blisko siebie to polecę do stanów. Daleko nie musiałem lecieć, ponieważ to było zaraz za Częstochową lecz o dużo większej powierzchni. Czasami lecąc nad tymi krainami nie mogłem zwiększyć wysokości z tego względu że ubzdurałem sobie że jestem co najmniej na 2tysiacach metrów ,a to moja granica na jaką mogę się wznieść a tylko te miejscowości są tak wysoko położone dlatego lecę tuż nad głowami ludzi tam zamieszkujących. Pierwsze Otocznie w jakim się znalazłem wyglądem przypominało Wenecję , wszędzie dużo wody , sklepy na wodzie , lotnisko dla wodolotów. Leciałem dalej jakby między blokami, przypominało trochę znajome pobliskie blokowiska , były tam piękne place zabaw , widziałem namalowany kolorowy obrazek przedstawiający jakąś historyjkę na ścianę pływalni. Jakieś Kobietki siedziały na murku i po angielsku pytały się mnie co moja Kobieta tutaj będzie robić jak tu nie ma nic do roboty. Powiedziałem że będzie szukać jakiegoś zajęcia. Leciałem dalej. Wyleciałem nad jakieś pole widziałem, słupy telegraficzne i to był ten moment kiedy zszedłem do niższych dolin poznałem to po tym że jak opuszczałem to miasto gdzie latałem nad głowami ludzi za granicami momentalnie zauważyłem pod sobą że nie mam praktycznie żadnego podłoża, jestem tak bardzo wysoko że aż mnie w dołku z wrażenia ścisnęło , prawię się obudziłem, tak bardzo odczuwałem tą wysokość że zamknąłem oczy aby się nie bać. Znalazłem się w mniej przyjaznej okolicy. jakaś wioska zaniedbana strasznie, Rozwalone domy, ludzie sami starsi. Kości leżały na ziemi Nie było to bardzo straszne ponieważ na szczęście w tym śnie było słonecznie lecz nocą mogłoby to nabrać innego klimatu. Zauważyłem że na jakimś słupie jest coś w rodzaju jakiegoś gniazda do palenia czegoś , nie wiem czy ludzi czy nie postanowiłem tam zajrzeć. Śmierdziało tam sadzą. Jakiś mężczyzna powiedział że zasłużył aby tam się znaleźć ale powiedział to jakby z jakimś zadowoleniem i zaszczytem. Nie rozmawiałem z nim. W oddali widziałem ścianę jakiegoś bloku mieszkalnego , na każdym z balkonów mieszkańcy mieli powieszone na barierce swoje pierzyny i poduszki, Chciałem tam się udać aby obmyć ręce z tej sadzy lecz miałem na myśli po prostu wytarcie rąk w te pierzyny. Nie wzbiłem się w powietrze bo nie miałem już na czym , chciałem się rozbujać na gałęzi i wystrzelić się tam lecz zabrakło wiary w sukces. W jednym drzewie widziałem wielką dziuple , było to już uschnięte drzewo jak prawie wszystko w tej okolicy. Mieszkańcy zrobili sobie taki gadżet do odstraszania innych lub dla żartu ,że wsadzili sobie coś pod koszule w rodzaju kufla do piwa i mieli coś podpalone w tym kuflu że wyglądało tak jakby im się z brzucha coś kopciło. Następnie znalazłem się w pod jakimś domem gdzie stał mój dziadek, który już nie żyje z moim tatą i rozmawiali o czymś już nie pamiętam o czym. Nie wdałem się w rozmowę wszedłem po tym budynku jak Parkurowiec, od jednego gzymsu do drugiego aż w końcu na dach. Był to bliźniaczy dom, mojej cioci , w którym ja kiedyś zamieszkam, lecz nie był to ten sam dom ponieważ ten we śnie nie miał dobudowanej kotłowni do bocznej ściany i w tym śnie miałem tego świadomość że w realu ciocia ma jeszcze kotłownię. Miałem na celu udać się jeszcze do tego blokowiska z pierzynami lecz się obudziłem.
1 Dalekie loty (Zwykły nieświadomy sen z możliwością kontrolowania przebiegu pewnych wydarzeń)
Stałem sobie z kolegami na brzegu jakiegoś zbiornika wodnego. Nagle zauważyłem że do wody wjeżdżają dwa samochody. Okazało się że to był pościg policyjny a uciekinier postanowił wjechać do wody. Obserwowaliśmy całe to zdarzenie, do akcji wkroczył jakiś cywil , który chciał pomóc ująć zbiega. W tle było słychać wszędzie syreny policyjne , wiedziałem już że w mieście są jakieś ataki terrorystyczne czy coś. Wszędzie było pełno policji. Zauważyłem że w oddali jakiś złodziej skradzionym tramwajem uciekał i wpadł w poślizg na torach i driftem jechał bokiem po szynach wjeżdżając w inny tramwaj lecz chyba nikomu nic się nie stało. Widziałem jak policjanci wyciągają kierowce tira i kują go w kajdanki. Został zatrzymany za utrudnianie pościgu policyjnego. Jeden z kolegów powiedział że złapali tylu przestępców że nie mieszczą się w suce ( dużym radiowozie z paką jak Bus ) i że drzwi od paki musieli linkami dociągać bo nie mieszczą się tam i wszyscy i strasznie na drzwi napierają. Opowiadałem jednemu z towarzyszy jak wyglądała akcja zatrzymania Kierowcy Tira a dokładnie z białego mana , uczestnicząc sam w tej akcji. Tym razem w roli policjanta , który miał przebić koła w ciągniku aby zatrzymać Ciężarówkę. tak też zrobiłem lecz ten wjechał na sąsiedni pas wjeżdżając w cysternę z gazem , ta wywróciła się na bok zapaliła i wybuchła. Mówię do towarzysza ,, zostaliśmy odcięci przez wybuch od miasta , musielibyśmy przelecieć nad tą strefą '' Kolega na to że nie damy rade bo mamy tylko auto , odpowiedziałem mu ,, dalibyśmy radę tylko musimy wierzyć w to że się uda'' . Nie wiadomo skąd z auta zrobił się samolot
