dreaming.log
V. miał znajomą, osobę nieistniejącą w rzeczywistości. Owa dziewczyna była bardzo zdecydowaną indywidualistką, nieprzejmującą się zdaniem innych, bez wahania robiącą wszystko na co miała ochotę. Przy okazji tak wyszło, że ona od kilku miesięcy pracowała w Żmijowisku. Stwierdziłam, że mam okazję wyciągnąć od niej trochę ciekawych informacji. W praktyce w rozmowie wyszło, że obecnie ona niewiele wiedziała. Skarżyła się też, że w pracy wymagają od niej określonego stopnia znajomości angielskiego. Zdziwiłam się i powiedziałam, że w moim dziale firmy nikt nie każe mi codziennie pisać kartkówek. Ona odpowiedziała, że nawet nie to dokładnie miała na myśli.
Ta dziewczyna zamierzała brać ze swoim partnerem rodzaj fikcyjnego ślubu. Miała to być nieformalna uroczystość bez żadnych skutków prawnych, rodzaj manifestacji trwałości ich związku wobec ich grona znajomych. Ja i V. byliśmy na tej imprezie, widziałam też parę osób z klubu Nerdów. Wyglądało to tak, że bliski znajomy "młodej pary" wygłaszał krótkie przemówienie, następnie znajoma V. i jej partner złożyli sobie wzajemnie przysięgi. Później była impreza z muzyką i tańcami, jak na weselu.
Powiedziałam V., że może my też powinniśmy wziąć taki fikcyjny ślub, że w jakimś stopniu też bym tego chciała. Czułam potrzebę jakiegoś potwierdzenia naszego związku, bez ryzyka konsekwencji praw własności. Ta znajoma, bardzo ożywiona, zaczęła nam podpowiadać jakie są możliwości. Mówiła, że możemy skorzystać z pomocy kapłana któregoś z bractw rodzimowierczych - z jakiegoś powodu nazywała tych kapłanów pastorami. Doradzała też, żebyśmy zrobili imprezę w słowiańskich klimatach.

# wizja fikcyjnego ślubu prześladowała mnie kolejne kilka godzin po przebudzeniu

## Popołudniowa drzemka

Leżałam półprzytomna, odpływałam. Cały czas czułam swoje leżące na kanapie ciało. Pojawiła się wizja sufitu, jakby trochę rysunkowego. Punkt mojej świadomości skakał pod ten sufit i opadał w dół, na przemian. Co jakiś czas sufit się obniżał. Pomyślałam, że jak zaraz nie stworzy się sen i nie wejdę w niego, to skończy się miejsce.
Pojawiło się otoczenie, podobne do trochę powiększonego mieszkania mojej babci. Miałam poczucie,  że jest noc i ciemno na zewnątrz, wewnątrz było żółtawe sztuczne oświetlenie. Chciałam iść a płynęłam do przodu, to był rodzaj widoku jak z kamery, jak w pierwszoosobowej grze. Cały czas czułam moje ciało, miałam wrażenie, że to powstrzymuje powstanie ciała we śnie. Próbowałam jakoś przyspieszyć ten proces, starając się przez to nie obudzić. We śnie przeszłam przez ciemny pokój i dotarłam do okna. Na zewnątrz naprawdę była noc. Widziałam jak materializują się przede mną moje ręce, to jeszcze bardziej wyglądało jak z gry, coś jak w TES: Oblivion. I cały czas czułam prawdziwe ciało. Próba poruszenia tym we śnie w końcu naprawdę mnie obudziła :/
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Bardzo mi się podoba, i sen, i drzemka.
Close your eyes and count to 7, when you wake you'll be in heaven.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ja, V. i ze dwóch znajomych graliśmy na telefonie, albo specjalnym urządzeniu podobnej wielkości, w coś związanego z Pokemonami. W tej grze zdobywało się poziomy trochę podobnie jak w grach RPG i jak się ginęło, trzeba było zaczynać od nowa. Dało się w to grać online, trochę jak w MMORPG. Popularne było posunięcie polegające na osiąganiu 5 albo 6 poziomu i sprzedawanie swoich osiągnięć innym graczom. Ja miałam problem z określeniem, czy dana chwila jest na to dobra, czy może warto zaryzykować, przejść trochę dalej i sprzedać drożej.
Ja i jeden znajomy graliśmy, leżąc plecami na drewnianej ławce i trzymając skrzyżowane nogi na stole. Znajomy pokazał mi, że jak dłuższą chwilę potrzyma się nogi uniesione pod odpowiednim kątem, to dostanie się drgawek, w taki sposób, że ciało drży z wielką częstotliwością. Wielokrotnie próbowałam to powtórzyć. Byłam sfrustrowana, że nie mogę zrobić czegoś, co jemu przychodziło względnie łatwo.

