dreaming.log
#91
Czemu dziennik Isabeli? To ja tutaj mam taką cholerną obsesję na punkcie Atiego, że co jakiś czas mi się śni :D
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#92
Kiedy w kobiecym dzienniku widzę najpierw opis faceta okraszonego epitetem cholernie przystojny, a potem spotkanie z motywem padania przed nim na kolana, to ostatnie o czym pomyślę, to chęć składania przysięgi wierności :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#93
Ten Ati to jakiś technik pewnie...

“Dreams are shores where the ocean of spirit meets the land of matter. Dreams are beaches where the yet-to-be, the once-were, the will-never-be may walk awhile with the still are.” ― David Mitchell, number9dream
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#94
@incestus  - Jak tu nie padać na kolana, skoro on technicznie był bogiem... czy może cząstką boga dokładniej :P Na jedno wychodzi.

@Neurocosmic - dzięki za poprawę nastroju :D
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#95
Ja i siostra byłyśmy jakby młodsze niż w rzeczywistości, ale jednocześnie już dorosłe. Mieszkałyśmy, albo byłyśmy na długich wakacjach w domu rodziców. Był tam z nami chłopiec w wieku wczesnej podstawówki. Posiadałam wiedzę, że on jest naszym dużo młodszym bratem albo dalekim ciotecznym kuzynem. Mieszkał on w naszym "nowym" pokoju w domu rodziców. Pokój wyglądał mniej więcej tak jak w rzeczywistości, ale moje stare łóżko było typowo piętrowe, z drugim łóżkiem a nie biurkiem na dole, tak, że łącznie były trzy możliwe miejsca do spania. Dolne łóżko zajmował ten chłopiec, ja miałam spać na górze a siostra u siebie przy przeciwległej ścianie. Z jakiegoś powodu ja siedziałam na górze razem z tym chłopcem. Mieliśmy tam zapas przemyconych słodyczy. Żartowałam z tego, że w tej rodzinie role się trochę odwrócą, bo to zwykle ojcowie demoralizują dzieci, kiedy matki nie patrzą (??).
Planowaliśmy coś w rodzaju wspólnego świadomego śnienia. Żeby to osiągnąć, zasypiając, musieliśmy telepatycznie zalogować się do jakiegoś serwera. Jako że ja miałam tam jakoś dostęp na żywca, musiałam wejść najpierw, wygenerować dane do logowania dla pozostałych i je stamtąd wypreparować. Pomyślałam, że nie mogą być one zbyt skomplikowane, żeby chłopiec był w stanie je zapamiętać. Kiedy w końcu wróciłam, zapisałam dane na drewnianej barierce łóżka w zasięgu wzroku dzieciaka. Potem planowaliśmy w jakiś sposób się synchronizować, żeby nadać sygnał do przebudzenia w odpowiednim momencie.
Nastąpił jakiś przeskok i znalazłam się na łóżku na dole. Słyszałam, że matka wchodzi do pokoju. Położyłam się i szybko nakryłam kołdrą. Starałam się udawać, że nie knujemy tu niczego podejrzanego. Matka zaczęła węszyć i stwierdziła, że chyba przez to całe kombinowanie zapomnieliśmy o wieczornej kąpieli, bo czuje od nas swąd.

=================================================================

Obserwowałam sceny z gry/filmu, czasami z góry albo z boku, czasem przełączałam się na perspetywę pierwszej osoby. Było to coś w stylu "Tomb Raider", główna bohaterka stanowiła swego rodzaju połączenie Lary i Elen Ripley z "Obcego". Akcja działa się na małej wysepce, w drewnianej chacie, która przy przejściu na wyższy poziom przeskakiwała między wymiarami. Nawet jak na którymś etapie była zrównywana z ziemią, przy przejściach się odnawiała, czasami wyraźnie się różniąc.
W pewnym momencie dom płonął. Główna bohaterka stała na tle chmury dymu. Była dość skąpo ubrana, było widać w tym momencie, że nogi ma ucięte powyżej kolan i używa protez.
Nastąpił przeskok. Z perspektywy pierwszej osoby przeszukiwałam znów istniejący dom. Teraz okazał się w większości murowany i dużo większy, niż wydawałał się z zewnątrz.
# Bardzo podobny do tych ruin psychiatryka w Otwocku na zdjęciach w sieci.
Pomieszczenia tworzyły labirynt zmieniający się niemal w oczach. Towarzyszyło temu uczucie, że to nie jest rzeczywistość. Mimo wielokrotnego powtarzania się tego motywu w LD nie spowodowało to prawdziwego uświadomienia.

