04-09-2026, 21:13
04.09.2026
W domu jest impreza. Krzątam się od pokoju do pokoju i zaglądam co tam się ciekawego dzieje. W większości pomieszczeń jest ciemno, więc za bardzo nie ma na czym zawiesić uwagi. Trafiam do jasnego salonu, gdzie widzę mojego zmarłego ojca. Siedzi przy stole na którym znajduje się na w pół wypełniona butelka brązowawego mocnego alkoholu. W okół porozstawiane są różnego rodzaju szklane kieliszki. Podchodzę do niego. Zaczyna rozlewać trunek, chociaż wygląda to jakoś dziwnie, jakby było wygenerowane przez kiepskie AI. Po chwili na stole wszystkie kieliszki mają w sobie zawartość, a ja zastanawiam się który wybrać. Z opresji wybawia mnie ojciec, który ze swojej ręki podaje mi kwadratową szklankę do whisky. Wypijamy. Na początku nie ma smaku, a potem na końcu języka czuję mocną alkoholową cierpkość.
Tu ciągłość snu się urywa, ale zapamiętałem kilka fragmentów.
Chodzę z ojcem po sklepie i szukamy gorzkiej czekolady. Trudność polega na tym, że musi mieć odpowiedni procent kakao. Udaje mu się, a potem matka zaczyna ciągać po alejkach. Co chwilę znikają mi z oczu, a ja staram się nadążyć. Nie chcę stracić ojca z oczu, żeby nie zniknął jak to bywa w snach.
Spacerujemy po parku. Widzę, że ktoś robi zdjęcie i z ciekawości zerkam w ekran, żeby zobaczyć czy ojciec załapie się w kadr i czy w ogóle wyjdzie na zdjęciu skoro jest osobą z zaświatów. Finalnie na fotce pojawiła się osoba w jego wieku, ale wyglądała trochę inaczej.
Odczuwam takie lekkie przebudzenie.
- Krzysio śpi? - słyszę głos mojej matki
- Nie śpię - odpowiadam
Rozglądam się i widzę siedzącego obok mnie ojca. Czyli to dalej sen - pomyślałem. Siedzimy na czarnych cmentarnych ławeczkach. Ja z przodu z ojcem i matką, z tyłu ktoś z rodziny, ale dokładnie nie wiem kto. Jest też moja matka chrzestna, tylko wygląda dużo starzej. Coś tam się gawędzi, ale w pewnym momencie przychodzi mi myśl, że ja pewnie jestem w tym samym miejscu w rzeczywistości i muszę się obudzić, więc czas się pożegnać. Zaczyna grać nastrojowa muzyka. Wstaję i chylę się do ojca dając mu przytulasa. Potem daję mu buziaka w usta, następnie dalej w policzek, i dalej w policzek, aż nasze głowy się mijają.
Pobudka.
Łza zaczyna mi cieknąć po policzku, a moim oczom ukazuje się ciemność mojego pokoju, w głowie cięgle gra ta muzyka. Zdaję sobie sprawę, że wcale nie musiałem się budzić.
Żegnaj tato.
W domu jest impreza. Krzątam się od pokoju do pokoju i zaglądam co tam się ciekawego dzieje. W większości pomieszczeń jest ciemno, więc za bardzo nie ma na czym zawiesić uwagi. Trafiam do jasnego salonu, gdzie widzę mojego zmarłego ojca. Siedzi przy stole na którym znajduje się na w pół wypełniona butelka brązowawego mocnego alkoholu. W okół porozstawiane są różnego rodzaju szklane kieliszki. Podchodzę do niego. Zaczyna rozlewać trunek, chociaż wygląda to jakoś dziwnie, jakby było wygenerowane przez kiepskie AI. Po chwili na stole wszystkie kieliszki mają w sobie zawartość, a ja zastanawiam się który wybrać. Z opresji wybawia mnie ojciec, który ze swojej ręki podaje mi kwadratową szklankę do whisky. Wypijamy. Na początku nie ma smaku, a potem na końcu języka czuję mocną alkoholową cierpkość.
Tu ciągłość snu się urywa, ale zapamiętałem kilka fragmentów.
Chodzę z ojcem po sklepie i szukamy gorzkiej czekolady. Trudność polega na tym, że musi mieć odpowiedni procent kakao. Udaje mu się, a potem matka zaczyna ciągać po alejkach. Co chwilę znikają mi z oczu, a ja staram się nadążyć. Nie chcę stracić ojca z oczu, żeby nie zniknął jak to bywa w snach.
Spacerujemy po parku. Widzę, że ktoś robi zdjęcie i z ciekawości zerkam w ekran, żeby zobaczyć czy ojciec załapie się w kadr i czy w ogóle wyjdzie na zdjęciu skoro jest osobą z zaświatów. Finalnie na fotce pojawiła się osoba w jego wieku, ale wyglądała trochę inaczej.
Odczuwam takie lekkie przebudzenie.
- Krzysio śpi? - słyszę głos mojej matki
- Nie śpię - odpowiadam
Rozglądam się i widzę siedzącego obok mnie ojca. Czyli to dalej sen - pomyślałem. Siedzimy na czarnych cmentarnych ławeczkach. Ja z przodu z ojcem i matką, z tyłu ktoś z rodziny, ale dokładnie nie wiem kto. Jest też moja matka chrzestna, tylko wygląda dużo starzej. Coś tam się gawędzi, ale w pewnym momencie przychodzi mi myśl, że ja pewnie jestem w tym samym miejscu w rzeczywistości i muszę się obudzić, więc czas się pożegnać. Zaczyna grać nastrojowa muzyka. Wstaję i chylę się do ojca dając mu przytulasa. Potem daję mu buziaka w usta, następnie dalej w policzek, i dalej w policzek, aż nasze głowy się mijają.
Pobudka.
Łza zaczyna mi cieknąć po policzku, a moim oczom ukazuje się ciemność mojego pokoju, w głowie cięgle gra ta muzyka. Zdaję sobie sprawę, że wcale nie musiałem się budzić.
Żegnaj tato.





