28-12-2018, 00:06
Idę moją ulicą do góry, jest popołudnie jest już trochę mroczno i chłodno, spotykam sąsiada alkoholika. Jak zwykle z przejęciem opowiada mi jakieś głupoty, tym razem o meczu jaki niby miał się odbyć między naszą częścią osiedla a tą po drugiej stronie górki a który nie odbędzie się z powodu braku chętnych. W końcu spławiam go i idę na drugą część osiedla gdzie często spaceruję. Spacerując tam na jawie dziwię się, że jest to takie małe osiedle a teraz praktycznie nikogo tam nie znam. W tym śnie, kiedy się tam znalazłem pojawiło się trochę ludzi, których niby znałem z przeszłości, ale słabo. Twarze kojarzyłem, ale kim byli nie pamiętałem więc sytuacja była niezręczna a dialogi trochę sztuczne. Potem pojawiło się trzech braci, których faktycznie trochę znam więc poczułem się pewniej, a później dwu innych braci, których w przeszłości znałem. Mimo wszystko poczucie niepewności i niezręczności sytuacji co chwilę powracało bo były to nieznane miejsca i prawie nieznani ludzie a od czasu do czasu pojawiali się zupełnie nieznani mi ludzie, którzy mogli mnie wziąć za intruza. W końcu po długich rozmowach zwłaszcza z braćmi, których znałem ustaliliśmy, że kontakty towarzyskie między dwoma częściami osiedla będą w przyszłości podtrzymywane co dało szansę na to, że się poznamy lepiej i będziemy wspólnie działać organizując różne imprezy.
Wróciłem uspokojony do domu a tu zastałem sąsiada pijaczka jak mi plądruje mieszkanie więc się zjeżyłem. Okazało się, że naciągną on mojego ojca na kasę, że niby coś mu tam posprząta i wyrzuci niepotrzebne rzeczy podczas gdy w rzeczywistości brał rzeczy, które mógłby sprzedać za alkohol. Zacząłem mu więc pomagać aby uchronić potrzebne rzeczy i wyrzucić faktycznie niepotrzebne co mu się nie spodobało więc wyciągnął od ojca stówę i chciał się zmyć z moimi rzeczami. Aby nie robić burdy powiedziałem, że razem pracowaliśmy więc połowa kasy mi się należy. Próbował mnie oszukać mówiąc, ze gdzieś się śpieszy i da mi moją część potem, ale wyciągnąłem 50zł i mu dałem zabierając stówę, udało mi się też odzyskać część rzeczy. Menda nie była zadowolona, ale też nie wypadało mu się awanturować, zaczął więc gadkę, że go nie lubię i inne prymitywne zagrywki w jego stylu. Wkurzyłem się i powiedziałem, ze gdybym go nie lubił to za naciąganie ojca i inne przewiny codziennie obijał bym mu mordę, choć jeszcze nic straconego i zacząłem się wkurzać, ale typ sobie w końcu poszedł zanim doszło do rękoczynów. Wracając do domu zauważyłem, że ktoś usunął część płotu przy moim ogrodzie tak, że powstała brama a za płotem na działce sąsiada powstał kościół gdzie kręciło się pełno jakiś oazowiczów i dewotów. Znów się wkurzyłem bo niby z jakiej racji zniszczyli mi płot by wciągnąć mnie w swoje dewocje.