=================================================================

# Niechcący pełne WBTB mi chyba wyszło jak się obudziłam i ponad godzinę nie mogłam zasnąć...

Leżałam i próbowałam zasnąć, byłam na pograniczu hipnagogów i srogich halucynacji słuchowych. Czułam, że moje ręce są w stanie nieważkości i pływają gdzieś w próżni. W pewnym momencie rzeczywistość obróciła się do góry nogami i spadłam z łóżka.
Stałam na środku pokoju w prawie całkowitej ciemności. Wyszłam na korytarz. Miejsce było większe niż moje mieszkanie w rzeczywistości. Na końcu korytarza widziałam drzwi wyjściowe. Zastanawiałam się, czy próbować je przeniknąć, czy może tym razem po ludzku otworzyć, ale decyzja podjęła się sama. Postać podobna do mojej siostry otworzyła mi drzwi. Wyszłam na klatkę schodową. Tu było więcej pięter niż w rzeczywistości. Dalej w ciemnościach, szłam na dół. W którymś momencie jakbym straciła wzrok. Bałam się, że się obudzę, ale otoczenie po chwili wróciło. Przyspieszyłam i zeszłam na dół. Widziałam otwarte drzwi, przez które wpadało światło z zewnątrz. Pomyślałam, że jak będzie jaśniej, wszystko zrobi się bardziej stabilne.
Wyszłam na trawnik przed blokiem. Budynków było więcej niż w rzeczywistości i były inaczej rozmieszczone. Tu otaczały mnie z każdej strony. Trawniki i klomby wyglądały na zapuszczone, panował klimat dawno porzuconego miejsca. Kilka razy podskoczyłam, ponad dwa metry w górę. Próbowałam sobie przypomnieć, jak wysoko jestem w stanie skakać w rzeczywistości. To był dla mnie jakiś rodzaj testu. Potem nawet ze dwa razy skoczyłam dużo wyżej.
Zatrzymałam się na chwilę, spróbowałam zrobić TR z przebijaniem dłoni palcem. Nie byłam w stanie. Widziałam że moje ręce wydają się nieco sztuczne, jak w tych współczesnych pseudo-3D filmach animowanych. Po mojej lewej stronie nagle stanęła upiorna wysoka postać w czarnych szatach, z bardzo bladą twarzą albo w masce i wyciągnęła wąski patyk albo metalowy pręt. Miało to ok. 3 mm średnicy i nawet nie wydawało się ostro zakończone. Żeby pomóc mi w TR (?) ta postać przebiła tym prętem moją lewą rękę, sporo powyżej nadgarstka. Kiedy się cofnęła, widziałam, że mam dziurę na wskroś w przedramieniu. Pomyślałam, że na szczęście tutaj się nie krwawi, bo to by mi teraz przeszkadzało.
Przeszłam dalej, zastanawiając się nad tym, dlaczego w LD otoczenie wygląda tak dziwnie, jak oglądanie filmu na starym sprzęcie z widocznym lekkim szumem, a w normalnych snach chyba tak nie mam. Próbowałam sobie przypomnieć, czy miałam jakieś plany na LD, czy może gdzieś coś na forum zapisałam. Nic sobie nie przypominałam, a w tamtym stanie umysłu nie byłam zdolna wymyślać czegokolwiek spontanicznie.
"Obudziłam się" w czymś pomiędzy FA a zwykłym snem. Siedziałam na łóżku w mieszkaniu babci. Powiedziałam sobie coś w stylu, że przed chwilą miałam taki świadomy sen.

