29-12-2019, 12:04
No więc pojawiam się ponownie i witam po przerwie
Po dłuższej przerwie próbuję kolejny raz. Wykorzystałem zmiany w rytmie snu które mi się chwilowo pojawiły - po złej nocy nad ranem codziennie zasypiam bardzo bardzo płytko i zawsze śnię. W dzień robiłem trochę testów, ale raczej niewiele porównując z tym co było wcześniej- ale w bardziej losowych momentach. Ostatnio skupiłem się na afirmacji. Kiedy się budzę powtarzam różne rzeczy przez chwilę- że to sen, teraz ponownie zasypiam i to co będzie to sen itp. I częściowo zadziałało dzisiaj. Ale mam wątpliwości czy faktycznie.
Sen najbardziej przypominał świadomy chyba ze wszystkiego co śniłem od lat.
Wszedłem do snu i już we śnie pojawiło mi się przekonanie że to jest sen. (pierwsza wątpliwość czy faktycznie- powinienem sprawdzić. nie zrobiłem tego, po prostu byłem pewien i przekonanie było tak głęboko w świadomości/ podświadomości że nie zrobiłem testu)
W samym śnie w zasadzie robiłem co chciałem. No właśnie- w zasadzie. Całość wyglądała nieco jak Matrix- uzyskiwałem stopniową świadomość moich możliwości, a im bardziej nienaturalne rzeczy robiłem, tym bardziej "system" mnie ścigał. Na początku sen był dość zwyczajny. Potem zacząłem robić próby. Głównie z prędkością biegu, skakaniem. Im więcej próbowałem tym lepiej mi szło- ale nie od początku. Tak powinno być? Nic o tym nie słyszałem do tej pory. W każdym razie jak chciałem po prostu zrobić wieeelki skok to po odbiciu przeleciałem może z połowę wysokości i spadłem... wylądowałem. bo nic mi się nie stało mimo że byłem za wysoko na normalne standardy. Im więcej robiłem, tym bardziej "agenci" mnie ścigali- początkowo niemrawo, a potem to już ciągle deptali mi po piętach, strzały tuż zza pleców i inne kwiatki. W pewnej chwili skoro już umiałem dobrze biegać, skakać itp. chciałem zrobić to co zawsze chciałem robić w świadomym śnie- przywoływać osoby. Zamknąłem oczy, skupiłem się na tej osobie, otworzyłem oczy... i nic. (pierwsza wątpliwość - sporo rzeczy "nie wychodzi". druga - dlaczego to takie... poukładane? mam wrażenie że pierwsze co bym próbował to kogoś przywołać a nie najpierw skakał czy biegał... wytłumaczenie jest takie że musiałem żeby uciekać ciągle, ale.... i tak nie jestem do końca przekonany). To było w autobusie. Ale ta osoba czekała na przystanku do którego właśnie dojechaliśmy. (kolejne tłumaczenie- metody "przywoływań" o których czytałem często nie były bezpośrednie, możliwe że to zadziałało? czy to po prostu senna fabuła?) Potem razem uciekaliśmy, teleportowaliśmy się (ja to robiłem trzymając drugą osobę). Ale też nie działało. A raczej zaczynało działać. Początkowo teleportowało mnie na malutkie odległości, rzędu kilku metrów. Nie tam gdzie chciałem oczywiście. Potem na coraz większe, ale nigdy nie tam gdzie chciałem, co najwyżej gdzieś blisko. Bardzo przeszkadzał mi hałas- zawsze byłem w gwarnym mieście, a chciałem być gdzieś w cichej okolicy- jeszcze zanim otwierałem oczy wiedziałem że nic z tego, bo otaczający mnie gwar był nadal- tylko w innym miejscu. Ciekawostką jest to że wszystko było bardzo wyraźne jak na sen- w dotyku, a dźwięki otoczenia to bardzo rzadko, w zasadzie prawie nigdy ich nie rejestruję. Tylko najbliższe otoczenie- np. jak jade autobusem to nie słyszę silnika, ani mijających samochodów- tylko osobę która ze mną rozmawia. A teraz jakby wszystko.
Świadomy sen czy sen o świadomym śnie?
Idę w dobrą stronę czy kolejny niewypał? Ewentualnie co zmienić?
