NeuroWonderland
Leżałem pod oknem, blisko kaloryfera, w jakiejś kanciastej błękitnej wanience (albo piaskownicy). Zakręciłem jedyny kurek, aby woda nie ciekła (albo nie sypał się niebieski piasek). Wyszedłem z tego i poszedłem do głównych drzwi. Próbowałem kilkakrotnie odkręcić zamek, ale szło opornie. Aha, bo już było odkręcone. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na klatkę schodową. Teraz był problem z zamknięciem drzwi. Zamykam, a one i tak odskakują. Po kilku razach zostawiłem niedomknięte. Szybko idę schodami na górę. Już przed pierwszym piętrem myślę, aby sen nie zmienił się na coś innego. No i się oczywiście pozmieniało. Zamiast dalszych schodów był korytarz, a dalej chyba jakieś biurowe pomieszczenia. Zatrzymałem się, bo zobaczyłem na podłodze jakiś wydrukowany tekst. Gdy już zacząłem to czytać, głowa mi tak bardzo zaswędziała i się obudziłem przez drapanie.

To był sen o grupie pięciu (albo sześciu) aktorów. Podróżowali od miasta do miasta i robili przedstawienia. Ostatnio zobaczyłem jak już wychodzili z poddasza. Tam było duże białe łóżko i kobieta, też aktorka. Pewnie jakaś scenka łóżkowa. Tym razem przybyli do jakiegoś baru. Niby miałem do nich dołączyć. Ten bar wyglądał jakby kiedyś tu był pożar i tak to zostawiono, wszystko było czarne. Było tam słabe oświetlenie. Zauważyłem, że większość ludzi była ubrana na czarno. Tańczyli. W środku było coś, co przypominało czarny budynek. A więc był to budynek w budynku i ci aktorzy udali się na górę. Zauważyłem, że z tej góry (z drugiego piętra?) coś co chwilę zlatuje, jakaś biała maź. Kupa ptasia czy trociny? I cały ten budynek wewnętrzny się trzęsie. Jakaś babcia spytała się mnie co to jest, co się tam dzieje. Tak jakbym wiedział. Odpowiedziałem jej, że jak ta konstrukcja się rozleci, to tu wszyscy na dole się znajdujący zginą, ale żeby się nie martwiła, bo ci aktorzy na pewno wyremontują. Poszedłem sprawdzić co się tam rzeczywiście dzieje na górze. Znalazłem się wyżej niż ten wewnętrzny budynek, na dachu. Tutaj było jasno. Byłem ukryty pod czymś unoszącym się nade mną. Miało "ściany" i "dach" przezroczyste, z plastiku albo szkła. Mógłbym pod tym przejść. Padał deszcz. Na dachu był piach i wpadający deszcz tworzył błoto. Nagle zacząłem się unosić. To była, więc latająca maszyna pozostawiona na dachu. Zmniejszyła się i wyglądała jak desko hulajnoga. Bardzo szybko leciała, zniżyła lot i wylądowałem w śniegu przed małym lasem. W jednym miejscu śnieg był rozkopany i była dziura. Niedaleko przy ulicy szła dziewczynka ze swoją matką. Dziwiła się co ja tam robię. Przybliżyła się. Powiedziała jak ma na imię, ale już zapomniałem. Miałem problem z wypowiedzią, ale jakoś w kawałkach powiedziałem swoje imię. Zaraz ją jej mama zawołała i poszły. Chciałem wejść do tej nory, ale była zalana wodą, a ja nie miałem sprzętu do nurkowania i nie wiedziałem jak daleko prowadzi to przejście i dokąd. Zjawił się jakiś wysoki (wyższy ode mnie) mężczyzna z długimi blond włosami, opadającymi na plecy. Opowiedział mi, że pochodzi z podziemi. Tam głęboko jest wielkie miasto wybudowane przez starożytnych ludzi. Mieli oni o wiele bardziej zaawansowaną technologię niż teraz. Mieli na przykład statki kosmiczne do podróży międzygwiezdnej. I to tam wszystko jest w tych głębiach. Wchodzimy do tej nory. Wytłumaczył mi, że tunel ciągnie i zawija się długimi kilometrami, ale za pomocą tej maszyny, którą przyleciałem można przepłynąć to w 2 minuty, więc będę musiał wstrzymać oddech na 2 minuty. Płyniemy przez ten podziemny wijący się ciemny tunel. Już pod koniec myślałem, że się uduszę. Na szczęście miał podręczny mały pojemnik z tlenem. Widziałem bąbelki i błysk światła. Nie wiem co tam dalej się działo w tych podziemiach. Teraz szedłem na górę białymi schodami tego budynku w budynku. Zastałem tych aktorów siedzących w ławkach. Była tam niby moja znajoma, której tak naprawdę nie znam. Pracowała tam jako ktoś, nie pamiętam już jako kto, ale powiedzmy, że była sekretarką. To ja idę w końcu na to poddasze zobaczyć o co w tym chodzi. Ktoś mi tu się śmiał, że tam jest na końcu zasłon okiennych taka fałdka i to już nie będzie się wydostawać na zewnątrz i, że oni będą to zbierać do wiadra czy coś. Powiedziałem temu komuś, że nie w tym rzecz. Przeszedłem na drugi koniec pomieszczenia i pokazałem, że przecież tu w suficie jest dziura i widać drewno dachu, a tam wewnątrz, pomiędzy rurami, się osiedliły robale i robią ciągle białe kupy, które spadają na ten czarny bar poniżej.

