21-08-2020, 03:44
20.08.2020
Sekta
Stałem na przystanku autobusowym, czekałem na ludzi. Zbierali się powoli aż zapełniliśmy całe miejsce ~50 ludzi.
Mieliśmy chyba przejmować władze w mieście, ja pojechałem autobusem na jakąś górkę, mogłem z niej dostrzec większość miasta. Była to ciekawa perspektywa która szybko się zmieniła, jak szybkie przedstawienie całego miasta - widok jakby piłka była rzucona nad tą górkę i była wpatrzona w autobus, a sama pokonywała łuk nad górką. Całość wspominam bardzo dynamicznie.
[...]
Wieża i Mario
Byłem w płonącym budynku, miałem uratować swojego brata po tym jak gruba podpaliła budynek w pokazie dominacji. Biegłem do schodów, były spiralne, zamieniało się to w grę gdzie muszę unikać przeszkód i dogonić brata, którym był Luigi. Spadały kawałki drewna, a ja biegłem skacząc, w pewnym momencie kangur wziął mnie i Luigiego, nazwał mnie Marian L.
Wyskoczyliśmy przez okno i wylądowaliśmy na przystanku autobusowym. Budynek stał się tylko wysokim murem, obok było jakieś jezioro, para która się tam kąpała rzuciła w nas piłką, chciałem im ją poddać, ale piłka była "zwiewana" była za lekka, żeby ją tak rzucać.
Sekta
Stałem na przystanku autobusowym, czekałem na ludzi. Zbierali się powoli aż zapełniliśmy całe miejsce ~50 ludzi.
Mieliśmy chyba przejmować władze w mieście, ja pojechałem autobusem na jakąś górkę, mogłem z niej dostrzec większość miasta. Była to ciekawa perspektywa która szybko się zmieniła, jak szybkie przedstawienie całego miasta - widok jakby piłka była rzucona nad tą górkę i była wpatrzona w autobus, a sama pokonywała łuk nad górką. Całość wspominam bardzo dynamicznie.
[...]
Wieża i Mario
Byłem w płonącym budynku, miałem uratować swojego brata po tym jak gruba podpaliła budynek w pokazie dominacji. Biegłem do schodów, były spiralne, zamieniało się to w grę gdzie muszę unikać przeszkód i dogonić brata, którym był Luigi. Spadały kawałki drewna, a ja biegłem skacząc, w pewnym momencie kangur wziął mnie i Luigiego, nazwał mnie Marian L.
Wyskoczyliśmy przez okno i wylądowaliśmy na przystanku autobusowym. Budynek stał się tylko wysokim murem, obok było jakieś jezioro, para która się tam kąpała rzuciła w nas piłką, chciałem im ją poddać, ale piłka była "zwiewana" była za lekka, żeby ją tak rzucać.
Więzień własnego umysłu, który rozpoczął plan ucieczki





