16-02-2022, 18:22
Noc 15/16 luty 2022
Zasnąłem koło 1. Przed snem czytałem książkę LaBarge'a. Jest tam na prawdę dużo ciekawych informacji i kilka technik, których nie ma na forum. Może kiedyś dodam jakiś wpis o tym, czego nowego dowiedziałem się w tej książce.
Dzisiaj miałem LD, które było jednym z najlepszych jakościowo w moim życiu, ba, to było znowu LD w 1 lub 2 fazie, co jednak miało wpływ na moją pamięć, bo po obudzeniu bezpośrednio z LD kilka faktów mi uciekło z głowy. We śnie też nie koncentrowałem się na powtarzaniu chronologii wydarzeń i wspominaniu samych rzeczy, które wykonałem.
Miałem sen nieświadomy o wykonywaniu WILD'a. WILD wywołał u mnie dosyć intensywne skojarzenie, zatem się uświadomiłem. Doznawałem odczuć typowych dla paraliżu, skakały po mnie zmory. Gdy wstałem już świadomy, zainspirowany terapeutycznym podejściem do LD zapytałem jednej ze zmór
- "Czego ty ode mnie chcesz? Kim jesteś? Czy możesz mi okazać pomoc? Czy mogę ci jakoś pomóc?"
Totalnie nie pamiętam odpowiedzi, ale ta osoba kłóciła się ze mną. Był to jakiś dziwny stwór z łysą głową, zielonym, zgniłym ciałem i damską buzią. Przytuliłem tę postać i okazałem jej miłość oraz współczucie, postać ta zamieniła się w moją młodszą siostrę, wyglądała normalnie, a napięcie w moim ciele zniknęło. Jakość snu była bardzo dobra, ale było bardzo ciemno - za oknem jakby letnia pora, gruba warstwa ciemnych chmur, wieczór. Było na tyle jasno, żeby widzieć zieleń drzew, ale na tyle ciemno, by czuć niepokój. Znaczną część snu eksplorowałem moje mieszkanie rodzinne - dosyć regularnie moje LD się w nim zaczynają. Jadłem też kilka smacznych rzeczy, które znalazłem. Po pewnym czasie podszedłem do okna i chciałem z niego wyskoczyć, ale zauważyłem, że jakość snu była słaba, a ja czułem silny, narastający lęk. Próbowałem krzyczeć:
- "Jasność, dzień, jest dzień! Ja to wiem. " - przesłaniałem oczy ale to nic nie dawało.
- "Chcę uzyskać kontrolę nad snem, ja mam nad snem kontrolę. Przekaż mi ją" - Bez skutku, sen był nieporuszony. Był bardzo rzeczywisty, mimo to, że czułem się jak na substancji psychoaktywnej.
Gdy próbowałem uzyskać kontrolę nad snem ujrzałem pod blokiem czołgającego się potwora, zaczął wspinać się w moją stronę.
- "Zatrzymaj się... Kim jesteś?" - Gdy o to zapytałem, postać ta zawróciła i zamieniła się w wiewiórkę, a sen wrócił do normy. Wrażenie lęku zniknęło, jakość snu wróciła do normy, zrobiło się ciutke jaśniej. Z prawej strony na parapecie okna ujrzałem czarnego kota - zacząłem go głaskać i go przytuliłem. Potem będąc ciekawy co się stanie - rzuciłem nim z okna. Upadł jak piórko na 4 łapy i uciekł.
Gdy odszedłem od okna zacząłem forsować przywołanie mojego crusha z Real Life. Ostatnio nie wyszło mi ze znajomą i trochę to przeżyłem, chciałem odreagować emocjonalnie we śnie. Wołałem ją po domu, wmawiałem sobie, że jest za mną i stosowałem wiele różnych sposobów, by ją przywołać. Bez skutku. Następnie pomyślałem, że to musi być kwestia mojego rodzinnego mieszkania, nie wywoływał u mnie skojarzeń tej osoby. Pomyślałem, że czuję się tu źle i chcę zmienić lokalizację. Zacząłem kręcić się wokół własnej osi i próbowałem przenieść się do mieszkania koleżanki, gdzie często były domówki. Kręciłem się bardzo długo, zasłoniłem sobie rękami oczy, ale nic się nie stało, ani trochę mnie nie przeniosło w żadnym kierunku - może tylko to co przeszedłem podczas kręcioła. Powtórzyłem akt 4 razy - za 4 razem zapytałem brata i mamy, którzy stali w pokoju ze mną, czy nie mogą mi pomóc i czy nie chcą kręcić się ze mną. Tak czy siak - nie miałem żadnej kontroli nad snem, rzeczywistość senna była mocno stabilna. Wizualizowałem sobie dalej te znajomą i poczułem smutek. W ogóle we śnie czułem wszystkie emocje intensywniej, jakby warstwa stworzona przez SSRI była cieńsza. Dostrzegałem w sobie ludzkie emocje, inne od lęku, bez patologii. Następną rzecz, którą zrobiłem to spontanicznie wyskoczyłem z pokoju przez okno - za oknem było ciemno i widoczność była gorsza niż wcześniej. Pamiętam dokładnie moment wyskoczenia z okna, bo pomyślałem sobie wtedy o tym, jak ciekawa jest senna rzeczywistość. Gdy wyskoczyłem z okna oblało mnie bardzo dziwne odczucie, które pamiętam do teraz, a którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Nie wiedzieć czemu uznałem moje porażki w tym LD za winę rodzinnego mieszkania. Czułem, że mimo to, że moje możliwości są nieskończone w LD, to zostałem przymknięty w rodzinnym mieszkaniu jak kot w klatce. Teraz, gdy nie mieszkam już z rodziną czuję większą swobodę i indywidualizm. W mieszkaniu rodzinnym tego nie było, może stąd to skojarzenie. Pomyślałem sobie, że chcę zniszczyć ten rodzinny dom i próbowałem zrzucić na blok bombę, by roztrzaskać wszystko w gruz. Nie udało mi się. Następnie stojąc blokiem zrobiło się jeszcze ciemniej, a ja zacząłem słyszeć śmiechy dookoła, mlaskania i jęczenie potworów. Czułem strach wyraźnie i inaczej niż na jawie. Było to pozytywne, bo słabo odczuwam strach za dnia. Zamiast tego strach manifestuje się w odczuciach somatycznych w moim ciele, ale emocji nie jestem w stanie podporządkować zbyt dokładnie. Dalsze próby uzyskania kontroli nad snem i pytania do otaczających mnie istot nie przyniosły rezultatu. Przez następne kilka sekund próbowałem się wybudzić, byłem trochę spanikowany. Obudziłem się spocony i średnio usatysfakcjonowany. Zasnąłem po 1, była godzina 3:05.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





