31-07-2020, 10:27
Nie wiem czy powinienem założyć nowy wątek żeby nie straszyć ludzi nazwą...? :
Treść niby się zmieniła, ale z drugiej strony nie wiem czy to dobry pomysł odcinać się od historii i zawartych w niej informacji, może potem być trudniej się połapać...
A przechodząc do sedna- od ostatniego LD miałem jeszcze kilka, ale były bardzo skąpe, krótkie, zaraz się wybudzałem (naturalnie, sen się kończył), albo miałem wątpliwości czy to na pewno LD, bo np. nie zrobiłem testu i tylko byłem przekonany że to sen. Zacząłem się już niecierpliwić że tak ich mało. Znów zwiększyłem ilość testów dziennie które robiłem, dzisiaj po kilkunastu dniach jest rezultat.
PRAWIE idealny LD. Uświadomiłem się zaraz na początku, chociaż nie bez problemu. Zrobiłem test z nosem, oddychałem, ale nic się nie stało. Myślałem że krzywo dziurkę przytkałem po prostu. Już miałem iść dalej, ale przystanąłem i pomyślałem, że może to jednak sen i po prostu mogę oddychać z zatkanym nosem? Zrobiłem jeszcze raz, mocno zatykając nos. I oddychałem. Wtedy dopiero się uświadomiłem. Zabrałem się do śnienia po swojemu. Tylko pojawił się problem, a nawet 2. Jeden to stary- strażnicy. Nie mam jeszcze praktyki, ale chyba się ich jakoś pozbędę jak będę miał więcej LD... W tym to była wścibska osoba która ciągle za mną łaziła i nie dawała spokoju, ale nie była agresywna. Całkiem inaczej niż ostatnio.
Ale głównym problemem było to że sen był okropnie niestabilny. Rozumiem przez to to, że co kilka... hmm... scen? Nie wiem jak określić upływ czasu we śnie :
robiło mi się jakby czarno przed oczami. Kiedyś, jak byłem mały to też tak miałem w trakcie koszmarów- mogłem się łatwo wybudzić w tym momencie. Miałem świadomość ciała, a nie snu, wystarczyło otworzyć oczy. Ale tym razem nie chciałem się budzić, powtarzałem w kółko mantrę w stylu "chcę wrócić do snu". I pojawiał się stopniowo obraz, a potem sen ruszał dalej. Ale działo się tak kilka/naście razy nawet, niemal co chwilę. Było to bardzo uciążliwe i nie mam pomysłu jak się tego pozbyć. Wydaje mi się że to przez to że spałem bardzo płytko, ale z drugiej strony też pewnie dlatego pamiętałem tak dobrze sen i uświadomiłem się... dodam że to było 8.30-9.30 mniej więcej, tuż przed wstaniem.
Próbowałem też sztuczki o której gdzieś słyszałem czy czytałem, nie pamiętam już. Ponoć można powiedzieć coś w stylu np. "wyraźność snu x2". I chyba działa, mi przynajmniej zrobił się wyraźniejszy, głębszy i kolory intensywniejsze. Ale działało tylko do następnej "przerwy", a za pomocą takich komend nijak nie byłem w stanie tych przerw się pozbyć. Jakieś pomysły, rady?
Treść niby się zmieniła, ale z drugiej strony nie wiem czy to dobry pomysł odcinać się od historii i zawartych w niej informacji, może potem być trudniej się połapać...A przechodząc do sedna- od ostatniego LD miałem jeszcze kilka, ale były bardzo skąpe, krótkie, zaraz się wybudzałem (naturalnie, sen się kończył), albo miałem wątpliwości czy to na pewno LD, bo np. nie zrobiłem testu i tylko byłem przekonany że to sen. Zacząłem się już niecierpliwić że tak ich mało. Znów zwiększyłem ilość testów dziennie które robiłem, dzisiaj po kilkunastu dniach jest rezultat.
PRAWIE idealny LD. Uświadomiłem się zaraz na początku, chociaż nie bez problemu. Zrobiłem test z nosem, oddychałem, ale nic się nie stało. Myślałem że krzywo dziurkę przytkałem po prostu. Już miałem iść dalej, ale przystanąłem i pomyślałem, że może to jednak sen i po prostu mogę oddychać z zatkanym nosem? Zrobiłem jeszcze raz, mocno zatykając nos. I oddychałem. Wtedy dopiero się uświadomiłem. Zabrałem się do śnienia po swojemu. Tylko pojawił się problem, a nawet 2. Jeden to stary- strażnicy. Nie mam jeszcze praktyki, ale chyba się ich jakoś pozbędę jak będę miał więcej LD... W tym to była wścibska osoba która ciągle za mną łaziła i nie dawała spokoju, ale nie była agresywna. Całkiem inaczej niż ostatnio.
Ale głównym problemem było to że sen był okropnie niestabilny. Rozumiem przez to to, że co kilka... hmm... scen? Nie wiem jak określić upływ czasu we śnie :
robiło mi się jakby czarno przed oczami. Kiedyś, jak byłem mały to też tak miałem w trakcie koszmarów- mogłem się łatwo wybudzić w tym momencie. Miałem świadomość ciała, a nie snu, wystarczyło otworzyć oczy. Ale tym razem nie chciałem się budzić, powtarzałem w kółko mantrę w stylu "chcę wrócić do snu". I pojawiał się stopniowo obraz, a potem sen ruszał dalej. Ale działo się tak kilka/naście razy nawet, niemal co chwilę. Było to bardzo uciążliwe i nie mam pomysłu jak się tego pozbyć. Wydaje mi się że to przez to że spałem bardzo płytko, ale z drugiej strony też pewnie dlatego pamiętałem tak dobrze sen i uświadomiłem się... dodam że to było 8.30-9.30 mniej więcej, tuż przed wstaniem. Próbowałem też sztuczki o której gdzieś słyszałem czy czytałem, nie pamiętam już. Ponoć można powiedzieć coś w stylu np. "wyraźność snu x2". I chyba działa, mi przynajmniej zrobił się wyraźniejszy, głębszy i kolory intensywniejsze. Ale działało tylko do następnej "przerwy", a za pomocą takich komend nijak nie byłem w stanie tych przerw się pozbyć. Jakieś pomysły, rady?





