07-01-2019, 16:19
04.01
Ciekawe hipnagogi. Zasypiając zacząłem słyszeć szumy i gwar różnych głosów w swoich uszach. Pomyślałem, że to dobra sposobność do wejścia w sen. Szumy się nasilały. Jak zawsze przyszło mi do głowy, że zaraz może mnie odwiedzić czarna postać. Rzeczywiście, kilka sekund po tym z ciemności wyłowiła się czarna sylwetka jakiegoś kościotrupa. Coś do mnie mówił i przybliżał się. Na moment serce mi przyspieszyło, ale pomyślałem, że strach to jeszcze będzie napędzał. Totalnie się uspokoiłem. Szkieletor stanął w miejscu. Po jakimś czasie ignorowania go znów zaczął się przybliżać i mówić do mnie grubym głosem. Jedyne zdanie które pamiętam to "Do której gimbazy kurwa chodzisz? (?)". Chwycił mnie za podbrzusze, potem za głowę. W końcu zniknął. Przede mną pojawiła się jakaś biaława kulka. Raz po raz próbowała uderzyć mnie w twarz ale nic nie czułem. Stwierdziłem, że będę musiał leżeć tak jeszcze bardzo długo żeby zasnąć, bo pomimo hipnagogów czułem się bardzo pobudzony więc postanowiłem się obudzić. Było to tak płytkie, że mogłem wykonywać minimalne ruchy ciałem bez pobudki.
05.01
skromny L D
Stałem w swoim pokoju, było ciemno. Wiedziałem, że śnie, z jakiegoś powodu opanował mnie strach. Zamknąłem oczy, żeby nie dać szansy scenerii na nieprzyjemności. Pomyślałem jednak, że przecież nie jestem wolny od dotyku. Faktycznie, po kilku sekundach poczułem zimną dłoń na brzuchu. Poczułem niesamowitą adrenalinę. Tak myślałem ostatnio, że nie przeszkadzają mi takie sny, niby się boje, ale wiem że nic mi się nie stanie więc traktuje to jak dobry horror. W końcu otworzyłem oczy. W pokoju były dwie inne osoby. Chciałem wyskoczyć przez otwarte okno, ale gdy spojrzałem na wysokość dzielącą mnie od ziemi postanowiłem sprawdzić TRem czy aby na pewno śnie. Wszystko gra. Znowu ustałem na parapecie i znów poczułem mocną niepewność. Jeszcze jeden TR. Dla pewności próbowałem przywoływać jakieś elementy obok tych dwóch typów. Gdy po kolei pojawiło się 5 wielkich filiżanek z wodą już nie miałem wątpliwości. Wyskoczyłem przez okno i poleciałem. Dwie postacie wyleciały zaraz za mną, goniły mnie. Jeden zakończył pościg dosyć szybko przez kolizje ze słupem.
07.01
Byłem w pokoju z czterema osobami. Dwójka partnerów, trzeci niepowiązany z nimi diler i jakiś randomowy gość. Diler miał walizkę którą otworzył żeby obejrzeć zawartość. Do jednego dna była przyczepiona dosyć duża kartka z jakimś napisem. Wiedziałem, że te słowo jest bardzo istotne i jeśli diler jej nie zauważy będzie miał poważne kłopoty, bo ta dwójka próbuje go oszukać. Właściciel walizki jakimś cudem nie zauważył tej kartki. Zamknął ją i dokonał transakcji z dwoma oprychami. Gdy wyszedłem z nim z budynku świat zaczął się walić, uciekaliśmy podziemnym, lekko zalanym przejściem.
Cofnąłem się w czasie. Gość znów dopiero co otwierał walizkę. Tym razem postanowiłem zwrócić mu uwagę na istnienie kartki. Zdziwiony dojrzał ją i szybko powiedział dwójce gości że nie dojdzie między nimi do żadnej wymiany. Wściekli się, ale nie na gościa z walizką tylko na mnie. Wyciągnęli noże i rzucili się na mnie, a ja rzuciłem się do ucieczki. Biegłem wzdłuż ulicy w stronę schodów do podziemnego przejścia którego lokalizacje już znałem. Tym razem jednak przejścia było zablokowane jakąś drewnianą dyktą. Odwróciłem się, ale było już za późno. Goście z kosami biegli wprost na mnie oddaleni o kilka metrów.
Znów cofnąłem się w czasie. Tym razem obserwowałem sytuacje z domu z okna balkonowego czwartej osoby która jak dotąd nie odegrała żadnej roli. Siedząc obok przy komputerze powiedział, że tu mnie nie znajdą. Z tymi słowami zobaczyłem jak dwóch gości wylatuje z pokoju w którym sam wcześniej się znajdowałem i nerwowo czegoś szukają, to znaczy mnie zgodnie ze scenariuszem. Odetchnąłem z ulgą. Nie na długo, bo koleś obok powiedział, że potrzebuje operacji. Nagle znalazłem się na łóżku chirurgicznym. Gość zaczął wiercić mi wiertarką w podbrzuszu. Nie bolało dopóki nie zdałem sobie sprawy z tego co ten zwyrol robi.
