26-03-2019, 20:12
26.03
Siedziałem w samochodzie obok szkoły z dwoma znajomymi. Zapytałem, czy na piątkowy wieczór potrzebny nam będzie alkohol i zielsko. Jeden ze znajomych zaproponował, żeby do tego zaopatrzyć się jeszcze w amfetaminę. Zacząłem rozważać wszelkie za i przeciw. Zasnąłem.
LD
Nagle pojawiłem się w jakiejś azteckiej dolinie, otaczały mnie wielkie ściany porośnięte pnączami i innymi roślinami przywodzącymi na myśl dżungle. Teren wewnątrz ścian był zalany przez wodę z której wystawało kilka kamiennych coraz to wyższych podestów. Wiedziałem, że śnie, bo przecież przed chwilą byłem w samochodzie. Na wpół skacząc na wpół lecąc pokonywałem kamienne bryły mijając obok dziwne postacie. Przeszedłem przez wąskie przejście za którym był taki sam duży, okrągły obszar z wodą, jednak była tam grecka świątynia. Podleciałem obok niej. Hamując pierwszy impuls postanowiłem wpaść na inny pomysł wykorzystania snu niż ruchanie. Postanowiłem wywołać jakąś małą apokalipsę. Obok mnie stał mój dobry kumpel. Opowiedziałem mu o moich planach. Wyjąłem rękę przed siebie, a on patrzył na mnie z zaciekawieniem. Skupiłem się i zacząłem kształtować swoją intencje. Na początku z wody wystrzeliły wielkie gejzery, błękitne niebo zaczęło zachodzić intensywną czerwienią pomieszaną z fioletem, wezbrał silny wiatr a przed nami pojawił się wielki demon. Stwór wpadł w szał, chwilę poszalał ale gdy dostrzegł naszą obecność zaczął materializować w dłoniach wielkie głazy. Pomyślałem, że w sumie to wolałbym się już obudzić. Zacząłem tłumaczyć kumplowi, że jesteśmy we śnie i jedyny sposób żeby się obudzić to śmierć, więc niech nie próbuje unikać głazów. Demon zaczął miotać w nas gigantyczne kamienie ale wszystkie trafiały najwyżej bardzo blisko nas. Znudzony tym stwierdziłem, że nigdy nas nie trafi i trzeba to załatwić inaczej. Wzleciałem do góry, ale kontrola lotu coś nie poszła i spadłem do wody. Wzniosłem się jeszcze raz i złapałem potwora za łeb. Podniosłem go i zacząłem obracać nim identycznie jak przy rzucie młotem. W końcu go puściłem a ten poleciał baardzo daleko ponad mury. Usłyszałem śmiech kumpla którego bardzo rozbawiła ta scena. Tu skończyła się moja mała incepcja.
Pojawiłem się obok szkoły, ale nie w samochodzie. Wszedłem do szkoły rozmyślając nad snem sprzed chwili. Obudziłem się.
Siedziałem w samochodzie obok szkoły z dwoma znajomymi. Zapytałem, czy na piątkowy wieczór potrzebny nam będzie alkohol i zielsko. Jeden ze znajomych zaproponował, żeby do tego zaopatrzyć się jeszcze w amfetaminę. Zacząłem rozważać wszelkie za i przeciw. Zasnąłem.
LD
Nagle pojawiłem się w jakiejś azteckiej dolinie, otaczały mnie wielkie ściany porośnięte pnączami i innymi roślinami przywodzącymi na myśl dżungle. Teren wewnątrz ścian był zalany przez wodę z której wystawało kilka kamiennych coraz to wyższych podestów. Wiedziałem, że śnie, bo przecież przed chwilą byłem w samochodzie. Na wpół skacząc na wpół lecąc pokonywałem kamienne bryły mijając obok dziwne postacie. Przeszedłem przez wąskie przejście za którym był taki sam duży, okrągły obszar z wodą, jednak była tam grecka świątynia. Podleciałem obok niej. Hamując pierwszy impuls postanowiłem wpaść na inny pomysł wykorzystania snu niż ruchanie. Postanowiłem wywołać jakąś małą apokalipsę. Obok mnie stał mój dobry kumpel. Opowiedziałem mu o moich planach. Wyjąłem rękę przed siebie, a on patrzył na mnie z zaciekawieniem. Skupiłem się i zacząłem kształtować swoją intencje. Na początku z wody wystrzeliły wielkie gejzery, błękitne niebo zaczęło zachodzić intensywną czerwienią pomieszaną z fioletem, wezbrał silny wiatr a przed nami pojawił się wielki demon. Stwór wpadł w szał, chwilę poszalał ale gdy dostrzegł naszą obecność zaczął materializować w dłoniach wielkie głazy. Pomyślałem, że w sumie to wolałbym się już obudzić. Zacząłem tłumaczyć kumplowi, że jesteśmy we śnie i jedyny sposób żeby się obudzić to śmierć, więc niech nie próbuje unikać głazów. Demon zaczął miotać w nas gigantyczne kamienie ale wszystkie trafiały najwyżej bardzo blisko nas. Znudzony tym stwierdziłem, że nigdy nas nie trafi i trzeba to załatwić inaczej. Wzleciałem do góry, ale kontrola lotu coś nie poszła i spadłem do wody. Wzniosłem się jeszcze raz i złapałem potwora za łeb. Podniosłem go i zacząłem obracać nim identycznie jak przy rzucie młotem. W końcu go puściłem a ten poleciał baardzo daleko ponad mury. Usłyszałem śmiech kumpla którego bardzo rozbawiła ta scena. Tu skończyła się moja mała incepcja.
Pojawiłem się obok szkoły, ale nie w samochodzie. Wszedłem do szkoły rozmyślając nad snem sprzed chwili. Obudziłem się.





