21-04-2020, 17:55
1-2.04
Znalazłam sie na uczelni, gdzie profesorka która prowadziła wykłady z edukacji polonistycznej zadała nam napisanie opowiadania, z którym ja mocno się spóźniłam. Gdy byłam w sali wykładowej opowiadania które profesorka czytała stawały się rzeczywistością i tak w jednej chwili byliśmy w środku lasa wśród leśnej fauny, a w innym otaczały nas drapieżne koty.
Jechałam pociągiem z uniwersytetu do domu i za oknem obok pociągu leciały 2 ogromne ptaki o rdzawych piórach i bardzo długich ogonach, o skrzydłach długości gdzieś półtora-2 metrów. leciały obok pociągu wykonując wszelakie powietrzne akrobacje. Jeśli chodzi o wygląd przypominały połączenie jastrzębia, orła i feniksa.
4-5.04
Biegłam przez las gdzie goniła mnie jakaś wielka bestia. Nagle ni stąd ni zowąd znalazłam się na jarmarku i wybierałam co kupić słodkiego.
9-10.04
Byłam przy oczku wodnym, przy którym leżał ametyst wielkości wanny, na którego dnie był pryzmat. Było tam sporo ludzi, a ja chyba prowadziłam prelekcje lub cos podobnego stojąc obok ametystu. Dzięki pryzmatowi w ametyście księżyc był gigantyczny, w porównaniu wielkości wyglądał jak piłka do koszykówki przyłożona do głowy. Po tym wróciłam do mojego poprzedniego mieszkania gdzie przez chwilę widoczny był zwykłych rozmiarów księżyc który zaczął się powiększać do poprzednich rozmiarów. przyszedł kolejny dzień i znowu poszłam w to samo miejsce z ametystem w którym była jakaś wystawa psów, pokaz treserów oraz skup psów. Kupiłam szczeniaka i wróciłam z nim do domu.
19-20.04
Na początku byłam na mechanicznej huśtawce rodem z wesołego miasteczka wraz z jakimś dzieciakiem. Huśtawka się przewróciła, ja solidnie się poobijałam ale dziecko zmarło. Trafiłam do szpitala gdzie zaatakował mnie jakiś facet, ale ochroniła mnie przed nim czarnowłosa dziewczyna w okolicy 20 lat. Wyjaśniła mi ze ten dzieciak to syn mafioza który trzyma szpital w garści i który obwinia mnie o śmierć jego syna i posłał na mnie swoich ludzi. Dziewczyna chciała byśmy uciekły ale uparłam się by pójść z tym do zastępcy szpitala, którym była miła starsza babka, ale ta odesłała mnie z kwitem. Uciekłam ze szpitala i na mieście złapała mnie ta sama dziewczyna z jej znajomymi - blond dziewczyną i chłopakiem przy kości. ich trójkę też ścigał mafiozo wiec uznali że nawzajem skorzystamy na swojej pomocy. Szukaliśmy schronienia i uciekaliśmy gdy tylko mafia nas namierzyła, więc podjęliśmy decyzję ze musimy się uzbroić i by móc się bronić. Ja wzięłam krótkie bambusowe jo(kij) z zaostrzonymi końcami, brunetka wzięła ostrą bambusową katanę, blondynka wzięła długie jo a chłopak wziął łuk. Ukrywaliśmy się w szopach, magazynach i składowaniach łodzi, ale mimo wszystko jakoś nas namierzali i atakowali, ale udawało nam się uciec z ranami. Przy którymś ataku brunetka została poważnie postrzelona i zmarła przez brak pomocy od lekarzy. Po tym zamieszkaliśmy w metalowej szopie na łodzie, a ja szykowałam truciznę ze złowionych trujących ryb by nasączyć nią ostre końce mojego jo. nagle do naszej siedziby wpadł zastępca mafioza, którego ja złapałam, podduszajac go kijem, odebrałam mu broń i telefon, a chłopak go związał i wrzucił do metalowej skrzyni w jednej z łodzi. Chwilę po tym przyszła zastępczyni dyrektora szpitala i gdy chcieliśmy się na nią rzucić pokazała mi książkę w której nie pamiętam co pisało, ale coś przez co ja przytuliłam i po czym ona dołączyła do nas. Przygotowaliśmy się i wyruszyliśmy pokonać bossa mafii, ale przed walką sen się skończył
20-21.04
Tutaj zapamiętałam jeden urywek snu, ale pamiętam tyle ze był niesamowity, ale jedyne co pamiętam to to że były tam postacie z harrego pottera (Fred, George). pamiętam scene gdy uciekałam przed jakąś bestią z rogami i długimi kłami. wbiegłam do jaskini gdzie stała jakaś kobieta, którą we śnie chyba dobrze znałam. Ubrana ona była w skórę i rogi takiego samego zwierzęcia jak to które mnie goniło. Bestia wpadła do jaskini i przebiła kłami brzuch tej kobiety.