# Niedługo potem naprawdę się obudziłam. Obecnie nie jestem pewna, czy tamto to był LD czy sen o LD, na początku trochę świadomości musiałam mieć, ale nie wiem, jak to było później. Ten normalny sen potem trochę zamazał wspomnienia.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(12-01-2020, 12:23 )Sudo napisał(a): Leżałam i próbowałam zasnąć, byłam na pograniczu hipnagogów i srogich halucynacji słuchowych. Czułam, że moje ręce są w stanie nieważkości i pływają gdzieś w próżni. W pewnym momencie rzeczywistość obróciła się do góry nogami i spadłam z łóżka.
Stałam na środku pokoju w prawie całkowitej ciemności. Wyszłam na korytarz.(…)

Piękne, bardzo inspirujące. Motywuje do dalszej praktyki.
Uwielbiam czytać takie opisy i bardzo mi ich brakowało.

Duży plus za srogie halucynacje. Przebijanie prętem też spoko.
Close your eyes and count to 7, when you wake you'll be in heaven.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wraz z grupą nieistniejących w realu osób, których przywódca był trochę podobny do Morfeusza z "Matrixa", znajdowałam się w posiadłości, prawie zamku. Budynek miał wiele pięter i dziedziniec pośrodku, wokół balkony i chodniki.
# coś w stylu tego w głównym gmachu Politechniki Warszawskiej
Na dole dziedzińca znajdowała się fontanna z abstrakcyjnymi figurami, całość kilkukrotnie wyższa niż wzrost przeciętnego człowieka. Najpierw po prostu krążyłam tam bez celu, potem musiałam zająć się zadaniem, dla którego tam się znaleźliśmy. Byliśmy wszyscy czymś w rodzaju egzorcystów-inkwizytorów, mieliśmy oczyścić duchowo to miejsce, zanim ktoś po długim porzuceniu mógłby z niego korzystać.
Wjeżdżaliśmy miniaturowymi pojazdami po spiralnej konstrukcji fontanny na wyższe piętra. Jakimś sposobem nawet przez ściany pojazdów wyczuwałam krawędzie, za które mogliśmy spaść. To działało trochę jak zdalny zmysł dotyku. Mówiłam pozostałym - szczególnie siedzącej naprzeciwko mnie kobiecie, przypominającej moją matkę tylko o wiele młodszą - żebyśmy uważali, bo krawędź jest blisko.


