29-05-2024, 22:51
24/25
Cały dzień śpiewam w myślach "bailadno, bailando, adios amigos!"
Sen: Miałam chłopaka- szczupły wysoki blondyn (wyglądem przypominał gościa ze snu o menadżerze). Rozmowa przy stole, stoimy po przeciwnych stronach stołu. Przychodzi drugi chłopak- ciemne włosy. Wiem że od teraz z nim będę sypiać.
(mąż w realu strasznie chrapał i wiedziałam że muszę się obudzić)
Leżę w łóżku jak w realu, ale obok jest ciało tego nowego chłopaka. Jest nagi i odwrócony do mnie brzuchem- nie chce dotykać jego kuśki. Obraca się jak kukła na brzuch i dotykam jego pleców. Ciało ma w dotyku takie sztuczne- jakby na sztuczny szkielet nałożona gumowa skóra... Obrzydliwe. Dziwię się że ma tak łatwo wyczuwalne kręgi.
Sen ok.6 rano
W domu mieszkam z bratem i chłopakiem. Jest rudera. Stare meble, które można by odnowić. Pod meblami plaga ślimaków/robali? Zabiłam ze 30 pojedynczo. Odsuwam szafki i nabijam na szpikulec, albo zgniatam. W końcu zaczęły pękać i wybuchać pod wpływem temperatury- bo podchodziły do ognia na kuchence. Jak już myślę, że zlikwidowałam wszystkie, to wchodzi ojciec jak ostatnia ciapa (zdecydowanie bot) i nogą rozwala niedokończoną podłogę. Podłoga jest z desek, ma wszędzie drzazgi i w kilku miejscach są dziury.
Stoję w korytarzu i patrzę na tą tragedię... obraz rozpaczy. Po prawo od wejścia jest drzewo wysokie po sufit, a korzenie są w dziurze w podłodze. Drzewo usycha i ma wyschnięte liście. Wiem, że koniecznie trzeba ratować drzewo i te drzewo nie może tu być bo uschnie.
Jesteśmy w sklepie i patrzę na duże donice na drzewo. Słyszę myśli sklepowej (!) że jak nikt tej donicy nie kupi to babka zostanie z ręką w nocniku. Patrze na cenówke- jest przeceniona na 429zł , ma 2 ucha i antyczne malunki. Piękna. Ktoś pokazuje inne, ale ta cały czas mi się podoba.
Dosypiam rano.
Malowałam róże na obrazie farbami olejnymi. Córka doszła i "poprawiała", odsunęłam ją bo przecież się pobrudziła. Dokańczam malunek. Róż nie ma -są piękne, czerwone jabłka. Zbieram z obrazu takie pacie grubej farby, i zaczynam malować palcami. (Bardzo przyjemny i relaksujący sen). Obraz odniosłam do wyschnięcia. Myślę, że takie brudne place najlepiej umyłabym pastą -proszkową od taty. Wchodzę na balkon i szukam pasty. Jest wiaderko- biorę garść- szoruję ręce- zmyło, ale okazuje się że to nie proszek, tylko cukier. Nie wierzę i spróbowałam troszkę czubkiem języka- ale nie czułam wcale smaku. Chodzę wzdłuż tego balkonu jak głupia i szukam co zrobić z tym cukrem. Jest kran i mogłabym umyć, ale popłynie w dół do sąsiadki. Pada deszcz. Mama uszykowała dużo potraw, wszystko jest na balkonie (jak na każdą imprezę
). Wszystkie ciasta są kupne (nigdy w realu).
Cały dzień śpiewam w myślach "bailadno, bailando, adios amigos!"
Sen: Miałam chłopaka- szczupły wysoki blondyn (wyglądem przypominał gościa ze snu o menadżerze). Rozmowa przy stole, stoimy po przeciwnych stronach stołu. Przychodzi drugi chłopak- ciemne włosy. Wiem że od teraz z nim będę sypiać.
(mąż w realu strasznie chrapał i wiedziałam że muszę się obudzić)
Leżę w łóżku jak w realu, ale obok jest ciało tego nowego chłopaka. Jest nagi i odwrócony do mnie brzuchem- nie chce dotykać jego kuśki. Obraca się jak kukła na brzuch i dotykam jego pleców. Ciało ma w dotyku takie sztuczne- jakby na sztuczny szkielet nałożona gumowa skóra... Obrzydliwe. Dziwię się że ma tak łatwo wyczuwalne kręgi.
Sen ok.6 rano
W domu mieszkam z bratem i chłopakiem. Jest rudera. Stare meble, które można by odnowić. Pod meblami plaga ślimaków/robali? Zabiłam ze 30 pojedynczo. Odsuwam szafki i nabijam na szpikulec, albo zgniatam. W końcu zaczęły pękać i wybuchać pod wpływem temperatury- bo podchodziły do ognia na kuchence. Jak już myślę, że zlikwidowałam wszystkie, to wchodzi ojciec jak ostatnia ciapa (zdecydowanie bot) i nogą rozwala niedokończoną podłogę. Podłoga jest z desek, ma wszędzie drzazgi i w kilku miejscach są dziury.
Stoję w korytarzu i patrzę na tą tragedię... obraz rozpaczy. Po prawo od wejścia jest drzewo wysokie po sufit, a korzenie są w dziurze w podłodze. Drzewo usycha i ma wyschnięte liście. Wiem, że koniecznie trzeba ratować drzewo i te drzewo nie może tu być bo uschnie.
Jesteśmy w sklepie i patrzę na duże donice na drzewo. Słyszę myśli sklepowej (!) że jak nikt tej donicy nie kupi to babka zostanie z ręką w nocniku. Patrze na cenówke- jest przeceniona na 429zł , ma 2 ucha i antyczne malunki. Piękna. Ktoś pokazuje inne, ale ta cały czas mi się podoba.
Dosypiam rano.
Malowałam róże na obrazie farbami olejnymi. Córka doszła i "poprawiała", odsunęłam ją bo przecież się pobrudziła. Dokańczam malunek. Róż nie ma -są piękne, czerwone jabłka. Zbieram z obrazu takie pacie grubej farby, i zaczynam malować palcami. (Bardzo przyjemny i relaksujący sen). Obraz odniosłam do wyschnięcia. Myślę, że takie brudne place najlepiej umyłabym pastą -proszkową od taty. Wchodzę na balkon i szukam pasty. Jest wiaderko- biorę garść- szoruję ręce- zmyło, ale okazuje się że to nie proszek, tylko cukier. Nie wierzę i spróbowałam troszkę czubkiem języka- ale nie czułam wcale smaku. Chodzę wzdłuż tego balkonu jak głupia i szukam co zrobić z tym cukrem. Jest kran i mogłabym umyć, ale popłynie w dół do sąsiadki. Pada deszcz. Mama uszykowała dużo potraw, wszystko jest na balkonie (jak na każdą imprezę
). Wszystkie ciasta są kupne (nigdy w realu).





