01-04-2020, 09:25
Ludzie ludzie, chyba w końcu działa :
Po 3 latach próbowania dzisiaj w końcu nie mam ani cienia wątpliwości że to były (były, aż 3 jednej nocy!) świadome sny.
Już mówię co robiłem :
Zacząłem kiedyś od kursu Artura Wójtowicza (niestety płatny i dużą wadą jest brak kontaktu z autorem), który kurs nic mi nie dał. Potem była przerwa, kolejne forum i w końcu trafiłem tutaj. Tu wyrobiłem sobie nawyk testów z nosem, ale nie wychodziły za dobrze (usprawiedliwiałem wyniki, nie zwracałem uwagi że płynę pod wodą i oddycham itp). I ostatnio wróciłem (3 już raz do tego kursu od którego zacząłem). Sam w sobie nie jest jakiś super, myślę że pod względem wykonania tutejsze filmiki są lepiej zmontowane.... Nie chciałem w kółko tego samego po prostu przerabiać po prostu. Ale nie o to chodzi. Wypadł mi 8 dzień kursu miesięcznego. Pobudziłem nawyk TR dzięki temu, ale po swojemu (czyli waszemu :
z nosem. tam były inne TR podane, tego dnia wypadł nadnaturalnie długi skok). Kluczowa zdaje się być wizualizacja udanej próby TR, do tej pory nie mogłem zrozumieć jak to robić, mam się cieszyć że mi się udało jak nie udało? I załapałem, żeby sobie tą udaną próbę wyobrazić. Wiem że to głupie, ale nie wpadłem na to wcześniej, żeby wyobrazić sobie siebie cieszącego się udanym TR. Zrobiłem 3 takie ćwiczenia w ciągu dnia [kurs przewidywał 1]: zastanowienie nad otoczeniem, TR, TR w wyobraźni który się udaje i powtarzałem sobie coś w stylu że "następnym razem jak będę śnił, rozpoznam że to sen". Ale jak to wszyscy powtarzają- nie bezmyślnie tylko tak jakoś.... naturalnie. jakby to było coś co rzeczywiście bym powiedział po zrobieniu TR, a nie wyuczona fraza. I tyle, starczyło.
Pierwszy sen miał oczywiście głupie błędy początkującego. Jak zrobiłem test i wyszło że śnię, to pierwsze co zrobiłem to otworzyłem oczy. Dlaczego? Bo jak ten cymbał w trakcie ćwiczeń w ciągu dnia wyobrażałem sobie siebie odnoszącego sukces z zamkniętymi oczami, czyli pierwsze co zrobiłem po uświadomieniu to otwarcie oczu. No i kicha, po śnie xd
Zasnąłem i zaraz miałem drugi. Ten był nieprzyjemny, nie będę się wdawał w szczegóły, ale ogarnąłem że coś jest nie tak jak wypadły mi na raz wszystkie górne zęby. (pozostałości po traumach z młodości z długiego leczenia ortodontycznego). Włożyłem je sobie z powrotem i ogarnąłem że chyba coś tu jest nie tak, zrobiłem TR, uświadomiłem, ale chciałem się wybudzić, bo sen był serio poryty.
No i zasnąłem znowu, i trzeci sen. Uświadomiłem się szybko, niemal zaraz na samym początku, zanim cokolwiek zaczęło się dziać. Zacząłem się przemieszczać, przywołałem osobę którą chciałem... było ok. Ale szybko zacząłem mieć problem z "agentami systemu", jak w Matrixie czy Incepcji. Ciągle za mną łazili i atakowali, nie ważne gdzie odchodziłem i się chowałem, żeby mieć spokój i móc nacieszyć się snem. I podczas kolejnego już starcia się wybudziłem. Ale mam pewność że to była moja ucieczka, a nie "sennna" ucieczka- nie była taka dynamiczna, żadnych skoków i fajerwerków, spokojnie szedłem ulicą, zastanawiałem się gdzie mogę próbować sie schować i tam szedłem / budynek pojawiał się gdzieś bardzo blisko na ulicy. Także niewątpliwie miałem kontrolę, ale małą, a nie był to tylko sen o wyreżyserowanej ucieczce.
Obudziłem się wcześnie, co dziwne, bo ostatnio wstaję około 10 najwcześniej, teraz po 8 sam z siebie i wyspany jak od lat już nie byłem. A położyłem się spać przed 2.
Pozostaje jeszcze pozbyć się tych agentów, ale jeeeny jak ja się cieszę!