==================================================================

Na zlecenie jakichś ekscentrycznych bogaczy ja i grupa poszukiwaczy przygód, mieszany skład ludzi i fantastycznych stworów, mieliśmy zbadać pewien teren. Jechaliśmy bliżej nieokreślonym pojazdem pomiędzy dwiema nitkami torów kolejowych. Było tam mało miejsca, pociągi z obu stron mijały nas, prawie nas dotykając. W dodatku ja stałam jakoś na zewnątrz naszego pojazdu, na przedzie, całkowicie odsłonięta. I w niewyjaśniony sposób miałam wpływ na nasz ruch. Czułam, że jeden mój błąd wykończy nas wszystkich a ja sama zostanę zmiażdżona pierwsza.
Dojechaliśmy do jaskini. Kilkanaście metrów poniżej nas  znajdowało się kamienne podłoże, pokryte dość płytką wodą, tak, że dorosłemu człowiekowi sięgałoby to poniżej kolan. My staliśmy na skalnej półce, na boki odchodziły kładki i kolejne tory kolejowe. Kilka linii, przecinały one skośnie przestrzeń przed nami i ginęły w tunelach na innych  ścianach jaskini.
Ktoś powiedział, że nie wie, którą drogą powinniśmy iść dalej, inna osoba zaproponowała, żeby obserwować, którędy najczęściej jeżdżą pociągi. Jakoś zdołaliśmy je obserwować, przeskakując między kładkami i wiaduktami, tak, żeby nie zostać zmiecionym przez pociągi. Wyznaczyliśmy właściwą drogę. Od tego momentu wzdłuż tej dobrej linii kolejowej przebiegało dodatkowe przejście, kładka spleciona z lin albo włókien, połączona linową drabinką z zalanym dnem jaskini.
Widzieliśmy, że obok tunelu, gdzie wchodziły tory, znajdował się otwór w skale a za nim i pod nim czarna pustka. To było tak jak w grach, tam nic nie było, spadało się i ginęło. Ktoś powiedział, że musimy dobudować kawałek drogi do tego miejsca, a reszta sama się odblokuje. Mieliśmy użyć w tym celu takiego plastycznego materiału, który aktywował się w kontakcie z wodą, po czym tworzył niebieskie sześcienne bloki, jak w Minecrafcie.
Z jakiegoś powodu to zadanie musiał wykonać Croc.
# ten smok/dinozaur ze starych gier
Jakoś się "przełączyłam", że ja przybrałam postać Croca, z takim skutkiem, że przez większość czasu nawet widziałam z perspektywy pierwszej osoby. Wzięłam animowany, kwadratowy worek z tym niebieskim materiałem, na razie w postaci grudek podobnych do gliny i przeszłam po tej kładce-linie do dziury w przeciwległej ścianie. Stawiałam w powietrzu te niebieskie sześciany, na niektórych przez jakiś czas widziałam ciemniejsze plamy i grudy. Bałam się, że nie zdążę i połowa materiału zmarnuje się, zastygając. Kiedy miałam już krótki odcinek drogi nad nicością i zaczęłam się martwić, co dalej, nagle skalna ściana na małym obszarze eksplodowała i dalej pojawił się dalszy ciąg niebieskawo-szarej platformy. Wyglądało na bardzo animowane, kwadratowe i pikselowe, jak w grach sprzed dwudziestu lat.
Ktoś z drugiego końca jaskini powiedział, że nasze działania aktywowały automaty z drugiej strony skalnych ścian i teraz one mogły stworzyć nam resztę drogi. Grupa zawołała mnie, żebym wracała do nich. Nie chciało mi się znów powoli i ostrożnie iść po tej kładce-linie, ale nie miałam większej ochoty na skok te kilkanaście metrów w dół, żeby przejść tamtędy. Stwierdziłam, że skoro to jest jedna z tych starych gier, to pewnie tutaj nie otrzymuje się obrażeń od upadku z wysokości. Skoczyłam, w locie próbowałam chwycić jakąś luźną linę, żeby spowolnić upadek. Znalazłam się na dole, w wodzie. Upadłam do pozycji leżącej, ale mogłam wstać. Dziewczyna z naszej grupy podbiegła do mnie i kazała się spieszyć, bo przecież mieliśmy iść dalej.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wraz ze starszą ode mnie kobietą siedziałam na czymś w rodzaju pryczy przymocowanej do ściany - takim czymś co czasem pojawia się w celach w kreskówkach. Wszystko to znajdowało się w dość wąskim korytarzu o ścianach z ciemnobrązowego drewna, bez okien. Rozmawiałyśmy o katastrofie klimatycznej i nadchodzącym końcu świata. Moja towarzyszka powiedziała coś w stylu "nie martw się, koniec świata będzie za 50 lat, nie za 5". I wtedy właśnie przestraszyłam się bardziej. Powiedziałam, że w takim razie obawiam się tego, że dożyję starości i że muszę jakoś załatwić sobie dostęp do eutanazji w razie potrzeby.
W moim umyśle pojawił się obraz mapy Europy, graficznie podobny do widoku z Crusader Kings. Powiedziałam coś w stylu, że może jest szansa, że przez kilkadziesiąt lat w kilku krajach zalegalizują eutanazję.
Cały czas towarzyszyło mi poczucie strachu i niepewności.

==================================================================

# Leżałam i próbowałam zasnąć. Miałam halucynacje słuchowe, czułam jakby cały pokój skakał, ale raczej nie był to pełny paraliż. Co najmniej raz byłam w stanie poruszyć się i zmienić pozycję.
W pewnym momencie wszystko stanęło na głowie.
Pojawiłam się w dość dużym pomieszczeniu. Po chwili perspektywa wróciła do normy. Widziałam jak przez mgłę. Mogłam stwierdzić, że przede mną jest biała ściana, wzdłuż całej jej długości ciągnął się blat z szafek. Spróbowałam odwrócić się w swoją prawą stronę, sprawdzić, co jest dalej.
Zastanawiałam się, czy właśnie to jest ten sen, czułam coś w rodzaju zdziwienia, że właśnie tutaj mam próbować coś robić, że to już.
Wywaliło mnie, zanim LD właściwie się zaczął.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
# Ostatnie LD, sny o LD i różne stany pośrednie