Cofnięcie w czasie, zaledwie o momencik. Gość siedzi przy komputerze, z okna widać dwóch szukających mnie gości. Z niepokojem czekałem na jego działanie z nadzieją, że tym razem nie będzie chciał mi zrobić krzywdy. Jednak gdy odwrócił się do mnie i przybrał minę psychola wiedziałem już co się święci. Wystrzeliłem prędko z łóżka na drugi koniec pokoju i chwyciłem nóż kuchenny. On w tym czasie też skądś wytrzasnął taki sam. Zaczęliśmy dosyć brutalny pojedynek na kosy. Raz po raz ja trafiłem jego, raz on mnie. Ciekawe było to, że rany które mi zadawał naprawdę całkiem mocno bolały z kolei on zupełnie nic nie robił sobie ze swoich. Ból ten porównałbym do mocnego chwycenia się za brzuch i ściśnięcia go, tylko bardziej rwące niż tępe jak na ranę ciętą przystało. To znaczy nic szczególnego, jednak wizualizacja tego, jak gość robi to wielkim nożem czyniła to bardziej nieprzyjemnym niż normalnie by było. Nie bałem się zbytnio, bo w międzyczasie przeleciało mi już przez głowę że to sen.
Kolejne cofnięcie. Znów siedziałem obok tego gościa. Tym razem nie zastanawiałem się nawet chwili, pobiegłem po nóż i rzuciłem się na niego nie dając szansy na kontratak. Przygwoździłem go do podłogi i mocno dźgałem raz po raz po całym ciele. Mimo, że jego głowa przypominała już jak ser szwajcarski z miesiączką to skurwysyn tylko się śmiał i nic sobie z tego nie robił. W końcu udało mu się uwolnić. Pomyślałem, że skoro to sen to przeniknę przez okno i ucieknę mu odlatując. Wyszedłem już połową ciała, niestety zdążył chwycić nóż i złapać mnie za szyje unieruchamiając mnie. Kutafon podciął mi gardło, nie dość że zabolało to jeszcze ciężko było mi złapać oddech. Obudziłem się.
Ciekawe hipnagogi. Zasypiając zacząłem słyszeć szumy i gwar różnych głosów w swoich uszach. Pomyślałem, że to dobra sposobność do wejścia w sen. Szumy się nasilały. Jak zawsze przyszło mi do głowy, że zaraz może mnie odwiedzić czarna postać. Rzeczywiście, kilka sekund po tym z ciemności wyłowiła się czarna sylwetka jakiegoś kościotrupa. Coś do mnie mówił i przybliżał się. Na moment serce mi przyspieszyło, ale pomyślałem, że strach to jeszcze będzie napędzał. Totalnie się uspokoiłem. Szkieletor stanął w miejscu. Po jakimś czasie ignorowania go znów zaczął się przybliżać i mówić do mnie grubym głosem. Jedyne zdanie które pamiętam to "Do której gimbazy kurwa chodzisz? (?)". Chwycił mnie za podbrzusze, potem za głowę. W końcu zniknął. Przede mną pojawiła się jakaś biaława kulka. Raz po raz próbowała uderzyć mnie w twarz ale nic nie czułem. Stwierdziłem, że będę musiał leżeć tak jeszcze bardzo długo żeby zasnąć, bo pomimo hipnagogów czułem się bardzo pobudzony więc postanowiłem się obudzić. Było to tak płytkie, że mogłem wykonywać minimalne ruchy ciałem bez pobudki.
05.01
skromny L D
Stałem w swoim pokoju, było ciemno. Wiedziałem, że śnie, z jakiegoś powodu opanował mnie strach. Zamknąłem oczy, żeby nie dać szansy scenerii na nieprzyjemności. Pomyślałem jednak, że przecież nie jestem wolny od dotyku. Faktycznie, po kilku sekundach poczułem zimną dłoń na brzuchu. Poczułem niesamowitą adrenalinę. Tak myślałem ostatnio, że nie przeszkadzają mi takie sny, niby się boje, ale wiem że nic mi się nie stanie więc traktuje to jak dobry horror. W końcu otworzyłem oczy. W pokoju były dwie inne osoby. Chciałem wyskoczyć przez otwarte okno, ale gdy spojrzałem na wysokość dzielącą mnie od ziemi postanowiłem sprawdzić TRem czy aby na pewno śnie. Wszystko gra. Znowu ustałem na parapecie i znów poczułem mocną niepewność. Jeszcze jeden TR. Dla pewności próbowałem przywoływać jakieś elementy obok tych dwóch typów. Gdy po kolei pojawiło się 5 wielkich filiżanek z wodą już nie miałem wątpliwości. Wyskoczyłem przez okno i poleciałem. Dwie postacie wyleciały zaraz za mną, goniły mnie. Jeden zakończył pościg dosyć szybko przez kolizje ze słupem.
