11-05-2019, 17:54
11-05-2019
*1*
Jechałam pociągiem, noc była ciemna. Do usłyszenia był odgłos kół toczących się po torach, oraz sygnał dźwiękowy lokomotywy. W pociągu było bardzo dużo osób, niektóre z nich znałam, dobrze, inne z widzenia, a jeszcze inne były mi całkowicie obce. W przedziałach, które były połączone jak autobus przegubowy, tyle, że wąskim przejściem, nie było żadnych siedzeń, foteli, ławek, ludzie albo siedzieli na podłodze koło swoich bagaży albo stali. W pewnym momencie pociąg zatrzymał się na stacji, wszyscy wysiedli, ja zostałam, sama. Nie mogłam zobaczyć przez okno co jest na zewnątrz, ponieważ było ono bardzo mocno zaparowane. Poczułam nagły impulsywny przypływ paniki, zaczęłam biec na koniec wagonów przeskakując łączniki pomiędzy nimi, wydawały się nie mieć końca. Biegłam, aż w dostrzegłam ostatni przedział. Na kocu położonym na podłodze siedziała moja koleżanka z liceum z grupką znajomych. Wymieniłyśmy kilka zdań, zdziwiło mnie, to że nie wysiadła. W pewnym momencie powiedziała, że w pierwszym wagonie jest bliska mi osoba, która jest poważnie zagrożona, przez zbliżające się niebezpieczeństwo oraz, że moje rzeczy zostały skradzione. Rzuciłam się w powrotny bieg. Gdy dotarłam w wyznaczone miejsce nikogo tam nie było.
*2*
Stałam koło płotu z drutu, za nim znajdowały się chatki przypominające domki w Hogsmeade- wiosce z książek o Harreym Potterze. Bardzo chciałam dostać się za płot, aby zobaczyć te atrakcje. Po chwili obchodu za ogrodzeniem dostrzegłam furtkę. Ochoczo ją otwarłam i trafiłam niemalże od razu do domku w którym można było kupić bilet do wioski. Ludzie, którzy siedzieli za kontuarami powiedzieli mi, że dzisiaj nie mogę tam wejść. Rozejrzałam się, po czym szybkim susem przeskoczyłam metalową bramkę, do kasowania biletów. Znalazłam się w środku miejsca, ale wszystko wydawało mi się mniej ciekawe niż widziane zza płotu. Natrafiłam na mężczyznę, który powiedział mi, że to nie magiczna wioska jest atrakcją, tylko szukanie ukrytych w różnych miejscach zaczarowanych przedmiotów. Pokazał mi małą drewnianą drzwiczkę usytuowaną w ścianie jednej z chatek, wyjął z niej jakiś dziwny magiczny przedmiot, który migotał niesamowitym światłem. Nagle zostałam sama. Chodziłam ulicami, które były pokryte trawą, a nie brukiem i znajdowałam w różnych miejscach podobne drzwiczki i ukryte za nimi skarby.
*3*
Chodziłam po wiosce przypominającej tą w której mieszkają moi dziadkowie. Towarzyszyła mi koleżanka z dzieciństwa, z którą bawiłam się w tamtych okolicach będąc na wakacjach. Chodziłyśmy po pustej drodze, natrafiłyśmy na piękne domostwo składające się z dawnego dworu pokrytego strzechą, oraz otoczonego wielkimi lipami. Przeszłyśmy przez boczną stronę posesji, po czym stwierdziłyśmy, że zabawimy się w "misję" i wejdziemy do domu niezauważone. Otworzyłam drzwi, które prowadziły bezpośrednio do kuchni. Moja towarzyszka została na zewnątrz na czatach. Nagle zobaczyłam mężczyznę idącego przez korytarz, więc szybko schowałam się za kuchenną wyspą. Chwilę trwał mój obchód po tym starym domostwie, po drodze mijałam różnych ludzi, ale za każdym razem udało mi się zrobić unik przed ich wzrokiem. Po jakimś czasie znudziłam mi się ta zabawa, więc skierowałam się ku wyjściu. Gdy opuściłam budynek obie rzuciłyśmy się do biegu w dół doliny znajdującej się za domem. Gdy byłyśmy odpowiednio daleko, zwolniłyśmy idąc przez łąkę, po jakimś czasie marszu natrafiłyśmy an stary kościół znajdujący się na wzgórzu, poszłyśmy w stronę świątyni. Weszłyśmy do pomieszczenia przypominającego zakrystię. Wszystko było stare, pokryte kurzem, oraz porozrzucane, jakby ktoś przed laty pilnie szukał jakiegoś przedmiotu. Przez uchylone drzwi prowadzące na prezbiterium dostrzegłyśmy dwóch mężczyzn kłócących się o coś. Zaintrygowane tym widokiem obserwowałyśmy scenę. W pewnej chwili doszło do gróźb śmiertelnych i bójki. Gdy zaczęłam się wycofywać zostałam zauważona. Zaczęłam uciekać, ale przewróciłam się o porozrzucane kielichy.