# Tydzień temu, noc z piątku na sobotę

Byłam bardzo zmęczona, ale nie dałam rady po prostu zasnąć. Już prędzej weszłam w stadium halucynacji słuchowych i płynnego ruchu całego otoczenia. Nawet nie miałam paraliżu, mogłam kilka razy zmienić pozycję w czasie, kiedy to trwało. Czułam, że łóżko unosi się i opada, jakby płynęło po łagodnie falującym morzu. Próbowałam poprzez koncentrację celowo sterować jego ruchami. W rzeczywistości miałam na to bardzo niewielki wpływ mimo wysiłku.
Zdałam sobie sprawę, że czuję "niefizyczne ręce" w innych miejscach niż moje ręce naprawdę się znajdowały. Nawet nie próbowałam na siłę wywołać zjawiska w stylu OOBE, bo przez wymuszanie tego, tylko bym przerwała. Czekałam, aż stanie się samo. Miałam coraz więcej czucia w "niefizycznym ciele", które było jakby z powietrza, nieposiadające masy. Siedziałam w tej postaci na łóżku. Nie miałam wzroku, używałam dotyku, żeby móc cokolwiek stwierdzić. Miałam tylko niejasne wyobrażenie, jak musi wyglądać moje otoczenie. Poczułam, że obok mnie jest takie drugie niefizyczne ciało, mój klon czy coś podobnego. Spróbowałam wstać. Kiedy stanęłam na nogach obok mojego łóżka, wrażenie nieważkości przestało być tak odczuwalne. Drugie niefizyczne ciało wstało wraz ze mną. Zaczęło się łasić do mnie jak kot, objęło mnie. Mentalnie czułam się trochę jak na imprezie, gdzie wszyscy są pijani i w którymś momencie uznaje się, że teraz nic nie ma znaczenia, a martwić można się będzie po wytrzeźwieniu. Kiedy to drugie ciało zaczęło się ze mną całować, stwierdziłam, że czemu nie, skoro to wszystko i tak jest nieprawdziwe i mocno porąbane :D Aż wywaliło mnie z tego stanu.

# Wczoraj rano

Obudziłam się i myślałam coś o tym, że powinnam wrócić do aktywnego praktykowania LD. Chwilę później znów zaczęłam odpływać. Było to inne niż mój typowy stan paraliżu z halucynacjami. W głowie krążyły mi teksty nieistniejących piosenek. Co jakiś czas pojawiały się obrazy, wnętrza jakichś gotyckich budynków. jakby uchwycone na zdjęciach. Pomyślałam, że dobrze by było zrobić z tego LD, ale znowu nie chciałam robić nic na siłę, żeby nie obudzić się do końca.
Jak odczekałam chwilę, nastąpił przeskok, bardzo krótka przerwa w życiorysie. Potem znowu odczucia w rodzaju OOBE. Niefizycznym ciałem pełzałam po podłodze, spróbowałam wstać. Na przemian widziałam moje otoczenie, albo obraz rozmywał się w takiej pomarańczowo-burej szarości jak przy zamkniętych oczach. Kiedy widziałam, mogłam stwierdzić, że mój pokój jest większy niż w rzeczywistości i dużo bardziej pusty. Przede mną była jedna szafa, coś po mojej prawej stronie, a reszta to ściany. Otoczenie przypominało graficznie stare gry, gdzie obiekty były mocno kanciaste.
Wyszłam do innego pomieszczenia, wielokątnego, dużego i też pustego, wyglądało to prawie jak dom w trakcie budowy. Ściany były tu białe albo jasnoszare. Przeszłam tak przez kilka pomieszczeń, próbując zapanować nad znikającym obrazem. Chciałam, żeby to się ustabilizowało i żebym w końcu mogła w spokoju sobie śnić :) Przy wyjściu na zewnątrz, pustym łuku drzwiowym, miałam wrażenie, że zrobiło się lepiej. Wyszłam przed budynek, stanęłam boso na trawie. Wyrzuciło mnie chwilę później.

