21-12-2018, 11:35
Wczoraj kładąc się do łóżka czułem problemy żołądkowe, myślałem, że przejdą, ale nie przechodziły i męczyłem się tak w półśnie do drugiej w nocy. Wtedy się obudziłem podjąłem środki zaradcze i położyłem się ponownie medytując by się uzdrowić. Szybko zasnąłem i znalazłem się w przyjemnym medytacyjnym stanie. Na tle tego stanu pojawiały się sny, wiedziałem że śnię ale starałem się nie zwracać uwagi na sny tylko pogłębiać stan medytacyjny co ogólnie mi się udawało. Jednak jeden z tych snów zasługuje na uwagę:
Byłem w pałacyku w którym spędziłem dzieciństwo, było tam pięknie było dużo światła, ciepła i byli tam moi przyjaciele i ciągle przybywali nowi. Część z nich ulokowałem w pokojach na parterze a niektórych lokowałem w pokojach na piętrze. Wszyscy byli zadowoleni i czuli się dobrze. Cieszyłem się z tego wszystkiego – tyle, że w miarę trwania snu i przybywania przyjaciół i znajomych uświadomiłem sobie, że zajmuję się tylko ich rozlokowywaniem w pałacyku aby byli szczęśliwi a ja nie mam ani chwili, aby się cieszyć tym wszystkim. W końcu pojawiło się znajome małżeństwo i kiedy zastanawiałem się gdzie ich rozlokować uświadomiłem sobie, że w sumie to mimo iż znamy się długo to są mi obcy i nie byłem pewien czy będą się tu dobrze czuli. Potem poszedłem znów na piętro pałacyku i stwierdziłem, że wszystkie pokoje są już tam zajęte, natomiast nie wszyscy, którzy tam mieszkają są moimi serdecznymi przyjaciółmi.
Ten sen na tle medytacji jest o tyle ciekawy, że jakby uporządkowałem w nim moich znajomych i przyjaciół uświadamiając sobie jasno moje relacje z nimi. Kiedy się obudziłem jasno zrozumiałem, ze właśnie tak jest, że niektórzy ludzie, których uważałem za przyjaciół są tylko moimi znajomymi a przyjaźń była jednostronna i nie nadawali się do tego by ich wygodnie umieszczać w moim pałacu sercu dbając o to by byli szczęśliwi
Z kolei też jeden z wczorajszych snów zasługuje na uwagę, ale nie miałem czasu go zapisać – może później





