02-06-2024, 16:43
26/27
Jestem na targu w Chinach. Widzę ładną torebkę w rzędach sklepów po lewej stronie. Taki niebieski welur, z paskami na ramię. Chwyciłam bo mi się podobała. Odeszłam, ale przypomniało mi się że to kradzież i chciałam zwrócić. Widze siebie w lustrze na innym stanowisku- nam też niebieską kurtkę na sobie. Nie mogę znaleźć tego stanowiska z torbami- są zegarki i inne ciuchy.
Znalazłam znajomą z pracy, która sprzątała podłogę sklepu- mówiła że są zobowiązani do sprzątania stanowiska. Patrzę że dziwnie zamiata- pod nogi klientom, że lepiej by zamiatała do tyłu, by nikt tego syfu nie widział.
Chińczyk przygotowuje potrawy- w miskach gotują sie zupy na podłodze- on chodzi i przyprawia, ale patrzę w głąb w lewo, facet wsadził swojego buta (czarny na obcasie) do jednej miski. Mam sugestię że spadamy stąd.
Później jakieś uciekanie 3 dzieci, założyły pledy brązowe na plecy i uciekają zimą. Przychodzi ktoś przed kim uciekały dzieci. Jest zima wszędzie śnieg. 3 pledy leżą porzucone na śniegu. Widzę że przez to ten zły ich znajdzie. Podeszłam, wzięłam 1 pled i zrobiłam z niego bałwankowi kokardkę pod szyją- chciałam je wykorzystać żeby nie było śladu że tędy uciekali.
Nie pamiętam całości- jakaś dziewczyna umówiła się z chłopakiem i się z nim całowała. Opowiadam mężowi- że 1,5 roku mieszkała w Chinach, a jej chłopak na nią czekał. Mąż (był wyraźny, uśmiechnięty) się śmieje że to jakiś żart, bo żaden facet by tyle nie czekał.
27/28 Jest impreza, a no co ma nie być?
Teściowa odchodzi na emeryturę (w realu-było 2 lata temu). Pełno rodziny i znajomych. Ktoś z młodych znalazł piosenkę o straży granicznej po angielsku (teściowa jest celniczką).
Trochę mnie dziwi że impreza jest u nas (stare mieszkanie i dawno sprzedane- real).
Podchodzę do sterty poduszek na podłodze- podnoszę bo mnie to wnerwia- kładę każdemu pod plecy kto siedzi przy kanapach w salonie.
Nie ma męża...
Najpierw sufit- zauważam że jest obdrapany, na całości widać styropian, a w prawym rogu został klej. Pytam mamy czemu brat tak zrobił- smutnie odpowiada że żeby ratować sufit musiało tak zostać. Myślę, że naprawię jak goście odejdą- i widzę że sufit jest naprawiony i nawet ledy wokoło (tu nie wiem ,czy to wizja przyszłości czy naprawiłam). Dochodzimy do balkonu (balkon otwierający się to mój sen-koszmar, zawsze byłam przestraszona po takim śnie). Drzwi balkonowe ledwo zipią. Wołam tatę. Od razu przenosi mnie na balkon- widzę lekki zarys "taty" przez szybę. Staram się na siłę drzwi zamknąć, myślę o kołkach- już mam w rękach i wbijam w drewnianą ramę, żeby na stałe było zamknięte, ale wychodzą białe robaki z miejsca w którym wbiłam kołki. Myślę, że spróchniałe- i wołam do taty że trzeba wymienić. Tata woła że zadzwoni po jakiegoś Pana Zdzisia. Dziwię się że przyjdzie bo jest święto?
Widzę że wchodząc na balkon jakieś złote balony wyfrunęły poza balkon- chwyciłam jeden duży pęk balonów i wsadziłam do mieszkania i widzę że inni goście też łapią balony. Patrzę poza balkon- na podwórko i znajomi szukają ze świeczką w ręce moich balonów. Teraz myślę, że zabawnie to wyglądało, ale w śnie byłam zaniepokojona.
28/29 Przed snem- jak można to proszę antywłamaniowe!
