Tak teoretycznie wpływa uważność na sen - zwiększa płynność i stabilność fabularność. Sny stają się spójniejsze, wydarzenia bardziej z siebie wynikają.
Wieczór, za oknem granatowo. Jestem w domu, w salonie. Po podwórku przechadza się tata, czekam aż wróci do domu. Gdy już przychodzi, ja idę na dwór. Mam w rękach mały pojemnik wielkości kasety od magnetofonu owinięty z dwóch stron kawałkami papieru. W środku są narkotyki. Muszę szybko gdzieś to schować, mam mało czasu. Idę za garaż i szukam odpowiedniej kryjówki, ale nic się nie nadaje. Idę w stronę ulicy, ale sobie myślę, że tam to lepiej tego nie chować, za blisko ludzi. Idę w drugą stronę do ogródka. Zauważam niewielkie drzewo, w którego pniu jest spora dziura. Wkładam tam zawiniątko i przykrywam kawałkami drewna. Odwracam się w stronę ulicy i dostrzegam nadchodzącego kolegę, z którym miałem robić jakieś interesy w związku z narkotykami.
Jestem w gimnazjum, w sali ze stołem od pingponga (to samo miejsce, które pojawiło się we wczorajszym śnie). Oglądam na telefonie film na YT, to przeróbka Pingwinów z Madagaskaru, trochę w stylu tego, co można znaleźć na kanale Ciętego Adriana na YT. Pingwiny są na łodzi podwodnej, dodatkowo wszystko rozgrywa się w klimacie średniowiecza, trochę dziwne połączenie. Film jest całkiem zabawny. Podchodzi do mnie starszy brat mojego kolegi z klasy (w rzeczywistości kolega nie ma starszego brata) i mówi, że już wszystko gotowe, że już możemy iść na przyjęcie. Idziemy schodami na górę, szkoła zmienia się w jakby hotel. Wchodzimy do mieszkania. Jest to jedno duże, okrągłe pomieszczenie z wejściem na wielki balkon z widokiem na... w sumie to nie wiem na co, na coś ładnego. Może morze, a może góry, nie pamiętam. Ogólnie to wygląda trochę jak ta sypialnia w Kaer Morhen z Wiedźmina 3, tam, gdzie zaczyna się gra. Nie przyszedł jeszcze kolega (młodszy brat tego, który mnie tu przyprowadził) więc musimy na niego zaczekać. Idę na balkon. Spotykam tu swoją koleżankę z klasy. Na jej telefonie pokazuję jej tą przeróbkę Pingwinów, którą oglądałem wcześniej. Nie jest zbyt zainteresowana, odchodzi do sali, a jej telefon, który jest w moich rękach, się wyłącza. Chcę go włączyć, ale nie znam hasła. Hasło zależy od filmu, jaki właśnie się oglądało, a ja nie pamiętam jakie było hało dla tej przeróbki. Trochę się denerwuję, bo przecież powinienem je znać. Idę do sali, patrzę, że już kolega przyszedł. Siedzi po jednej stronie stołu, przy jego prawym boku usiadła koleżanka. Ja siadam przy prawym boku dziewczyny, czuć delikatne napięcie związane z naszą rywalizacją o nią. Zaczynamy ucztę. Jedzenia jest bardzo dużo, na deser jem jakieś brunatno-czerwone ciasto, ledwo je mieszczę. Uczta trwa już jakiś czas. Koleżanka znudzona całym tym przyjęciem kładzie swoją głowę na moim ramieniu. To przyjemne uczucie zwycięstwa jest moje! Mimo wszystko zastanawiam się, jak zniesie to mój kolega. Trochę mi go żal.
WBTB jak wczoraj, z tym, że trochę dłużej czuwałem. W tym czasie rozwiązywałem w pamięci zadania matematyczne w stylu 56*73=? Nie było to takie łatwe, umysł ciągle błąkał się po innych rzeczach, trudno mi się było skupić na liczbach. Dość ciekawe doświadczenie. Gdy wróciłem do łóżka spróbowałem WILDa, ale nie byłem zbyt cierpliwy i po kilku(nastu) minutach pozwoliłem sobie normalnie zasnąć.
