18-06-2019, 12:31
18.06
Była noc, stałem na wyjeździe ze swojego podwórka. Zauważyłem, że obok mnie na rożnie piecze się pies otoczony przez moich znajomych. Zapytałem ich, czy to właściwe ale moje wątpliwości rozwiały się natychmiast po tym gdy odpowiedzieli, że tak. Stwierdziłem, że pachnie jak wieprzowina. Moi znajomi wsiedli do samochodu cabrio i oznajmili, że jadą na wymianę do Niemiec. Pomyślałem, że ja też tam jadę tylko dopiero pojutrze. Lekko mnie to podekscytowało. Wszedłem przez bramkę na swoje podwórko. Z ciemności nagle zaczęły wyłaniać się jakieś lodowe zombie, zmierzały w moją stronę. Biegiem uciekłem na ulicę. Stamtąd też już zaczęły schodzić się potwory. Przyszło mi na myśl, że skoro to sen to w sumie mogę spróbować je zaatakować, ale wrócił do mnie obraz z poprzedniego snu w którym po ataku istota od razu zregenerowała sobie głowę i stwierdziłem, że nie mam szans. Odwróciłem się za siebie, z tej strony lodowych zombiaków było o wiele mniej. Pomyślałem, że uda mi się je ominąć. Pobiegłem w tę stronę z głową odwróconą na zombiaki za mną, bo te zaczęły ciskać we mnie wielkimi śnieznymi pociskami. Udało mi się ich uniknąć. Stwory zniknęły, a ja stanąłem na skrzyżowaniu dróg. Na polach ujrzałem gigantyczną wersje upieczonego psa który sobie spacerował. Nagle otoczyła mnie wielka fala lawy i wody, ustawione naprzemiennie po kolei warstwami tworząc nacierający, zamykający się pierścień. Pierwszą warstwą była lawa. Znów mały przebłysk, bo pomyślałem, że skoro to sen to nie muszę się obawiać i tego unikać. Fala dotarła i lawa objęła moje stopy. Sparzyło dużo mocniej niż się spodziewałem, już miałem krzyknąć.
Obudziłem się na środku swojego podwórka, był dzień. Zdezorientowany i zaniepokojony poszedłem do sypialni mojej mamy. Opowiedziała mi, że nie jestem pierwszą osobą która w tym domu ma psychotyczne, jak to ujęła, przygody ze snami i pobudkami. Pod ziemią znajduje się jakieś czerwone coś które to powoduje, nie pamiętam co i jakie to miało uzasadnienie. Mama powiedziała, że da mi klucze od domu i wyjęła je z kieszeni. Ja w jej dłoni ujrzałem jednak strzykawkę. Powiedziała, że tak to właśnie działa, będę widział zniekształconą rzeczywistość.
Obudziłem się w swoim łóżku, wstałem, wciąż odczuwałem niepokój. Po wyjściu z pokoju w korytarzu na podłodze ujrzałem martwe ciała. Przeraziłem się. Obudziłem się.
---
Byłem w jakimś ponurym w domu. Próbowałem z kimś zabić jakąś paranormalną istotę która nas nawiedzała, ale nie udało się to nam. Pamiętam tylko, że ten sen był dosyć niepokojący.
---
Wyszedłem z kumplem wieczorem zapalić sobie baczke, była zima. Po dłuższym czasie postanowiłem wrócić do domu. Spostrzegłem, że cała moja ulica była pokryta lodem. Zacząłem się po niej ślizgać z nieograniczoną prędkością bez wysiłku, pomyślałem, że to musi być sen. Była to świetna zabawa, mój sąsiad przyłączył się do niej. Nagle wyrosła przede mną zaspa śnieżna wysoka na jakieś 7 metrów. Zamknąłem oczy i przeniknąłem przez nią. Wszedłem do swojego domu i poszedłem spać. Obudziłem się rano, poczułem że niesamowicie chce mi się srać. W ostatniej chwili dobiegłem do klozetu. Wróciłem do pokoju, był w nim mój kumpel z którym paliłem zeszłego wieczoru. Opowiadał mi co się wczoraj działo, pokazywał zdjęcia na komputerze. Prawie nic z tego nie pamiętałem, tylko jakieś przebłyski jak przez mgłę. Powiedziałem, że to dziwne żeby po marihuanie urywał się film, to przecież raczej aspekt dużych ilości alkoholu. Obudziłem się.
