Kim jestem?
To spróbuj ego death
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Widzę, że ostatnio trwa refresh tematów z kąciku filozoficznego. Dołączę się :)
Blisko początku dyskusji w tym temacie, wątek został nakierowany, przez sensowne stwierdzenie, że "ja" nie może stanowić nic zmiennego. Wobec tego nie może być żadną myślą, koncepcją czy uczuciem.
To co rzuca jakieś światło na temat, to to, że tak jak Incestus wspomniał jest w nas pewien aspekt, którego nie da się w żaden sposób kontrolować czy zmienić, a jest to odczucie istnienia same w sobie. Niezawiele można o nim powiedzieć. Jest to po prostu jakaś przestrzeń. Towarzyszy nam ciągle. Za myślami, za emocjami.
Poprzez medytację, wyciszenie lub samoobserwację, możemy doświadczyć ciągłości tego swego rodzaju "jestem". Tej ciszy. Samo to doświadczenie, może zmniejszyć nasze "utożsamienie z umysłem", bo w tym doświadczeniu ciszy zauważamy kontrast do typowego doświadczenia. Ta cisza nie ma żadnych przekonań, żadnej tożsamości. Jest jakby poza czasem i przestrzenią. Dalej jednak jest to bycie. Jeszcze większą zmianę może przynieść dokładne zaobserwowanie jak gwałtownie ta cisza potrafi zniknąć, abyśmy za chwilę doświadczali myśli wraz z poczuciem "wiem, że wiem", któremu tak ufamy. Myśli, która przyszła sama :P

Ta cisza poprzez medytację, czy inne narzędzia osłabiające nasze przywiązanie do myśli, może się rozwinąć. Stać się częstsza, bardziej naturalna a wszystko poza ciszą, mniej kontrastujące do niej. Co skutkuje większym spokojem. Ale co ciekawsze, zmianie ulega też poczucie granicy ja i nie-ja, które stopniowo zanika. Praktykanci medytacji relacjonują wyraźne wrażenie rozpuszczenia "ja" w przestrzenii. Buddyzm kładzie nacisk na odkrycie i wyodrębnienie w medytacji, pośród tych wszystkich odmiennych stanów, tzw. natury umysłu. Która nie tyle jest stanem, co niedualną podstawą wszystkich stanów. I zaleca spoczywanie w naturze umysłu jak najdłużej.

Buddyzm twierdzi, że to jest właśnie nasze "Ja". I myślę, że ma to duży sens, bo pasuje do konceptu. Ta przestrzeń jest niezmienna i towarzyszy nam nieprzerwanie (według Buddystów nawet w głębokim śnie). Ponadto, charakterystyczną cechą doświadczania tej niedualnej przestrzeni jest bezwysiłkowość. A taka chyba powinna być nasza własna natura - naturalna.
A jak opisuje się to doświadczenie? Poczucie bycia doskonałym, wiecznym, bez granic. Czy nie tak wyobrażamy sobie Boga? :)
Dreamweaver - break your chains and make your move
Or you might just see a dreamweaver's fall
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wiktorze, Szymonie, Andrzeju, wiecie coś może na temat zatrzymania oddechu podczas medytacji?
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
buddyzm nie tyle kładzie nacisk na uwolnienie się z cierpienia co na tzw "prawdę"
mało optymistyczne?to wasze ego tak twierdzi 
tolle i wielu innych oświeconych odkryło to a dalej cierpią 
paradoksalnie jednak NIE  :))
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ja bym powiedział, że odwrotnie właśnie.
Na"prawdzie" skupiają się dogmatyczne religie. Mają pewną sztywną ramę pt. "prawda" a wszystko poza nią, jest kłamstwem. To kategoryczne myślenie, okalecza poznanie. Ta rama nie powinna się w żaden sposób zmieniać, więc odrzucają wszystko co choć trochę może jej zagrazać. Bez zastanawiania się czy w ogóle ta rama jest kompletna.
Buddyzm nie sugeruje sztywnych prawd. A już na pewno nie jakieś złożone. Sugeruje praktykę medytacyjną, poznanie na własną rękę.
Można powiedzieć, że u sedna leży pewna "prawda". Ale prawda, do której buddyści dążą, nie jest ramą. Ona jest, ale nie jest "czymś". A jednocześnie przenika wszystko. No i jest źródłem wyzwolenia.

Często się jednak mówi w duchowości, żeby nie patrzeć na oświecenie, jak na coś co uwolni od wszystkich problemów. Nie należy na to liczyć. To jest bardziej za zasadzie pogodzenia się i nie zwiększania swojego cierpienia, przez samą chęć pozbycia się go.


Nie wiem skąd twierdzenie, że Tolle i inni oświeceni dalej cierpią. Ekhart w jakimś wywiadzie mówił, że ostatni raz kiedy czuł negatywne emocje (bo go o to zapytano) było jak patrzył na film, w którym są krzywdzone zwierzęta. No ale oczywiście może kłamać i kreować postać dla swoich celów. Lub idealizować swój brak cierpienia. W każdym razie, nie wiadomo. Trzeba mieć też na uwadze, że nie wszyscy popularni guru duchowi posiedli wgląd w naturę rzeczy. "Oświecenia" są różne. Żeby zostać guru nie potrzeba nawet fałszywych (o które łatwiej). Ładnie to pokazuje film "Kumaré. Guru dla każdego" :)
Dreamweaver - break your chains and make your move
Or you might just see a dreamweaver's fall
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
jedno jest pewne:można uwolnić się od cierpienia :D
fallen ale szkopuł tkwi w tym że oświecenie/świadomy sen ja zwał tak zwał uwalnia od wszystkich problemów może nie odrazu bo najpierw trzeba latami medytować ale z czasem
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1