10-12-2018, 23:03
Jestem gdzieś na pustyni, w zamku zbudowanym przy wielkiej górze.
Sam zamek był zbudowany na wzór tych z XIV wieku (wnioskuję to po wyglądzie wnętrza).
Przez okno widziałem również inne budynki stojące przed zamkiem. Wszystkie wyglądały jak świątynię wyjęte prosto ze starożytnej Grecji.
Ludzie ubierali się jak w średniowieczu, wszyscy byli szczęśliwi i zajmowali się swoimi obowiązkami.
Na zewnątrz ludzie byli ubrani współcześnie a większość z projekcji to odwzorowanie osób, z którymi spotykam się na co dzień.
Po tym, jak wyszedłem z zamku, samowolnie chciałem porozmawiać z projekcjami. Nie mam jakieś "wrodzonych" problemów z taką rozmową.
(Potrafię rozmawiać z projekcją kilka minut i odczuwam znikome skutki tego, jak rozmowa wpływa na sen).
W tym przypadku wszystko żyło swoim życiem...
Miało to swój klimat, wszystko zaczęło się, jak rycerz wybiegł z zamku i zaczął krzyczeć:
- Królowa otruta! Królowa nie żyje!
Wbiegłem do zamku. Zobaczyłem martwą (najprawdopodobniej) królową na tronie.
Król, przecierając łzy, coś mówił, po chwili skierował swój wzrok na moją osobę i rozkazał drżącym głosem:
- Znajdź go! Znajdź osobę, która to zrobiła!
Bez mojej zgody przeniosło mnie do lochów.
Tam strażnik przyprowadził dwie kobiety. W tym momencie wyrzuciło mnie z mojego "sennego ciała". Wszystko widziałem z trzeciej osoby a na "ekranie" pojawiły mi się opcje dialogowe. Coś takiego przytrafiło mi się chyba pierwszy raz.
Dokładnych opcji dialogowych nie pamiętam... Wszystko sprowadzało się do tego, że zabójcą królowej była miejscowa żebraczka o imieniu Izabela.
Król kazał ją spalić na stosie. Ksiądz proboszcz uznał, że lepiej będzie ją powieści.
Strażnicy wszystko szykowali pod egzekucję. Mieszczan zebrało się tylu, że nie starczyłoby życia, aby zliczyć wszystkich
. Gdy wszystko było gotowe, kat odstawił krzesło, a morderczyni żony władcy wisiała na sznurze. Wyjątkowo dobrze sobie radziła, rzucała się naprawdę długi czas, jakby szatan ją opętał
. Gdy wszystko było gotowe, kat odstawił krzesło, a morderczyni żony władcy wisiała na sznurze. Wyjątkowo dobrze sobie radziła, rzucała się naprawdę długi czas, jakby szatan ją opętał
.
Nagle wszyscy zaczęliśmy uciekać... Nadchodziła bowiem wielka fala! Tak wielka, że wzrokiem trudno objąć całą. Złapałem się jakiegoś słupa od którejś ze świątyń i ślepo wierzyłem, że to coś zmieni. Widziałem, jak mój znajomy biegnie i fala jest tuż za nim. Wyciągnąłem dłoń i krzyknąłem jednak gdy był tuż przy mnie fala, go po prostu zgniotła i poniosła dalej. O dziwo przeżyłem, jako jedyny najprawdopodobniej. Ruiny wyglądały fajnie co jakiś czas były widoczne "zdeformowane" zwłoki mężczyzn, kobiet i dzieci, które zaburzały trochę klimat tego miejsca, choć jednak może dodawały mu trochę uroku.
Stałem jeszcze chwilę, gdy okazało się, że idzie następna fala. Tym razem nie dałem rady.
W ostatnich chwilach zasłoniłem tylko jeszcze oczy rękami i w sumie to nic, ból i ciemności. Gdy zdecydowałem się jednak podnieść ręce, ukazało mi się moje biurko i komputer. Odłożyłem słuchawki, wyłączyłem zasilanie, wyłączyłem światło i poszedłem do łóżka. Po wszystkim się obudziłem oczywiście.
Najgorszy jest ten ból klatki piersiowej, gdy fala wali prosto w ciebie! Można powiedzieć, że nadal go czuje. Tego nie da się tak po prostu zapomnieć...
10 grudnia 2018





