07-12-2018, 18:14
Wczoraj śniłem, że byłem w hotelu w Japonii. Hotel nie sprawiał wrażenia orientalnego, były tam duże przestronne sale, było jasno, ciepło, czysto i przytulnie. Oprócz mnie było tam wielu moich znajomych, ale wymieszanych jakby z różnych bajek. Wszystko toczyło się w przyjemnym spokojnym bezstresowym rytmie.
W pewnym momencie podszedłem do okna i zamarłem ze zdumienia, za oknem rozciągał się niewyobrażalnie piękny krajobraz. Na wprost były piękne formacje skalne jak z chińskich obrazów, dalej była wspaniała porośnięta lasem góra, bliżej była malownicza trawiasta równina przecięta rzeką i tysiące innych rzeczy wszystko tak piękne, że nieprawdopodobne. Postanowiłem zrobić zdjęcie. Wziąłem aparat i nie mogłem się zdecydować co pstryknąć w podnieceniu i usłyszałem z tył gderanie siostry, że to jest jej aparat. Nie mogłem uwierzyć tu tak niesamowicie cudne widoki a ten potwór zamiast się tym cieszyć narzeka, że chcę zrobić zdjęcie jej aparatem :-) W pierwszym momencie siły mnie opadły, ale pomyślałem, że nie popsuję sobie radości oglądania zwracając uwagę na bzdurne narzekania. Oddałem jej aparat i nadal zachwycałem się tymi nieziemskimi widokami. Było tam jeszcze kilka akcji jakieś rozmowy z różnymi ludźmi, ale wszystko zbladło w obliczu tego cudownego widoku. Tego nie da się opisać to trzeba zobaczyć :-)
Dziś miałem wyrazisty sen w którym byłem w rafinerii. Zajmowała ona ogromny obszar po którym się pelentałem przez cały sen. Na początku miałem w tym jakiś cel i jakiś plan, ale potem zapomniałem jaki. Byłem ubrany jak każdy z pracowników aby wtopić się w tłum miałem też przygotowaną gadkę jakby mnie ktoś pytał co tu robię, ale w trakcie tego łażenia zapomniałem też co miałem mówić, na szczęście nikt nie pytał. Pod koniec snu wyszedłem na duża łąkę, będącą częścią tej rafinerii i zobaczyłem, że robione są tam duże wykopy. Wykopy te zalewała woda było jej coraz więcej i na moich oczach zmieniało się to w rozszalały żywioł.