W innym śnie zalazłem jakieś dziwne rzeczy w sypialni rodziców (wcześniej dziadków). Na podłodze leżały pozostałości po dwóch banknotach 50zł i 20zł. Ktoś je podarł, zdziwiłem się. Brałem tabletki. Wyciągnąłem trzy albo cztery białe, ale za chwilę przypomniało mi się, że już jedną brałem, więc je schowałem do opakowania. Pomiędzy nimi były jeszcze inne, były malutkie jak kropki, oficjalnie na gorączkę. Połknąłem jedną. Znalazłem jeszcze inny banknot. To była chyba hiszpańska waluta, był tam wizerunek królowej. Włożyłem to do torby i przeniosłem na przedpokój. Wyjąłem ten "banknot", ale się powiększył wtedy. To była jakaś potrójna zginana ulotka z kuponem rabatowym do hipermarketu, w formie prostokątnej naklejki. Na naklejce widniała jadowicie zielona "żaba z lasów deszczowych", napis Auchan i jeszcze coś. Nakleiłem na framugę drzwi mojej siostry. Usiadłem do kuchennego stołu i miałem zobaczyć resztę, co jest napisane na tej ulotce. Papier jednak zamienił się w cztery materiałowe woreczki. Jak wysypywałem zawartość na stół, przyszła wtedy siostra. Tam było pełno, więcej niż powinno się zmieścić w takim woreczku, próbek damskich kosmetyków. Pomyślałem, że oddam je siostrze.

