NeuroWonderland
Słuchałem jakiejś muzyki na słuchawkach. Nagle do pokoju wlatuje pszczoła i siada na laptopie. Mama wchodzi do pokoju i mówi, że trzeba coś z tymi pszczołami zrobić, bo one się zagnieżdżają w ramach okna. Wyszedłem po coś do kuchni. W radiu grali akurat to samo co przed chwilą słuchałem na komputerze, ale nie byłem pewien tak do końca, więc zacząłem się przysłuchiwać. Wtedy właśnie mama wyłączyła radio. Wróciłem do pokoju. Coś brązowego mi zaćmiło po prawej stronie, widziałem kątem oka. Coś leciało przy ścianie. Patrzę, a tam ćma siedzi na ścianie. Wielka, brązowa ćma. Duża, co najmniej jak dłoń.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
To była Saturnia pyri, pawica gruszówka :) Chyba że byłeś na Borneo.
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dwóch chodziło po zaśnieżonych górach. Jeden usiadł sobie (albo się przewrócił?). Drugi tyłem skoczył w przepaść. W tym czasie zrobił sobie selfie w locie. Chciał, aby zdjęcie było z innej niż zwykle perspektywy. Zdążył odrzucić telefon, co by ten pierwszy zobaczył zdjęcie. Ten co się przewrócił się obudził i patrzy co się stało z kolegą. Robiący zdjęcie, okazało się, że w porę złapał się czegoś wystającego, może korzenia drzewa i właśnie się wspina na górę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Siedzę na torach (przed biblioteką?). Zbliża się pociąg. Kładę się i wchodzę pod tory. Czekam, aż przejedzie nade mną. Wstaję i jestem w kuchni. Ten pociąg wjeżdża, ale jest w całości zbudowany z książek. Książki wjeżdżają po stole i rozsypują na podłogę. Przychodzi jakaś dziewczyna i dokłada jeszcze więcej. Mieszają się na podłodze. Przenosimy je na moje łóżko. Na łóżku już jest dużo wielkich, ciężkich ksiąg. Mam je niby przeczytać w kilka dni, a tu jeszcze kilkadziesiąt dodatkowych dochodzi. Może dam radę. Siedzę teraz na starym łóżku, odwrotnie ustawionym. Jest tamta dziewczyna. Oprócz niej, na końcu łóżka, jeszcze siedzi przede mną po turecku jakaś pani, chyba nauczycielka. Otworzyła mój zeszyt od matematyki i przegląda. Z zeszytu wypadła kwadratowa karteczka z narysowanym, za pomocą czarnego długopisu, konturem kwadrata, a w środku kwadrata czarna kropka. Pyta się mnie "A jak tam twoje oceny?" A za chwilę "Kto ci to założył?" "To będzie jeszcze kilka razy."

W szkolnej sali leżało dużo różnych rzeczy porozkładanych na ławkach i na podłodze. Mama stała przy biurku nauczycielskim. Znalazłem dwa plastikowe pudełka od kaset z muzyką. To były piosenki Michaela Jacksona. Widziałem wcześniej dwie kasety w paczkach z prezentami, które chyba pakowałem. Były trzy paczki, mała, średnia i duża. Przez chwilę widziałem ich zawartość. Te paczki z prezentami to były stałe, które się dawało komuś na prezent, a potem oni oddawali z powrotem i pakowało się znowu do tych trzech paczek, aby czekały na następny rok. I potem znowu to samo. Byłem pewien, że te dwie kasety były w tej średniej. Wyciągnąłem jedną, ale kaset nie znalazłem, bo to była mała paczka. Średniej i dużej jakoś nie mogłem znaleźć. Dwie baterie paluszkowe leżały na biurku nauczycielskim. Podniosłem je, ale tam nic nie było nagrane, bo to były zwykłe "operacyjne" baterie. Odłożyłem je.