# Noc z wczoraj na dzisiaj

W którymś momencie zdałam sobie sprawę, że chyba jestem we śnie. Otoczenie wyglądało jak salon w domu rodziców. Stałam przed szklanymi drzwiami na taras. Stwierdziłam, że jeśli to sen, to uda mi się wyjść, przenikając przez szybę. Zrobiłam to, skacząc do przodu, układając ręce jak przy skakaniu do basenu.
Byłam na podwórku, widziałam przed sobą rozległą łąkę. Uznałam, że latając będzie szybciej i wygodnie się tu poruszać. Problem polegał na tym, że nie byłam w stanie tego zrobić. Mogłam skoczyć na ponad cztery metry do góry, ale to działało tylko, kiedy skakałam pionowo do góry. Przemieszczać się tak za bardzo i tak się nie dało. Za każdym razem opadając czułam jakiś rodzaj dyskomfortu, nawet jeśli przy lądowaniu nie odczuwałam siły uderzenia. Zawsze lądowałam w podpartym przysiadzie, to działo się automatycznie, jakbym była zaprogramowaną tak postacią z gry.
Obeszłam dom, przeszłam na łąki po drugiej stronie drogi. Tutaj ziemia była częściowo zalana, chciałam przeskakiwać na wyżej położone suche powierzchnie. Najczęściej kępy traw i tak uginały się pode mną i kończyłam co najmniej po kostki w wodzie.
Potem pojawiła się postać mojej siostry.
# mam wrażenie, że od tego momentu stopniowo zaczęło to przechodzić w sen o LD.
Szłyśmy w głąb łąki, prostopadle do drogi. Zauważyłyśmy, że w okolicy, którą znałyśmy i gdzie nie powinno nic być, pojawiły się nowe lokacje. Wchodziłyśmy na strome wzniesienie, po bokach drogi pojawiła się przepaść. Czasami widziałyśmy wokół nas, jak tło w oddali, miejską zabudowę, bloki i wieżowce, wyglądające raczej na animowany rekwizyt. Powiedziałam coś o niestabilności i zmienności sennego świata. Kiedy w jednym momencie miałyśmy się trochę cofnąć, droga zmieniła się jeszcze bardziej. Został wąski pasek ziemi między przepaścią a skalną ścianą. Z trudem i niepokojem przemknęłam tędy.
Dalej miałam po swojej prawej stronie rozpadlinę, w niej kryły się ruiny jakiegoś bunkra i pozostałości metalowych konstrukcji. Siostra powiedziała mi, że skakać mogłam na ograniczoną wysokość, ale tak samo lądować zapewne będę w stanie jak teraz zeskoczę tam kilkanaście metrów w dół. Spróbowałam znaleźć tam jakiś równy teren, nieporośnięty krzakami, wybrałam skalną półkę i skoczyłam. Naprawdę to było proste i pożałowałam, że nie spróbowałam od razu wylądować na samym dole.
# Chyba wtedy całkiem straciłam świadomość
Miejsce okazało się punktem przecięcia wymiarów/równoległych światów/równoległych linii czasowych. Trzeba było szukać tam pewnych artefaktów czy też próbek. Oglądałam tworzący prawie pełną ścianę złom przed sobą i szukałam szczeliny, przez którą mogłabym prześlizgnąć się na drugą stronę. Zadanie wydawało się beznadziejnie niewykonalne.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
<3

Plus za wszelkiego rodzaju doznania w stylu OOBE

oraz punkt przecięcia wymiarów/równoległych światów/równoległych linii czasowych :)
Close your eyes and count to 7, when you wake you'll be in heaven.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Oglądałam (jednocześnie będąc w środku akcji) jakiś alternatywny prequel Gwiezdnych Wojen. Akcja tego filmu po części pokrywała się się z początkiem oryginalnej trylogii. Dwójka głównych bohaterów znała Luke'e i Leię, współpracowali ze sobą w tym ruchu oporu. W ostatniej scenie obie pary siedziały na pustkowiu porośniętym wysoką trawą, na tle wieczornego nieba.

