Brudnopis
#41
Płynę sobie łódką po oceanie błogości
Łódka zaczyna tonąć. Boję się głębokości.
Wszechbłogiej świadomości ocean mnie pochłania
Tymczasem tyle egzaminów jest do zdania.
Osuwam się w nicość, zero problemu,
A w lodówce nie ma ni szynki, ni dżemu.
Pochłania mnie pustka niczym ruchome piaski.
Ginie tu wszelki dualizm, życia cienie i blaski.

Co zrobić, by nie wciągało, czasu przecież jest tak mało.
Wciąż oszukuję siebie, że czuję się jak w niebie.
Zniżam się do fizycznego poziomu, czuję się jak kupa złomu.
Bajzel mam w pokoju, na biurku sterta gnoju.
Mam dosyć swojej roli, milczenie już mnie boli.
Ogranicza mnie moje ciało, snu wciąż mi za mało.
Nie jadam kolacji, pogrążam się w medytacji.
Uciekam w mistyczne doznania, znów błogostan mnie pochłania...
Umysł nadal mi się zawiesza, nikt mnie nie pociesza.
Jakie jest moje życiowe zadanie - czy tylko studiowanie?


(z tomiku "Odchody umysłu" (Departures of the mind), 2016)
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
Najnowsze odpały Sudo

Nie wierzę w cel, ani w znaczenie wiary
Sensem życia kobiety jest po prostu zmywać gary
Ulotne szczęście, iluzja, przesyt i niedosyt
Nie ma dobra i zła, są tylko w głowie sprzeczne głosy.

Pomiędzy trwaniem a upadkiem, w agonii się budzę
Jestem w zawieszeniu, śmiertelnie się nudzę
Potykam się, ale nie ogarnia mnie zwątpienie
Los chciał mnie zniszczyć, lecz nadeszło wybawienie.

Ostatni krok, oto dokonana transformacja
Przemienia i wzmacnia mnie niczym konsekracja
Szał odurza, w strudze krwi obraz świata rozmywa
i staję się śmiercią, co złudzenia przerywa.

Ból, klęska i zagłada roznieci żar przemiły,
Niech nazwą mnie ścierwem, niech nazwą trupem zgniłym,
Tej prawdy i pragnienia już się nie wypieram,
Unicestwić wszystko, wypalić do zera!

Rytuał to symbol, w końcu to przyznaję
Jestem osą, za co ojcu podziękowania daję!
Mam chitynową tarczę, co w potrzebie mnie chroni
I pajęczą nić, którą strzelam z dłoni.

Ofiara się dopełnia, gasną ulotne życia
Krew przelewam, by mieć coś do picia
W szaleństwie jest metoda, ale cóż to znaczy,
Gdy temu wszystkiemu zaprzeczyć nikt nie raczy?

Ty, któremu udało się żar we mnie rozpalić,
Przyjmij, że nie chcę być kolejną owcą na twej hali
Nie oddam tak bez walki tego, co do mnie należy
Jestem bezimienna, czas się z rzeczywistością zmierzyć!

Moc, co z pustki mnie wywiodła, teraz kładzie na mnie faję
To entropia i ekspansja - a ja obu cześć oddaję!
To jedyne, w co wątpić nigdy nie przestanę
Kiedy czas nastąpi, w mroczną otchłań się dostanę.

Jedyna prawdziwa świętość to w trwaniu konsekwencja
A jedyna zbrodnia - mistyczna transcendencja
Dlatego zatrzymać się nie mogę, pókim żywa
Podpisuję się krwią - nikt się do mnie nie umywa!
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
Errata ? :)
Nie wiem czemu, może przez układ wersów a może przez wielkościowo - frustracyjną treść, ale jak czytałem obie wersje, to nie mogłem sobie wyobrażać linii melodycznej inaczej niż w Czosnek - " Jestem zajebisty " :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
Spodobał mi się ten Czosnek, dzięki :)
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
Nowe odpały Isabeli

Nie oczekiwałam, że to przyjdzie bez problemu
Wszystko, co mówię, jest bełkotem z etykiety dżemu
Moja mapa, własny język, którym świat opisuję
Sorki, od kilkunastu lat już się w tym specjalizuję

Przyjęłam łaskę, autyzmu błogosławieństwo i udrękę
Każde słowo to ból i droga przez mękę
Każdy bodziec jest śnieżynką, co zamieć potęguje,
Może zdołam uciec, zanim mnie przestymuluje.

Nie wiem, jakie mam szanse wyjść z tego z humorem
Zyskuję moc, ale w zamian staję się potworem
Zapędzona w róg, ciało do ściany przyparte
Czekam, aż łańcuchy rdzą zostaną przeżarte.

Twoją klątwą  - anihilacja, moją jest zaś trwanie
Wieczne wojny o to, co zjeść na śniadanie
Wpadam we własne sidła, odbijam się od ściany
Kocur zagryzł kurę, widłami został zadźgany.

Nie mam już siły w kółko o tym gadać
Waszą hipokryzję w dupska możecie se powkładać
Oszczędźmy sobie wstydu, ohydy, zakłamania
Czas wyciągnąć wnioski z błędów powtarzania!

Czerwony przycisk, o którym słyszałam tak wiele
Kiedy go znajdę, wszystko rozpierdzielę
Teraz wiem, jak to jest z gwarancją, zwłaszcza po naprawie
Pozostanę wierna okolicznościom, nie sprawie.

Tak musi być, powtarza w głowie głos nieubłagany
Liczy się skuteczność, nie puste slogany
W swoją stronę mnie ciągnie Intencji ciężar słodki
Wypowiadam wojnę. Cel uświęca środki.

Pomyłka, zmiana planów, korekta, krok do nieba
Znów zejdę do piwnicy, gdy zajdzie potrzeba,
Przyczajam się w mroku, światło zawzięcie tropię,
I wytyczam granicę - ogrodzenie, które kopie.

Przyjmij mą diagnozę lub zaprzecz mej chorobie
Patrzę wzrokiem zamglonym, zamykam się w sobie
Bronię swojej pozycji, za szybą się ukrywam,
Podpisuję się palcem - skroplona para po szkle spływa...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
Któregoś dnia szłam sobie po osiedlu. Na chodniku zobaczyłam jakieś bazgroły kredą. "Oho, dzieci wyszły na dwór, zamiast siedzieć cały czas przed kompem albo w telefonie." - pomyślałam. Jak miło.
Podeszłam bliżej, aby przeczytać napis.

Zasubskrybuj ... (dalej nieczytelne)
"Często wchodzimy do snu świadomi, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1