gdy już miałem możliwość lotu nie wracałem do miasta lecz udałem się w podróż w nieznane. Już sam bez kolegi sen płynnie przeszedł do innego snu a może do innego scenariuszu jak kto woli . Leciałem nad jakimiś miastami , wewnętrzny głos podpowiedział mi że jestem nad miastami polski , lecz te miasta były od siebie w bardzo małych odległościach. Wleciałem do Krakowa , gdyby głos wewnętrzny nie podpowiedział że to Kraków nie widziałem tam nic charakterystycznego, następnie od razu za granicą miasta znalazłem się w Częstochowie , Głos podpowiada mi że ten obiekt to Jasna Góra lecz też nie przypominało wyglądem Jasnej Góry bardziej jakiś obelisk wysoki koloru grafitowego. Topografia tego terenu przypominała bardziej teren jakiejś gry. Postanowiłem że jak wszystko jest tak blisko siebie to polecę do stanów. Daleko nie musiałem lecieć, ponieważ to było zaraz za Częstochową lecz o dużo większej powierzchni. Czasami lecąc nad tymi krainami nie mogłem zwiększyć wysokości z tego względu że ubzdurałem sobie że jestem co najmniej na 2tysiacach metrów ,a to moja granica na jaką mogę się wznieść a tylko te miejscowości są tak wysoko położone dlatego lecę tuż nad głowami ludzi tam zamieszkujących. Pierwsze Otocznie w jakim się znalazłem wyglądem przypominało Wenecję , wszędzie dużo wody , sklepy na wodzie , lotnisko dla wodolotów. Leciałem dalej jakby między blokami, przypominało trochę znajome pobliskie blokowiska , były tam piękne place zabaw , widziałem namalowany kolorowy obrazek przedstawiający jakąś historyjkę na ścianę pływalni. Jakieś Kobietki siedziały na murku i po angielsku pytały się mnie co moja Kobieta tutaj będzie robić jak tu nie ma nic do roboty. Powiedziałem że będzie szukać jakiegoś zajęcia. Leciałem dalej. Wyleciałem nad jakieś pole widziałem, słupy telegraficzne i to był ten moment kiedy zszedłem do niższych dolin poznałem to po tym że jak opuszczałem to miasto gdzie latałem nad głowami ludzi za granicami momentalnie zauważyłem pod sobą że nie mam praktycznie żadnego podłoża, jestem tak bardzo wysoko że aż mnie w dołku z wrażenia ścisnęło , prawię się obudziłem, tak bardzo odczuwałem tą wysokość że zamknąłem oczy aby się nie bać. Znalazłem się w mniej przyjaznej okolicy. jakaś wioska zaniedbana strasznie, Rozwalone domy, ludzie sami starsi. Kości leżały na ziemi Nie było to bardzo straszne ponieważ na szczęście w tym śnie było słonecznie lecz nocą mogłoby to nabrać innego klimatu. Zauważyłem że na jakimś słupie jest coś w rodzaju jakiegoś gniazda do palenia czegoś , nie wiem czy ludzi czy nie postanowiłem tam zajrzeć. Śmierdziało tam sadzą. Jakiś mężczyzna powiedział że zasłużył aby tam się znaleźć ale powiedział to jakby z jakimś zadowoleniem i zaszczytem. Nie rozmawiałem z nim. W oddali widziałem ścianę jakiegoś bloku mieszkalnego , na każdym z balkonów mieszkańcy mieli powieszone na barierce swoje pierzyny i poduszki, Chciałem tam się udać aby obmyć ręce z tej sadzy lecz miałem na myśli po prostu wytarcie rąk w te pierzyny. Nie wzbiłem się w powietrze bo nie miałem już na czym , chciałem się rozbujać na gałęzi i wystrzelić się tam lecz zabrakło wiary w sukces. W jednym drzewie widziałem wielką dziuple , było to już uschnięte drzewo jak prawie wszystko w tej okolicy. Mieszkańcy zrobili sobie taki gadżet do odstraszania innych lub dla żartu ,że wsadzili sobie coś pod koszule w rodzaju kufla do piwa i mieli coś podpalone w tym kuflu że wyglądało tak jakby im się z brzucha coś kopciło. Następnie znalazłem się w pod jakimś domem gdzie stał mój dziadek, który już nie żyje z moim tatą i rozmawiali o czymś już nie pamiętam o czym. Nie wdałem się w rozmowę wszedłem po tym budynku jak Parkurowiec, od jednego gzymsu do drugiego aż w końcu na dach. Był to bliźniaczy dom, mojej cioci , w którym ja kiedyś zamieszkam, lecz nie był to ten sam dom ponieważ ten we śnie nie miał dobudowanej kotłowni do bocznej ściany i w tym śnie miałem tego świadomość że w realu ciocia ma jeszcze kotłownię. Miałem na celu udać się jeszcze do tego blokowiska z pierzynami lecz się obudziłem.






Nagle pochwycił mnie za rękę i zeskoczyliśmy z budynku na inny jak parkurowcy , w momencie przeskoków z budunku na budynek.

Wnioskując po szybkości z jakimi przychodziły wibracje, obstawiam, że to FA. Fałszywe hipnagogi udające otoczenie mają też jedną cechę, która jest charakterystyczna - nie ma w nich elementu ciszy ani przerwy, stąd typowo jakaś muzyka leci w tle.
