03-10-2013, 14:52
Dzisiaj całkiem ładny LD, aczkolwiek nic wyjątkowego. Zwykły sen świadomy, w którym miałem kontrolę. W pewnym momencie znajdując się na idyllicznej łące na zniesieniu postanowiłem sprowadzić deszcz. Przycisnąłem ucho na wielkim posągu buddy i z obrzeży horyzontu, z każdej strony zaczęły wyłaniać się ciemne chmury. Posuwały się jak w przyspieszonym tempie coraz bardziej zaciemniając słoneczny krajobraz utwarzając piękny, mroczny wir nad wzgórzem. Zamiast deszczu z kłębów spłynął czarny płomień wzbijając eksplozję tego samego koloru, z kiczowatymi iskrami jak z gier komputerowych. Po wybuchu z nieba spłynęła taka ilość brudnej wody, że zupełnie ograniczyła sensowne widzenie 
Po jakimś czasie LDka znalazłem się w tym samym miejscu i postanowiłem powtórzyć wyczyn z deszczem. Tym jednak razem, zamiast chmur zaczęły gromadzić się w powietrzu pokłady sadzy i popiołu. Gdy zajęły już całe przestworza nad pagórkiem, rozbiły się na nieskończone populacje much, które obsiadły całą widoczność terenu.
W innym LDku zapytałem mądrze wyglądającej projekcji, czy możliwe jest wspólne śnienie. Wybuchnęła śmiechem i stwierdziła, że owszem, pod warunkiem że możliwe jest przeszczepienie sobie narządów

Po jakimś czasie LDka znalazłem się w tym samym miejscu i postanowiłem powtórzyć wyczyn z deszczem. Tym jednak razem, zamiast chmur zaczęły gromadzić się w powietrzu pokłady sadzy i popiołu. Gdy zajęły już całe przestworza nad pagórkiem, rozbiły się na nieskończone populacje much, które obsiadły całą widoczność terenu.
W innym LDku zapytałem mądrze wyglądającej projekcji, czy możliwe jest wspólne śnienie. Wybuchnęła śmiechem i stwierdziła, że owszem, pod warunkiem że możliwe jest przeszczepienie sobie narządów