Po 3 latach próbowania dzisiaj w końcu nie mam ani cienia wątpliwości że to były (były, aż 3 jednej nocy!) świadome sny.Już mówię co robiłem :
Zacząłem kiedyś od kursu Artura Wójtowicza (niestety płatny i dużą wadą jest brak kontaktu z autorem), który kurs nic mi nie dał. Potem była przerwa, kolejne forum i w końcu trafiłem tutaj. Tu wyrobiłem sobie nawyk testów z nosem, ale nie wychodziły za dobrze (usprawiedliwiałem wyniki, nie zwracałem uwagi że płynę pod wodą i oddycham itp). I ostatnio wróciłem (3 już raz do tego kursu od którego zacząłem). Sam w sobie nie jest jakiś super, myślę że pod względem wykonania tutejsze filmiki są lepiej zmontowane.... Nie chciałem w kółko tego samego po prostu przerabiać po prostu. Ale nie o to chodzi. Wypadł mi 8 dzień kursu miesięcznego. Pobudziłem nawyk TR dzięki temu, ale po swojemu (czyli waszemu :
z nosem. tam były inne TR podane, tego dnia wypadł nadnaturalnie długi skok). Kluczowa zdaje się być wizualizacja udanej próby TR, do tej pory nie mogłem zrozumieć jak to robić, mam się cieszyć że mi się udało jak nie udało? I załapałem, żeby sobie tą udaną próbę wyobrazić. Wiem że to głupie, ale nie wpadłem na to wcześniej, żeby wyobrazić sobie siebie cieszącego się udanym TR. Zrobiłem 3 takie ćwiczenia w ciągu dnia [kurs przewidywał 1]: zastanowienie nad otoczeniem, TR, TR w wyobraźni który się udaje i powtarzałem sobie coś w stylu że "następnym razem jak będę śnił, rozpoznam że to sen". Ale jak to wszyscy powtarzają- nie bezmyślnie tylko tak jakoś.... naturalnie. jakby to było coś co rzeczywiście bym powiedział po zrobieniu TR, a nie wyuczona fraza. I tyle, starczyło.Pierwszy sen miał oczywiście głupie błędy początkującego. Jak zrobiłem test i wyszło że śnię, to pierwsze co zrobiłem to otworzyłem oczy. Dlaczego? Bo jak ten cymbał w trakcie ćwiczeń w ciągu dnia wyobrażałem sobie siebie odnoszącego sukces z zamkniętymi oczami, czyli pierwsze co zrobiłem po uświadomieniu to otwarcie oczu. No i kicha, po śnie xd
Zasnąłem i zaraz miałem drugi. Ten był nieprzyjemny, nie będę się wdawał w szczegóły, ale ogarnąłem że coś jest nie tak jak wypadły mi na raz wszystkie górne zęby. (pozostałości po traumach z młodości z długiego leczenia ortodontycznego). Włożyłem je sobie z powrotem i ogarnąłem że chyba coś tu jest nie tak, zrobiłem TR, uświadomiłem, ale chciałem się wybudzić, bo sen był serio poryty.
No i zasnąłem znowu, i trzeci sen. Uświadomiłem się szybko, niemal zaraz na samym początku, zanim cokolwiek zaczęło się dziać. Zacząłem się przemieszczać, przywołałem osobę którą chciałem... było ok. Ale szybko zacząłem mieć problem z "agentami systemu", jak w Matrixie czy Incepcji. Ciągle za mną łazili i atakowali, nie ważne gdzie odchodziłem i się chowałem, żeby mieć spokój i móc nacieszyć się snem. I podczas kolejnego już starcia się wybudziłem. Ale mam pewność że to była moja ucieczka, a nie "sennna" ucieczka- nie była taka dynamiczna, żadnych skoków i fajerwerków, spokojnie szedłem ulicą, zastanawiałem się gdzie mogę próbować sie schować i tam szedłem / budynek pojawiał się gdzieś bardzo blisko na ulicy. Także niewątpliwie miałem kontrolę, ale małą, a nie był to tylko sen o wyreżyserowanej ucieczce.
Obudziłem się wcześnie, co dziwne, bo ostatnio wstaję około 10 najwcześniej, teraz po 8 sam z siebie i wyspany jak od lat już nie byłem. A położyłem się spać przed 2.
Pozostaje jeszcze pozbyć się tych agentów, ale jeeeny jak ja się cieszę!