---
Szedłem letnim wieczorem ulicą mojego miasta, mijałem właśnie alkoholowy pod którym stała dziewczyna z mojej szkoły z którą nigdy wcześniej nie rozmawiałem. Gdy ją minąłem zaczęła iść równo ze mną, obok mnie. Po chwili takiego spaceru spytałem się jej, czy dobrze się domyślam, że to nie przypadkowe. Powiedziała, że dobrze się domyślam. Zaczęliśmy rozmawiać. Wsiedliśmy do jakiegoś samochodu, byli tam ludzie których znałem. Odwozili mnie do domu. Dziewczyna ze szkoły siedziała obok mnie, wciąż o czymś rozmawialiśmy. Dojechaliśmy na wjazd na moje podwórko. Powiedziała, że możemy się przelizać na koniec. Wybuchłem śmiechem, rozbawiła mnie ta bezpośredniość. Pocałowałem ją i wyszedłem z samochodu. Spotkałem tam moją dawną wychowawczynie ze swoim mężem. Ten wyściskał mnie i powiedział, że wyrosłem i wyglądało to jakby z samochodu wychodził jakiś gigant. Wychowawczyni powiedziała, że przyszła w odwiedziny do mojej mamy, ale muszę uprzedzić ją telefonicznie i do tego dać jej zeszyt żeby usprawiedliwiła mi nieobecne godziny. Telefon został w samochodzie więc po niego wróciłem. Próbowałem zadzwonić do mamy, ale totalnie nie działał tak jak powinien, jak to snach. W końcu z domu wyszedł mój brat i powiedział, żebym dał mu spróbować. Kliknął coś dwa razy i połączył się. Zwrócił mi telefon. Odszedłem kawałek żeby porozmawiać z mamą. Po chwili o coś się pokłóciliśmy. Wściekła wyszła z domu i przetransformowała się w jakiegoś, nie wiem, ognistego dżina i zaczęła skillami tłuc jakieś mobki które pojawiły się na drodze. Było nawet widać liczby jakie obrażenia im zadaje, siadały kryty. Kiedy się uspokoiła i wróciła do swojej postaci wszyscy udaliśmy się w stronę domu. Zauważyłem jednak, że samochód z moimi znajomymi i dziewczyną ze szkoły zmienił pozycje, stał teraz na środku mojego podwórka i był ciasno zastawiony innymi pojazdami. Zacząłem się grubo zastanawiać w jaki sposób mają stąd teraz wyjechać. Podszedłem do nich, z samochodu wysiadła inna dziewczyna której wcześniej tam nie było. Obudziłem się.
Była noc, stałem na wyjeździe ze swojego podwórka. Zauważyłem, że obok mnie na rożnie piecze się pies otoczony przez moich znajomych. Zapytałem ich, czy to właściwe ale moje wątpliwości rozwiały się natychmiast po tym gdy odpowiedzieli, że tak. Stwierdziłem, że pachnie jak wieprzowina. Moi znajomi wsiedli do samochodu cabrio i oznajmili, że jadą na wymianę do Niemiec. Pomyślałem, że ja też tam jadę tylko dopiero pojutrze. Lekko mnie to podekscytowało. Wszedłem przez bramkę na swoje podwórko. Z ciemności nagle zaczęły wyłaniać się jakieś lodowe zombie, zmierzały w moją stronę. Biegiem uciekłem na ulicę. Stamtąd też już zaczęły schodzić się potwory. Przyszło mi na myśl, że skoro to sen to w sumie mogę spróbować je zaatakować, ale wrócił do mnie obraz z poprzedniego snu w którym po ataku istota od razu zregenerowała sobie głowę i stwierdziłem, że nie mam szans. Odwróciłem się za siebie, z tej strony lodowych zombiaków było o wiele mniej. Pomyślałem, że uda mi się je ominąć. Pobiegłem w tę stronę z głową odwróconą na zombiaki za mną, bo te zaczęły ciskać we mnie wielkimi śnieznymi pociskami. Udało mi się ich uniknąć. Stwory zniknęły, a ja stanąłem na skrzyżowaniu dróg. Na polach ujrzałem gigantyczną wersje upieczonego psa który sobie spacerował. Nagle otoczyła mnie wielka fala lawy i wody, ustawione naprzemiennie po kolei warstwami tworząc nacierający, zamykający się pierścień. Pierwszą warstwą była lawa. Znów mały przebłysk, bo pomyślałem, że skoro to sen to nie muszę się obawiać i tego unikać. Fala dotarła i lawa objęła moje stopy. Sparzyło dużo mocniej niż się spodziewałem, już miałem krzyknąć.