Przechadzam się po Ostrołęce, na parkingu zauważam czerwonego fiata pandę, któym rzekomo jeżdżę w czasie kursu na prawko (w rzeczywostości jeżdżę czym innym). Wsiadam do auta i zaczynam jeździć po specjalnym polu do nauki. Wygląda to jak zwykła łąka, porośnięta zieloną trawą, niezbyt równa, z wieloma wybrzuszeniami i dołami. Dokoła wznoszą się wysokie siatki (wiecie jak wyglądają orliki przy szkołach, mają takie siatki, żeby piłka nie wyleciała za boisko, no to właśnie tak wyglądały te bariery we śnie, tylko były o wiele wyższe). Na polu nie jestem sam. Wokół jeździ kilka osób na motocyklach. Postanawiam spróbować driftować. Przyspieszam i szybko wciskam hamulec, kierowniecę skręcam ostro w prawo. Udaje się. Robię to jeszcze kilka razy. Przy ostatniej próbie tuż przy moim samochodzie driftuje jeden z motocyklistów. Boję się, że jeszcze w niego walnę, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Niedaleko zauważam swojego instruktora. Wysiadam z auta, zastanawiam się, czy będzie na mnie zły, że tak bez pozwolenia usiadłem za kółko. Przybiega do mnie dziewczyna, blondynka, ma okrągłe okulary. "Masz teraz jazdy? Chcesz to auto?" - pytam jej, ona odpowiada, że tak. "No to wsiadaj i podjedź do instruktora" - mówię, ale ona jest trochę zawstydzona, okazuje się, że to będzie jej pierwsza godzina i nie umie jeszcze jeździć. Mówię do niej, że nie ma się co martwić, że ja też nie umiałem jak zaczynałem, że wszystkiego się nauczy.
Moja świadomość przeniosła się do mojego ciała z alternatywnej rzeczywistości. Stoję w lesie, jest pochmurny dzień, kolory są przygaszone. Mam na sobie mundur harcerski koloru ciemnej zieleni. Podchodzi do mnie generał, na oko ma z 40 lat. - Prawie zgubiłeś swój guzik! Patrz, masz go na bucie, masz go pilnować! - krzyczy do mnie. Patrzę na swoje czarne buty, ale nic tam nie dostrzegam, nie wiem o co chodzi z tym guzikiem. Tak naprawdę to nic nie wiem o otaczającej mnie rzeczywistości, w końcu tak nagle się tu przeniosłem, muszę obserwować i uczyć się, o co tu chodzi. Generał odchodzi, rozglądam się wokół. Kilkanaście metrów ode mnie zauważam korek samochodowy. Tak, korek w lesie. Tylko że samochody latają kilka metrów nad ziemią, poruszają się powoli, widzę jak jeden granatowy uderza delikatnie bokiem w srebrnego przed sobą, ale to nic, nic się nie dzieje, po prostu popycha go trochę w powietrzu. Co to za świat, zastanawiam się. Odwracam się. Zauważam biały minibus, czekają na mnie. Wchodzę do środka, na tyłach autobusu zauważam grupkę chłopaków w moim wieku, ubrani są tak samo jak ja. Zastanawiam się, czy JA z tego świata koleguję się z nimi, czy to moi przyjaciele. Nie wiem, no bo skąd, wolę grać bezpiecznie i siadam z przodu pojazdu niedaleko kierowcy, akurat są tu dwa wolne siedzenia. Zaczynamy jechać z dość stromej górki, myślę sobie zaraz, czemu jedziemy, przecież tamte samochody latały. I w tym momencie po rozpędzeniu się pojazd odrywa się od ziemi i zaczynamy lecieć. Przez szybę przednią ogromnych rozmiarów patrzę na krajobraz z lotu ptaka. Widzę taką typową Polskę z góry - łąki, nieliczne wsie. Mimo to, jest to niesamowity widok. Pozostali w autobusie w czasie wznoszenia się w powietrze wydawali z siebie takie typowe uaa, jak dzieci w czasie zjazdu ze zjeżdżalni. Lecimy dalej. Przed nami wyłania się duży biały budynek w kształcie sześcianu, w losowych miejscach ma duże okna. Tam właśnie lecimy.