Siedziałem na półce skalnej. Miałem ze sobą swój plecak. Przebierałem się. Zobaczyłem, że z drugiego końca tej półki nadchodzili jacyś ludzie. Byłem pewien, że chcą mnie okraść i pobić. Nawet się do końca nie ubrałem, wziąłem plecak i zeskoczyłem z tej skalnej półki. Biegłem ścieżką, która zamieniła się w stalowy szeroki korytarz. Równie dobrze mógł być to pociąg. Krzyczałem, że chcą mnie zabić. Nie wiem w sumie po co, bo i tak wiedziałem, że tam nikogo nie ma. Już otwierałem czarne drzwiczki, gdy jedna z tych osób mnie dogoniła i trzymała drzwi. Jednak jakoś słabo, bo z łatwością otworzyłem. Jakoś przeniosło mnie wtedy do domu i zatrzymałem się przed łazienką, w której akurat była mama. Najbliżej mnie była przywódczyni tych zbójów. Za nią stali pozostali, było ich trzech, ale słabo ich widziałem, byli ubrani na czarno jak cienie. Chciałem posłać falę czy kulę energii w kierunku tej kobiety, ale nic nie wychodziło. Pokazywała mi coś jakby sztuki walki, ale też jak niby miała mnie uderzać to nawet mnie nie dotknęła. Ubrana była w jakiś gimnastyczny strój, podobna była do kogoś, może do jakiejś aktorki.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Plus za:
- kupę ptasią
- próbki kosmetyków
- przezroczyste ściany i dach
- banknoty i tabletki
- pojemnik z tlenem, bąbelki i błysk światła
- żabę z lasów deszczowych
dramatyczna wegetacja
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Zauważam, że śnię i po kilku próbach udaje mi się wstać, jeszcze tylko głowa mi się "odkleja" od poduszki i idę. Pomyślałem żeby lepiej nie wychodzić drzwiami na klatkę schodową, bo się jeszcze z kimś zderzę lub znowu mnie ktoś napadnie. Wychodzę przez okno. Jednym ruchem przestawiam kwiatki na koniec parapetu, co normalnie poskutkowałoby tym, że wszystko znalazłoby się na podłodze. We śnie parapet był chyba kilkukrotnie większy. Otwieram okno. A tu drugie piętro i zupełnie inny blok. Zeskakuję i łagodnie opadam na dach serwisu-myjni samochodowej. Zeskakuję z dachu myjni, a może wychodzę z tej myjni, już nie wiem, i idę po śniegu. Tutaj jest rozpadlina. Skaczę i niby już dolatuję, ale za każdym razem w połowie mnie cofa. No to idę bez skakania i wchodzę. Idę przez ośnieżony las. Ktoś tam ulepił samochody ze śniegu, zapewne ktoś z i-senu. Chcę jakoś zaznaczyć swoją tam obecność, więc odrywam śnieżne koło. Połowa się ułamała i teraz wygląda jak podkowa. Układam to na drzewie. Pamiętam jeszcze jakieś unoszenie się nisko, ale to był pewnie fragment poprzedniego snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wokół klatek schodowych rozlewałem ocet tworząc linie. Doszedłem do wiatraku w ziemi z brudną wodą. Miałem tam wlać resztę octu.

Przy lesie rosły piękne kwiaty posadzone w kształcie łuków. Chciałem zrobić zdjęcie, ale ciągle ktoś zasłaniał. Jedynie je obejrzałem na ekranie.

Jechałem pociągiem. Miałem kryształową kostkę z wyrzeźbionymi na kilku ściankach napisami w nieznanym języku, a także gołębiem z gałązką w dziobie. Pakowałem tą kostkę w jedwabną chusteczkę. Za oknem poruszającego się pociągu widać było las i duży księżyc na niebie w dzień.

Tworzyłem bariery ochronne przed zombie wokół jakiegoś domu. Trzy razy okrążyłem dom i wracając wszedłem przez drzwi. W środku było więcej miejsca niż mogło się wydawać z zewnątrz. Wznosiłem się na poduszkach z róż.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Półki z książkami stały w lesie. Ktoś ukradł mi białą książkę o kotach (chyba z górnej półki). Podejrzewałem, że to jakiś ktoś kto przyjechał niedawno (było podane jakieś imię). Na ścieżce w liściach znalazłem taką samą książkę, tyle że w środku była dedykacja dla dziewczyny, więc to nie była ta moja książka. Chciałem ją wziąć, ale odniosłem na ścieżkę. Potem biegłem z jakąś dziewczynką na leśną górkę. Tam był artefakt w kształcie piramidy, który był teleportem. Teleportowaliśmy się w czasie. Była tam burza i coś strasznego, jakieś dwie istoty w tym budynku, do którego nas przeniosło.

W bibliotece znalazłem kilka bardzo ciekawych, "kosmicznych" książek, które można by szybko przeczytać, science fiction lub nawet może romanse.

Przekartkowywałem ćwiczenia do geografii (możliwe, że było to połączenie różnych ćwiczeń). Oprócz kartek zmieniały się też tak jakby miejsca. Widziałem w gwiazdach albo wodnym środowisku najpierw oczy chłopięce, a potem dziewczęce, które patrzyły jak zza zasłony. Nie mogłem wtedy już znaleźć "drogi" do poprzednich stron.