==================================================================

Przebywałam na ogromnym, długim statku z bardzo liczną grupą ludzi. Sporą część grupy stanowili ludzie bogaci, wpływowi albo sławni z jakichś powodów. Miałam świadomość, że istnieje kilka takich statków, trzy albo cztery, jeden z nich był mniejszy niż ten "mój", inny dużo większy. Oglądałam plany tych statków, widziałam, że wnętrze było podzielone na segmenty, przejścia między nimi przypominały te między wagonami w pociągach miejskich. Na planie każdy segment zaznaczony był innym jaskrawym kolorem. Widziałam, że według tego jeden statek w segmencie pośrodku miał zaznaczony zielony okrąg, domyśliłam się, że chodzi o basen. Z jakiegoś powodu bardzo mnie intrygowało, czy basen oznaczał niewielki szpanerski zbiornik w środku, czy może tam był otwór na ocean pod spodem.
# coś jak w niektórych filmach, że na dużych statkach jest wyjście dla małych pojazdów podwodnych
Spytałam towarzyszącego mi przez większość czasu starszego mężczyznę o coś związanego z "dziurą w statku".
Szłam do przodu przez kolejne segmenty statku, coraz bardziej przypominało to komunikację miejską z zastawiającymi przejścia stojącymi i siedzącymi ludźmi. Było tylko ogólnie dużo jaśniej, jakoś światło lepiej wpadało do środka.
Kiedy dotarłam do pomieszczenia z dużymi oknami, z zewnątrz, z powietrza, zaatakowali nas kosmici. Przypominali ludzi na pierwszy rzut oka, całe ciała oprócz głowy, dłoni i stóp mieli pokryte drobną łuską jak gady, ale pod ubraniem nie było tego widać.
# Reptilianie??
Mieli fioletowe oczy, jasne fioletowe pasemka we włosach i lekko fioletowy odcień powiek, uszu i ust.
Jeden z nich, chyba przywódca atakującego oddziału, wpadł do środka, wybijając okno. We wnętrzu zaczęła się strzelanina. Jeden z tych bogatych starszych panów próbował strzelić do przywódcy kosmitów a wtedy ja impulsywnie postanowiłam osłonić go własnym ciałem. Trafili mnie, upadłam na podłogę obok przywódcy kosmitów, który również upadł, żeby zrobić unik. Kosmita przyciągnął mnie do siebie i zaczął mówić coś o spłacaniu długów, "krew za krew" i podobne rzeczy. Zrozumiałam, że ja muszę wypić trochę jego krwi, on mojej i wtedy stanę się jedną z nich. Miałabym być wtedy niezniszczalna.
# Czyli jak oni byli niezniszczalni to ja się niepotrzebnie głupio bohatersko nadstawiałam?!
Razem z przywódcą kosmitów siedzieliśmy nad wirtualną mapą jak z gry strategicznej. Miasta przedstawione były na niej jako trójwymiarowe, postrzępione brązowe bryły. Nad najważniejszym miastem - miałam niejasne poczucie, że to chodzi o Warszawę unosiły się świecące białe kontury symbolizujące planowane do postawienia budynki, w tej wizualizacji nieproporcjonalnie duże w porównaniu z bryłą miasta.
Przywódca wymienił nazwiska prawie dziesięciu ludzi, brzmiały one trochę podobnie do nazwisk faktycznie istniejących polskich polityków. Planował on przeciągnięcie przynajmniej części z nich na swoją stronę, co umożliwiłoby mu realizację jakichś tajnych planów.
# Jak się mieszał w politykę, to na pewno Reptilianin :D
Jak przystało na dobrą zdrajczynię ludzkości, postanowiłam mu w tym pomóc.
Pierwszy do próby przekupstwa był człowiek, który lubił sporty ekstremalne i prowadził dość ryzykowny styl życia. Wiedzieliśmy, że kilka lat wcześniej miał on wypadek i uszkodzenie kręgosłupa, dzięki operacji nie został kaleką na wózku. Postanowiliśmy zaoferować mu naszą zdolność regeneracji.
Kiedy przylecieliśmy do niego małym helikopterem, on stał w dwumetrowym wylanym betonem dole, czymś w rodzaju pustego basenu. Przywódca stanął na skraju tego dołu, ja zeskoczyłam i wylądowałam w pięknym stylu. Podeszłam do polityka i próbowałam go żartami skłonić, żeby mnie zaatakował i połamał mi trochę kości. Jak mi się udało, nie było to zbyt przyjemne, mimo wszystko szok zwalił mnie z nóg i padłam na kolana. Przywódca trochę się zaniepokoił, bo sam zeskoczył na dół.
