26-06-2024, 17:16
25/26 czerwiec
Mam zarejestrować jakiś samochód. Jest to długa sprawa, ciągnąca się tak długo że nie pamiętam jakie dokumenty były potrzebne do rejestracji. Oddaję tablice rejestracyjne z żalem.
Jest jakaś impreza, ale ludzie wokół jakby z biblioteki, więc miało być sztywno. Ja wszystkim proponuję narkotyki, ale nie widzę nic w tym złego. Dostaję srebrne listki do dłoni, ale stwierdzam że lepiej będą wyglądały na ścianie. Na koniec okazało się że grubsza ciemnoskóra kobieta to naprawdę koleś, tylko miał perukę i cycki bo był gruby. Jak się to wydało to jakiś facet wydał jęk rozpaczy- znaczy że się pomylił
Dajcie mi czas, muszę to poukładać!
Leci samolot nad głową, idealnie na wprost ekranu śnienia. Ma tylko lewe skrzydło i takie futurystyczne, obłe kształty. Jestem bezosobowo, ale utożsamiam się z facetem, który idzie z żoną na jakieś spotkanie firmowe przez plac lotniska. Przechodzimy na placu i ten samolot przeleciał nad nami. Wszędzie pełno wojska. Na imprezie były kanapki z całym filetem ryby, ale był to błąd, bo goście nie mieli co zrobić z ośćmi. Wojsko zmusza do przejścia przez tunel z kremowego, grubego płótna. Najpierw wchodzą kobiety. Moja żona jest przy nadziei i mimo że nie możemy zaglądać, to ryzykuję i spoglądam przez centymetrową szparę między kotarami. Widzę że kobiety przechodzą na prawo. Teraz wchodzą mężczyźni. Wchodzę do środka i widzę że mamy możliwość tylko przejścia po lewo. Nie mogę zrobić awantury, bo na zewnątrz stoi wojsko, jak SS-mani gotowi strzelać.
Jestem z innymi kolegami w gigantycznym budynku, jakby lotniska. Mężczyźnie ucięli prawą rękę i co dzień po trochu odrasta, ale wraz z odrastaniem ONI wkładają jakieś metalowe elementy. Jakby chcieli zrobić biometryczną rękę na sterowanie. Mężczyźni się buntują przeciw takim eksperymentom i generalnie panuje słaba atmosfera. Patrzę jak jeden mężczyzna przytula drugiego, ale tak po męsku. Ten z uciętą ręką z rozpaczą kładzie się plecami do brzucha drugiego i ten z tyłu go obejmuje, pocieszając. Oboje płaczą.
Jestem jakby w pracy, bo daleko po lewo siedzi moja serdeczna koleżanka z pracy. A ja idę w prawo do lady i mówię coś klientce. Szefowa dołącza się że "nawet zdjęcia w kalendarzu źle zrobili". Bardzo chciałam pokazać, ale były tak zajęte rozmową, że mnie po środku sytuacji całkowicie ignorowały. Kalendarz był czerwony i dwa zdjecia obrócone w pionie zamiast w poziomie.
Maluję obraz. Grubą warstwę farby. Na koniec okazuje się że mając namalować zieloną i niebieską farbą jakiś pejzaż, namalowałam cmentarz! Patrze na perspektywę i uznałam że po prawo można by jeszcze namalować golfiarza, który zamachuje się na lewo i wyrzuca w dal piłeczkę.
Maluję sobie prawą stronę twarzy fluidem, który jest za ciemny. Na policzku sa jakieś ciemne plamy, których fluid nie zakrywa.
Mam zarejestrować jakiś samochód. Jest to długa sprawa, ciągnąca się tak długo że nie pamiętam jakie dokumenty były potrzebne do rejestracji. Oddaję tablice rejestracyjne z żalem.
Jest jakaś impreza, ale ludzie wokół jakby z biblioteki, więc miało być sztywno. Ja wszystkim proponuję narkotyki, ale nie widzę nic w tym złego. Dostaję srebrne listki do dłoni, ale stwierdzam że lepiej będą wyglądały na ścianie. Na koniec okazało się że grubsza ciemnoskóra kobieta to naprawdę koleś, tylko miał perukę i cycki bo był gruby. Jak się to wydało to jakiś facet wydał jęk rozpaczy- znaczy że się pomylił

Dajcie mi czas, muszę to poukładać!
Leci samolot nad głową, idealnie na wprost ekranu śnienia. Ma tylko lewe skrzydło i takie futurystyczne, obłe kształty. Jestem bezosobowo, ale utożsamiam się z facetem, który idzie z żoną na jakieś spotkanie firmowe przez plac lotniska. Przechodzimy na placu i ten samolot przeleciał nad nami. Wszędzie pełno wojska. Na imprezie były kanapki z całym filetem ryby, ale był to błąd, bo goście nie mieli co zrobić z ośćmi. Wojsko zmusza do przejścia przez tunel z kremowego, grubego płótna. Najpierw wchodzą kobiety. Moja żona jest przy nadziei i mimo że nie możemy zaglądać, to ryzykuję i spoglądam przez centymetrową szparę między kotarami. Widzę że kobiety przechodzą na prawo. Teraz wchodzą mężczyźni. Wchodzę do środka i widzę że mamy możliwość tylko przejścia po lewo. Nie mogę zrobić awantury, bo na zewnątrz stoi wojsko, jak SS-mani gotowi strzelać.
Jestem z innymi kolegami w gigantycznym budynku, jakby lotniska. Mężczyźnie ucięli prawą rękę i co dzień po trochu odrasta, ale wraz z odrastaniem ONI wkładają jakieś metalowe elementy. Jakby chcieli zrobić biometryczną rękę na sterowanie. Mężczyźni się buntują przeciw takim eksperymentom i generalnie panuje słaba atmosfera. Patrzę jak jeden mężczyzna przytula drugiego, ale tak po męsku. Ten z uciętą ręką z rozpaczą kładzie się plecami do brzucha drugiego i ten z tyłu go obejmuje, pocieszając. Oboje płaczą.
Jestem jakby w pracy, bo daleko po lewo siedzi moja serdeczna koleżanka z pracy. A ja idę w prawo do lady i mówię coś klientce. Szefowa dołącza się że "nawet zdjęcia w kalendarzu źle zrobili". Bardzo chciałam pokazać, ale były tak zajęte rozmową, że mnie po środku sytuacji całkowicie ignorowały. Kalendarz był czerwony i dwa zdjecia obrócone w pionie zamiast w poziomie.
Maluję obraz. Grubą warstwę farby. Na koniec okazuje się że mając namalować zieloną i niebieską farbą jakiś pejzaż, namalowałam cmentarz! Patrze na perspektywę i uznałam że po prawo można by jeszcze namalować golfiarza, który zamachuje się na lewo i wyrzuca w dal piłeczkę.
Maluję sobie prawą stronę twarzy fluidem, który jest za ciemny. Na policzku sa jakieś ciemne plamy, których fluid nie zakrywa.