=================================================================

Byłam w wielkim kompleksie budynków, wnętrza przypominały coś pomiędzy salą zabaw dla dzieci a fabryką z animowanego filmu. Byłam tam ja, MM (kolega z obecnej pracy), czułam też, że gdzieś dalej przebywają nasi przełożeni. Ja i MM pracowaliśmy nad stworzeniem samoświadomej sztucznej inteligencji, którą z jakiegoś powodu zaczęliśmy nazywać imieniem Marian. Któryś etap wymagał odwzorowania ludzkich myśli. W tym celu próbowałam bezskutecznie połączyć głowę jakiegoś człowieka, wyglądającego jak karykatura szalonego naukowca z kreskówki, z maszyną w stylu retro za pomocą cienkich miedzianych drucików. Druciki irytująco ześlizgiwały się z plastikowej obudowy tego urządzenia.
Potem z jakiegoś powodu musieliśmy się ewakuować z jednej części budynku do innej. Szliśmy wewnątrz długiej plastikowej rury, o wystarczająco dużej średnicy, żeby dorosły człowiek mógł iść wyprostowany. Nieśliśmy nasz złom, tyle, ile mogliśmy utrzymać. MM zaczął mnie dopytywać, czy na pewno potrzebne mi jest to albo owo i co ewentualnie mogłabym wyrzucić. Najbardziej czepiał się czegoś, co przypominało plecionkę z aluminiowych drutów z krótkim kawałkiem kabla na jednym końcu. Powiedziałam, że to jest mi absolutnie niezbędne, bo to urządzenie przechowuje klucze SSH moje i Mariana i nie mogę sobie pozwolić na utratę tego. Jednocześnie czułam irytajcję, bo naprawdę nie było mi wygodnie z całą stertą podobnych "potrzebnych" rzeczy, które prawie wypadały mi z rąk.

=================================================================

# Pamiętam tylko końcowe fragmenty, te, które wzbudziły silne emocje.
# Ogólnie ja i V. błąkaliśmy się w niekończącym się ciągu chaotycznie zagraconych pomieszczeń.
W którymś momencie V. wspomniał coś o mrocznych sekretach, związanych z udziałem w czarnomagicznych/satanistycznych rytuałach. Sprawiał wrażenie, że powiedział przy tym za dużo i żałuje. Oczywiście zaczęłam z ciekawości coraz bardziej naciskać. W końcu bardzo niechętnie V. ustąpił i zdjął koszulkę. Okazało się, że pod skórą na klatce piersiowej ma przewleczone łańcuchy i wkręcone śruby.
# Hellraiser tak bardzo...
Ja podeszłam do małego okrągłego lusterka na ścianie i zaczęłam rozciągać skóę na twarzy. Znalazłam w końcu dwa otwory, poniżej ust. Włożyłam w nie grube metalowe haki, zaraz potem je wyjęłam. Powiedziałam, że ja potrafię ukrywać takie dziury w skórze, zwłaszcza, że miałam na twarzy kilka innych małych blizn. V. odpowiedział, że i tak je znalazł, kiedy spałam a on robił [coś] z moją twarzą, żeby te blizny naprawić.
Nagle ogarnęła mnie złość. Zaczęłam krzyczeć na niego, że on nie miał prawa w jakikolwiek sposób ingerować w moje ciało, kiedy ja byłam nieprzytomna i nie mogłam wyrazić na to zgody. On zaczął się tłumaczyć, kilka razy w jego wypowiedzi pojawiło się coś o tym, że ja jestem osobą biedną, że wzbudzam w nim litość. Rozzłościło mnie to jeszcze bardziej. Płacząc ze złości położyłam się na podłodze, pośród pokrywających ją łańcuchów, kabli i stert złomu. Leżałam na boku, obserwując cały czas krążącego wokół mnie V.
# Obudziłam się z szybko bijącym sercem, długo potem nie mogłam zasnąć.


# Leżałam w (chyba) paraliżu. Nie sprawdzałam, żeby nie przerwać tego stanu. Czułam swoje ciało, leżałam na prawym boku, przyciskając prawą rękę. Zaczęłam czuć, jakby ta ręka znajdowała się w innym miejscu, jakby zwisała pionowo w dół, przenikając przez łóżko. Nauczona doświadczeniem zaczęłam ostrożnie "poruszać" tą nieistniejącą ręką - zwyczajnie dlatego, że to fajne uczucie. Myślałam o tym, czy wyjdzie mi WILD w stylu OOBE, ale nie miałam zbytniej nadziei.
Jakoś przerzuciło mnie w sen. Znalazłam się pod wieczornym niebem na polu kukrurydzy, wśród bardzo ciemnych roślin. Za sobą miałam wieżę z jasnej cegły. Otoczenie wyglądało na wygenerowane komputerowo, coś jak scenografia współczesnych gier. Czułam dyskomfort, jakby ciężar przyginający mnie do ziemi. Obawiałam się, że sen nie jest zbyt stabilny i zaraz mnie wywali.
Przerzuciło mnie w kolejną lokację. Był to zmodyfikowany dom rodziców. Szłam korytarzem w półmroku, przeszłam do kwadratowego pokoju na końcu. Przeszło mi przez głowę, że zaraz pewnie zrobię coś nielogicznego, bo świadomość mam słabą i sen i tak wymknie mi się spod kontroli. Poczułam potrzebę ukrycia się, jakby moja obecność tu była czymś złym i sprowadzała na mnie nieokreślone zagrożenie. Skoczyłam w górę, w jakiś sposób przełączając grawitację działającą na mnie.
# Coś podobnego do zmiany perspektywy w "Archiwum Burzowego Światła".
Pełzałam po ścianach tuż poniżej sufitu. Słyszałam na dole ludzi poruszających się po domu, rozpoznawałam na pewno moją matkę.
# Coraz bardziej traciłam kontrolę, sen przeszedł w serię innych, nieświadomych i niezapamiętanych.
...potencjalnie każdy z nas może nabrać głębokiego przekonania, że coś ma sens tylko dlatego, że mamy akurat wyższy poziom dopaminy...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1