Później nastąpił przeskok do jakiegoś ogrodu na dachu wieżowca. Tam było więcej podstarzałych bogatych panów. Wszyscy podchodzili i pod różnymi pretekstami próbowali mnie częściowo rozebrać. Nie byłam wcale pewna, czy po prostu chcieli mnie pooglądać nago, czy raczej chcieli się przekonać, czy już zaczynają rosnąć mi łuski na tułowiu. Nie byłam jeszcze wtedy całkiem kosmitką, byłam tylko niezniszczalna a zmieniać się miałam stopniowo w czasie.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Siedziałam przy biurku, przede mną stało kilka komputerów z dużymi ekranami. Wszystko to znajdowało się w dość ciemnym pomieszczeniu. Jakiś człowiek kazał mi generować obrazy z różnych odcieni szarości, przypominało to trochę rysowanie w programie graficznym. Gotowy obraz wrzucało się do programu, który jakoś go "powielał". Nie wiem dokładnie, na czym to przetwarzanie polegało, tyle mogłam gołym okiem widzieć, że wynikowy obraz miał trochę większe wymiary w pikselach. Był on "zwinięty" w mały punkt w rogu ekranu a po kliknięciu trochę się rozszerzał i miał w obu kierunkach paski do przesuwania zależne od jego pełnego rozmiaru.
Z jakiegoś powodu na każdym albo prawie każdym obrazie miałam zawrzeć mocno uproszczony obraz "pająka" - kółko jaśniejsze od szarego tła i wokół sześć ciemniejszych od tła kresek jako nogi. Czułam, że pająk powinien mieć ich osiem, nawet się zastanawiałam, czemu muszę dać sześć, ale nie miałam czasu pytać tego człowieka o to. Każdy kolejny obraz musiałam robić coraz szybciej. W którymś momencie miałam wrażenie, że zrobiłam dwa kółka zamiast jednego. Powiedziałam o tym temu człowiekowi, ale on stwierdził, że nie ma czasu sprawdzać i poprawiać i że pewnie tylko mi się zdawało. Po przetworzeniu, jak zaczęłam rozwijać obrazek z punku w dolnym rogu ekranu, zobaczyłam po paskach do przesuwania, że wyszedł gigantyczny. Zawołałam tego człowieka i pokazałam mu to. On mruknął coś w stylu, że "jakieś gówno się bardzo powieliło". Powiedziałam, że to pewnie przez tego podwojonego pająka.
Większość obrazka wynikowego wyglądała po prostu jak fraktal na płaszczyźnie w "rentgenowskich" barwach ale przez samo skojarzenie ze zdeformowanym pająkiem budziło to we mnie bardzo nieprzyjemne odczucia.
# Aktywowało moją fobię deformacji czy coś. Przez resztę dnia później czułam związany z tym dyskomfort.
# Obudziłam się wtedy na chwilę i po upewnieniu, że w pokoju nie mam żadnych pająków, poszłam spać dalej.
Razem z jakimś nieznajomym młodym człowiekiem siedziałam w zagraconej hali albo garażu. Wyglądało to trochę jak scenografia z amerykańskiego filmu o wynalazcach amatorach. W dwójkę konstruowaliśmy urządzenia mechaniczne ze złomu, który mieliśmy pod ręką.
Większość scen przeskakiwała albo zlewała się w jedno, zapamiętałam głównie końcówkę.
Wskutek budzenia się, rzeczywistość w sennym świecie zaczęła się rozpadać. Ja i mój towarzysz staliśmy pośrodku pomieszczenia, obok portalu, będącego pionowo ustawionym okręgiem. Chłopak przeszedł przez ten krąg, ale nie znikał, dopóki stał blisko portalu po drugiej stronie. Ja próbowałam też się tam dostać. Mój towarzysz wyciągnął rękę, ja prawie ją chwyciłam, ale nie zdążyłam, bo sen się skończył.
# Obudziłam się z poczuciem porażki i lekkiego niepokoju. Miałam wrażenie, że to coś symbolizuje, że jest jakimś rodzajem złej wróżby, zapowiedzi niepowodzenia. Zwykle tylko raz na kilka lat jakiś sen powoduje u mnie takie przesądne nastawienie.
Jak coś to tutaj jest klucz do odblokowania zablokowanej części mojego contentu. Takie tam haki i obejścia...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1