Jestem w budynku, w sporym pomieszczeniu, to chyba sala konferencyjna. Wszystko wokół jest nieskazitelnie czyste i doskonałe. Pomieszczenie dzieli na pół szyba nie do przebicia. Ja jestem po stronie z balkonem. Podchodzę do szyby, za nią jest biurko, a przy nim siedzi jakaś kobieta. To alternatywna wersja Marii Skłodowskiej-Curie. W tym świecie dzięki nauce udało się już wyeliminować wszelkie choroby i w głównej mierze odpowiada za to właśnie Maria. Niestety, w zamian za to ludzie musieli zapłacić ogromną cenę. Uderzam kilka razy pięścią w szybę żeby zwrócić na siebie uwagę kobiety. Gdy udaje mi się to, zaczynam do niej przemawiać. - Popatrz, ludzie już nie chorują, ale za jaką cenę!? Stracili swoją wolność, są jak marionetki. Wyobraź sobie te wszystkie wynalazki, odkrycia, które jeszcze są przed tobą, musisz działać! Na twarzy uczonej zaczyna pojawiać się przebłysk determinacji, siły. W tym momencie za plecami kobiety otwierają się drzwi i wchodzi mój generał. Kobieta z rezygnacją opada na fotel, a na jej twarz powraca dawna bezsilność. Generał podchodzi do mnie (nie wiem jakim cudem przeszedł przez barierę ze szkła, w każdym razie w trakcie snu się nad tym nie zastanawiałem). Odwracam się w stronę balkonu. Nie wygląda standardowo. Nie ma barierki, a zamiast tego z jego krawędzi wystaje dwumetrowy pas pomarańczowej gumy antypoślizgowej skierowany w kierunku ziemi pod kątem 45°. Niebezpiecznie, biorąc pod uwagę wysokość, na której się znajduje. Na balkonie nie jestem sam. Jest tu jeden z tych chłopaków z autobusu i jeszcze dziwny mężczyzna, po twarzy widać, że jest chory psychicznie, może na autyzm czy coś w tym stylu. Chłopak ubrany jak ja w ten szarozielony mundur stoi na tej gumie, balansuje na krawędzi. W rękach ma jakiś przyrząd przypominający metrówkę. Generał, za moimi plecami każe mi też wejść na tę gumę. Wchodzę. Tracę równowagę i przewracam się, w porę udaje mi się wejść, ale przy okazji gubię ten ważny guzik, który spada w przepaść, nadal nie wiem o co z nim chodzi. Po wdrapaniu się na górę patrzę w twarz tego chorego psychicznie, odczytuję te same emocje co u Skłodowskiej - bezsilność, poczucie klęski, może nawet wstyd. Nie rozumiem! Co tu się wydarzyło!? Co to za świat?
Siedzę sobie u siebie w pokoju. Jest noc, mam włączone światło. W przedpokoju też się świeci, słyszę głosy mamy i jakichś gości. Nie chę mi się z nikim witać, zostaję tutaj. Ze stołu biorę jakąś ulotkę i zaczynam czytać. Nie wiem o czym to było, ale po obudzieniu się miałem w głowie ten film z A.Sandlerem Click. Gdy jestem już w połowie tej ulotki, pod nią, na stole, materializuje się kolejna. Jest niebieska, z jakimiś palmami. Jestem zdziwiony. Ale jak to, tak się to tu po prostu pojawiło? Już zamierzam to zaakceptować, gdy postanawiam mimo wszystko zrobić TR. Mogę oddychać przez zaciśnięty nos. A, no ok, to co tam jest w tej ulotce?... Zaraz, CO? Ponawiam test. Tak, rzeczywiście, mogę oddychać. To jest sen!? A no w sumie, to ma sens. Wyciągam przed siebie dłoń, na początku wyglądała normalnie, ale już po chwili zaczęła się zmieniać tak, że aż trudno było stwierdzić jak wygląda. Wtedy uderzyły we mnie bardzo silne emocje. Zapierające dech w piersi. Dosłownie. I zanim jeszcze mogłem zastanowić się, co chcę zrobić w ld..., obudziłem się.
