26-03-2024, 11:50
Noc 25/26 marca 2024
Miałem całkiem ciekawy sen, który w fajny sposób ukazał jak czasem walka z problemami mentalnymi może przerodzić się w krucjatę przeciwko umysłowi. Chodzi tutaj o to, że we śnie obawami podsyciłem nieistniejący obraz na tyle, by się urzeczywistnił.
Niewidzialna siła
Siedziałem samotnie w swoim pokoju, na zewnątrz panowała noc. Usłyszałem trzaski w mieszkaniu i się wyraźnie zaniepokoiłem, ewidentnie ktoś się do niego włamał. Ludzie ci byli uzbrojeni w pałki i chcieli mi zrobić krzywdę. Chwyciłem szafę w pokoju i komodę, przesunąłem na drzwi, ale zanim to zrobiłem to zamknąłem drzwi na klucz. Moim jedynym sposobem ucieczki była droga przez balkon, jednak ostatecznie pamiętam, że znalazłem się we własnym aucie. Zadzwoniłem do przyjaciela, by opisać mu to jaka sytuacja mnie spotkała. Po tym jak się rozłączyłem zacząłem czuć obecność jakiejś istoty w swoim samochodzie. Było pusto i spokojnie, ale się zafiksowałem. Im dłużej analizowałem i sprzeciwiałem się odczuciu, im dłużej się zastanawiałem o co chodzi, tym mocniej te wrażenia przybierały na sile. Usłyszałem szelest i jadąc autem zatrzymałem je. Gdy to zrobiłem zostałem chwycony od tyłu w samochodzie jakimś drutem, przez co nie mogłem się ruszyć. Mocno się szamotałem. Udało mi się obrócić na tyle, by spojrzeć w oczy oprawcy. Powiedziałbym, że była to niebinarna kobieta o postawionych włosach podobnych do irokeza i twarzy umazanej krwią. Ponieważ się mocno szamotałem to zaczęła mi wbijać igły w ramie z jakąś substancją. Doznałem black out'u, odpłynąłem. Pamiętam, że w mojej głowie pojawiały się myśli na temat ulotności życia i strachu przed cierpieniem.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





