05-07-2021, 12:20
Noc 4/5 lipca 2021
Dzisiaj w nocy nie miałem pobudki, więc spoko.
WBTB po 5h snu, obudziłem się w trakcie fazy REM. Zauważyłem, że moje sny się normalizują, tj. zaczynają przypominać rzeczywiste doświadczenia i odczucia. Sny są gładsze, jak sama rzeczywistość za dnia. Niestety WBTB nieskuteczne. Zauważyłem, że najskuteczniejszy WBTB to taki, kiedy budzimy się w NREM przed fazą REM.
Obudziłem się o 9:52, spałem około 9h, miałem spotkanie online o 10, o którym nie wiedziałem, ale się udałem na nie. O 10:30 się położyłem, bo czulem się troszkę senny i miałem przeczucie, że mogę jeszcze zasnąć. Po 15 minutach wiercenia się zacząłem odpływać i uświadomiłem się w trakcie paraliżu.
Gwizd w uszach, który nasilał się z postępującym relaksem. Starałem się w nic nie ingerować. Co jakiś czas próbowałem wizualizacji miejsca, w którym mogę się pojawić, ale było to nieskuteczne. Postanowiłem sobie przed LD, że zanim zacznę szukać magicznych tabletek, to ustabilizuję się we śnie, zorientuje się gdzie jestem i obudzę krytycyzm.
Po pewnym czasie pojawiłem się na łóżku w moim rodzinnym mieszkaniu. Sen był bardzo niestabilny i ciemny. Wiedziałem, że to sen, spałem w innym budynku niż we śnie. Czekałem, aż sen się ustabilizuje na tyle, bym mógł podnieść rękę do TRa. Gdy podniosłem i chwyciłem za nos stała się zabawna rzecz, bo poczułem jak ciągne powietrze przez usta i chrapnąłem w rzeczywistości, przez co sen się spłycił i spowrotem musiałem czekać aż nabierze głębi. Potem poczułem chęć przełknięcia śliny, sen się nie spłycił, ale poczułem gardło na jawie. Gdy wszystko się ustabilizowało, do pokoju weszła moja matka i zaczęła coś gadać. Powtarzałem sobie wtedy
- "To jest sen. W nim mogą się dziać dziwne rzeczy, ale nie ingeruj w to, tylko obserwuj z ciekawością."
Matka gadała, a ja macalem łóżko, by uruchomić zmysły. Miałem chrypę, co jakiś czas coś powtarzałem i koncentrowałem się na słuchu. Pamiętam, że słuchałem też tego co mama mówi, bo chciałem slyszeć sen. Na łóżku leżał mój plecak, otworzyłem go i wysypałem wszystko co w nim było. Były tam różne leki, w znajomych pudełkach. Jakiś magnez, paroksetyna i dwa pudełka miały bardzo dziwne nazwy, jeden zaczynał się na "add" i ucieszyłem się, że może to być adderall, ale było to coś w stylu "adderexliaisdnsubtus". Gdy zacząłem gadać o lekach na głos, poczułem w gardle jak odchrząkuję flegmę i się zadławiłem. Spłyciło to sen, bo poczułem moje gardło na jawie. Jak sen się ustabilizował, zacząłem przeszukiwać szuflady z nadzieją na znalezienie czegoś ciekawego. W połowie tej czynności pomyślałem sobie
-"Twoje LD są tak krótkie, bo zamiast koncentrować się na sennej rzeczywistości, to szukasz czegoś i tracisz świadomość"
To był fakt, bo poczułem jak moja świadomość ulatuje w trakcie tej czynności. Wybiegłem z pokoju i szedłem do kuchni. Spotkałem tatę i go odepchnąłem z całej siły, bo stwierdziłem, że moge. W kuchni było kilka osób, a ja otworzyłem lodówkę, bo szukałem energola. Nie znalazłem tam nic ciekawego, myślałem nad tym, czy by nie wziąć sera i go zjeść, by pobudzić zmysł smaku. Starałem się uważnie obserwować co się dzieje. Sen był ciemny i za oknem wiało, trochę burzowa pogoda. Potem poszedłem do pokoju siostry,
-"Może będą tam jakieś koleżanki? Hehe"
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem, że moja siostra siedzi oparta o okno, słucha muzyki i jest jakaś taka niemrawa. Jak wszedłem to powiedziała,
-"Nie umiesz pukać? Widzisz, że to niewłaściwy moment"
Wtedy pomyślałem, że to dziwne, że tak siedzi, ale to sen, więc ma prawo tak być.
Potem poszedłem do pokoju, w ktorym siedział brat i podszedłem do jego kompa i w trakcie całego procesu starałem się być obecny. Wpisałem w wyszukiwarkę "porn", jednak wyniki to były jakieś dziwne rzeczy. Popatrzyłem na pasek zakładek i zobaczyłem, że nazwa tego co wpisałem się zmieniła, i to 3 razy. Brat krzyczał, bym na jego laptopie służbowym nie oglądał pornoli.
Po tej sytuacji stanąłem na parapecie, zrobiłem TR z nosem i powiedziałem:
- "To sen, koncentruj się na tym co się dzieje. Nic ci się nie stanie jak skoczysz z 2 piętra"
Skoczyłem z 2 piętra budynku. Czułem dokładnie jak spadam, swój ciężar i jak nabieram prędkości. Gdy walnąłem o ziemię poczułem potężne uderzenie, ale nie było bolesne, jednak spłyciło sen. Pamiętam, że gdy wstawałem to się rozejrzałem i widziałem kilka samochodów i zastanawiałem się czy się którymś nie przejechać. Ale powiedziałem sobie, że muszę podejść do apteki po specyfiki. Gdy szedłem zacząłem liczyć kroki, przyglądałem się swoim butom i starałem się czuć beton po którym idę. Sen był jednak na tyle płytki, że stwierdziłem, że lepiej będzie, jak podniosę głowę i będę się rozglądał. Przez całą drogę do apteki byłem obecny i uważny, przeszedłem koło 130m. Zauważyłem, że brakowało jednej ulicy na osiedlu. Gdy wszedłem do apteki, był to chyba sklep spożywczy, ale na półkach były leki. Starałem się być uważny i obecny tu i teraz.Zacząłem rozmawiać z kasjerką
- "Dzień dobry, ja przyszedłem kupić adderall, można prosić?"
Obok stał za kasą jakiś gość, który był podobny do jakiegoś managera. Dostałem od kasjerki butelkę z sokiem jabłkowym, na którym było napisane "Rozpuszczone drażetki leków"
- "Ale ja chcę tabletki, nie rozpuszczone"
Dostałem lek, który opakowaniem wyglądał jak mój lek, który biorę na deprechę, tylko miał inną nazwę, "Tirident". Coś takiego. Poprosiłem o soczek do popicia tabletek, no i się obudziłem. Obudził mnie delikatny mioklon w nogach. Leżałem jeszcze chwilę, ale czułem, że REM dobiegł końca.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





