22-12-2018, 08:40
Jestem w górach z kumplem z którym w przeszłości chodziliśmy po górach. Jest zima, jest pięknie, biało, słonecznie. Na tle czystego jasnego śniegu pięknie prezentują się drzewa lasu przez który jedziemy czymś co przypomina skuter śnieżny. Zjeżdżamy z górki leśną drogą, na dole kolega robi efektowne ślizgi. Nasze znajome patrzą na to i śmieją się radośnie.
Jesteśmy w wiacie w bazie studenckiej. Nie jest to dokładnie ta baza, w której często bywaliśmy, ale podobna. Wiata jest duża, elegancka i ma solidną podłogę czego nie miała w przeszłości. Odkrywamy, że wewnątrz jest kilka pomieszczeń: Głowna świetlica, przytulna kuchnia i nieduża izba do której wchodzi się z kuchni i z której można wyjść na zewnątrz a nie tak jak kiedyś jedną duża świetlicę. Podziwiamy bazę, cieszymy się a po posiłku dziewczyny wszystko pięknie sprzątają. Siedzimy w pokoiku przed wyjściem kiedy wchodzi ktoś w mundurze leżnika z czterema gwiazdkami na pagonach a za nim jeszcze ktoś. „Oficer” mierzy nas wzrokiem i przechodzi do kuchni. Obawiam się, że może mu się nie spodobać, że rządzimy się w wiacie, jednak dochodzę do wniosku, że zachowaliśmy się wzorcowo, więc wszystko powinno mu się spodobać i wywołać aprobatę.