Dziś się trochę bardziej postarałem z tym WBTB. Czuwałem ponad 10 minut, a potem zrobiłem SSILDa. Zrobiłem może ze trzy cykle, potem pogrążyłem się w innych myślach i nie zdołałem powrócić do techniki. Potem nie wiem co się wydarzyło tak naprawdę. Ja to odczuwam tak, że nie mogłem zasnąć, po jakimś czasie otworzyłem oczy i widziałem swój pokój, normalnie, jak na jawie, dopiero później zasnąłem. Ale możliwe, że zaraz po SSILDzie zasnąłem, a to czego później doświadczyłem, to coś w stylu FA? Nie wiem. Żałuję, że nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić TR. Na razie jestem zadowolony z efektów (dzisiejszy sen był naprawdę super, przeżyłem go jak jakiś dobry film, dawno mi się coś takiego nie śniło, no i LD było), będę jeszcze próbował, ale teraz, jak już się zacznie rok szkolny, to WBTB tylko w weekendy. Przynajmniej uważność mogę ćwiczyć codziennie.
Rzeczywiście ładny sen i jaki bogaty w znaczenie. Na twoim miejscu pozastanawiałbym się nad nim. Poza odpowiednikami emocjonalnymi symboli ( generał, guzik - nieznana wartość lub nieuchwytny cel, szklana bariera, chory człowiek i karkołomne zadanie ) jest tu też kilka postaci, na które mogłeś zaprojektować własne emocje. Niemniej tylko ty przy tej mnogości szczegółów będziesz w stanie rozeznać się o co może chodzić
Isabela nie rozumiem co cię bulwersuje, Karni nie użył w tym zdaniu niczego obraźliwego ani nawet pejoratywnego.
Od "chorego psychicznie" niedaleko już do "wariata".
Moim zdaniem wygląd i zachowanie tego człowieka wskazywały na zaburzenia w funkcjonowaniu układu nerwowego.
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00
(03-09-2017, 17:21 )Isabela napisał(a): Od "chorego psychicznie" niedaleko już do "wariata".
Moim zdaniem wygląd i zachowanie tego człowieka wskazywały na zaburzenia w funkcjonowaniu układu nerwowego.
Droga Isabelo, chciałbym zauważyć, że po pierwsze nie wspomniałem ani słowem o zachowaniu tego człowieka. Po drugie, dla mnie właśnie takie skojarzenia wywołał jego wygląd. Mój śniący umysł zinterpretował to jako chorobę psychiczną i tyle, nie możesz mi mieć tego za złe. Po trzecie, nie wiesz nawet jak wyglądał, tylko ja to wiem, więc jak możesz w ogóle mieć jakiekolwiek zdanie na temat jego wyglądu? Po czwarte, to nie był wariat, tylko osoba chora psychicznie.
(03-09-2017, 17:40 )Karni napisał(a): ...Po trzecie, nie wiesz nawet jak wyglądał, tylko ja to wiem, więc jak możesz w ogóle mieć jakiekolwiek zdanie na temat jego wyglądu?...
Isabela zapewne weszła w twój sen. Z oddali obserwowała co się działo. Była niewidzialnym obserwatorem, więc nawet jej nie zauważyłeś
choroba psychiczna i zaburzenie psychiczne to terminy medyczne i nie są obraźliwe. Wariat, szaleniec, maniak - to są obelgi dotyczące tych samych znaczeń. Z kolei określeniem pejoratywnym jest na przykład " schizofrenik "