Obudziłem się na środku swojego podwórka, był dzień. Zdezorientowany i zaniepokojony poszedłem do sypialni mojej mamy. Opowiedziała mi, że nie jestem pierwszą osobą która w tym domu ma psychotyczne, jak to ujęła, przygody ze snami i pobudkami. Pod ziemią znajduje się jakieś czerwone coś które to powoduje, nie pamiętam co i jakie to miało uzasadnienie. Mama powiedziała, że da mi klucze od domu i wyjęła je z kieszeni. Ja w jej dłoni ujrzałem jednak strzykawkę. Powiedziała, że tak to właśnie działa, będę widział zniekształconą rzeczywistość.
Obudziłem się w swoim łóżku, wstałem, wciąż odczuwałem niepokój. Po wyjściu z pokoju w korytarzu na podłodze ujrzałem martwe ciała. Przeraziłem się. Obudziłem się.
---
Byłem w jakimś ponurym w domu. Próbowałem z kimś zabić jakąś paranormalną istotę która nas nawiedzała, ale nie udało się to nam. Pamiętam tylko, że ten sen był dosyć niepokojący.
---
Wyszedłem z kumplem wieczorem zapalić sobie baczke, była zima. Po dłuższym czasie postanowiłem wrócić do domu. Spostrzegłem, że cała moja ulica była pokryta lodem. Zacząłem się po niej ślizgać z nieograniczoną prędkością bez wysiłku, pomyślałem, że to musi być sen. Była to świetna zabawa, mój sąsiad przyłączył się do niej. Nagle wyrosła przede mną zaspa śnieżna wysoka na jakieś 7 metrów. Zamknąłem oczy i przeniknąłem przez nią. Wszedłem do swojego domu i poszedłem spać. Obudziłem się rano, poczułem że niesamowicie chce mi się srać. W ostatniej chwili dobiegłem do klozetu. Wróciłem do pokoju, był w nim mój kumpel z którym paliłem zeszłego wieczoru. Opowiadał mi co się wczoraj działo, pokazywał zdjęcia na komputerze. Prawie nic z tego nie pamiętałem, tylko jakieś przebłyski jak przez mgłę. Powiedziałem, że to dziwne żeby po marihuanie urywał się film, to przecież raczej aspekt dużych ilości alkoholu. Obudziłem się.
---
Szedłem letnim wieczorem ulicą mojego miasta, mijałem właśnie alkoholowy pod którym stała dziewczyna z mojej szkoły z którą nigdy wcześniej nie rozmawiałem. Gdy ją minąłem zaczęła iść równo ze mną, obok mnie. Po chwili takiego spaceru spytałem się jej, czy dobrze się domyślam, że to nie przypadkowe. Powiedziała, że dobrze się domyślam. Zaczęliśmy rozmawiać. Wsiedliśmy do jakiegoś samochodu, byli tam ludzie których znałem. Odwozili mnie do domu. Dziewczyna ze szkoły siedziała obok mnie, wciąż o czymś rozmawialiśmy. Dojechaliśmy na wjazd na moje podwórko. Powiedziała, że możemy się przelizać na koniec. Wybuchłem śmiechem, rozbawiła mnie ta bezpośredniość. Pocałowałem ją i wyszedłem z samochodu. Spotkałem tam moją dawną wychowawczynie ze swoim mężem. Ten wyściskał mnie i powiedział, że wyrosłem i wyglądało to jakby z samochodu wychodził jakiś gigant. Wychowawczyni powiedziała, że przyszła w odwiedziny do mojej mamy, ale muszę uprzedzić ją telefonicznie i do tego dać jej zeszyt żeby usprawiedliwiła mi nieobecne godziny. Telefon został w samochodzie więc po niego wróciłem. Próbowałem zadzwonić do mamy, ale totalnie nie działał tak jak powinien, jak to snach. W końcu z domu wyszedł mój brat i powiedział, żebym dał mu spróbować. Kliknął coś dwa razy i połączył się. Zwrócił mi telefon. Odszedłem kawałek żeby porozmawiać z mamą. Po chwili o coś się pokłóciliśmy. Wściekła wyszła z domu i przetransformowała się w jakiegoś, nie wiem, ognistego dżina i zaczęła skillami tłuc jakieś mobki które pojawiły się na drodze. Było nawet widać liczby jakie obrażenia im zadaje, siadały kryty. Kiedy się uspokoiła i wróciła do swojej postaci wszyscy udaliśmy się w stronę domu. Zauważyłem jednak, że samochód z moimi znajomymi i dziewczyną ze szkoły zmienił pozycje, stał teraz na środku mojego podwórka i był ciasno zastawiony innymi pojazdami. Zacząłem się grubo zastanawiać w jaki sposób mają stąd teraz wyjechać. Podszedłem do nich, z samochodu wysiadła inna dziewczyna której wcześniej tam nie było. Obudziłem się.