Po dłuższej przerwie próbuję kolejny raz. Wykorzystałem zmiany w rytmie snu które mi się chwilowo pojawiły - po złej nocy nad ranem codziennie zasypiam bardzo bardzo płytko i zawsze śnię. W dzień robiłem trochę testów, ale raczej niewiele porównując z tym co było wcześniej- ale w bardziej losowych momentach. Ostatnio skupiłem się na afirmacji. Kiedy się budzę powtarzam różne rzeczy przez chwilę- że to sen, teraz ponownie zasypiam i to co będzie to sen itp. I częściowo zadziałało dzisiaj. Ale mam wątpliwości czy faktycznie.
Sen najbardziej przypominał świadomy chyba ze wszystkiego co śniłem od lat.
Wszedłem do snu i już we śnie pojawiło mi się przekonanie że to jest sen. (pierwsza wątpliwość czy faktycznie- powinienem sprawdzić. nie zrobiłem tego, po prostu byłem pewien i przekonanie było tak głęboko w świadomości/ podświadomości że nie zrobiłem testu)
W samym śnie w zasadzie robiłem co chciałem. No właśnie- w zasadzie. Całość wyglądała nieco jak Matrix- uzyskiwałem stopniową świadomość moich możliwości, a im bardziej nienaturalne rzeczy robiłem, tym bardziej "system" mnie ścigał. Na początku sen był dość zwyczajny. Potem zacząłem robić próby. Głównie z prędkością biegu, skakaniem. Im więcej próbowałem tym lepiej mi szło- ale nie od początku. Tak powinno być? Nic o tym nie słyszałem do tej pory. W każdym razie jak chciałem po prostu zrobić wieeelki skok to po odbiciu przeleciałem może z połowę wysokości i spadłem... wylądowałem. bo nic mi się nie stało mimo że byłem za wysoko na normalne standardy. Im więcej robiłem, tym bardziej "agenci" mnie ścigali- początkowo niemrawo, a potem to już ciągle deptali mi po piętach, strzały tuż zza pleców i inne kwiatki. W pewnej chwili skoro już umiałem dobrze biegać, skakać itp. chciałem zrobić to co zawsze chciałem robić w świadomym śnie- przywoływać osoby. Zamknąłem oczy, skupiłem się na tej osobie, otworzyłem oczy... i nic. (pierwsza wątpliwość - sporo rzeczy "nie wychodzi". druga - dlaczego to takie... poukładane? mam wrażenie że pierwsze co bym próbował to kogoś przywołać a nie najpierw skakał czy biegał... wytłumaczenie jest takie że musiałem żeby uciekać ciągle, ale.... i tak nie jestem do końca przekonany). To było w autobusie. Ale ta osoba czekała na przystanku do którego właśnie dojechaliśmy. (kolejne tłumaczenie- metody "przywoływań" o których czytałem często nie były bezpośrednie, możliwe że to zadziałało? czy to po prostu senna fabuła?) Potem razem uciekaliśmy, teleportowaliśmy się (ja to robiłem trzymając drugą osobę). Ale też nie działało. A raczej zaczynało działać. Początkowo teleportowało mnie na malutkie odległości, rzędu kilku metrów. Nie tam gdzie chciałem oczywiście. Potem na coraz większe, ale nigdy nie tam gdzie chciałem, co najwyżej gdzieś blisko. Bardzo przeszkadzał mi hałas- zawsze byłem w gwarnym mieście, a chciałem być gdzieś w cichej okolicy- jeszcze zanim otwierałem oczy wiedziałem że nic z tego, bo otaczający mnie gwar był nadal- tylko w innym miejscu. Ciekawostką jest to że wszystko było bardzo wyraźne jak na sen- w dotyku, a dźwięki otoczenia to bardzo rzadko, w zasadzie prawie nigdy ich nie rejestruję. Tylko najbliższe otoczenie- np. jak jade autobusem to nie słyszę silnika, ani mijających samochodów- tylko osobę która ze mną rozmawia. A teraz jakby wszystko.
Świadomy sen czy sen o świadomym śnie?
Idę w dobrą stronę czy kolejny niewypał? Ewentualnie co zmienić?





