12-12-2018, 12:41
Wczoraj miałem wyczerpujący i stresujący dzień, tak że wieczorem nie miałem już sił na nic i ledwo dowlokłem się do łoża. Kiedy już tam się znalazłem zrobiłem sobie 20 minutową medytację aby dojść do siebie i położyłem się spać. Miałem wiele pozytywnych snów pełnych światła szczególnie ciekawy nad ranem a jednak kiedy obudziłem się nad ranem za potrzebą czułem wiele napięć w ciele. Kiedy położyłem się ponownie spać próbowałem się rozluźniać, ale zaraz wpadłem w sen.
Znalazłem się przed parkiem pełnym starych potężnych drzew, była późna jesień, drzewa nie miały liści, było mrocznie i ciężkawo. Wiedziałem, że śnię i miałem też świadomość, że znam to miejsce, ale umysł był dość bezwładny tak, że upłynęło trochę czasu, zanim uświadomiłem sobie co to za miejsce. Był to dworek z parkiem przy głównej drodze, koło którego przejeżdżałem setki razy miałem co do tego 100% jasność, ale w tym śnie wyglądał on zupełnie inaczej. W sumie to w ogóle nie było tam dworku były tylko te stare bezlistne drzewa, nie było dróg ani żadnych zabudowań tylko te drzewa na pustkowiu. Szczególną uwagę przykuwały największe z nich. Zauważyłem , że kiedy skupiam na nich uwagę sen staje się stabilniejszy i wyrazistszy, jednak na obrzeżach widzenia się ciągle coś zmienia. Świadomie utrzymywałem skupienie na drzewach jak zaleca Castaneda i to utrzymywało sen. Pomyślałem ciekawe co się stanie kiedy przeniosę uwagę na obrzeża snu. Aby to sprawdzić skupiłem się na postaciach, które gdzieś poruszały się na skraju percepcji. Były mroczne, niewyraźne i nie mogłem ich uchwycić, ale kiedy próbowałem się na nich skupić po prawej stronie coś błysnęło i pojawił się dom. Skupiłem się na tym domu. Był bardzo stary i zaniedbany, sprawiał ponure wrażenie. Uświadomiłem sobie, że park na który wcześniej patrzyłem też był ponury, mroczny i przytłaczający. Ten dom też był przytłaczający i ponury, ale inaczej. Kiecy zacząłem się mu przyglądać wizg i przeniosłem się do innego snu, którego centralnym miejscem był ten dom. Mimo iż przeniosłem się do innego snu wiedziałem, że ten stary z drzewami jest blisko, po drugiej stronie niewidocznej drogi i gdybym zaczął się na tym skupiać wrócił bym do poprzedniego. Pomyślałem, że ten dom jest Castanedowską inkluzją podobnie jak najwyższe drzewa w parku we wcześniejszym śnie. Zgodnie z radą Castanedy skupiałem się na tym domu a sen stabilizował się, ponury nastrój też, ale jak wiadomo infantylnym jest uciekanie w śnie przed czymś co nam się nie podoba zamiast próbować to zrozumieć. Kiedy tak próbowałem coś zrozumieć i byłem już blisko znów wizg i po lewej stronie pojawił się inny dom. Nowy dom był bardziej współczesny i duży przyciągał moją uwagę więc skupiłem się na nim i wizg i przeniosło mnie do kolejnego snu a więc znalazłem kolejną inkluzję. Gdy przyglądałem się nowemu domowi również poczułem ciężki przytłaczający nastrój, ale inny niż w pierwszych dwu przypadkach więc próbowałem się otworzyć na zrozumienie i już zaczynałem rozumieć kiedy znów wizg i znalazłem się w innej scenerii. Jak we wszystkich poprzednich miejscach tu również było mroczno i przygnębiająco, wyczuwało się też poczucie zagrożenia. Widziałem groźną wojowniczkę w zbroi, która ostrożnie skradała się skrajem pola pszenicy spoglądając uważnie poza wał ziemny gdzie rozciągały się łąki. Nic tam nie było widać tylko puste pola, a jednak czuło się, że właśnie stamtąd może nadciągnąć zagrożenie. Patrzyłem na wojowniczkę i obawiałem się o nią, a chwilami stawałem się wojowniczką, wówczas byłem gotowy do walki. W pewnym momencie odkryłem, że to ogromne pole pszenicy to zamaskowana armia amazonek takich jak ta prowadząca zwiad, która zarazem była przynętą. Kiedy stało się to dla mnie jasne zacząłem się zastanawiać jak to we śnie różne rzeczy nie są tym na co wyglądają i nie wiedząc kiedy obudziłem się. Ku mojemu zaskoczeniu napięcia jakie czułem przy wcześniejszym przebudzeniu zupełnie zniknęły i obudziłem się w dobrym nastroju.





