13-07-2020, 17:01
Deskorolka w górach i popsuty aparat.
Wybrałem się na deskorolkę. W góry. Jako że droga cały czas się wznosiła mogłem pojeździć tylko na ubitych wypłaszczeniach, po kilka metrów a później decha pod pachę i w górę. Sen się zmienił, sąsiad chciał pożyczyć aparat fotograficzny, aby zrobić zdjęcia studni. Pokazałem mu jak działa i co ma pstrykać, żeby zrobić zdjęcie, ale miał problemy z załapaniem mechanizmu, dopiero po czasie ogarnął co i jak. Po jakimś czasie przyniósł mi uszkodzony aparat, położył na stole i bez słowa sobie poszedł.
Popsuty samochód.
Popsuł mi się samochód, pojechałem do mechanika, jako zastępczy pojazd dał mi autobus. Nie miałem prawa jazdy, więc nie ogarniałem jego gabarytów i na skrzyżowaniu kosiłem inne samochody. Dojechałem na polanę obok której rósł sad. Siostra weszłą na jabłoń i kazała sobie robić zdjęcia. Nagle autobus zapalił i odjechał, okazało się że był zdalnie sterowany i mechanik postanowił go odwieźć do bazy.
Wybrałem się na deskorolkę. W góry. Jako że droga cały czas się wznosiła mogłem pojeździć tylko na ubitych wypłaszczeniach, po kilka metrów a później decha pod pachę i w górę. Sen się zmienił, sąsiad chciał pożyczyć aparat fotograficzny, aby zrobić zdjęcia studni. Pokazałem mu jak działa i co ma pstrykać, żeby zrobić zdjęcie, ale miał problemy z załapaniem mechanizmu, dopiero po czasie ogarnął co i jak. Po jakimś czasie przyniósł mi uszkodzony aparat, położył na stole i bez słowa sobie poszedł.
Popsuty samochód.
Popsuł mi się samochód, pojechałem do mechanika, jako zastępczy pojazd dał mi autobus. Nie miałem prawa jazdy, więc nie ogarniałem jego gabarytów i na skrzyżowaniu kosiłem inne samochody. Dojechałem na polanę obok której rósł sad. Siostra weszłą na jabłoń i kazała sobie robić zdjęcia. Nagle autobus zapalił i odjechał, okazało się że był zdalnie sterowany i mechanik postanowił go odwieźć do bazy.





