22-10-2019, 12:21
22.10.
Jestem na podwórku. Była ze mną jakaś dziewczyna, która próbowała coś zrobić i jej nie wychodziło (zapomniałem już co). Dodałem jej otuchy mówiąc, że nie zawsze wszystko będzie wychodzić. Powiedziałem jeszcze, że oglądałem filmik, na którym Tony Hawk opowiadał o tym jak niektóre triki opanowywał kilka lat, a mimo to dalej potrzebował kilkunastu prób, aby mu wychodziły. Potem ta dziewczyna zamieniła się w mysz i wpadła do korytarzy w ziemi. Nie mogła się wydostać, a ja nie miałem pojęcia jak jej pomóc. Pomyślałem, że pójdę po szpadel i zacznę kopać.
Nagle znalazłem się w swoim pokoju ze szpadlem, a przede mną był kosz na śmieci z czekoladowym budyniem w środku. Kopałem ten budyń wyrzucając go na podłogę w poszukiwaniu mojej koleżanki, ale nie udało mi się znaleźć.
Apokalipsa. Został otworzony inny wymiar i istoty z tego wymiaru przyszły do naszego świata. Zmierzałem do pewnego budynku, plotki głosiły, że znajduje się w nim George Bush. Przeszedłem kontrolę i wszedłem do pokoju. Było w nim dużo ludzi, to było jakby centrum dowodzenia. Naradzaliśmy się co teraz powinniśmy zrobić. Pamiętam też rozmowę z technikiem od łączności o użyteczności pewnych wtyczek. Siedziałem na ziemi, obok był kosz z jedzeniem (racje żywnościowe na trudne czasy), a za tym koszem, pewien mężczyzna, który brał udział w dyskusji. Zobaczyłem jak ukradkiem podbiera jednego pomidora z kosza i chowa do kieszeni. Najpierw byłem wyrozumiały dla niego, bo przygotowywuje się na ciężkie czasy. Jednak potem znowu sięgnął do kosza i ukradł kilka rzeczy. Teraz byłem lekko poirytowany. Patrzyłem mu w oczy dając mu do zrozumienia, że widziałem co zrobił. On patrzył w moje oczy jakby chciał przestraszyć mnie swoją pewnością siebie, ale ja nie odpuściłem.
Potem byłem na zewnątrz. Na ulicach panował chaos. Z innego wymiaru wyszedł jakiś silny, prymitywny lud. Postanowiłem, że będę ich udawał, aby nie zrobili mi krzywdy. Jednak było to trudne, bo oni bardzo dziwnie się poruszali. Chodzili tak, że stopy były odchylone 45 stopni kątowych na zewnątrz od kierunku w którym się poruszali. A dodatkowo najpierw stawiali na ziemi palce, a potem resztę stopy. Wychodziło z tego jakieś dziwne podskakiwanie. Takim sposobem doczłapałem się do jakiegoś budynku, w którym… ten lud zaczął stawiać własny dom. Widok 2 metrowego drewnianego rusztowania w 5 metrowym budynku utwierdził mnie w przekonaniu, że to prymitywny lud. Położyłem się na słomie. Obok mnie był telefon. Chciałem z niego skorzystać, ale wiedziałem, że dźwięk odblokowywania wzbudzi podejrzenia. W pewnym momencie zaczął dzwonić, a ja wyrzuciłem telefon, udając, że jestem przestraszony i nie wiem co to za magia.
Jestem na podwórku. Była ze mną jakaś dziewczyna, która próbowała coś zrobić i jej nie wychodziło (zapomniałem już co). Dodałem jej otuchy mówiąc, że nie zawsze wszystko będzie wychodzić. Powiedziałem jeszcze, że oglądałem filmik, na którym Tony Hawk opowiadał o tym jak niektóre triki opanowywał kilka lat, a mimo to dalej potrzebował kilkunastu prób, aby mu wychodziły. Potem ta dziewczyna zamieniła się w mysz i wpadła do korytarzy w ziemi. Nie mogła się wydostać, a ja nie miałem pojęcia jak jej pomóc. Pomyślałem, że pójdę po szpadel i zacznę kopać.
Nagle znalazłem się w swoim pokoju ze szpadlem, a przede mną był kosz na śmieci z czekoladowym budyniem w środku. Kopałem ten budyń wyrzucając go na podłogę w poszukiwaniu mojej koleżanki, ale nie udało mi się znaleźć.
Apokalipsa. Został otworzony inny wymiar i istoty z tego wymiaru przyszły do naszego świata. Zmierzałem do pewnego budynku, plotki głosiły, że znajduje się w nim George Bush. Przeszedłem kontrolę i wszedłem do pokoju. Było w nim dużo ludzi, to było jakby centrum dowodzenia. Naradzaliśmy się co teraz powinniśmy zrobić. Pamiętam też rozmowę z technikiem od łączności o użyteczności pewnych wtyczek. Siedziałem na ziemi, obok był kosz z jedzeniem (racje żywnościowe na trudne czasy), a za tym koszem, pewien mężczyzna, który brał udział w dyskusji. Zobaczyłem jak ukradkiem podbiera jednego pomidora z kosza i chowa do kieszeni. Najpierw byłem wyrozumiały dla niego, bo przygotowywuje się na ciężkie czasy. Jednak potem znowu sięgnął do kosza i ukradł kilka rzeczy. Teraz byłem lekko poirytowany. Patrzyłem mu w oczy dając mu do zrozumienia, że widziałem co zrobił. On patrzył w moje oczy jakby chciał przestraszyć mnie swoją pewnością siebie, ale ja nie odpuściłem.
Potem byłem na zewnątrz. Na ulicach panował chaos. Z innego wymiaru wyszedł jakiś silny, prymitywny lud. Postanowiłem, że będę ich udawał, aby nie zrobili mi krzywdy. Jednak było to trudne, bo oni bardzo dziwnie się poruszali. Chodzili tak, że stopy były odchylone 45 stopni kątowych na zewnątrz od kierunku w którym się poruszali. A dodatkowo najpierw stawiali na ziemi palce, a potem resztę stopy. Wychodziło z tego jakieś dziwne podskakiwanie. Takim sposobem doczłapałem się do jakiegoś budynku, w którym… ten lud zaczął stawiać własny dom. Widok 2 metrowego drewnianego rusztowania w 5 metrowym budynku utwierdził mnie w przekonaniu, że to prymitywny lud. Położyłem się na słomie. Obok mnie był telefon. Chciałem z niego skorzystać, ale wiedziałem, że dźwięk odblokowywania wzbudzi podejrzenia. W pewnym momencie zaczął dzwonić, a ja wyrzuciłem telefon, udając, że jestem przestraszony i nie wiem co to za magia.