07.01
Byłem w pokoju z czterema osobami. Dwójka partnerów, trzeci niepowiązany z nimi diler i jakiś randomowy gość. Diler miał walizkę którą otworzył żeby obejrzeć zawartość. Do jednego dna była przyczepiona dosyć duża kartka z jakimś napisem. Wiedziałem, że te słowo jest bardzo istotne i jeśli diler jej nie zauważy będzie miał poważne kłopoty, bo ta dwójka próbuje go oszukać. Właściciel walizki jakimś cudem nie zauważył tej kartki. Zamknął ją i dokonał transakcji z dwoma oprychami. Gdy wyszedłem z nim z budynku świat zaczął się walić, uciekaliśmy podziemnym, lekko zalanym przejściem.
Cofnąłem się w czasie. Gość znów dopiero co otwierał walizkę. Tym razem postanowiłem zwrócić mu uwagę na istnienie kartki. Zdziwiony dojrzał ją i szybko powiedział dwójce gości że nie dojdzie między nimi do żadnej wymiany. Wściekli się, ale nie na gościa z walizką tylko na mnie. Wyciągnęli noże i rzucili się na mnie, a ja rzuciłem się do ucieczki. Biegłem wzdłuż ulicy w stronę schodów do podziemnego przejścia którego lokalizacje już znałem. Tym razem jednak przejścia było zablokowane jakąś drewnianą dyktą. Odwróciłem się, ale było już za późno. Goście z kosami biegli wprost na mnie oddaleni o kilka metrów.
Znów cofnąłem się w czasie. Tym razem obserwowałem sytuacje z domu z okna balkonowego czwartej osoby która jak dotąd nie odegrała żadnej roli. Siedząc obok przy komputerze powiedział, że tu mnie nie znajdą. Z tymi słowami zobaczyłem jak dwóch gości wylatuje z pokoju w którym sam wcześniej się znajdowałem i nerwowo czegoś szukają, to znaczy mnie zgodnie ze scenariuszem. Odetchnąłem z ulgą. Nie na długo, bo koleś obok powiedział, że potrzebuje operacji. Nagle znalazłem się na łóżku chirurgicznym. Gość zaczął wiercić mi wiertarką w podbrzuszu. Nie bolało dopóki nie zdałem sobie sprawy z tego co ten zwyrol robi.
Cofnięcie w czasie, zaledwie o momencik. Gość siedzi przy komputerze, z okna widać dwóch szukających mnie gości. Z niepokojem czekałem na jego działanie z nadzieją, że tym razem nie będzie chciał mi zrobić krzywdy. Jednak gdy odwrócił się do mnie i przybrał minę psychola wiedziałem już co się święci. Wystrzeliłem prędko z łóżka na drugi koniec pokoju i chwyciłem nóż kuchenny. On w tym czasie też skądś wytrzasnął taki sam. Zaczęliśmy dosyć brutalny pojedynek na kosy. Raz po raz ja trafiłem jego, raz on mnie. Ciekawe było to, że rany które mi zadawał naprawdę całkiem mocno bolały z kolei on zupełnie nic nie robił sobie ze swoich. Ból ten porównałbym do mocnego chwycenia się za brzuch i ściśnięcia go, tylko bardziej rwące niż tępe jak na ranę ciętą przystało. To znaczy nic szczególnego, jednak wizualizacja tego, jak gość robi to wielkim nożem czyniła to bardziej nieprzyjemnym niż normalnie by było. Nie bałem się zbytnio, bo w międzyczasie przeleciało mi już przez głowę że to sen.
Kolejne cofnięcie. Znów siedziałem obok tego gościa. Tym razem nie zastanawiałem się nawet chwili, pobiegłem po nóż i rzuciłem się na niego nie dając szansy na kontratak. Przygwoździłem go do podłogi i mocno dźgałem raz po raz po całym ciele. Mimo, że jego głowa przypominała już jak ser szwajcarski z miesiączką to skurwysyn tylko się śmiał i nic sobie z tego nie robił. W końcu udało mu się uwolnić. Pomyślałem, że skoro to sen to przeniknę przez okno i ucieknę mu odlatując. Wyszedłem już połową ciała, niestety zdążył chwycić nóż i złapać mnie za szyje unieruchamiając mnie. Kutafon podciął mi gardło, nie dość że zabolało to jeszcze ciężko było mi złapać oddech. Obudziłem się.