Znalazłam sie na uczelni, gdzie profesorka która prowadziła wykłady z edukacji polonistycznej zadała nam napisanie opowiadania, z którym ja mocno się spóźniłam. Gdy byłam w sali wykładowej opowiadania które profesorka czytała stawały się rzeczywistością i tak w jednej chwili byliśmy w środku lasa wśród leśnej fauny, a w innym otaczały nas drapieżne koty.
Jechałam pociągiem z uniwersytetu do domu i za oknem obok pociągu leciały 2 ogromne ptaki o rdzawych piórach i bardzo długich ogonach, o skrzydłach długości gdzieś półtora-2 metrów. leciały obok pociągu wykonując wszelakie powietrzne akrobacje. Jeśli chodzi o wygląd przypominały połączenie jastrzębia, orła i feniksa.
4-5.04
Biegłam przez las gdzie goniła mnie jakaś wielka bestia. Nagle ni stąd ni zowąd znalazłam się na jarmarku i wybierałam co kupić słodkiego.
9-10.04
Byłam przy oczku wodnym, przy którym leżał ametyst wielkości wanny, na którego dnie był pryzmat. Było tam sporo ludzi, a ja chyba prowadziłam prelekcje lub cos podobnego stojąc obok ametystu. Dzięki pryzmatowi w ametyście księżyc był gigantyczny, w porównaniu wielkości wyglądał jak piłka do koszykówki przyłożona do głowy. Po tym wróciłam do mojego poprzedniego mieszkania gdzie przez chwilę widoczny był zwykłych rozmiarów księżyc który zaczął się powiększać do poprzednich rozmiarów. przyszedł kolejny dzień i znowu poszłam w to samo miejsce z ametystem w którym była jakaś wystawa psów, pokaz treserów oraz skup psów. Kupiłam szczeniaka i wróciłam z nim do domu.
19-20.04
Na początku byłam na mechanicznej huśtawce rodem z wesołego miasteczka wraz z jakimś dzieciakiem. Huśtawka się przewróciła, ja solidnie się poobijałam ale dziecko zmarło. Trafiłam do szpitala gdzie zaatakował mnie jakiś facet, ale ochroniła mnie przed nim czarnowłosa dziewczyna w okolicy 20 lat. Wyjaśniła mi ze ten dzieciak to syn mafioza który trzyma szpital w garści i który obwinia mnie o śmierć jego syna i posłał na mnie swoich ludzi. Dziewczyna chciała byśmy uciekły ale uparłam się by pójść z tym do zastępcy szpitala, którym była miła starsza babka, ale ta odesłała mnie z kwitem. Uciekłam ze szpitala i na mieście złapała mnie ta sama dziewczyna z jej znajomymi - blond dziewczyną i chłopakiem przy kości. ich trójkę też ścigał mafiozo wiec uznali że nawzajem skorzystamy na swojej pomocy. Szukaliśmy schronienia i uciekaliśmy gdy tylko mafia nas namierzyła, więc podjęliśmy decyzję ze musimy się uzbroić i by móc się bronić. Ja wzięłam krótkie bambusowe jo(kij) z zaostrzonymi końcami, brunetka wzięła ostrą bambusową katanę, blondynka wzięła długie jo a chłopak wziął łuk. Ukrywaliśmy się w szopach, magazynach i składowaniach łodzi, ale mimo wszystko jakoś nas namierzali i atakowali, ale udawało nam się uciec z ranami. Przy którymś ataku brunetka została poważnie postrzelona i zmarła przez brak pomocy od lekarzy. Po tym zamieszkaliśmy w metalowej szopie na łodzie, a ja szykowałam truciznę ze złowionych trujących ryb by nasączyć nią ostre końce mojego jo. nagle do naszej siedziby wpadł zastępca mafioza, którego ja złapałam, podduszajac go kijem, odebrałam mu broń i telefon, a chłopak go związał i wrzucił do metalowej skrzyni w jednej z łodzi. Chwilę po tym przyszła zastępczyni dyrektora szpitala i gdy chcieliśmy się na nią rzucić pokazała mi książkę w której nie pamiętam co pisało, ale coś przez co ja przytuliłam i po czym ona dołączyła do nas. Przygotowaliśmy się i wyruszyliśmy pokonać bossa mafii, ale przed walką sen się skończył
20-21.04
Tutaj zapamiętałam jeden urywek snu, ale pamiętam tyle ze był niesamowity, ale jedyne co pamiętam to to że były tam postacie z harrego pottera (Fred, George). pamiętam scene gdy uciekałam przed jakąś bestią z rogami i długimi kłami. wbiegłam do jaskini gdzie stała jakaś kobieta, którą we śnie chyba dobrze znałam. Ubrana ona była w skórę i rogi takiego samego zwierzęcia jak to które mnie goniło. Bestia wpadła do jaskini i przebiła kłami brzuch tej kobiety.





