10-03-2019, 17:32
Widzę (z trzeciej osoby) samolot, jakiś amerykański bombowiec. Leci, a raczej szybuje w stronę zachodzącego słońca.
Pierwszy kadłub ma pełno, małych wgnieceń od pocisków.
We wewnątrz znajduje się już martwy pilot. Z błagalnym spojrzeniem, lekko przechylony w prawą stronę, opierał głowę na nienaturalnie wygiętej ręce. Z ust płyną strumień krwi, który zabarwił kombinezon i zdjęcie najprawdopodobniej jego rodziny.
Z tego, co zauważyłem, nawigator wciąż żył. Jednak najprawdopodobniej pod ostrzałem stracił dopływ tlenu.
Dusił się i rzucał po kabinie. Próbował jeszcze skontaktować się z bazą. Wszystko na nic. Powoli umierał...
Rozpaczliwie starał się złapać oddech. Po kilku minutach nie dawał już oznak życia.
(W tym momencie jestem już z perspektywy pierwszej osoby)
Poszedłem do miejscowego złomiarza. Miał on samolot. Powiedziałem mu, że jeśli pożyczy mi swoją maszynę, to ja przywiozę mu drugą. Nie wiem, jak to zrobiłem, ale ważne, że zrobiłem.
Czułem się zobowiązany w jakiś sposób do sprowadzenia ciał tych pilotów.
Gdy sprowadziłem już obie maszyny na ziemię i przedstawiłem całą sytuację rodzinom zmarłych, dostałem zadanie. Miałem wykonać grobowiec. Efektem mojej pracy był kilkupiętrowy "grób". Był to najprawdopodobniej najwspanialszy grobowiec, jaki ktokolwiek widział. Przed samym grobowcem na tabliczce wyrzeźbiłem napis:
"Bóg to miłość, cierpienie to droga do tej miłości".
Po wszystkim nagle zadzwonił do mnie sam Donald Trump. Mówił coś do mnie o jakimś sukcesie itp.
Ogólnie zmarła załoga stała się filarem propagandy Amerykanów
.
Pogrzeb był naprawdę dobrze zorganizowany. Robił wrażenie i to dość duże.
Następnego dnia jechałem jakąś wojskową ciężarówką do miasteczka, w którym znajdował się grobowiec. Po drodze minąłem faceta, który powiesił się na drzewie. Szybko zauważyłem, że był to najprawdopodobniej ojciec zmarłego nawigatora. Miał wyjedzone oczy, a resztę ciała skubały dwa sępy.
Na miejscu zastałem cel mojej podróży. "Miasteczko". A raczej to, co z niego zostało...
Zszedłem z samochodu i powędrowałem poprzez wioskę. Zaraz obok samochodu leżały zwłoki dziewczynki (7 lat około) nie miała prawej ręki oraz miała zmiażdżoną twarz. W lewej ręce trzymała misia który był nienaruszony
.
Kawałek dalej znajdowały się ruiny kamienicy. Gdzieniegdzie wystawały pojedyncze... kończy, a czasem zdarzały się przypadki, gdy nawet wystawały same kości. Zaraz naprzeciwko znajdował się sklepik który teraz był zlepkiem cegieł. Pod wcześniej wspomnianymi cegłami leżała kobieta z noworodkiem. Oprócz ręki którą wyrzuciło trzydzieści metrów dalej, ciało kobiety było w niezłym stanie. Natomiast dziecko... Spod cegieł wystawała tylko rączka i nóżka (i plama krwi), gdy postanowiłem sprawdzić, czy cokolwiek pod cegłą się jeszcze znajdowało obudziłem się
.
Pierwszy kadłub ma pełno, małych wgnieceń od pocisków.
We wewnątrz znajduje się już martwy pilot. Z błagalnym spojrzeniem, lekko przechylony w prawą stronę, opierał głowę na nienaturalnie wygiętej ręce. Z ust płyną strumień krwi, który zabarwił kombinezon i zdjęcie najprawdopodobniej jego rodziny.
Z tego, co zauważyłem, nawigator wciąż żył. Jednak najprawdopodobniej pod ostrzałem stracił dopływ tlenu.
Dusił się i rzucał po kabinie. Próbował jeszcze skontaktować się z bazą. Wszystko na nic. Powoli umierał...
Rozpaczliwie starał się złapać oddech. Po kilku minutach nie dawał już oznak życia.
(W tym momencie jestem już z perspektywy pierwszej osoby)
Poszedłem do miejscowego złomiarza. Miał on samolot. Powiedziałem mu, że jeśli pożyczy mi swoją maszynę, to ja przywiozę mu drugą. Nie wiem, jak to zrobiłem, ale ważne, że zrobiłem.
Czułem się zobowiązany w jakiś sposób do sprowadzenia ciał tych pilotów.
Gdy sprowadziłem już obie maszyny na ziemię i przedstawiłem całą sytuację rodzinom zmarłych, dostałem zadanie. Miałem wykonać grobowiec. Efektem mojej pracy był kilkupiętrowy "grób". Był to najprawdopodobniej najwspanialszy grobowiec, jaki ktokolwiek widział. Przed samym grobowcem na tabliczce wyrzeźbiłem napis:
"Bóg to miłość, cierpienie to droga do tej miłości".
Po wszystkim nagle zadzwonił do mnie sam Donald Trump. Mówił coś do mnie o jakimś sukcesie itp.
Ogólnie zmarła załoga stała się filarem propagandy Amerykanów
.Pogrzeb był naprawdę dobrze zorganizowany. Robił wrażenie i to dość duże.
Następnego dnia jechałem jakąś wojskową ciężarówką do miasteczka, w którym znajdował się grobowiec. Po drodze minąłem faceta, który powiesił się na drzewie. Szybko zauważyłem, że był to najprawdopodobniej ojciec zmarłego nawigatora. Miał wyjedzone oczy, a resztę ciała skubały dwa sępy.
Na miejscu zastałem cel mojej podróży. "Miasteczko". A raczej to, co z niego zostało...
Zszedłem z samochodu i powędrowałem poprzez wioskę. Zaraz obok samochodu leżały zwłoki dziewczynki (7 lat około) nie miała prawej ręki oraz miała zmiażdżoną twarz. W lewej ręce trzymała misia który był nienaruszony
.Kawałek dalej znajdowały się ruiny kamienicy. Gdzieniegdzie wystawały pojedyncze... kończy, a czasem zdarzały się przypadki, gdy nawet wystawały same kości. Zaraz naprzeciwko znajdował się sklepik który teraz był zlepkiem cegieł. Pod wcześniej wspomnianymi cegłami leżała kobieta z noworodkiem. Oprócz ręki którą wyrzuciło trzydzieści metrów dalej, ciało kobiety było w niezłym stanie. Natomiast dziecko... Spod cegieł wystawała tylko rączka i nóżka (i plama krwi), gdy postanowiłem sprawdzić, czy cokolwiek pod cegłą się jeszcze znajdowało obudziłem się
.10 Marca 2019





