13-12-2021, 13:23
13.12.21r
Tego dnia grałem na komputerze ze znajomymi, i przyśniło mi się to. Inaczej jednak odczuwałem, co działo się podczas grania. Widziałem oczyma postaci z gry. W którymś momencie zrobiło się mrocznie. Znalazłem się w ciemnej jaskini ze stalagmitami i stalaktytami. Czułem, że w tym miejscu mieszkają nieprzyjazne istoty. Do konfrontacji z nimi nie doszło. We śnie nawet negatywne emocje są fajne. W moim przypadku zamiast straszyć, dodają klimatu. Wspomnę też, że nie lubię filmów z gatunku horror, ale to jest czymś innym. W niewyjaśnionych okolicznościach sen się skończył.
Udało mi się wstać około 5:20. Wpis w dzienniku, WBTB i ponowne zaśnięcie godzinę później.
W pierwszym śnie po ponownym zaśnięciu widziałem dżunglowy wąwóz, wzdłuż którego szedłem i rozmawiałem z rodzicami. Na horyzoncie przed nami wzdłuż ścieżki, którą podążaliśmy znajdowały się trzy wielkie goryle. Tata mówi, że zawracamy. Zacząłem więc biec w przeciwnym kierunku . Przestałem krótki moment później, po tym jak mama powiedziała 'Teraz to już na pewno nas zauważą'. Nie zostaliśmy zauważeni. Po chwili spaceru w kierunku przeciwnym znowu widzimy goryle. I też była ich trójka z tą różnicą, że były oddalone od siebie. Inne wyjście nie istniało, dlatego musieliśmy i tak tamtędy przejść. Żaden goryl nas nie zaatakował i udało się nam uciec. Kiedyś miałem już podobny sen, ale zamiast dżungli znajdowaliśmy się w strefie umiarkowanej, a zamiast goryli były niedźwiedzie. Tamtym razem nie było tak kolorowo, bo pojawiła się konieczność wchodzenia na drzewa i skały, a nawet skakania z jednych na drugie. Ale i tak strasznie nie było, bo te niedźwiedzie chyba miały anemię.
Później doświadczyłem najbardziej wyraźnego i intensywnego pod względem doświadczeń snu o LD. Ten sen był wyraźniejszy niż rzeczywistość, wyglądał lepiej. Pierwszy raz mam taki sen, w którym niezmiennie przez większość czasu obraz jest ostry jak żyletka, absolutnie dokładny i niezachwiany. Kłóciłem się z moim bratem w dużym, ciemnym mieszkaniu umiejscowionym na ostatnim piętrze bloku. W którymś momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jest to sen. Postanowiłem podejść do lustra i zmienić się w SSJ Blue. Brat zaczął mieć do mnie pretensje, że się drę. Brzmiał bardzo poważnie - był wściekły. Mówię do niego - 'To sen, dlatego teraz wychodzę'. Kilka razy ostrzegałem go o tym, że wyjdę z domu, aż w końcu to zrobiłem. Myślałem sobie, że na zewnątrz jest piękna i słoneczna pogoda, a ja będę doświadczał tego, co wspaniałe. Faktycznie tak było - po wyjściu na klatkę schodową widoczne było uderzenie promieni wschodu słońca. Zrobiłem TR - nie pamiętam wyniku* Byłem wobec tego obojętny i powiedziałem formułkę 'Wyraźność razy 1000.' Działała do końca. Następnie zszedłem na zewnątrz i miałem w głowie przekonanie, że stoczę walkę z menelem. Znalazłem się na wielkim połaciu terenu na osiedlu bloków i zacząłem latać. Raz w tym kierunku co chciałem, a czasami mną dryfowało, czego nie można było opanować. Następnie miało dojść do tej walki. Stoimy w powietrzu, naprzeciw siebie i zaczynamy się rozpędzać z wyciągniętymi pięściami. Zamiast walczyć zbiliśmy razem żółwia i powiedzieliśmy do siebie uśmiechnięci, że było zajebiście. Pomachałem do niego, on do mnie i rozlecieliśmy się, każdy w swoją stronę (. ❛ ᴗ ❛.) Dalej dryfowałem w powietrzu, pomiędzy blokami. Wytężałem umysł, by przypomnieć sobie o moim planie. Nie było to jednak możliwe - nie miałem dostępu do pamięci, a świadomość była mocno ograniczona. Starałem się jeszcze przez chwilę, ale senny umysł dał za wygraną i odpuścił. Nie ma planu, nie ma co robić! Zacząłem wybiegać myślami w przyszłość i nie mogłem się doczekać, kiedy zrobię nowy wpis do mojego dziennika! Sen był jednak bardzo stabilny. Myślenie o tym nie spowodowało natychmiastowego wyrzucenia. Wciąż byłem zawieszony w przestrzeni patrząc na zachodzące już, błękitne niebo przechodzące w kolor pomarańczowy po lewej stronie. Obudziłem się, i zapisałem to co się działo.
