01-11-2010, 08:27
Czytałem.
No i sen:
1.11.2010r.
Ja, występując w roli młodego Baracka Obamy, zbuntowałem się i wyruszałem do Ameryki. Po drodze spotkałem takiego jednego Szymona, który wyruszył ze mną na wyprawę. Po drodze znaleźliśmy autostradę, wzdłuż której wiła się ścieżka rowerowa, bardzo wąska. Poszliśmy po niej i wywiązała się taka konwersacja:
Szymon: Ale przyczepny ten asfalt.
Ja: Ale się leje.
Sz: To go wypij.
J: Nigdy!
Gdy doszliśmy na pewne wzgórze, asfalt zaczął pękać :!: i objawił się nam Jan Paweł II, który powiedział:
JPII: To jest święty asfalt!
I wtedy przełączył mi się sen.
No i sen:1.11.2010r.
Ja, występując w roli młodego Baracka Obamy, zbuntowałem się i wyruszałem do Ameryki. Po drodze spotkałem takiego jednego Szymona, który wyruszył ze mną na wyprawę. Po drodze znaleźliśmy autostradę, wzdłuż której wiła się ścieżka rowerowa, bardzo wąska. Poszliśmy po niej i wywiązała się taka konwersacja:
Szymon: Ale przyczepny ten asfalt.
Ja: Ale się leje.
Sz: To go wypij.
J: Nigdy!
Gdy doszliśmy na pewne wzgórze, asfalt zaczął pękać :!: i objawił się nam Jan Paweł II, który powiedział:
JPII: To jest święty asfalt!
I wtedy przełączył mi się sen.

"Dobra, obudźcie mnie gdy skończycie"





