03-09-2019, 21:56
03.09
Szedłem z kolegami wzdłuż torów przy lesie, był słoneczny dzień i zmierzaliśmy na peron. Przechadzając się tak zamknąłem oczy na dłuższą chwilę. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Znajomy niespodziewanie powiedział mi, że w momencie w którym zamknąłem oczy nadjeżdżający pociąg potrącił dziewczynę stojącą na torach masakrując ją. Mocno zdziwiony odwróciłem się i pobiegłem z powrotem. Po chwili byłem na miejscu, na torach dostrzegłem krew ale ciała nigdzie nie było. Pojawił się za to dom. Wszedłem do niego, wewnątrz miała miejsce dosyć duża imprezka, byli tam moi znajomi. Próbowałem wszystkim wytłumaczyć co się stało, ale strasznie ciężko było mi się wysłowić, jak bym miał jakąś lekką blokadę, na dodatek organizator imprezy ciągle mi przerywał mówiąc rzeczy które rozbawiały towarzystwo. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna, na oko młodsza ode mnie i powiedziała "to nie twoja wina". Z jakiegoś powodu miałem niemal pewność, że to ta uderzona przez pociąg. Nagle w raz z nią znalazłem się przed tylnym wyjściem z mojej szkoły. Wziąłem ją na ręce jak księżniczkę, pocałowała mnie. Szedłem z nią tak do bramki wychodzącej na chodnik, o czymś rozmawialiśmy. Podążali za nami uczestniczy wcześniejszej imprezy. Postawiłem ją na ziemi kiedy weszliśmy na ulicę. Pamiętam, że powiedziała mi wtedy coś dziwnego, ale nie pamiętam co, wzbudziło to we mnie niepokój. Przebudziłem się na chwilę. Znów zapadłem w sen, stałem w pokoju z jakąś kobietą. Powiedziała mi, że ta dziewczyna to lalka, chyba podała jej imię ale go nie pamiętam. Dodała, że "wszystkim się nam dzisiaj ona przyśni". Poczułem mocny strach, obudziłem się.
---
Byłem z kumplem w parku rozrywki na jakimś hardkorowo wielkim młocie. Gość odpowiadający za uruchomienie właśnie odpalał maszynę, a ja spostrzegłem, że nie ma żadnych pasów zabezpieczających. Młot zaczął latać w lewo i prawo, wysokość i prędkość była konkretna. Z jednej strony świetnie uczucie, z drugiej strach, musiałem mocno przywrzeć do uchwytu żeby nie wypaść. Nagle w najwyższym punkcie do jakiego dochodziła maszyna facet na dole coś kliknął i zamiast bujnąć się w lewo konstrukcja zatrzymała się i zaczęła się podnosić jeszcze wyżej. Odległość do ziemi była już naprawdę ogromna a utrzymanie w foteliku dużo cięższe. Na wprost dostrzegłem zamknięty przejazd i pędzący, gigantyczny pociąg. Pomyślałem, że musimy poczekać aż przejedzie. Miałem nadzieję, że utrzymam się do tego czasu. Obudziłem się.
Szedłem z kolegami wzdłuż torów przy lesie, był słoneczny dzień i zmierzaliśmy na peron. Przechadzając się tak zamknąłem oczy na dłuższą chwilę. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Znajomy niespodziewanie powiedział mi, że w momencie w którym zamknąłem oczy nadjeżdżający pociąg potrącił dziewczynę stojącą na torach masakrując ją. Mocno zdziwiony odwróciłem się i pobiegłem z powrotem. Po chwili byłem na miejscu, na torach dostrzegłem krew ale ciała nigdzie nie było. Pojawił się za to dom. Wszedłem do niego, wewnątrz miała miejsce dosyć duża imprezka, byli tam moi znajomi. Próbowałem wszystkim wytłumaczyć co się stało, ale strasznie ciężko było mi się wysłowić, jak bym miał jakąś lekką blokadę, na dodatek organizator imprezy ciągle mi przerywał mówiąc rzeczy które rozbawiały towarzystwo. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna, na oko młodsza ode mnie i powiedziała "to nie twoja wina". Z jakiegoś powodu miałem niemal pewność, że to ta uderzona przez pociąg. Nagle w raz z nią znalazłem się przed tylnym wyjściem z mojej szkoły. Wziąłem ją na ręce jak księżniczkę, pocałowała mnie. Szedłem z nią tak do bramki wychodzącej na chodnik, o czymś rozmawialiśmy. Podążali za nami uczestniczy wcześniejszej imprezy. Postawiłem ją na ziemi kiedy weszliśmy na ulicę. Pamiętam, że powiedziała mi wtedy coś dziwnego, ale nie pamiętam co, wzbudziło to we mnie niepokój. Przebudziłem się na chwilę. Znów zapadłem w sen, stałem w pokoju z jakąś kobietą. Powiedziała mi, że ta dziewczyna to lalka, chyba podała jej imię ale go nie pamiętam. Dodała, że "wszystkim się nam dzisiaj ona przyśni". Poczułem mocny strach, obudziłem się.
---
Byłem z kumplem w parku rozrywki na jakimś hardkorowo wielkim młocie. Gość odpowiadający za uruchomienie właśnie odpalał maszynę, a ja spostrzegłem, że nie ma żadnych pasów zabezpieczających. Młot zaczął latać w lewo i prawo, wysokość i prędkość była konkretna. Z jednej strony świetnie uczucie, z drugiej strach, musiałem mocno przywrzeć do uchwytu żeby nie wypaść. Nagle w najwyższym punkcie do jakiego dochodziła maszyna facet na dole coś kliknął i zamiast bujnąć się w lewo konstrukcja zatrzymała się i zaczęła się podnosić jeszcze wyżej. Odległość do ziemi była już naprawdę ogromna a utrzymanie w foteliku dużo cięższe. Na wprost dostrzegłem zamknięty przejazd i pędzący, gigantyczny pociąg. Pomyślałem, że musimy poczekać aż przejedzie. Miałem nadzieję, że utrzymam się do tego czasu. Obudziłem się.