Gonił mnie spodek UFO niedaleko lasu. Unosił się kilka metrów nad powierzchnią ziemi. Chcieli mnie wciągnąć do środka. Ktoś z niego zwisał na promieniu światła z czymś, co miał mi podać, abym zapomniał spotkanie i sen. Wszedłem szybko do jakiegoś budynku i przeszedłem innymi bocznymi drewnianymi drzwiami (prawdopodobnie niebieskimi) wąskiego pomieszczenia na tyły budynku. Udało mi się ich zgubić. Pamiętam jeszcze, że z kimś przy stole siedziałem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Starożytny Egipt lub coś podobnego. Jesteśmy w kilka osób w czymś podobnym do namiotu ustawionego wewnątrz piramidy. Na ściankach są brązowo żółte rysunki. Ktoś dorysowuje kreski jakby coś zaznaczał, a ja uśmiechniętą buźkę. Śmiejemy się z tych co odkryją to za setki lat. Nagle ktoś wchodzi do środka. Ja go nie widziałem. Wyprowadzają go. On jest teraz jakiś straszny, na pewno kogoś zabije. Zmienia się w coś (w wielkiego węża? - nie wiem, bo nie widzę tego). Uciekamy. Okazuje się, że to jakaś szkoła. Dużo przestraszonych uciekających dzieci. Wybiegam przez drzwi i przebiegam najpierw przez ulicę, a potem przez kilka torów. Wszystko się rozmywa.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wieczór. Wchodzę z kimś przez duży kineskopowy telewizor do świata gry. Mowa jest, coś o nożu, że on to może podmienić czy coś. Trafiam przed drzwi ogromnej ciemnej katedry. Wiem, że tam jest wielkolud, duży jak ta katedra, więc idę stamtąd jak najszybciej. Nie pamiętam co się dzieje, tylko jak się już kończy. Wszyscy wracają w jakieś miejsce wyjścia do świata realnego. Wielkolud zmalał, jest w zbroi. W ścianie jest poziomy wąski otwór. Ktoś mnie popycha do niego, ale cofam się i wskakuję nogami do przodu. Ląduję na chodniku razem z dwoma osobami. W dalszym otwartym pomieszczeniu ktoś czeka, chyba mama, ale nie moja. Podchodzi tłum ludzi ubranych w kartony po telewizorach.

Ktoś utknął w głębokiej jaskini. Zjawili się ratownicy i przywiązują go linkami, aby wciągnąć do helikoptera. On krzyczy, że nie chce, bo ma lęk wysokości, ale i tak go wciągnęli. W helikopterze siedzi już dziewczyna, która się ślini i cieknie jej z nosa. Za szybami widać białe i różowe chmury. Za przednią widać ulicę jakby to był autobus.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
W środku lasu zebrało się pięć lub sześć pań. Miały iść chyba na spacer. Dwie się odłączyły i poszły boczną ścieżką. Wszędzie było pełno soczyście żółtych liści i jedna z tych pań się poślizgnęła na tych liściach, poniosło ją po ścieżce i przez krzaki. Też w ten sam sposób się ślizgnąłem po tej ścieżce i poprzez krzaki. Nie było pajęczyn, ani robaków, a to dzięki tym liściom wszechobecnym. Szedłem za jedną panią i za kimś tam. Wyszliśmy pomiędzy leśne górki. Chciałem wejść do innego lasu, ale oni nie chcieli. Wszędzie te mocno żółte liście. Widać było korzenie drzew w ziemi, po których można by się wspiąć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kotka zamieniła się w człowieka i po środku kuchni siedziała mała dziewczynka z książką. Zastanawiałem się czy ona rozumie co czyta, przecież to była kotka. Później siedzieliśmy na kanapie i coś powiedziałem, a ona mnie uszczypnęła.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Senna gra Mario. Skakanie pomiędzy dużą ilością postaci. Możliwe, że jazda motorem. Wspinaczka w grze. Chleb z miodem. Ziołowa pasta do zębów. Różnica pomiędzy push a pull. Chyba w szkole. Przeglądam gazety National Geographic. Zanim przejrzę zmieniają się w inne gazety i znikają. Wkładam część do dolnej szafy. Znajduję jakieś książki. Ktoś przeszkadza. Próbuję je czytać. Przeglądam jeszcze komiks. Nie udaje się do końca, bo się budzę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1