Jest dobrze. 2 sny, jeden LD, dodatkowo od momentu gdy ostałem uświadomiony na temat śliny podczas WILDa, nie mam z nią najmniejszych problemów
1. Ten sen trochę słabo pamiętam. Wiem, że była jakaś dziewczyna która bardzo mi się podobała(chociaż nie widziałem jej w śnie). Wiem że każdego dnia w śnie, zanosiłem jej kapcie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Tak naprawdę to z kapciami w ręku przechodziłem między budynkami, w strasznie ciasnych uliczkach i wracałem na miejsce z którego wyruszyłem. Wydawało mi się, że jest to miasteczko które znam, jednak wyglądało całkiem inaczej. W pewnym momencie, poszedłem do mojego kumpla po coś. Nagle na moich plecach pojawił się plecak, a w ręku, chyba 3 pary kapci i 3 pary skarpet(pamiętam, 2 czarne i jedna biała). Nie było nikogo u niego w domu, trochę pochodziłem po jakimś pomieszczeniu, w pewnym momencie z rąk zaczęły mi wypadać kapcie i skarpety, gdy jedne podniosłem, natychmiast drugie wypadały. Usłyszałem, że otwierają się jakieś drzwi. Pomyślałem, że to rodzice kumpla wrócili. Spanikowałem, ponieważ bałem się, że uznają mnie za złodzieja. Niedługo się obudziłem.
2. Cały sen toczył się w ,moim pokoju. Początku nie pamiętam, jednak wiem, że po głowie krążyły mi myśli o apokalipsie, jakiś kosmitach, wybuchu bomby itp. Nie robiłem nic ciekawego. W pewnym momencie spojrzałem przez okno, ujrzałem Jakąś rakietę i jakby olbrzymi statek kosmiczny, unoszące się wysoko w powietrzu. Usiadłem na łóżko. Między czasie, nad moim domem przeleciały jakieś samoloty, coś daleko wybuchło itp. W pewnym momencie poczułem olbrzymi wstrząs, pomyślałem, że to wybuchła rakieta. Spojrzałem przez okno. Rzeczywiście. Rakieta była przełamana na pól i powoli rozchodziła się z niej kula ognia. Odskoczyłem od okna. Upadłem na kolana, i zacząłem na klęczkach iść do drzwi, bo chciałem pożegnać się z mamą(wiedziałem, że nikt tego nie przeżyje). Byłem załamany. Przed obraz znacznie się pogorszy,były czarne plamy które przysłaniały mi widok. Pomyślałem, że może jednak powinienem wierzyć w Boga, a przed śmiercią iść do spowiedzi.
LD.
Uświadomiłem się w swoim pokoju. Tradycyjnie nie bawiłem się w otwieranie okna, tylko przeniknąłem. W momencie gdy przenikałem, przez ścianę, zrobiła się zima. Miałem problem, żeby prosto polecieć, jednak chyba pierwszy raz w mojej karierze, nie zatrzymywały mnie gałęzie drzew przez które bez problemu przelatywałem, tak samo jak przez ścianę. Z problemami, próbując utrzymać odpowiedni tor lotu leciałem nad ośnieżoną łąką. W pewnym momencie pomyślałem, że może stworzę sobie pistolet(cholera wie po co). Sięgnąłem dłonią do lewego boku, i poczułem że znajduje się tam broń. Złapałem i zacząłem oglądać co to za broń. Wyglądał na "odchudzoną" wersję desert eagl'a. Strzeliłem kilka razy w lód na pobliskim stawie. Broń nie miała żadnego odrzutu, była praktycznie bezdźwięczna. A w lodzie robiła niewielkie otwory. Po chwili zacząłem spadać na ziemię i obudziłem się.