Pani nauczycielka prowadziła nas do jakiejś innej sali. Kilka osób mnie namawiało, abym zobaczył kto tam mieszka. Tam po lewej, korytarzem, tam mieszka stara baba. Ciekawe czy się nie będę bał, bo ona tak naprawdę nie jest człowiekiem. Dobra, idę. Prowadzi mnie jakaś pani. W sumie to tej się powinienem bać, miała pół twarzy zniekształconej i czarnej jakby była spalona. No to dzwonię i ta pani, co miała być straszna, otwiera drzwi. Ja wtedy z krzykiem AAAAAA, uciekam. Chociaż nie wiem dlaczego. Wyglądała normalnie, nie to co ta co mnie tam prowadziła, pewnie zombi jakieś. Biegnąc zauważam, że ktoś wchodzi do środka przez "klatkę schodową". Tutaj była wielka galeria handlowa połączona z mieszkalnymi apartamentami i szkołami. Wracam się do nich, ale się zgubiłem tam i nie mogę ich odnaleźć. Dochodzę do końca korytarza (to pewnie nie był koniec, dalej to się ciągnęło). Końcówka była słabiej oświetlona. Szły panie pielęgniarki. Wchodzę schodami na jasne piętro. Tutaj był szpital psychiatryczny połączony z zakaźnym. Słyszę śmiechy łachahaha. Waldek Kiepski się śmieje i potem coś mamrocze do innych. Jest tam też, trochę do niego podobny, jakiś dawny kolega, dzieci i inni pacjenci. Bawią się. Dziwne, że nikt mnie nie zauważył. Schodzę z powrotem, bo psychiatrykiem nie będę szedł. Przechodzę przez całą galerię i siadam przy ścianie, tam gdzie to dziwne mieszkanie było. Ktoś z klasy wrócił. Pokazuję mu, że mam taką ulotkę. W prawej, pomarańczowej części zostały takie jakby resztki gry, która została zgubiona. Te resztki są minigierką. Widok z góry na las, słabo zarysowane jakby ołówkiem. Zaczyna się poruszać, idzie jakaś nieokreślona postać. Wciąga nas. Przechodzimy przez jakieś zgliszcza. Wchodzimy do opuszczonego kościoła. To jest inna strefa rzeczywistości. Panuje tu leśny chaos,  wszędzie ziemia, ściółka, szyszki, kora, gałęzie leżą naokoło. To jest miejsce złej czarownicy. Niby mamy tam kogoś ratować (jakieś zwierzątko?). Wchodzę na niewielką górkę usypaną z kamieni. Po drugiej stronie stoi szaro czarny wilk. To ta czarownica ukazała się nam w takiej formie. Mały, leśny ludek przebiega obok wilka i gdzieś biegnie. Wilk zmienia się w bardziej ludzką postać. Ta czarownica stoi po środku kościoła. Coś do nas mówi. Widać tego ludka pod ziemią. Widzę go tak jakoś z boku, widzę co robi pod ziemią i poza, to co się dzieje ponad ziemią. On wyciąga dwa kolce i spod ziemi wbija je w bose stopy czarownicy. Ona rozzłoszczona, rozkazuje swoim służącym, aby go złapali. Okazało się jednak, że pod ziemią były drzwi czasoprzestrzenne i jego dawno już tam nie było. Powiedziała, że możemy już iść. Ten ktoś z kim tam byłem przechodzi pomiędzy drzewami. Zarówno czarownica i ten ktoś byli niewyraźni. Poszedłem za nim i wszedłem do windy. Poruszamy się do góry, na zewnątrz. Wchodzi wizja czterech mafijnych braci jadących czarnym samochodem w nocy. Oni się już przewijają przez dłuższą serię snów. Kim oni są? Gangsterami wampirami? Czterech wiralnych jechało przez snieżną noc. Wychodzimy z windy do tej "klatki schodowej" i przechodzimy do galerii handlowej. Gdzieś po środku, spotykamy się z innymi, czekającymi na nas. Omawiamy co zdarzyło się w strefie leśno kościelnej. Ludek nam zwiał, a czarownica nic nie zdziałała.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1