(07-09-2019, 17:35 )incestus napisał(a): Możesz to sobie przetłumaczyć, że umiera ego . YOU die AS A BEING. TY umierasz, życie zostaje. Nie ma przekonania o byciu żywym.
Tak... Umiera przekonanie o istnieniu Isabeli, czy kogoś innego niezależnego od Życia - tajemniczej siły wspomnianej kilka postów temu, która spaja wszystko do kupy, sprawia, że np. cząsteczki tworzące kamień trzymają się razem.
Czasami chciałabym być Życiem i móc decydować o wszystkim.
Tydzień temu podczas spaceru medytacyjnego dotarło do mnie, że całkowity brak świadomości ciała nie jest sam w sobie dostatecznym dowodem na to, że nie żyję. Tak samo świadomość ciała astralnego nie musi oznaczać, że jestem żywa.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00
kiedyś był taki portal "bezlitosna prawda" czy jak to tam, gdzie udowadniali ludziom że nie ma "ja" ;p
owszem jest cierpienie ale nikt nie cierpi ono po prostu jest, podobny pogląd miał budda(nie wiem jak bodhidharma)
który twierdził że nie ma nikogo więc jesteśmy iluzją, nie ma żadnej świadomości albo jest tylko sen, wszyscy śpimy
i nie da się z tego snu obudzić, czyli inaczej mówiąc wyzwolić z cierpienia.
tak ale kiedyś zamiast bramy była bezlitosna prawda
co do "ja" wszystko jest bardzo ciekawe
bodhidharma nauczał o pustce czymś w rodzaju LD, że wszystko jest LD czyli świadomym snem a my tutaj jesteśmy po to by się dobrze bawić, podobny pogląd miał ojciec pio choć niekoniecznie taki sam
pogodzenie się z bólem to ostateczna ostateczność
Cytat:i nie da się z tego snu obudzić, czyli inaczej mówiąc wyzwolić z cierpienia.
A trzecia i czwarta szlachetna prawda to o czym są ? Buddyzm na każdym kroku naucza o przyczynach cierpienia i jak dążyć do wyzwolenia z niego. Oczywiście nie chodzi o żadne opuszczanie snu. I też nie trzeba tego robić. To nie sen jest przyczyną cierpienia, tylko wiara w iluzję 'ja'.
Bezlitosną prawdę pamiętam No ale cóż... nawet po samej redakcji tego forum można stwierdzić, że samo zrozumienie iluzji 'ja' (przynajmniej to o którym tam nauczali) nie czyni z nas bodhisattwów To można porównać co najwyżej do tego o czym piszą w pierwszym akapicie tego tekstu http://www.buddyzm.pl/pl/dla-nauczycieli...oswiecenie
fallen spoko ale to o czym gadasz śmierdzi mi przymusowym bólem.
bo właśnie o to chodzi by z "samsary" się obudzić.i nie ma to nic wspólnego że świadomym dążeniem do bólu.
z 2 stromy faktycznie z bogiem nie wygramy, coraz bardziej myślę że wyzwolenie jest tylko dla nielicznych.
jeśli nie ma "ja" to jest tylko cierpienie. http://bramaoswiecenia.pl/
To pachnie nilizmem, który z buddyzmem ma mało wspólnego. I to nie pierwszy post, w którym wypaczasz buddyzm.
Buddyzm nie uznaje rzeczywistości absolutej, która miałaby być przeciwna snu. Wyzwolenie, do którego prowadzi medytacja, to po prostu puszczenie snu luźno. Zniewolenie znika, kiedy znika "ja", które miałoby być zniewolone. Umysł puszczony swobodnie jest doświadczany jako najwyższy wyraz wolności i szczęścia. Wszystkie pozytywne jakości przelewają się lekko i spontanicznie.
Chodzi o wyzwolenie o jakim mowa w 3. akapicie tekstu, który zalinkowałem. To wyzwolenie nie jest żadnym intelektualnym wglądem, tylko stanem który się uczy osiągać (usuwając przeszkody, które go zasłaniają, bo jest zwany stanem naturalnym) i integruje się z życiem codziennym. Nie jest to tylko dla nielicznych. To nie jest jakiś święty gral i niewiadomo jak odmienny stan świadomości. Choć bez regularnej medytacji może być ciężko, szczególnie jeśli chce się wznieść ponad krótkie przebłyski wyzwolenia.
Ok.ważne żeby się wyzwolić z cierpienia a nie tylko wmawiać sobie i oszukiwać się że tak się stało.
brak "ja"?na BP I BO widzę że nie chcą się pogodzić z cierpieniem i tym że nie ma "ja" bądź są życiowymi nieudacznikami i tworzą portale dla głupków