*1*
Jechałam pociągiem, noc była ciemna. Do usłyszenia był odgłos kół toczących się po torach, oraz sygnał dźwiękowy lokomotywy. W pociągu było bardzo dużo osób, niektóre z nich znałam, dobrze, inne z widzenia, a jeszcze inne były mi całkowicie obce. W przedziałach, które były połączone jak autobus przegubowy, tyle, że wąskim przejściem, nie było żadnych siedzeń, foteli, ławek, ludzie albo siedzieli na podłodze koło swoich bagaży albo stali. W pewnym momencie pociąg zatrzymał się na stacji, wszyscy wysiedli, ja zostałam, sama. Nie mogłam zobaczyć przez okno co jest na zewnątrz, ponieważ było ono bardzo mocno zaparowane. Poczułam nagły impulsywny przypływ paniki, zaczęłam biec na koniec wagonów przeskakując łączniki pomiędzy nimi, wydawały się nie mieć końca. Biegłam, aż w dostrzegłam ostatni przedział. Na kocu położonym na podłodze siedziała moja koleżanka z liceum z grupką znajomych. Wymieniłyśmy kilka zdań, zdziwiło mnie, to że nie wysiadła. W pewnym momencie powiedziała, że w pierwszym wagonie jest bliska mi osoba, która jest poważnie zagrożona, przez zbliżające się niebezpieczeństwo oraz, że moje rzeczy zostały skradzione. Rzuciłam się w powrotny bieg. Gdy dotarłam w wyznaczone miejsce nikogo tam nie było.
*2*
Stałam koło płotu z drutu, za nim znajdowały się chatki przypominające domki w Hogsmeade- wiosce z książek o Harreym Potterze. Bardzo chciałam dostać się za płot, aby zobaczyć te atrakcje. Po chwili obchodu za ogrodzeniem dostrzegłam furtkę. Ochoczo ją otwarłam i trafiłam niemalże od razu do domku w którym można było kupić bilet do wioski. Ludzie, którzy siedzieli za kontuarami powiedzieli mi, że dzisiaj nie mogę tam wejść. Rozejrzałam się, po czym szybkim susem przeskoczyłam metalową bramkę, do kasowania biletów. Znalazłam się w środku miejsca, ale wszystko wydawało mi się mniej ciekawe niż widziane zza płotu. Natrafiłam na mężczyznę, który powiedział mi, że to nie magiczna wioska jest atrakcją, tylko szukanie ukrytych w różnych miejscach zaczarowanych przedmiotów. Pokazał mi małą drewnianą drzwiczkę usytuowaną w ścianie jednej z chatek, wyjął z niej jakiś dziwny magiczny przedmiot, który migotał niesamowitym światłem. Nagle zostałam sama. Chodziłam ulicami, które były pokryte trawą, a nie brukiem i znajdowałam w różnych miejscach podobne drzwiczki i ukryte za nimi skarby.
*3*
Chodziłam po wiosce przypominającej tą w której mieszkają moi dziadkowie. Towarzyszyła mi koleżanka z dzieciństwa, z którą bawiłam się w tamtych okolicach będąc na wakacjach. Chodziłyśmy po pustej drodze, natrafiłyśmy na piękne domostwo składające się z dawnego dworu pokrytego strzechą, oraz otoczonego wielkimi lipami. Przeszłyśmy przez boczną stronę posesji, po czym stwierdziłyśmy, że zabawimy się w "misję" i wejdziemy do domu niezauważone. Otworzyłam drzwi, które prowadziły bezpośrednio do kuchni. Moja towarzyszka została na zewnątrz na czatach. Nagle zobaczyłam mężczyznę idącego przez korytarz, więc szybko schowałam się za kuchenną wyspą. Chwilę trwał mój obchód po tym starym domostwie, po drodze mijałam różnych ludzi, ale za każdym razem udało mi się zrobić unik przed ich wzrokiem. Po jakimś czasie znudziłam mi się ta zabawa, więc skierowałam się ku wyjściu. Gdy opuściłam budynek obie rzuciłyśmy się do biegu w dół doliny znajdującej się za domem. Gdy byłyśmy odpowiednio daleko, zwolniłyśmy idąc przez łąkę, po jakimś czasie marszu natrafiłyśmy an stary kościół znajdujący się na wzgórzu, poszłyśmy w stronę świątyni. Weszłyśmy do pomieszczenia przypominającego zakrystię. Wszystko było stare, pokryte kurzem, oraz porozrzucane, jakby ktoś przed laty pilnie szukał jakiegoś przedmiotu. Przez uchylone drzwi prowadzące na prezbiterium dostrzegłyśmy dwóch mężczyzn kłócących się o coś. Zaintrygowane tym widokiem obserwowałyśmy scenę. W pewnej chwili doszło do gróźb śmiertelnych i bójki. Gdy zaczęłam się wycofywać zostałam zauważona. Zaczęłam uciekać, ale przewróciłam się o porozrzucane kielichy.
Feet don't fail me now
Take me to the finish line
Take me to the finish line