Poszedłem spać około godziny 8. W tym czasie był jeszcze kolejny sen, który pamiętam dokładnie, ale nie jestem w stanie go zapisać, bo mam obowiązki. Poza snem widziałem jeszcze masę krótkich scenek, które już nie zostały ani trochę utrwalone w pamięci. Pamięć snów wskakuje na zupełnie inny poziom. Ostatnim razem pamiętałem tyle snów kiedy jeden dzień postanowiłem poświęcić w całości, z wielkim trudem na ADA. Teraz udało się to osiągnąć bez tej niezwykle skutecznej, ale też czasochłonnej techniki. Zbliżam się do celu wielkimi krokami!
*Problem braku pamięci o wyniku testu moim zdaniem wynika ze zmęczenia. Podczas zasypiania było ciężko powtarzać sobie formułkę, bo się zacinałem. Mógłbym to załatwić powtarzając sobie np. godzinę przed zaśnięciem, i od razu po alfabudziku. Wtedy inkubacja byłaby bardziej skuteczna, i w pełnym zrozumieniu przez podświadomość. Miałem przeczucie, że zakorzeniłem to za słabo.
Dzięki Wszystkim za wpisy i plusy w moim dzienniku! To bardzo motywuje do dalszej pracy! Jeżeli ktoś ma jakieś pytanie, to chętnie na nie odpowiem. Jeszcze raz Dzięki!
Tego dnia grałem na komputerze ze znajomymi, i przyśniło mi się to. Inaczej jednak odczuwałem, co działo się podczas grania. Widziałem oczyma postaci z gry. W którymś momencie zrobiło się mrocznie. Znalazłem się w ciemnej jaskini ze stalagmitami i stalaktytami. Czułem, że w tym miejscu mieszkają nieprzyjazne istoty. Do konfrontacji z nimi nie doszło. We śnie nawet negatywne emocje są fajne. W moim przypadku zamiast straszyć, dodają klimatu. Wspomnę też, że nie lubię filmów z gatunku horror, ale to jest czymś innym. W niewyjaśnionych okolicznościach sen się skończył.
Udało mi się wstać około 5:20. Wpis w dzienniku, WBTB i ponowne zaśnięcie godzinę później.
W pierwszym śnie po ponownym zaśnięciu widziałem dżunglowy wąwóz, wzdłuż którego szedłem i rozmawiałem z rodzicami. Na horyzoncie przed nami wzdłuż ścieżki, którą podążaliśmy znajdowały się trzy wielkie goryle. Tata mówi, że zawracamy. Zacząłem więc biec w przeciwnym kierunku . Przestałem krótki moment później, po tym jak mama powiedziała 'Teraz to już na pewno nas zauważą'. Nie zostaliśmy zauważeni. Po chwili spaceru w kierunku przeciwnym znowu widzimy goryle. I też była ich trójka z tą różnicą, że były oddalone od siebie. Inne wyjście nie istniało, dlatego musieliśmy i tak tamtędy przejść. Żaden goryl nas nie zaatakował i udało się nam uciec. Kiedyś miałem już podobny sen, ale zamiast dżungli znajdowaliśmy się w strefie umiarkowanej, a zamiast goryli były niedźwiedzie. Tamtym razem nie było tak kolorowo, bo pojawiła się konieczność wchodzenia na drzewa i skały, a nawet skakania z jednych na drugie. Ale i tak strasznie nie było, bo te niedźwiedzie chyba miały anemię.
