14-01-2022, 15:29
Noc 13/14 stycznia 2022
Jechałem na hulajnodze elektrycznej przez znaną mi okolicę. Podrodze ujrzałem wielkie drzewo z pofałdowaną korą, dzięki której ludzie wspinali się na to drzewo. Zastanawiałem się czemu to robią i sam się chciałem wspiąć na to drzewo, ale uznałem, że mam zakupione minuty na hulajnodze elektrycznej i szkoda mi hajsu. Potem jak odjeżdżałem ujrzałem grupkę ludzi bawiącą się w berka. Okazało się, że po dotknięciu przez berka jesteś zainfekowany wirusem, który zamienia cię w zombie, a ty umierasz. Zostałem zainfekowany, ale nie przejmowałem się tym, że umrę. Miałem przeświadczenie, że to nie może być prawda.
Obserwowałem uciekającą czarodziejkę. Ta czarodziejka miała moc teleportacji. Nie wiedziała jak uciec przed magami i wojownikami, którzy ją gonili. W pewnym momencie wpadła na pomysł. Pomyślała, że postawi cztery portale. Weszła do każdego z nich i w każdym z nich utworzyła znowu 4 portale. W ten sposób utworzyła mnóstwo portali i stworzyła labirynt za pomocą portali, bo każdy portal prowadził do innej rzeczywistości. Udało jej się uciec, potem walczyła z jakimś smokiem.
Grałem w zawodowej drużynie w CS'a. Całkiem dobrze mi szło. Problem polegał na tym, że drużyna, w której grałem nie była moja. Wzięli mnie jako stand-ina, bo ich teammate miał jakieś problemy i nie mógł się połączyć. Pamiętam, że ich 4 znajdowało się na profesjonalnym LANie, coś stopnia majora w CSGO. Ja grałem zdalnie z domu i miałem co chwilę problemy z internetem i komputerem. Co chwilę resetowałem kompa. Co jakiś czas gra zamieniała się w LoLa. Graliśmy w półfinale. Gdy wygrywaliśmy obawialem się w jaki sposób przeprowadzą ze mną rozmowę, skoro mam rozpierd*l w chacie i co chwile ktoś drze jape.
6:30, pobudka. Zjadłem jabłuszko, załatwiłem się. Chwilę czuwałem, ale obudziłem się w REM. W zasadzie to czuwałem, bo byłem głodny i chciałem zjeść jabłko. Ustawiłem budzik 40 minut w przód by przeskoczyć do NREM. Jak mnie obudził to pamiętałem strzęp snu, wróciłem do snu i miałem LD, ale słabo go pamiętam, bo był 5 godzin temu i jeszcze w głębszych fazach.
Chodziłem po galerii i zaglądałem do sklepów odzieżowych. Był ku temu jeden powód, w przymierzalniach przebierały się kobiety. Jeden moment uważności był jak uprawiałem stosunek z najlepszą, jaką znalazłem. Po jakimś czasie się zdenerwowałem, że znowu w moim LD dominują motywy erotyczne i wróciła mi uważność. Stałem po środku sklepu odzieżowego i oceniłem jakość snu na 8/10, była dobra, lepsza niż w ostatnich LD. Zacząłem wołać
- "Senny przewodniku, gdzie jesteś".
Z lewej strony ekspedientka odpowiedziała jakimś takim strasznym głosem i z prawej strony pojawiła się postać młodego księdza. Miał bardzo ciepły głos i przedstawił się jako Senny Przewodnik. Miał w ręcę biblię. Refllektor sklepowy był skierowany na jego postać.
Zapytałem go, czy możemy poświęcić LD na terapię. Gdy zaczął ze mną rozmawiać zrobiło mi się ciepło. Zapytałem go w jaki sposób mogę się zmienić i zacząć sobie radzić z moimi zaburzeniami.
- Jesteś na dobrej drodze, daj sobie czas i bądź cierpliwy. Ale ty już to wiesz. - odpowiedział i się uśmiechnął.
Potem pamiętam fragment, gdzie znajdowałem się pod jakimś muzeum. Następnie pojawiłem się w jakimś parku, był dzień i było ciepło. Przed sobą ujrzałem dwa stoły pingpongowe. Pamiętam, że fascynowałem się jakością snu i tego, że jestem obecny. Krążyłem wokół stołów pingpongowych i jednego uniosłem do góry. Potem wskoczyłem na stół i zacząłem słyszeć jakiś wykład na temat niedźwiedziów, zacząłem się zastanawiać, czy jakby jakiś mnie zaatakował to czy jakbym go jebn*ł stołem pingpongowym to by było ok. Potem ujrzałem na horyznocie zamek i spróbowałem do niego podlecieć, ale nie mogłem się unieść, bo sen był zbyt wyraźny.