Cały długi sen jadę w trasie. Wsiadam do pociągu. Kupiłam bilety, stacja końcowa NAM. Wiem, że jadę do rodziców. Bagaże zostawiłam 2 wagony do tyłu. Są tam cyganie, ale wiem że nic cennego nie było. Motam się strasznie w śnie, bo idę po torby, ale coś mi nie daje zabrać, wracam na przód. Próbuję w komórce znaleźć jaka to trasa, ale nigdzie nie umiem! Dojeżdżamy do stacji Katowice. Wygląda jak lotnisko- nie umiem sobie przypomnieć do czego wsiadałam. Nie pasuje mi czemu dopiero Katowice, jak jadę wieczność. Córka zjadła gotowane jako od dziewczyn po prawo. Jakaś kobieta szła do łazienki- i upuściła z ust pomidora- podniosłam i zjadłam (piszę jak było
)
Idę do przodu- jakiś stary gościu mnie zagaduje po szwedzku- nic go nie rozumiałam i dlatego nie odzywałam się.
29/30
Idę w swoim nowym mieście. Spadł mi lód, w prawej ręce trzymam patyczek- podnoszę lód, chociaż dziwię się że nie pamiętam abym go trzymała. Wygląda dziwnie, jak zamrożone mleko. Pomyślałam, że zabiorę do domu i umyję ( w realu nigdy).
Szukam swojego bloku. Zgubiłam się, były inne budynki. Znalazłam pośrodku placu zabaw dziwny budynek z doklejonymi schodami obok- kolorystyka żółto-niebieska. Schody to konstrukcja metalowa, wyglądają jak wieża Eiffla. Myślę że nawet na moim osiedlu znajdę coś nowego...
Drugi sen
Mam wkręcone że jestem przetrzymywana latami w jakimś obozie typu Auschwitz. Planuję ucieczkę. Patrzę na lewo w dużym pokoju- ciąg okien. Wszystkie mają za sobą kraty i wiem, że są zamknięte na kłódkę. Myślę że przepiłuję te kraty choćbym miała piłować latami. Słyszę śmiech pod nosem po prawo- jest tam stary dziad i mówi że pomoże mi uciec. Pomyślałam, że byle by uciec, nie do końca mu ufając.
Idziemy przez las, drzewa stoją oddalone od sienie- nie widzę koron drzew. Tu też mam uczucie że obserwują mnie jacyś młodzi, ładni. Dopingują mnie jak w lesie w "Igrzyskach śmierci" – ale bardziej czuję się osaczona. Dostaję "prezent"- na ściółce po lewo leży tasak w czarnej pochwie z czymś jeszcze. Mam to już w ręce, ale po sekundzie odrzucone...
Jestem na targu w Chinach. Widzę ładną torebkę w rzędach sklepów po lewej stronie. Taki niebieski welur, z paskami na ramię. Chwyciłam bo mi się podobała. Odeszłam, ale przypomniało mi się że to kradzież i chciałam zwrócić. Widze siebie w lustrze na innym stanowisku- nam też niebieską kurtkę na sobie. Nie mogę znaleźć tego stanowiska z torbami- są zegarki i inne ciuchy.
Znalazłam znajomą z pracy, która sprzątała podłogę sklepu- mówiła że są zobowiązani do sprzątania stanowiska. Patrzę że dziwnie zamiata- pod nogi klientom, że lepiej by zamiatała do tyłu, by nikt tego syfu nie widział.
Chińczyk przygotowuje potrawy- w miskach gotują sie zupy na podłodze- on chodzi i przyprawia, ale patrzę w głąb w lewo, facet wsadził swojego buta (czarny na obcasie) do jednej miski. Mam sugestię że spadamy stąd.
Później jakieś uciekanie 3 dzieci, założyły pledy brązowe na plecy i uciekają zimą. Przychodzi ktoś przed kim uciekały dzieci. Jest zima wszędzie śnieg. 3 pledy leżą porzucone na śniegu. Widzę że przez to ten zły ich znajdzie. Podeszłam, wzięłam 1 pled i zrobiłam z niego bałwankowi kokardkę pod szyją- chciałam je wykorzystać żeby nie było śladu że tędy uciekali.
Nie pamiętam całości- jakaś dziewczyna umówiła się z chłopakiem i się z nim całowała. Opowiadam mężowi- że 1,5 roku mieszkała w Chinach, a jej chłopak na nią czekał. Mąż (był wyraźny, uśmiechnięty) się śmieje że to jakiś żart, bo żaden facet by tyle nie czekał.
27/28 Jest impreza, a no co ma nie być?
Teściowa odchodzi na emeryturę (w realu-było 2 lata temu). Pełno rodziny i znajomych. Ktoś z młodych znalazł piosenkę o straży granicznej po angielsku (teściowa jest celniczką).
Trochę mnie dziwi że impreza jest u nas (stare mieszkanie i dawno sprzedane- real).