Później doświadczyłem najbardziej wyraźnego i intensywnego pod względem doświadczeń snu o LD. Ten sen był wyraźniejszy niż rzeczywistość, wyglądał lepiej. Pierwszy raz mam taki sen, w którym niezmiennie przez większość czasu obraz jest ostry jak żyletka, absolutnie dokładny i niezachwiany. Kłóciłem się z moim bratem w dużym, ciemnym mieszkaniu umiejscowionym na ostatnim piętrze bloku. W którymś momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jest to sen. Postanowiłem podejść do lustra i zmienić się w SSJ Blue. Brat zaczął mieć do mnie pretensje, że się drę. Brzmiał bardzo poważnie - był wściekły. Mówię do niego - 'To sen, dlatego teraz wychodzę'. Kilka razy ostrzegałem go o tym, że wyjdę z domu, aż w końcu to zrobiłem. Myślałem sobie, że na zewnątrz jest piękna i słoneczna pogoda, a ja będę doświadczał tego, co wspaniałe. Faktycznie tak było - po wyjściu na klatkę schodową widoczne było uderzenie promieni wschodu słońca. Zrobiłem TR - nie pamiętam wyniku* Byłem wobec tego obojętny i powiedziałem formułkę 'Wyraźność razy 1000.' Działała do końca. Następnie zszedłem na zewnątrz i miałem w głowie przekonanie, że stoczę walkę z menelem. Znalazłem się na wielkim połaciu terenu na osiedlu bloków i zacząłem latać. Raz w tym kierunku co chciałem, a czasami mną dryfowało, czego nie można było opanować. Następnie miało dojść do tej walki. Stoimy w powietrzu, naprzeciw siebie i zaczynamy się rozpędzać z wyciągniętymi pięściami. Zamiast walczyć zbiliśmy razem żółwia i powiedzieliśmy do siebie uśmiechnięci, że było zajebiście. Pomachałem do niego, on do mnie i rozlecieliśmy się, każdy w swoją stronę (. ❛ ᴗ ❛.) Dalej dryfowałem w powietrzu, pomiędzy blokami. Wytężałem umysł, by przypomnieć sobie o moim planie. Nie było to jednak możliwe - nie miałem dostępu do pamięci, a świadomość była mocno ograniczona. Starałem się jeszcze przez chwilę, ale senny umysł dał za wygraną i odpuścił. Nie ma planu, nie ma co robić! Zacząłem wybiegać myślami w przyszłość i nie mogłem się doczekać, kiedy zrobię nowy wpis do mojego dziennika! Sen był jednak bardzo stabilny. Myślenie o tym nie spowodowało natychmiastowego wyrzucenia. Wciąż byłem zawieszony w przestrzeni patrząc na zachodzące już, błękitne niebo przechodzące w kolor pomarańczowy po lewej stronie. Obudziłem się, i zapisałem to co się działo.
Poszedłem spać około godziny 8. W tym czasie był jeszcze kolejny sen, który pamiętam dokładnie, ale nie jestem w stanie go zapisać, bo mam obowiązki. Poza snem widziałem jeszcze masę krótkich scenek, które już nie zostały ani trochę utrwalone w pamięci. Pamięć snów wskakuje na zupełnie inny poziom. Ostatnim razem pamiętałem tyle snów kiedy jeden dzień postanowiłem poświęcić w całości, z wielkim trudem na ADA. Teraz udało się to osiągnąć bez tej niezwykle skutecznej, ale też czasochłonnej techniki. Zbliżam się do celu wielkimi krokami!
*Problem braku pamięci o wyniku testu moim zdaniem wynika ze zmęczenia. Podczas zasypiania było ciężko powtarzać sobie formułkę, bo się zacinałem. Mógłbym to załatwić powtarzając sobie np. godzinę przed zaśnięciem, i od razu po alfabudziku. Wtedy inkubacja byłaby bardziej skuteczna, i w pełnym zrozumieniu przez podświadomość. Miałem przeczucie, że zakorzeniłem to za słabo.
Dzięki Wszystkim za wpisy i plusy w moim dzienniku! To bardzo motywuje do dalszej pracy! Jeżeli ktoś ma jakieś pytanie, to chętnie na nie odpowiem. Jeszcze raz Dzięki!