Słabo pamiętam tego LDka, nie uważam go za sukces, ale to tylko pokazuje jak istotne jest zatrzymanie się w świecie snu i przejęcie kontroli nad swoją uważnością, by następnie się pilnować. Przez brak takiego momentu moja pamięć uciekła, a LD zamienił się w zupę snu nonld, snu o ld i strzępów ld.
Znajdowałem się w okolicy wielkiego i pięknego zbiornika wodnego, pogoda była słoneczna. Stałem pod żabką, ujrzałem mojego tatę i dwie siostry. [...] Zauważyłem dziewczynę sennego przewodnika z niedawnego LD. Myślałem czy nie nawiązać konwersacji [...]. Tata i siostry schodzą do zbiornika wodnego, gdzienigdzie były przepaści do wody, bałem się, że siostra się zagapi i wpadnie do wody. Ujrzałem tory tramwajowe i zacząłem iść wzdłuż nich. Ogrodzone były metalową bramą, winęły się na kilkaset metrów wzdłuż zbiornika wodnego przy takim klifie. Myślałem, czy nie jest to niebezpieczne, by tramwaj przejeżdżał tak blisko klifu, dalej tory wisiały w powietrzu nad wodą i uznałem, że to błąd budowniczych. [...] Szukam samochodu taty, nie było go na parkingu. [...] Widzę tate i siostrę jak kąpią się w wodzie, są szczęśliwi. Siostra mnie zagaduje. [...] Znajduję się w budynku przy zbiorniku wodnym, miałem jakieś zajęcia. Przygotowywaliśmy się do występu, miałem moc teleportacji. W trakcie występu coś poszło nie tak i jeden gość, główny bohater przebrany za rycerza rzymskiego zaczął się palić, przykryłem go kocem i przypadkiem użyłem mocy teleportacji, zniknął. [...] Rozdano nam torby z cukierkami i słodyczami, gdy wybierałem z wielkiej torby czekoladki, czekolady i inne, cieszyłem się. [...] Stałem przy biurku nauczyciela w tym samym budynku, poczułem dziwne uczucie, nieprzyjemne. Miałem wrażenie, że jestem w przedszkolu, a szczęście, które czułem było iluzją, nie mogłem tego zrozumieć. [...] Wybiegłem z budynku i biegłem wzdłuż takiej długiej ulicy, była bardzo dzika, dużo drzew i krzaków. Gdy biegłem czułem się wolny. Wróciłem do budynku. Zwijałem taki wielki koc, albo ręcznik, był powieszony na rurce i służył jako tło dla rzutnika w sali. Słyszałem, jakby ktoś puszczał playlistę spotify z mojego telefonu i zapytałem czemu ktoś zabrał mi telefon, ale okazało się, że leciało to z głośnika, a mój telefon był bezpieczny. Wyszedłem z budynku, bo lekcje dobiegały końca
- Trzymajcie się kochani, stworzę jakąś grupkę na FB i się jeszcze spotkamy.
Zastanawiałem się, czy pamiętam nazwiska. [...] Stałem na parkingu pod żabką, przedstawialiśmy wszystkich, którzy zagrali w sztuce z rzymskim rycerzem. Potem kupiłem batona w sklepie, zastanawiałem się czy zapłacić telefonem czy smartwatchem, zapłaciłem telefonem. Potem zacząłem biec wzdłuż tej samej ulicy, biegłem szybko. Spotkałem koleżankę z gimnazjum, nie kojarzyła mnie i się jej musiałem przedstawić. Biegła za mną z dwoma albo trzema innymi osobami. Zniknął mi lewy but i zacząłem skakać na jednej nodze, skakałem bardzo szybko i byłem bardzo szybki. Zastanawiałem się jak wyhamuję jedną nogą. Dobiegłem do jakiegoś przybytku dla Chińczyków, był przedzielony niskim murkiem, na którym była żółta, krystaliczna powłoka. Nie wpuścili nas tam. Zacząłem się zastanawiać jaki sens jest w tworzeniu przybytków rasowych i zakazie krzyżowania genów ludzi różnych narodowości. Dywagowałem na temat tego, czy to jest dobre dla ludzkości [...]
Prowadziła mnie grupka ludzi, która za mną biegła, śledziłem jednego gościa, było ciemno, byliśmy w jakimś lesie. Pamiętam, że się potknąłem i nadziałem nosem na plastikowe, tarasowe krzesło. Zacząłem krwawić, kapało mi z nosa w środku lasu w nocy. Zacząłem się zastanawiać, czemu jestem nieobecny i czemu sen przeskakuje. Potem jakiś gość z naszej grupki okazał się mordercą, zacząłem się martwić, że mu nie ucieknę z krwawiącym nosem.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