Podchodzę do sterty poduszek na podłodze- podnoszę bo mnie to wnerwia- kładę każdemu pod plecy kto siedzi przy kanapach w salonie.
Nie ma męża...
Najpierw sufit- zauważam że jest obdrapany, na całości widać styropian, a w prawym rogu został klej. Pytam mamy czemu brat tak zrobił- smutnie odpowiada że żeby ratować sufit musiało tak zostać. Myślę, że naprawię jak goście odejdą- i widzę że sufit jest naprawiony i nawet ledy wokoło (tu nie wiem ,czy to wizja przyszłości czy naprawiłam). Dochodzimy do balkonu (balkon otwierający się to mój sen-koszmar, zawsze byłam przestraszona po takim śnie). Drzwi balkonowe ledwo zipią. Wołam tatę. Od razu przenosi mnie na balkon- widzę lekki zarys "taty" przez szybę. Staram się na siłę drzwi zamknąć, myślę o kołkach- już mam w rękach i wbijam w drewnianą ramę, żeby na stałe było zamknięte, ale wychodzą białe robaki z miejsca w którym wbiłam kołki. Myślę, że spróchniałe- i wołam do taty że trzeba wymienić. Tata woła że zadzwoni po jakiegoś Pana Zdzisia. Dziwię się że przyjdzie bo jest święto?
Widzę że wchodząc na balkon jakieś złote balony wyfrunęły poza balkon- chwyciłam jeden duży pęk balonów i wsadziłam do mieszkania i widzę że inni goście też łapią balony. Patrzę poza balkon- na podwórko i znajomi szukają ze świeczką w ręce moich balonów. Teraz myślę, że zabawnie to wyglądało, ale w śnie byłam zaniepokojona.
28/29 Przed snem- jak można to proszę antywłamaniowe!
Cały długi sen jadę w trasie. Wsiadam do pociągu. Kupiłam bilety, stacja końcowa NAM. Wiem, że jadę do rodziców. Bagaże zostawiłam 2 wagony do tyłu. Są tam cyganie, ale wiem że nic cennego nie było. Motam się strasznie w śnie, bo idę po torby, ale coś mi nie daje zabrać, wracam na przód. Próbuję w komórce znaleźć jaka to trasa, ale nigdzie nie umiem! Dojeżdżamy do stacji Katowice. Wygląda jak lotnisko- nie umiem sobie przypomnieć do czego wsiadałam. Nie pasuje mi czemu dopiero Katowice, jak jadę wieczność. Córka zjadła gotowane jako od dziewczyn po prawo. Jakaś kobieta szła do łazienki- i upuściła z ust pomidora- podniosłam i zjadłam (piszę jak było
)Idę do przodu- jakiś stary gościu mnie zagaduje po szwedzku- nic go nie rozumiałam i dlatego nie odzywałam się.
29/30
Idę w swoim nowym mieście. Spadł mi lód, w prawej ręce trzymam patyczek- podnoszę lód, chociaż dziwię się że nie pamiętam abym go trzymała. Wygląda dziwnie, jak zamrożone mleko. Pomyślałam, że zabiorę do domu i umyję ( w realu nigdy).
Szukam swojego bloku. Zgubiłam się, były inne budynki. Znalazłam pośrodku placu zabaw dziwny budynek z doklejonymi schodami obok- kolorystyka żółto-niebieska. Schody to konstrukcja metalowa, wyglądają jak wieża Eiffla. Myślę że nawet na moim osiedlu znajdę coś nowego...
Drugi sen
Mam wkręcone że jestem przetrzymywana latami w jakimś obozie typu Auschwitz. Planuję ucieczkę. Patrzę na lewo w dużym pokoju- ciąg okien. Wszystkie mają za sobą kraty i wiem, że są zamknięte na kłódkę. Myślę że przepiłuję te kraty choćbym miała piłować latami. Słyszę śmiech pod nosem po prawo- jest tam stary dziad i mówi że pomoże mi uciec. Pomyślałam, że byle by uciec, nie do końca mu ufając.
Idziemy przez las, drzewa stoją oddalone od sienie- nie widzę koron drzew. Tu też mam uczucie że obserwują mnie jacyś młodzi, ładni. Dopingują mnie jak w lesie w "Igrzyskach śmierci" – ale bardziej czuję się osaczona. Dostaję "prezent"- na ściółce po lewo leży tasak w czarnej pochwie z czymś jeszcze. Mam to już w ręce, ale po sekundzie odrzucone...





