02-04-2024, 22:02
Wielka sobota/Wielkanoc
Mama zaszczyciła.
Chodzę po sklepie, jakiś giga spożywczo-tekstylny. Mam już wychodzić i kieruję się do kasy. Mama rzuciła połowę zakupów do tej kasy po prawo i poszła bez słowa. Ja pomyślałam, że ta po prawo zaraz się zamyka i lepiej jak nas tam obsłużą. Po lewej było kilku ludzi w kolejce. Pani kasjerka mówi że tej marchewki nie zważyłyśmy. Tam hen pokazała, że jest waga. Powiedziała też że jest tam jej siostra bliźniaczka, która śniła o mnie w nocy i chce mnie poznać. Szukałam tej kobity, ale jak zobaczyłam że ucieka w lewo to odpuściłam i nadal szukałam wagi. Poszłam prosto, waga wyglądała jak bankomat. Długo trwało ważenie, a na końcu zmieliło mi marchewkę i wypluło takie resztki jak z niszczarki. Zostałam wyzwana od oszustki przez innych ludzi w sklepie. Chciałam uciec i odeszłam w tył po lewo. Unosiłam się przy tym metr nad ziemią.
Później znalazłam alejkę z książkami i zabawkami. Czapki pokemon, obok nowej płyty O.S.T.R. "Najpierw to, a potem dorosnę". :
Giga plakaty
Przyszła mama i mówi że wychodzimy, bo zaraz wyjazd. Po wyjściu ze sklepu okazuje się że jestem we Wrocławiu. Nigdy z mamą nie byłam, a tam studiowałam. Dołożyłam sobie że przecież oprowadzam mamę w formie wycieczki... Jest pełno budynków z kopułami jak z Włoch, jakies kaplice i do tego słyszę muzyke skaralną/klasyczną. Mówię do mamy (cały czas idzie po lewo) żeby sobie nagrała to. Wyciaga z serdecznym uśmiechem zegarek smartwatch mojego syna z realu (tu też sobie wyjaśniłam że pewnie wzieła od syna). Skręciłam w lewo w jakieś ekskluzywne butiki kolorowe. Mama zaraz wyszła z tego labiryntu sklepów i kolorowych szyldów -bez słowa. Tylko zdziwiłam się że nie chce pooglądać ciuszków.
Błądziliśmy, nawigacja w moim telefonie nie działała. Wiedziałam, że musimy się pośpieszyć. Zwaliłam na mamę że mieliśmy po wyjściu ze sklepu pójść w lewo, a nie w prawo pod górę.
Mama opowiada że mój brat pracuje u jakiegoś wyzyskiwacza. Pokazuje mi się dwóch zabiedzonych chłopców z ok. XIX wieku, siedzą w jakimś pomieszczeniu, blisko komina, chociaż nie jest zapalony. Z komina spada śnieżynka prosto na szkło w oknie i szyba pęka. Najpiew było mi smutno i żal brata, a później pomyślałam że nie będzie się nim przejmować (w realu mam spinę z bratem).
Mama zaszczyciła.
Chodzę po sklepie, jakiś giga spożywczo-tekstylny. Mam już wychodzić i kieruję się do kasy. Mama rzuciła połowę zakupów do tej kasy po prawo i poszła bez słowa. Ja pomyślałam, że ta po prawo zaraz się zamyka i lepiej jak nas tam obsłużą. Po lewej było kilku ludzi w kolejce. Pani kasjerka mówi że tej marchewki nie zważyłyśmy. Tam hen pokazała, że jest waga. Powiedziała też że jest tam jej siostra bliźniaczka, która śniła o mnie w nocy i chce mnie poznać. Szukałam tej kobity, ale jak zobaczyłam że ucieka w lewo to odpuściłam i nadal szukałam wagi. Poszłam prosto, waga wyglądała jak bankomat. Długo trwało ważenie, a na końcu zmieliło mi marchewkę i wypluło takie resztki jak z niszczarki. Zostałam wyzwana od oszustki przez innych ludzi w sklepie. Chciałam uciec i odeszłam w tył po lewo. Unosiłam się przy tym metr nad ziemią.
Później znalazłam alejkę z książkami i zabawkami. Czapki pokemon, obok nowej płyty O.S.T.R. "Najpierw to, a potem dorosnę". :
Giga plakatyPrzyszła mama i mówi że wychodzimy, bo zaraz wyjazd. Po wyjściu ze sklepu okazuje się że jestem we Wrocławiu. Nigdy z mamą nie byłam, a tam studiowałam. Dołożyłam sobie że przecież oprowadzam mamę w formie wycieczki... Jest pełno budynków z kopułami jak z Włoch, jakies kaplice i do tego słyszę muzyke skaralną/klasyczną. Mówię do mamy (cały czas idzie po lewo) żeby sobie nagrała to. Wyciaga z serdecznym uśmiechem zegarek smartwatch mojego syna z realu (tu też sobie wyjaśniłam że pewnie wzieła od syna). Skręciłam w lewo w jakieś ekskluzywne butiki kolorowe. Mama zaraz wyszła z tego labiryntu sklepów i kolorowych szyldów -bez słowa. Tylko zdziwiłam się że nie chce pooglądać ciuszków.
Błądziliśmy, nawigacja w moim telefonie nie działała. Wiedziałam, że musimy się pośpieszyć. Zwaliłam na mamę że mieliśmy po wyjściu ze sklepu pójść w lewo, a nie w prawo pod górę.
Mama opowiada że mój brat pracuje u jakiegoś wyzyskiwacza. Pokazuje mi się dwóch zabiedzonych chłopców z ok. XIX wieku, siedzą w jakimś pomieszczeniu, blisko komina, chociaż nie jest zapalony. Z komina spada śnieżynka prosto na szkło w oknie i szyba pęka. Najpiew było mi smutno i żal brata, a później pomyślałam że nie będzie się nim przejmować (w realu mam spinę z bratem).





